Jeszcze kilka lat temu o AI w medycynie mówiło się głównie na konferencjach naukowych, ale to się zmienia. Na portalu Znany Lekarz dr Mariusz Borkowski przywołuje badanie American Medical Association z 2026 roku: aż 81 proc. organizacji lekarskich w USA wykorzystuje już AI w codziennej praktyce, dwukrotnie więcej niż trzy lata temu. Zaś według serwisu Doximity 63 proc. lekarzy w USA sięga po narzędzia AI codziennie.
A w jakich zastosowaniach i jak szybko sztuczna inteligencja wkracza do medycyny w Polsce? Zapytałam kilkoro polskich lekarzy o ich stosunek do pracy z AI.
Radiolodzy na pierwszy ogień?
Wielu lekarzy przekonuje, że sztuczna inteligencja, jeśli odbierze medykom chleb, to w pierwszej kolejności radiologom. Bo już analizuje za nich zdjęcia, a jej możliwości będą się tylko zwiększać. Są głosy, że może to doprowadzić do zwolnień w grupie zawodowej radiologów, ale oni sami są innego zdania.
Prof. Edyta Szurowska jest radiolożką z ogromnym doświadczeniem, konsultantką krajową i wiceprezeską Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego. Na co dzień pracuje na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. – Przy analizie wyników badań obrazowych nigdy w stu procentach nie zaufam sztucznej inteligencji – mówi. – Na dziś nie ma żadnego naukowego potwierdzenia, że AI może zastąpić lekarza czy pielęgniarkę. I nie wierzę, że to się zmieni. To kwestia nie tylko odpowiedzialności za decyzje diagnostyczne, niosące poważne następstwa dla zdrowia i życia. Jako lekarze jesteśmy szkoleni do tego, by wykryć wszystkie istotne klinicznie zmiany u pacjenta. Do tego mamy szeroką wiedzę medyczną z różnych dziedzin i nie patrzymy na chorego jak na obraz do analizy, bo w tym przypadku AI może być skuteczniejsze, chociażby lepiej różnicując skalę szarości niż oko ludzkie. Natomiast chorym zajmujemy się holistycznie. Dla nas każdy pacjent to konkretny człowiek, z własną historią, także choroby czy wielochorobowości, który potrzebuje pomocy.
Jak wskazuje prof. Szurowska, AI jest dziś obecna w większości nowoczesnych urządzeń i wspomaga pracę lekarzy. – Dzięki algorytmom znacząco skrócił się czas badania w rezonansie magnetycznym, mamy redukcję dawki promieniowania w tomografii komputerowej. Otrzymujemy też obraz lepszej jakości. We wszystkich aparatach mamy redukcję szumów, artefaktów, więc obraz jest dużo lepszy w stosunku do tego, jaki uzyskiwaliśmy kiedyś – mówi moja rozmówczyni.
Jednocześnie podkreśla, że jest to tylko narzędzie. – Mimo że istnieje prawie dwa tysiące różnych wyrobów medycznych wykorzystujących algorytmy sztucznej inteligencji, zarejestrowanych i dopuszczonych przez FDA [amerykańska Agencja Żywności i Leków, która sprawuje nadzór nad bezpieczeństwem, skutecznością i jakością produktów, i wydaje im certyfikaty – przyp. red.], to nie ma jednego uniwersalnego algorytmu. Nie ma takiego, który na przykład wykryłby wszystkie patologie w obrębie głowy, szyi, klatki piersiowej, jamy brzusznej czy miednicy mniejszej. Są dobre algorytmy do wykrywania udaru niedokrwiennego w mózgu, ale również one nie wykrywają wszystkiego – tłumaczy prof. Szurowska.
