Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

NSA umywa ręce. Smutny dzień dla dzieci z tęczowych rodzin

Sofia od ośmiu lat czeka na wydanie dokumentów – i jeszcze sobie poczeka, bo Naczelny Sąd Administracyjny pozostawił jej sprawę bez rozpoznania. „NSA opowiedział się przeciwko bezpieczeństwu dzieci” – ocenia Kampania Przeciw Homofobii.

Dziennikarz, reporter
Dwie dotykające się damskie dłonie w świetle tęczy
Walka

Queerowa społeczność spodziewała się, że uchwała z 4 listopada otworzy drogę do transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe. Po ponad dwugodzinnej rozprawie rozszerzony, siedmioosobowy skład sędziów stwierdził jednak, że nie może takiej uchwały wydać, zasłaniając się względami formalnymi.

– Sofia pozostaje w abstrakcyjnym zawieszeniu, tymczasem jej problemy są realne: nadal nie może uzyskać w Polsce ani transkrypcji aktu urodzenia, ani dowodu osobistego czy paszportu. Ona dla Polski de facto nie istnieje. W teorii posiada obywatelstwo, ale nie jest go w stanie udowodnić – komentuje Maja Heban z Miłość Nie Wyklucza.

Historia dziewczynki zakrawa na thriller sądowy, który rozpoczął się z chwilą jej narodzin.

Osiem lat walki

Jedna z matek Sofii jest obywatelką Polski, druga – Irlandii. Ich córka przyszła na świat w Hiszpanii, która ponad dwadzieścia lat temu zrównała prawa jednopłciowych i różnopłciowych małżeństw, więc w akcie urodzenia figurują dwie kobiety. Tyle tylko, że Hiszpania nie nadaje obywatelstwa na mocy tzw. prawa ziemi, co zrodziło zasadnicze problemy z uregulowaniem statusu prawnego dziecka – przez jakiś czas było ono traktowane jak bezpaństwowiec.

Czytaj także „W sprawie transkrypcji przepisy mówią jedno, TSUE drugie, TK trzecie”. Przewodnik po chaosie Aleksandra Kasprzak rozmawia z adw. Aniką Zeidler

Irlandia umyła ręce, bo jej przepisy nie uznawały Irlandki za matkę dziewczynki, którą urodziła Polka. W 2019 roku obie kobiety zwróciły się więc do urzędu stanu cywilnego w Krakowie z prośbą o transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia. Również tu spotkały się z odmową – krajowy porządek prawny nie przewidywał przecież możliwości uznania pary jednopłciowej za rodziców dziecka.

Impas próbował przerwać Adam Bodnar, wówczas: Rzecznik Praw Obywatelskich, zaskarżając odmowę transkrypcji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Jak argumentował, Sofia funkcjonuje w prawnej próżni, która narusza rodzimą ustawę zasadniczą, ONZ-owską Konwencję o prawach dziecka oraz unijne traktaty. RPO wniósł o pilne rozpatrzenie sprawy „z uwagi na dobro małoletniego dziecka pozostającego bez ochrony w postaci zapewnienia mu prawa do swobodnego przemieszczania się i przebywania na terenie państw członkowskich, a także ochrony jego życia prywatnego i rodzinnego”.

Kluczowe rozstrzygnięcie zapadło już w 2019 r. – NSA wydał wtedy uchwałę w bliźniaczej sprawie (II OPS 1/19). Siedmioosobowy skład uznał, że transkrypcja jest w Polsce niedopuszczalna, natomiast jej odmowa nie może pozbawiać dziecka możliwości uzyskania paszportu, dowodu osobistego lub numeru PESEL. Wskutek uchwały Polska może wydać dokumenty tożsamości dziecka, niemniej w rejestrze PESEL wskazuje się tylko jednego z rodziców. Drugi, w świetle prawa, nie istnieje.

Sąd w Krakowie nadal miał jednak wątpliwości, zwrócił się więc do TSUE z pytaniem prejudycjalnym. W 2022 roku Trybunał w Luksemburgu orzekł zaś (C-2/21), że nawet jeżeli Polska nie dokonana transkrypcji, i tak musi wydać dziecku dokumenty. Sprawa wróciła więc do krakowskiego sądu, który na początku 2024 roku skierował do NSA pytanie, czy w świetle powyższych rozstrzygnięć Polska nie powinna jednak wykonać transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia Sofii.

Samotność Ordo Iuris

Ponad dwugodzinna rozprawa odbyła się w środę 4 listopada. Swoje stanowiska wygłosili pełnomocnicy skarżący, przedstawiciele prokuratury i zastępczyni RPO. Na sali gęsto było także od reprezentacji trzeciego sektora – Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, stowarzyszeń Lambda Warszawa i Miłość Nie Wyklucza oraz Kampanii Przeciw Homofobii.

– Co ważne, wszystkie te organy i instytucje przemówiły jednym głosem: transkrypcje są konieczne, bo dzieci muszą być traktowane w równy sposób, niezależnie od tego, czy urodziły się w rodzinie tworzonej przez jednopłciową czy różnopłciową parę – relacjonuje w adw. Artur Kula. Okoniem stanęło jedynie Ordo Iuris, którego reprezentant próbował dowieść, że transkrypcje nie są potrzebne, a ich wydanie naruszałoby polski porządek prawny (przy okazji pomstując na „sędziowski aktywizm”).

