Felieton

Co nam zostało z polityki wschodniej

Przy okazji wyborów na Ukrainie wielu znanych polityków polskich, z szeregów władzy i opozycji, z partii parlamentarnych i tych, które się do parlamentu nie dostały, prezentowało swoje niebywałe kompetencje w obszarze polityki wschodniej. Czynili to zarówno na Ukrainie, jak też w polskich mediach, a i tak nie miało to żadnego sensu. Szczególnie, jeśli przypomnieć sobie rolę bez porównania bardziej poważną odegraną przez polityków z Polski w czasie „pomarańczowej rewolucji”.


Dlaczego? Może popełnię jakieś faux pas, ale ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski czy ówczesny minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, a także ówcześni politycy PO, UW, PiS oraz ludzie w ten czy inny sposób ukształtowani przez Ośrodek Studiów Wschodnich nie różnili się swoim indywidualnym potencjałem od polskich polityków dzisiejszych (jak mają się różnić, skoro czasami są to nawet ci sami ludzie). Jednak ich obecność w czasie „pomarańczowej rewolucji”, a także ich ówczesny głos na temat polityki wschodniej w polskiej debacie publicznej wtedy miały sens, a dziś nie mają żadnego. Wówczas bowiem za ich plecami stała w miarę przewidywalna i w miarę racjonalna polityka polska. W miarę przewidywalna i w miarę racjonalna szczególnie w obszarze polityki europejskiej i polityki wschodniej.

 

Dzisiaj za ich plecami stoi tylko nicość, rozwrzeszczany chaos, który od ładnych paru już lat zajmuje miejsce polskiej polityki w każdym praktycznie obszarze, z polityką wschodnią i europejską na czele. I właśnie dlatego polscy politycy jadąc dziś na Ukrainę, wypowiadając się w polskich mediach nie są już postaciami w jakikolwiek sposób poważnymi. Dobrze, jeśli za plecami jednego czy drugiego polityka z Polski stoi przynajmniej Unia Europejska, jeśli to jako jej wysłannik trafia on na Ukrainę. Wtedy jeszcze – i wyłącznie w tym tylko wymiarze – zachowuje on resztki powagi. Ale jako polityk polski powagi żadnej nie ma. Ani w oczach Ukraińców, ani w oczach obserwujących jego popisy Polaków.


Nie mogą bowiem na poważnie uprawiać polityki zagranicznej, a już szczególnie na kierunku tak wymagającym, jak kierunek wschodni, politycy, którzy zniszczyli politykę wewnętrzną własnego kraju. Dopóki jej nie odbudują, pozostaną niepoważni. Także w oczach Ukraińców, którzy obecny stan polskiej polityki wewnętrznej widzą i rozumieją.


PO-PiS-owa wojna polską politykę zburzyła. Smoleńszczyzna na tej kupie gruzów ustanowiła dodatkowo mit i bełkot, który odbudowę polityki polskiej na długie lata uniemożliwi. Dlatego jedynym przejawem powagi w stosunkach polsko-ukraińskich pozostają już tylko (albo mówiąc optymistycznie – na razie) metapolityczne próby budowania instytucjonalnych i ludzkich mostów pomiędzy Ukraińcami i Polakami. Takie mosty buduje od dawna Fundacja im. Stefana Batorego, taki most zbudowała Krytyka Polityczna, takich usiłowań jest więcej, po różnych stronach polskiej sceny ideowej. Ale akurat polscy politycy mają dzisiaj Ukraińcom najmniej do zaproponowania. Tak długo, dopóki z ich winy nie istnieje polityka polska.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.