Pani profesor nie zgadza się z twierdzeniami części medyków, że AI już dziś może na przykład wychwycić zdjęcia ze zmianami nowotworowymi. – Algorytmy sztucznej inteligencji nie są w stanie stwierdzić, że na danym obrazie na sto procent nie ma zmian. Ale jest coś jeszcze: na swojej konsoli radiologicznej, na której oglądam zrobione u pacjenta badania, mam dzisiaj około 90 algorytmów AI. Natomiast na co dzień wykorzystuję kilka. Bo jeśli mam przejrzeć kilkanaście algorytmów i sprawdzić, co pokazały, zajmuje to znacznie więcej czasu niż samodzielna analiza badania. Zwłaszcza, kiedy muszę wykluczyć zmianę, którą sugeruje AI, a której w rzeczywistości nie ma – podkreśla pani profesor.
Zwraca uwagę na coś jeszcze: – Wiadomo, że każda populacja jest inna. Zapadamy na różne choroby z różną częstością. Ponadto różnimy się pod względem wskaźnika BMI i związanej z tym nadwagi, a w Ameryce osób z tym problemem jest więcej niż w Polsce. To również może mieć wpływ na analizę badania wykonanego przez AI w danej populacji pacjentów. Dlatego należy pamiętać, że algorytm, który sprawdzi się świetnie w USA, niekoniecznie będzie przydatny u nas.
Prof. Szurowska przyznaje, że sztuczna inteligencja nie jest nieomylna. – W codziennej praktyce spotykam się z tym, że AI pokazuje u chorego złamanie, którego nie ma, albo informuje, że nie ma zmian pourazowych, a one występują. Jest to na pewno przydatne narzędzie, należy jednak korzystać z niego rozważnie i odpowiedzialnie – podkreśla radiolożka.
Zdaniem prof. Szurowskiej AI nigdy w pełni nie zastąpi radiologa, a dyrektorzy szpitali, którzy myślą inaczej i chcieliby na pracy radiologa zaoszczędzić – szybko się przekonają, że to „nie przejdzie”. – Jest takie powiedzenie, że radiolog wykorzystujący AI zastąpi tego, który nie będzie korzystał ze sztucznej inteligencji. Ale względy ekonomiczne nie powinny decydować o bezpieczeństwie pacjenta. Najważniejsze jest to, że chociaż sztuczna inteligencja będzie widzieć coraz więcej na obrazach medycznych, lekarz musi widzieć przede wszystkim człowieka i jego chorobę.
Przykładem wykorzystania AI w radiologii posługuje się często Cory Doctorow, kanadyjski pisarz SF i krytyk nowoczesnych technologii, którego książką Gównowacenie. Jak cyfrowi giganci zmieniają nasz świat na gorsze ukazała się niedawno w Polsce. Radiologia jest jego zdaniem modelowym przykładem na to, do czego może prowadzić wdrażanie AI w medycynie z powodów czysto ekonomicznych, gdy za nic ma się dobro pracowników czy bezpieczeństwo pacjentów. Handlowcy, którzy oferują dyrektorom szpitali sztuczną inteligencję, mówi Doctorow, nie przekonują, że narzędzie pomoże w pracy radiologom. Mówią coś zupełnie innego: „Macie dziesięciu radiologów. Zwolnijcie dziewięciu, zostawcie jednego. Zaoszczędzicie miliony, z czego połowę oddacie nam za licencję na oprogramowanie”. Liczy się tylko wynik ekonomiczny.
Studenci podchodzą bezkrytycznie
Prof. Magdalena Skórzewska z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie jest onkolożką; na co dzień kieruje Oddziałem Onkologii Klinicznej i Chemioterapii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4. Jak mówi, zdarza jej się korzystać z AI, ale nigdy nie „karmi” sztucznej inteligencji wynikami badań konkretnego pacjenta. – Po pierwsze, nie mam pewności, gdzie takie dane byłyby przechowywane, kto miałby do nich dostęp i w jakim celu mogłyby zostać wykorzystane. Po drugie, mam wątpliwości co do zgodności takiego postępowania z prawem i zasadami ochrony danych pacjenta- mówi. Zdarza jej się natomiast szukać przy pomocy algorytmów informacji, na przykład wyników badań naukowych związanych z genetyką.
