Felieton

Breiviki w kopenhaskim ZOO

Odarcie ZOO z hipokryzji nie jest warte krwi jednego zamordowanego lwa.

Kierownictwo ZOO w Kopenhadze rozpędza się na swojej drodze uczenia Duńczyków (dzieci, dorosłych) „prawa naturalnego”. Jakby nie wystarczało to, że „prawa naturalnego” uczą nas dzisiaj fundusze hedgingowe, banki inwestycyjne, a przede wszystkim Kościół katolicki (szczególnie wielu polskim biskupom, księżom, a także ich świeckim przyjaciołom „prawo naturalne” wydaje się nieporównanie bardziej racjonalne od Ewangelii, ze szczególnym uwzględnieniem absurdalnego Kazania na Górze). Kierownictwo ZOO w Kopenhadze prowadzi jednak swoją edukację z motywacji „ekologicznej”, bo takiego teoretycznego języka używają przedstawiciele kopenhaskiego ZOO komunikujący się z mediami, którzy powtarzają, że w odróżnieniu od innych ogrodów zoologicznych oni postanowili pokazywać zwiedzającym nie tylko zwierzęta, ale także „prawa natury”. Najpierw tamtejsi zoolodzy nakarmili lwią rodzinę zamordowaną wcześniej przez siebie żyrafą, zrobili to także w obecności zwiedzających dorosłych i dzieci, żeby pewne kwestie raz na zawsze „odrzeć z hipokryzji”, a potem zabili całą lwią rodzinę, aby zrobić miejsce dla nowego samca. Przedstawiciel kopenhaskiego ZOO powiedział: „wspomogliśmy w ten sposób naturalną wymianę pokoleniową”. Słowo „naturalny” odgrywa tu rolę kluczową. 

Mogę jeszcze raz powtórzyć aforyzm św. Tomasza, że mordujący człowiek, w przeciwieństwie do mordującego tygrysa, nie jest zwierzęciem, ale staje się bestią. Ale po co powtarzać, skoro wszyscy to znają i wszyscy to chrzanią, a już najbardziej katoliccy „thatcheryści”? Ale nie tylko katolików zbyt głęboko zafascynowała dziś idea „powrotu do Natury” albo „nigdy z tej Natury nie wyjścia”. Gdyby Adolf Eichmann mógł przeczytać Bruno Latoura, też by mówił ciekawsze rzeczy na swoim procesie w Jerozolimie. Albo gdyby mógł przeczytać późnego Sloterdijka (od „Reguł dla ludzkiego ZOO” po pamflety przeciwko „motywowanemu chrześcijańskim i marksowskim resentymentem przymusowi redystrybucji”), który Latourowi z entuzjazmem towarzyszy na drodze do rozbestwienia. Jednak Eichmann nosił do pracy tylko kieszonkowe wydanie Kanta (niestety, piłka w mojej bramce), więc mowę obrończą miał anachroniczną i nieprzekonującą.

W tym samym czasie historyk ekonomii z Uniwersytetu Kalifornijskiego Gregory Clark „odkrywa”, że „awans społeczny zależy od genów”, a nie od jakiejś tam redystrybucji czy polityki społecznej. Co charakterystyczne, w polskiej infosferze jego „odkrycie” najwcześniej „odkrył” portal Obserwatorfinansowy.pl, gdzie – jak to na portalu finansowym, choćby sponsorowanym przez NBP – frakcja neoliberalnego zdziczenia jest co najmniej tak samo silna – a może silniejsza, ekonomia oblige – co frakcja „humanistów”.

