Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Roboty będą coraz sprawniejsze od ludzi. Oby nasza wygoda nie zamieniła się w bezradność

Paradoks nadchodzących lat może polegać na tym, że im bardziej użyteczna stanie się AI, tym bardziej będziemy potrzebowali aktywności pozwalających zachować kompetencje, z których korzystanie rzadziej będzie konieczne. To trochę jak z siłownią.

Wielkie oświetlone lodowisko, przodem do siebie na jednej nosze stoją robot (z lewej) i kobieta (z prawej)
Walka

Pod koniec sierpnia w Pekinie odbyły się World Humanoid Robot Games. Humanoidalne roboty rywalizowały w bieganiu, piłce nożnej, boksie, podnoszeniu ciężarów i pokonywaniu przeszkód. W zawodach wzięły udział tysiące robotów i setki firm. Obszerna relacja „Guardiana” pokazuje jednak nie tylko imponujące możliwości maszyn, ale też ich spektakularne porażki.

Jeden robot podczas sprintu uderzył w ścianę, inny stanął w ogniu, a część miała problemy z czynnościami banalnymi dla człowieka. Publiczność reagowała śmiechem i ulgą. Maszyna, która przed chwilą imponowała sprawnością, przypominała nagle, że wciąż jest daleka od ludzkiej uniwersalności.

Najciekawszy wniosek z całego wydarzenia? Roboty czynią ogromne postępy w tym, co można nazwać ich fizyczną sprawnością. Są coraz szybsze, silniejsze, bardziej stabilne i precyzyjne. Znacznie trudniej przychodzi im natomiast zrozumienie sytuacji, reagowanie na nieprzewidziane okoliczności i podjęcie właściwej decyzji, kiedy rzeczywistość nie wygląda tak, jak zakładali ich konstruktorzy.

Innymi słowy, coraz lepiej rozwiązujemy problem robotycznego ciała, ale nadal mamy problem z robotycznym mózgiem. I właśnie ten paradoks powinien nas zainteresować – nie tylko inżynierów.

Czytaj także Tu decyduję ja. Quarterbacking jako syndrom władzy Franciszek Gralak

Maszyny uczą się wykonywać, my uczymy się delegować

Przez dziesięciolecia maszyny przejmowały od nas kolejne czynności fizyczne: najpierw pracę wymagającą siły, potem monotonną i powtarzalną, później coraz bardziej precyzyjną. Sztuczna inteligencja przyniosła coś jakościowo innego. Tym razem nie delegujemy maszynom tylko pracy rąk. Delegujemy im część pracy głów.

Trudno uznać to za coś jednoznacznie złego. Jeżeli AI potrafi w kilka sekund uporządkować informacje, które sam analizowałbym kilka godzin, korzystanie z niej jest racjonalne. Problem zaczyna się, kiedy przestajemy odróżniać korzystanie z narzędzia w celu ułatwienia sobie życia od rezygnacji z własnej kompetencji.

Kalkulator wykonujący za mnie obliczenia nie oznacza, że przestałem rozumieć matematykę. Nawigacja prowadząca mnie przez miasto nie oznacza, że nie mam zdolność poruszania się. Jeżeli jednak przez lata nie muszę samodzielnie liczyć w głowie albo planować trasy, to te zdolności mogą osłabnąć.

Z myśleniem jest podobnie. Im częściej pytamy AI, co napisać, jak coś rozwiązać, co wybrać, tym rzadziej ćwiczymy własny proces dochodzenia do odpowiedzi. A kompetencje, których nie używamy, nie mają powodu, żeby pozostawać w formie.

Nie musimy być mądrzejsi od sztucznej inteligencji

W dyskusji o AI łatwo wpaść w pułapkę dwóch skrajności: wizję maszyn przejmujących wszystkie nasze kompetencje albo przekonanie, że AI to tylko kolejne narzędzie jak kalkulator, więc nie ma się czym przejmować. Żadna z tych perspektyw nie zamyka dyskusji.

Nie widzę sensu w próbie zatrzymania rozwoju AI ani w tym, żeby człowiek konkurował z nią na jej poziomie. Jeśli AI szybciej przeanalizuje milion informacji, nie musimy udowadniać, że człowiek też potrafi to zrobić.

Pytanie brzmi raczej: co chcemy zachować dla siebie? Jeśli przy okazji korzystania z AI przestaniemy samodzielnie oceniać informacje, rozważać alternatywy i podejmować decyzje, zyskamy czas kosztem czegoś, czego nie da się łatwo zmierzyć. Nie chodzi więc o to, żeby być mądrzejszym od AI, tylko żeby pozostać zdolnym do samodzielnego myślenia, gdy odpowiedzi nie da się po prostu wygenerować.

Wiele decyzji nie przypomina zadań matematycznych. Nie istnieje jedna poprawna odpowiedź do odnalezienia w danych. Możemy mieć za mało informacji, sprzeczne dane, ograniczony czas albo kilka rozwiązań, z których każde ma inne konsekwencje. Możemy dostać od AI bardzo dobrą rekomendację i nadal nie wiedzieć, czy powinniśmy z niej skorzystać.

Trzeba czasem określić, ile ryzyka jesteśmy gotowi zaakceptować, co jest dla nas ważniejsze, jak zareagują inni ludzie, kiedy zmienić strategię, a czasem po prostu zaakceptować, że nie da się wiedzieć, czy decyzja była dobra. Tych kompetencji trudno nauczyć się przez samo konsumowanie informacji. Potrzebujemy sytuacji, w których musimy coś zrobić, a potem żyć z konsekwencjami własnego wyboru.