– Postęp w onkologii jest bardzo dynamiczny. Regularnie pojawiają się nowe możliwości terapeutyczne, zwłaszcza w zakresie leczenia ukierunkowanego molekularnie. Coraz precyzyjniej „szyjemy” leczenie pod konkretnego chorego, uwzględniając zarówno cechy jego nowotworu, jak i sytuację kliniczną. Niejednokrotnie pacjenci sami wykonują szczegółowe badania genetyczne, poszukując dodatkowych możliwości leczenia, również w ramach procedury Ratunkowego Dostępu do Technologii Medycznych. AI może wtedy wspierać wyszukiwanie i porządkowanie doniesień dotyczących znaczenia określonej zmiany genetycznej oraz jej potencjalnego wpływu na odpowiedź na leczenie. Nie traktuję jednak odpowiedzi AI jako podstawy decyzji klinicznych. To narzędzie, które może skrócić czas dotarcia do istotnych publikacji, ale jego wskazania wymagają każdorazowej weryfikacji w źródłach naukowych – mówi pani profesor.
Dostrzega przy tym zasadniczy problem z AI wśród studentów medycyny: – Niejednokrotnie obserwuję bezkrytyczne przyjmowanie odpowiedzi generowanych przez AI i często rozmawiam o tym ze studentami. Młodsze pokolenie korzysta z nowych technologii z dużą swobodą, ale sprawność w posługiwaniu się narzędziem nie zawsze idzie w parze z umiejętnością oceny wiarygodności jego odpowiedzi. Informacja przedstawiona w sposób przekonujący może być niepełna lub błędna. W medycynie trzeba oceniać ją na podstawie dowodów, a nie pewności, z jaką została sformułowana. Dlatego tak ważne jest, aby już podczas studiów uczyć krytycznego myślenia i weryfikowania źródeł. AI może wspierać pracę lekarza, ale odpowiedzialność za ocenę informacji i decyzję kliniczną pozostaje po jego stronie – mówi prof. Skórzewska.
Pułapka utraty kompetencji
Z badań wynika, że zbyt częste sięganie po AI prowadzi do zjawiska zwanego deskillingiem, czyli utratą umiejętności. Wraz ze zwiększeniem intensywności korzystania z algorytmów stajemy się coraz mniej samodzielni, a nasze kompetencje – związane choćby z analizowaniem czy ocenianiem informacji – słabną. Również w przypadku lekarzy nadmierna zależność od algorytmów może prowadzić do pogorszenia nabytych już umiejętności klinicznych i diagnostycznych.
Polski zespół pod kierownictwem dr. Krzysztofa Budzynia i dr. Marcina Romańczyka przeprowadził badanie dotyczące korzystania z AI przy wykonywaniu kolonoskopii. Wyniki opublikowano w prestiżowym czasopiśmie „The Lancet Gastroenterology & Hepatology”. Okazuje się, że przy wykonywaniu kolonoskopii ci lekarze, którzy częściej korzystali z AI, rzadziej wykrywali gruczolaki w jelicie. U lekarzy, którzy z pomocy AI korzystają niemal na co dzień, skuteczność wykrywania polipów bez pomocy technologii wyraźnie spadła, z 28,4 do 22,4 proc. „Wyniki okazały się dosyć zatrważające, bo wyszło, że endoskopiści znacząco obniżyli swoje umiejętności” – mówił cytowany przez serwis termedia.pl dr Krzysztof Budzyń z H-T. Centrum Medycznego w Tychach.
AI cierpliwsza niż lekarz
Dr Aleksander Biesiada, lekarz rodzinny z Gdańska aktywnie działający w organizacjach branżowych, nie boi się sztucznej inteligencji w medycynie, choć dostrzega zagrożenia z nią związane. – Ryzyko jest m.in. takie, że zgubimy humanistyczne podejście w medycynie, indywidualne podejście do każdego chorego. Bo pamiętajmy, że decyzje dotyczące diagnostyki czy leczenia nigdy nie są zerojedynkowe, a sztuczna inteligencja tak właśnie na nie „patrzy”- mówi mój rozmówca.