Mieszczaństwo nie ma już swojej filozofii, liberalizm leży zdechły na nadmorskich kamieniach i zaczyna już nieco podśmiardywać w coraz mocniejszym słońcu Wielkiego Południa. A jednak Nie Ma Alternatywy (czyli po angielsku TINA). Albo odbudujemy liberalizm i chrześcijaństwo (jak pamiętacie, piszę to wezwanie przeciwko Królikowskiemu, Jurkowi, Terlikowskiemu, Michalikowi, Rydzykowi, Oku, Gowinowi, Opus Dei i innym neonaturalistycznym poganom), albo odbudujemy liberalną filozofię mieszczańskiej jednostki i społeczeństwa opartą na przekraczających Naturę wartościach ponadplemiennego, ponadnarodowego i ponadgatunkowego altruizmu, empatii, równości, albo też Breiviki z kopenhaskiego ZOO, wyposażone w coraz lepsze papiery filozoficzne i scjentystyczne, okażą się forpocztą postępu dla naszej prawicy („katolickiej” szczególnie), a nawet dla naszej lewicy.

Zresztą, co to wówczas będzie za różnica, czy posthumanistyczna bestia będzie się posługiwała czerwienią, zielenią czy czernią; czy będzie wymachiwała krzyżem, czy krzyż bezcześciła.

Oczywiście pojawiły się niestety (tu na Zachodzie, ale podejrzewam, że również tam w Kraju) także głosy radykalnej ekologicznej lewicy, że Breiviki z kopenhaskiego ZOO pomagają odrzeć z hipokryzji samą zasadę ogrodu zoologicznego. Rewolucjoniści często używali instrumentalnie ludzi, którym chcieli pomóc, czemu zatem dziś nie mieliby instrumentalnie użyć zwierząt. Odarcie ZOO z hipokryzji nie jest warte krwi jednego zamordowanego lwa, tak samo jak odarcie z hipokryzji kapitalizmu nie było warte krwi nawet jednego zamordowanego mieszczanina albo mieszczanki. A jednak zabito ich mnóstwo, kapitalizm jest już od dawna obdarty z hipokryzji, no i co z tego? Właśnie tryumfuje. I to po raz pierwszy w skali naprawdę globalnej.

Także kryzys ukraiński wzmacnia TINĘ, tak, jak od dawna nic już jej nie wzmocniło. Teraz wszyscy już chyba rozumiecie – Ukraińcy, Polacy – że jedyną alternatywą dla Putina jest w tym świecie, „na Ziemi, tej Ziemi”, Duch Międzynarodowego Funduszu Walutowego (zstąpił właśnie w Kijowie wyposażony w niebagatelną sumę 14-18 miliardów dolarów). A wobec słabości polityki, jedyną siłą jaka może powstrzymać Putina są „rynki”. Kolejne 60 miliardów dolarów „wycofane z Rosji przez inwestorów”, podczas gdy ministrowie Camerona bredzą na użytek Polaków (żeby ich nasze media mogły cytować z zachwytem) o swojej „nieprzejednanej postawie”. Tymczasem w brytyjskich mediach i na spotkaniach z tutejszym biznesem zaklinają się, że na żadne realne sankcje finansowe wobec Rosji Putina nie zgodzą się NIGDY. Jednak na mapach TVN24 Wielka Brytania jest uparcie przedstawiana jako najbardziej radykalny zwolennik sankcji wobec Rosji, w przeciwieństwie do „miękkich” Francji i Niemiec.

Jestem tutaj (Nottingham z wypadami do Londynu i nieprzerwanym podłączeniem do kroplówki mediów, co dla infowampira jest podstawowym warunkiem przeżycia), patrzę, słucham i mogę wam z pełną odpowiedzialnością oświadczyć: TVN24 się myli (choć biorąc pod uwagę profesjonalizm tej stacji, nie jest to jakaś banalna pomyłka, ale raczej myślenie życzeniowe, nostalgia za osią Waszyngton-Londyn-Warszawa adresowana do polskich konserwatystów tęskniących za własnym biurkiem w City). Londyn (polityczny i finansowy), nawet w porównaniu z Berlinem i Paryżem jest dzisiaj najbardziej zdeterminowanym przeciwnikiem sankcji wobec Rosji. Oczywiście w twardym gospodarczym realu, nie w PR-owej pianie postpolityki.

Breiviki w kopenhaskim ZOO, Breiviki w londyńskim City, jeśli oni przeciwko nam, to kto z nami?

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.