Czytaj także Rozstawieni. Magazyn Amazona jako gra planszowa Franciszek Gralak

Planszówka jako laboratorium decyzji

Nowoczesna gra planszowa to coś znacznie bardziej złożonego niż chińczyk, monopoly czy warcaby. Ogromna część współczesnych planszówek opiera się na podejmowaniu decyzji w warunkach ograniczonych informacji, niepewności i konfliktu interesów.

Gracz dostaje zasoby, możliwości i ograniczenia, ale nie dostaje instrukcji, co robić w każdej sytuacji. Musi sam ocenić opcje, przewidzieć konsekwencje i wybrać działanie: czasem strategiczne, czasem taktyczne, czasem wynikające z negocjacji z innymi graczami. W języku gier mamy na to całą listę określeń: decision making, resource management, risk management, negotiation, bluffing, deduction, planning, adaptation. Każde opisuje umiejętność wykorzystywaną też poza stołem.

Najważniejsze jest to, że gra nie pozwala oddać decyzji komuś innemu. Można przeczytać strategię, zapytać doświadczonego gracza, poprosić AI o analizę sytuacji. Ale żeby rzeczywiście zagrać, w pewnym momencie trzeba przestać analizować i wykonać ruch. A potem ponieść jego konsekwencje.

Nie każda aktywność musi być produktywna

Wokół planszówek powstał język oparty na ich potencjale edukacyjnym: rozwijają logiczne myślenie, kompetencje społeczne, planowanie, pamięć, koncentrację, współpracę. Część tych twierdzeń ma uzasadnienie, ale granie nie musi być kolejną formą produktywności.

Można grać dla przyjemności, dla kontaktu z innymi ludźmi, dla emocji związanych z rywalizacją albo po prostu dlatego, że lubi się siedzieć przy stole. To, że aktywność jest przyjemna, nie oznacza, że nie jest wartościowa dla umysłu. Przeciwnie, badania nad motywacją wewnętrzną wskazują, że kiedy angażujemy się w coś z własnej chęci, a nie wyłącznie pod wpływem zewnętrznej presji, jesteśmy bardziej zaangażowani i osiągamy lepszą jakość działania.

W przypadku nowoczesnych gier ta wartość może polegać na regularnym stawianiu nas w sytuacji, w której trzeba samodzielnie myśleć. Nie ma wyszukiwarki, która wskaże najlepszy ruch, ani algorytmu, który zdejmie z nas odpowiedzialność.

Im lepsza AI, tym bardziej potrzebujemy własnego myślenia

Paradoks nadchodzących lat może polegać na tym, że im bardziej użyteczna stanie się AI, tym bardziej będziemy potrzebowali aktywności pozwalających zachować kompetencje, z których korzystanie rzadziej będzie konieczne.

To trochę jak z siłownią. Nie chodzimy tam, ponieważ człowiek w XXI wieku musi ręcznie przenosić ciężary albo polować, by zdobyć jedzenie, codzienne czynności już tego nie wymagają. Technologia odebrała nam konieczność wysiłku fizycznego, więc znaleźliśmy inny sposób, żeby zachować sprawność. Podobnie może być z wysiłkiem intelektualnym.

Jeśli AI pozwoli zaoszczędzić kilka godzin tygodniowo na analizowaniu informacji czy pisaniu dokumentów, to świetnie. Warto jednak część tego czasu przeznaczyć na aktywności, które nadal wymagają samodzielnego planowania, oceny ryzyka, przewidywania ruchów innych i podejmowania decyzji. Nie po to, żeby konkurować z maszyną, tylko żeby nie zapomnieć, jak działać bez niej.

Czytaj także Ostatni ruch należy do ciebie. Kingmaking jako broń przegranych Franciszek Gralak

Robot może wygrać wyścig. Człowiek nadal musi zdecydować, dokąd biegnie

Wracając do robotów z Pekinu: nieistotne, czy dany model przebiegnie sto metrów szybciej od człowieka. W kolejnych latach roboty będą coraz szybsze, silniejsze i precyzyjniejsze. To właściwie nieuniknione.

Znacznie ciekawsze jest to, czy będą również coraz lepiej rozumieć świat, w którym się poruszają. Czy będą potrafiły samodzielnie ocenić sytuację, poradzić sobie z czymś, czego nie przewidział konstruktor i zdecydować, co zrobić, kiedy nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi? To właśnie tutaj przebiega dziś jedna z najważniejszych granic rozwoju humanoidalnych robotów.

A my znajdujemy się po drugiej stronie tego samego problemu. Maszyny stają się coraz lepsze, podczas gdy my coraz chętniej pozwalamy im pomagać nam w myśleniu.

Jeśli maszyna wykona pracę fizyczną lepiej od człowieka, a AI przeanalizuje informacje szybciej, jaką rolę chcemy zostawić człowiekowi? Nie sądzę, żeby odpowiedzią była rywalizacja o samodzielne wykonywanie tych wszystkich czynności. Warto przy tym pilnować, żeby wygoda nie zamieniła się w bezradność.

Możemy pozwolić AI napisać pierwszy szkic, przeszukać informacje czy przeanalizować dane. Warto jednak od czasu do czasu znaleźć przestrzeń, w której to my musimy zdecydować, co zrobić, nie mając pewności, że wybraliśmy najlepiej. Może to być rozmowa, lektura, pisanie, sport, majsterkowanie albo nowoczesna gra planszowa.

Robot może kiedyś biegać szybciej od nas. AI może analizować informacje sprawniej. Ciężko będzie z nimi konkurować. Powinniśmy jednak zadbać o to, żeby w świecie coraz sprawniejszych maszyn nadal pozostała jedna sprawność, której nie będziemy oddawać technologii: umiejętność samodzielnego myślenia.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x