Jak dodaje, kiedyś korzystało się wyłącznie z książek czy czasopism naukowych, potem doszedł internet, a dziś mamy sztuczną inteligencję. – Co więcej, choć i mnie to szokuje, mamy dane naukowe pokazujące, że AI może być bardziej empatyczna niż lekarz. Czat jest grzeczny, ma czas, podąża za pacjentem, raczej nie bywa opryskliwy, będzie przepraszał, dopytywał, upewniał się. A lekarze? Jak wiemy, bywają bardzo różni, zwłaszcza po dziesięciu godzinach dyżuru. Więc nie dziwmy się też, że część chorych już szuka diagnozy poprzez AI.
Rzeczywiście, z najnowszego badania agencji marketingowej On Board Think Kong „Zdrowie z AI”, około 17 milionów Polaków już dzisiaj pyta sztuczną inteligencję o zdrowie swoje lub swoich bliskich? Co ważniejsze, sprawa nie kończy się na przeczytaniu informacji, bo pod wpływem sugestii czatu kupujemy suplementy czy nawet leki. Jednocześnie co czwarty użytkownik nigdy nie weryfikuje odpowiedzi AI u lekarza czy aptekarza.
Czy AI zastąpi okulistów?
Prof. Robert Rejdak jest kierownikiem Katedry i Kliniki Okulistyki Ogólnej i Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Na co dzień przeprowadza liczne zabiegi okulistyczne.
– Nie mam wątpliwości, że AI może być bardzo przydatne przy diagnozowaniu pacjenta. Natomiast jako lekarz wiem, że wciąż wiąże się z ryzykami, w tym ryzykiem wycieku danych pacjentów, do czego nie można dopuścić. A prawo jak dotąd za tym nie nadąża. Z uwagą śledzimy, co się dzieje na świecie, ale wolimy stworzyć w Polsce własne algorytmy sztucznej inteligencji, oparte na polskich danych, niż stosować jakieś zagraniczne, komercyjne narzędzia. Bo nigdy nie wiemy, gdzie te dane, które wysyłamy do chmury komercyjnie dostępnych algorytmów opracowanych w innych krajach, ostatecznie trafiają i co się z nimi dzieje – mówi profesor.
W okulistyce są prowadzone badania na ten temat, mówi, ale na razie nie ma to charakteru wdrożeniowego, bo nie wiadomo, co z nich ostatecznie wyniknie. – Na razie NFZ nie wprowadził żadnej przesiewowej diagnostyki opartej na AI. To wszystko dopiero przed nami. Sztuczna inteligencja mogłaby być wykorzystywana w diagnostyce szeregu jednostek chorobowych, wymienię choćby choroby siatkówki czy plamki żółtej, jaskrę, stożek rogówki – mówi mi prof. Robert Rejdak. – Chcę mocno podkreślić, że w mojej ocenie AI nie zastąpi lekarzy, może ich tylko wspomagać – dodaje mój rozmówca.
Wielu lekarzy, z którymi rozmawiam, niepokoi świadomość, że używanie AI może spowodować wyciek danych pacjentów. Tyle że nie trzeba do tego sztucznej inteligencji – równie dobrze wystarczy włamanie hakerów czy atak Rosji w ramach tego, co nazywamy wojną hybrydową. W sierpniu 2026 wyciekły dane 19 milionów Polaków z platformy medycznej MyDr, we wrześniu wykradziono dane pacjentów zgromadzone przez Qbusoft (m.in. w bazie Medyc), a w październiku wykryto nieuprawniony dostęp do danych firmy IQDental w kilkudziesięciu placówkach stomatologicznych. Takich incydentów w branży medycznej przybywa. I nie jest to zjawisko nowe – w listopadzie 2023 roku wyciekły z firmy Alab dane osobowe ponad 200 tys. pacjentów.
Co mówi Kodeks Etyki Lekarskiej?
Dr Klaudiusz Komor jest kardiologiem, specjalistą chorób wewnętrznych, ordynatorem Oddziału Kardiologii Beskidzkiego Centrum Onkologii – Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej. Pełni również funkcję wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Jak mówi, w pracy zawodowej zdarza mu się korzystać z podpowiedzi sztucznej inteligencji. Dostrzega jej plusy, ale widzi też zagrożenia, które niesie. – Zgodnie z Kodeksem Etyki pacjent zawsze musi wiedzieć, że lekarz korzysta z tego typu narzędzi – podkreśla mój rozmówca.