Czytaj także Jestem lesbijką i cieszę się, że Nawrocki zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej Aleksandra Kasprzak

Po wystąpieniach strony społecznej sąd zarządził przerwę, a na sali obrad zapanowała euforyczna atmosfera. – Po ośmiu latach otwiera się szansa na przełom – mówił mi Mateusz Trzaska, specjalista ds. rzecznictwa Kampanii Przeciw Homofobii. – Mam nadzieję, że już za kilka chwil sąd ogłosi uchwałę, a społeczność będzie miała powody do świętowania.

Stypa zamiast wesela

Gdy jednak siedmioosobowy skład wrócił na salę rozpraw, zamiast radosnego święta nastała stypa. NSA pozostawił sprawę bez rozpoznania, podnosząc, że sąd w Krakowie niewłaściwie sformułował skierowane do niego pytanie. Sędzia Arkadiusz Despot-Mładanowicz tłumaczył, że z przyczyn formalnych nie może udzielić na nie odpowiedzi. Stanął ponadto na stanowisku, że brak transkrypcji nie narusza unijnej zasady swobodnego przemieszczania się, ponieważ „do przemieszczania się powinien wystarczyć również akt urodzenia […] oryginalny” – na co Linus Lewandowski z Homokomando zareagował krzycząc „hańba!”, po czym opuścił salę, demonstracyjnie trzaskając drzwiami.

– Wiemy doskonale, że nie da się przekroczyć granicy, mając w ręku jedynie akt urodzenia. Do tego jest potrzebny dowód osobisty lub paszport, a te dokumenty nie są dzieciom z rodzin jednopłciowych wydawane – komentowała na gorąco adw. Anna Mazurczak. – NSA mówi o teorii. W prawdziwym życiu tęczowe rodziny boją się, że jeżeli podczas podróży za granicę nie będą w stanie udowodnić, że są rodzicami dziecka, z którym podróżują, Straż Graniczna będzie je podejrzewać o handel ludźmi. Właśnie dlatego w dokumentach powinny pojawiać się obie matki lub obaj ojcowie – podnosi Maja Heban.

– Uważam, że takie działania nie budują autorytetu instytucji – ocenił podczas konferencji prasowej adw. Paweł Knut. Dodał, że NSA miał trzy lata na zgłoszenie problemu formalnego. – Powinien on zostać wychwycony, kiedy pismo po raz pierwszy trafiło do budynku sądu – skonstatował z goryczą. – Sąd nie stanął dzisiaj na wysokości zadania. Opowiedział się przeciwko bezpieczeństwu dzieci – podsumował Trzaska:

Gdy po konferencji ktoś rzucił z rezygnacją, że mimo ośmiu lat walki „nadal nic się nie stało”, adw. Karolina Gierdal replikowała, że owszem, stało się – NSA pogwałcił orzecznictwo TSUE. Zapytany, czy zgadza się z wypowiedzią prawniczki, Sebastian Gajewski (wiceminister pracy, rodziny i polityki społecznej) mówi: – Zdecydowanie tak. Nie podzielam stanowiska wyrażonego przez Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 2019 r., którą NSA stwierdził, że transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia jest niedopuszczalna. Pamiętajmy, że treść aktu urodzenia służy przede wszystkim ochronie dziecka i że powinien on odzwierciedlać rzeczywistość rodzinną, w której to dziecko funkcjonuje.

Polska jest gotowa na równość

Kampania Przeciw Homofobii opublikowała wczoraj wyniki sondażu, który na jej zlecenie przeprowadziła pracownia SW Research. Polki i Polaków zapytano, czy w rodzinach jednopłciowych obie osoby rodzicielskie powinny mieć prawnie zagwarantowaną możliwość opieki nad dzieckiem. 57 proc. z nich udzieliło odpowiedzi „tak” lub „raczej tak”, sprzeciw wyraziło niespełna 25 proc.

Czytaj także Jak zostać żoną swojej żony w Polsce i nie oszaleć Aleksandra Kasprzak

6 na 10 ankietowanych uznało ponadto, że prawo do opieki nad dzieckiem powinno przysługiwać osobom, które na co dzień je wychowują, nawet jeżeli nie są z nim spokrewnione. – Społeczeństwo nie potrzebuje kolejnej uchwały, żeby wiedzieć, kto jest rodziną dziecka. To ludzie, którzy codziennie się nim opiekują – skonkludował wyniki Trzaska.

– Z punktu widzenia Lewicy tęczowe rodziny zasługują na taką samą ochronę prawną i faktyczną, jak wszystkie rodziny w Polsce. Bo rodziny mają dziś różne funkcje i formaty. Mogą być różnopłciowe lub jednopłciowe, wielo lub jednopokoleniowe, wychowywać dzieci lub nie – komentuje Gajewski – Państwo musi uwzględniać ichzróżnicowanie i reagować na ich potrzeby. By zapewnić im pełną ochronę, potrzeba jednak wrażliwości ze strony władz publicznych: rządu, Sejmu, Senatu czy samorządu.

KPH zaapelowało do rządu Donalda Tuska, wzywając go do objęcia tęczowych rodzin ochroną prawną. Zdaniem organizacji w jednopłciowych związkach wychowuje się w tej chwili ok. 50 tys. polskich dzieci. Unik NSA sprawia, że część z nich – jak Sofia – pozostanie dla systemu niewidoczna.

**
Mateusz Witczak – reporter, dziennikarz, absolwent politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze o kulturze cyfrowej, osobach LGBT, prawach kobiet i niepełnosprawności, współpracuje z „Polityką”, „Gazetą Wyborczą” i Dwutygodnikiem.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x