– W kardiologii wykorzystuje się algorytmy AI do wyznaczania choćby ryzyka sercowo-naczyniowego u danego pacjenta, czyli jakie jest prawdopodobieństwo, na podstawie wyników badań, wystąpienia zawału albo innej choroby serca. W takim zastosowaniu sztuczna inteligencja jest bezpieczna, bo na końcu to zawsze jest akceptowane przez lekarza. W żadnym z tych wskazań sztuczna inteligencja sama nie podejmuje decyzji o tym, jak leczyć pacjenta czy jakie leki mu podać. Jest jedynie wsparciem i w mojej ocenie to jest ok – mówi dr Komor.
Czego się obawia? – Moje obawy dotyczą przede wszystkim ekonomii w systemie ochrony zdrowia. Byłoby niebezpieczne, gdyby dyrektorzy przychodni czy szpitali, nie mając odpowiedniej liczby lekarzy albo chcąc oszczędzić na ich pracy, z powodów ekonomicznych, zaczęli opierać się w pewnych kwestiach tylko na sztucznej inteligencji, choćby przy opisywaniu badań radiologicznych. To byłoby groźne, bo każdy człowiek jest inny. Na pacjenta trzeba patrzeć kompleksowo, uwzględniając jego stan, wyniki badań i to, co poda nam w wywiadzie. AI działa w oparciu o powtarzalność, o algorytmy i to, w wielu przypadkach statystycznie będzie się zgadzać, ale jednostkowo, na pojedynczym pacjencie może się okazać podejściem błędnym – mówi Komor.
Odpowiedzialność i tak poniesie lekarz
Prof. Mirosław Czuczwar jest anestezjologiem. Przez lata, m.in. w czasie pandemii COVID-19, kierował II Kliniką Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Obecnie jest szefem Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim. Niedawno wybrano go na prezesa Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii.
W pracy zawodowej, podczas znieczulania oraz leczenia pacjentów na oddziale intensywnej terapii, nie korzysta ze sztucznej inteligencji. – W przypadku pacjenta, którego mamy znieczulić, oceniamy jego wiek, stan, choroby towarzyszące i wiemy, jakie leki i w jakiej dawce mu podać. Sztuczna inteligencja pewnie też byłaby w stanie to ocenić po wprowadzeniu odpowiednich danych. Tyle tylko, że w niektórych sytuacjach reakcje pacjenta są nieprzewidywalne – początkowo nieistotne dane z wywiadu lub wyniki badań mogą okazać się kluczowe dla zapewnienia pacjentowi bezpieczeństwa. Poza tym wykonujemy określone czynności medyczne, kierując się nie tylko twardymi danymi, które może wykorzystać sztuczna inteligencja, lecz przede wszystkim empatią i koniecznością nawiązania kontaktu z pacjentem lub jego rodziną. Jest to szczególnie ważne przy podejmowaniu najtrudniejszych decyzji dotyczących m.in. terapii daremnej czy też medycyny paliatywnej – mówi mój rozmówca.
– W szpitalu w Gorzowie testujemy aplikację, która zbiera od pacjenta wstępny wywiad anestezjologiczny przed planowanym zabiegiem. Pacjent wypełnia informację w telefonie czy na tablecie, a anestezjolog dostaje gotowy wywiad, podpisany przez chorego – opowiada profesor. – Ale to jest w fazie testów. Nie wiadomo, kiedy mogłoby być wprowadzone, bo pojawia się dużo wątpliwości natury prawnej. Główny problem to kwestia odpowiedzialności za ewentualne błędy, których algorytm nie wychwyci, co może narazić lekarza na odpowiedzialność cywilną lub karną. Czy AI podbije medycynę i spowoduje rewolucję w najbliższej przyszłości? Śmiem wątpić – mówi prof. Czuczwar.
Dr Tomasz Zieliński jest lekarzem rodzinnym, ma przychodnię na wsi, w Wysokiem na Lubelszczyźnie. Jest też prezesem Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców, a także – wiceprezesem Porozumienia Zielonogórskiego (to największa w Polsce organizacja zrzeszająca pracodawców opieki zdrowotnej – skupia ponad 14 tysięcy lekarzy – przyp. red.).
Razem z grupą innych lekarzy testuje obecnie narzędzie do słuchania rozmowy z pacjentem. – Jest to narzędzie, które będzie w stanie zrobić z takiego wywiadu notatkę do dokumentacji medycznej. Nie wiem, czy to się sprawdzi, zobaczymy. Bo chodzi o to, by mieć do tego zaufanie i nie tracić później czasu na poprawianie takiej notatki – językowo czy merytorycznie – mówi dr Zieliński.
W jego ocenie nigdy nie będzie tak, że sztuczna inteligencja całkowicie zastąpi lekarzy. – W moim zawodzie jedną z kluczowych rzeczy jest odpowiedzialność za to, co się robi. A tej odpowiedzialności ani AI, ani żaden informatyk, który ją tworzy, za mnie nie przejmie – podsumowuje wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.
W Polsce, w co najmniej kilku ośrodkach badawczych, trwają prace nad wypracowaniem własnych, krajowych algorytmów AI. Dlaczego to ważne? Bo modele stworzone w Ameryce czy w Chinach nie uwzględniają choćby cech naszej populacji pacjentów czy niuansów polskiego systemu ochrony zdrowia. Algorytmy, by były bardziej skuteczne, muszą uwzględniać m.in. uwarunkowania genetyczne danej populacji pacjentów, ich styl życia czy epidemiologię i zapadalność na poszczególne choroby. Kluczowe jest też wprowadzenie do modelu danych związanych ze strukturą demograficzną społeczeństwa. Polski algorytm musi też nauczyć się prawidłowo odczytywać np. skróty używane przez naszych lekarzy w dokumentacji medycznej czy specyficzny medyczny język.
W Polsce pojawiła się niedawno Platforma Usług Inteligentnych, czyli „cyfrowy asystent radiologa w diagnostyce obrazowej”, którego zakup sfinansowano z KPO. Jak powiedział w rozmowie z portalem cowzdrowiu.pl mecenas Beniamin Kołodziej z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski, „PUI nie będzie nikogo leczył. Platforma Usług Inteligentnych to certyfikowany wyrób medyczny. Będzie taką samą kategorią co pompy insulinowe czy rozruszniki serca”.
***
„Sztuczna inteligencja to azbest, który upychamy w murach społeczeństwa technologicznego. Nasi potomkowie przez pokolenia będą próbować go usunąć” – pisze Cory Doctorow. Jak dowodzi, to ci, którzy pracują nad algorytmami AI – wielkie bigtechy – twierdzą, że sztuczna inteligencja wszystko zmieni, a nawet już zmienia. Bo po prostu chcą na tym zarobić ogromne pieniądze, zresztą już zarabiają. „Automatyzacja wychodząca od pracowników podnosi jakość, a automatyzacja napędzana przez kapitał zwiększa tylko ilość pracy realizowanej w jednostce czasu. Jeżeli dane rozwiązanie automatyzacyjne wymaga ścisłego nadzoru wykwalifikowanych i doświadczonych pracowników, raczej nie będzie ono napędzać szalonej produktywności” – dowodzi Doctorow.
Sceptycy zwracają uwagę na coś jeszcze – mamy bezpłatne, ogólnodostępne modele AI, z których może korzystać każdy. Ale na rynku pojawia się coraz więcej narzędzi komercyjnych. Co w sytuacji, gdy trzeba będzie za to płacić? Gdy lekarz korzystający z AI zdecydowanie podniesie ceny usług, bo sam będzie płacił za każde użycie specjalistycznej AI? Co z pacjentami, których nie będzie na to stać? Pytań jest wiele, odpowiedzi na nie – w dużej mierze – wciąż brak.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!