Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Porchetta i fasola. Jak prawica przejmuje symbole lewicy

Włoska porchetta i fasola przypominają śledzika z cebulką i koreczki – gastronomiczne decorum dawnej lewicy, które dziś prędzej znajdziemy na gminnej imprezie narodowców.

Walka

Jednym z mniej znanych klasyków włoskiej kuchni jest porchetta, czyli tłusta pieczeń wieprzowa bez kości, pieczona przez kilka godzin w piecu lub na rożnie, często dodawana do kanapek. Porchetta to nie tylko nazwa wieprzowego produktu, ale także sama metoda przygotowania – inne mięsa, jak królik czy jagnięcina, również mogą być porchettati.

Jak w przypadku wielu dań uważanych we Włoszech za tradycyjne, trwają spory, skąd dokładnie pochodzi pieczeń. W Lacjum twierdzi się, że ze wchodzącej w skład rzymskiej aglomeracji miejscowości Ariccia; w Umbrii – że z malutkiej Norcii, a jeszcze inni wskazują na gminę Poggio Bustone. Choć najpewniej nikt nie ma racji, pewne jest jedno – współczesna porchetta,sprzedawana przez obwoźnych sprzedawców na jarmarkach, festynach czy targach niczym kurczak z rożna na polskich odpustach, stanowi jeden z wyrazistych symboli przejmowania ludowych tradycji przez włoską prawicę. Towarzyszy jej w tym fasola.

Czytaj także Gdybyśmy poddali się prawicowym, ksenofobicznym narracjom, nie mielibyśmy pizzy Michał Pytlik

Od lewicowego święta jedności…

Aby zrozumieć rolę pieczeni wieprzowej i fasoli w procesie ludowego skrętu w stronę prawicy, trzeba poświęcić kilka słów jednemu z wydarzeń politycznych organizujących życie kulturalne we Włoszech, jakim jest Festa dell’Unità.

Święto jedności to organizowana od września 1945 roku przez Włoską Partię Komunistyczną impreza o charakterze festynu, której pierwotnym celem było pozyskiwanie funduszy na utrzymanie oficjalnego dziennika partyjnego„l’Unità”. Z czasem ewoluowała ona w wydarzenie zacieśniające więzi między ścisłym aparatem partyjnym a zwykłymi członkami i wolontariuszami oraz – przede wszystkim – w inicjatywę otwartą dla osób niepartyjnych, a więc całej lokalnej społeczności.

Jak pisze Edoardo Novelli z Instytutu Treccani, Festa stała się ważnym elementem budowania komunistycznej tożsamości i symboliki; organizowana przez aktywistów, miała wzmacniać ich przywiązanie do partii, łączyć z nią ludzi spoza WPK i tworzyć swoistą kulturę codzienności.

Debatom politycznym, spotkaniom z parlamentarzystami, wystawom, tańcom i grom dla dzieci towarzyszyły oczywiście stoiska gastronomiczne, na których oferowano niedrogie jedzenie. Zawody sportowe, muzykę i politykowanie zagryzało się między innymi fasolą i pieczenią wieprzową, a więc popularną zwłaszcza w północnych i środkowych Włoszech porchettą.

Rzecz jasna, fasola i pieczeń nie były jedynymi pozycjami oferty gastronomicznej organizowanych lokalnie imprez, lecz wizerunkowo skleiły się z charakterem komunistycznego festynu na podobnej zasadzie, jak w Polsce kolba kukurydzy albo wata cukrowa kojarzą się z wesołym miasteczkiem czy festynem gminnym.

Festyny Włoskiej Partii Komunistycznej organizowano w czasach, w których przymiotnik „masowy” ważył znacznie więcej niż w dzisiejszej zatomizowanej rzeczywistości. Organizacja tego typu spędów była popularną strategią polityczną, która mobilizowała elektoraty i musiała osadzać się w kulturze ludowej. W ślad za Włoską Partią Komunistyczną poszła więc Chrześcijańska Demokracja ze swoją Festa dell’Amicizia (Święto Przyjaźni) i Włoska Partia Socjalistyczna organizująca Festa dell’Avanti!.

Transfer wielkiego przemysłu poza globalną Północ i osłabienie znaczenia związków zawodowych stworzyły warunki, w których od kilku dekad masowość coraz silniej ustępuje miejsca indywidualizacji. We wspólnotowych częściach kultury ludowej powstała pustka, a tę wypełnia dziś prawica.

…po festyn nacjonalistów

W grudniu 2024 roku współpracująca z włoskim przewodnikiem gastronomicznym Gambero Rosso Loredana Sottile odwiedziła Atreju – organizowany od 1998 roku festiwal młodych włoskich nacjonalistów. Atreju było odpowiedzią na lewicowo-liberalne campusy i imprezy takie jak właśnie Festa dell’Unità. Zjazdy te wychowały całe pokolenie prawicowców, w tym obecną (a wówczas 21-letnią) premierkę Giorgię Meloni. Nazwa festiwalu nawiązuje do imienia głównego bohatera powieści niemieckiego autora Michaela Ende Niekończąca się historia – młodego wojownika z ludu Zielonoskórych, który w powieści jest symbolem odwagi i lojalności.

W rzymskim Circus Maximus, które odwiedza Sottile, na 40 stanowiskach ze zrozumiałych powodów nie ma żadnych niewłoskich potraw – ani sushi, ani kebaba, ani hamburgerów, wbrew pozorom bardzo we Włoszech popularnych. Jest za to fasola – dużo fasoli. Fasola z kiełbasą, fasola z chrupiącym guanciale, fasola ze skórką wieprzową. (Fasola bez mięsa byłaby chyba zbyt lewicowa).

Czytaj także Trzaskowski z fanbazą, PiS z kiełbasą, i tylko Kosiniak miał czas pogadać Kaja Puto

Gastronomia jest ważnym i starannie planowanym elementem festiwalu Atreju. Już w 2017 roku dziennik „La Repubblica” zwracał uwagę, że jego uczestnicy „jedzą wyłącznie włoskie potrawy”. Sześć lat później w „Corriere della Sera” czytamy o będącej częścią zjazdu „gastronomii na stoiskach: swojskiej, autarkicznej”, która „ociekała lasagne, porchettą i carbonarą”. Widać wyraźnie, że menu imprezy jest częścią długofalowej budowy języka kulinarnego prawicy.

Atmosferę festiwalu i stosunku jego uczestników do jedzenia dobrze oddają słowa Roberta Calderoliego. Polityk Ligi Salviniego i minister ds. regionów i autonomii w gabinecie Meloni przed stoiskiem oferującym „Porchetta di Ariccia” (czyli jedną z tych najprawdziwszych) próbował wyjaśnić ideę tzw. „autonomii różnicowanej” (l’autonomia differenziata):

„Gdyby w Aricci zaczęto robić würstel, nikt by go nie jadł; gdyby w Bolzano sprzedawano porchettę, nikt by jej nie jadł. A więc porchettę z Aricci sprzedawajmy w Aricci”.

Pozostaje tylko zapytać, czy ktokolwiek poza Włochami próbował kiedyś Parmigiano Reggiano, Prosecco lub Nutelli. O pizzy nie wspominając.

Fasola z obowiązkową mięsną wkładką oraz tłusta, tradycyjna wieprzowa porchetta doskonale wpisały się w ludowy klimat festynu, tym razem z narodowym kolorytem. Jak referuje Sottile, na Atreju nie pije się tradycyjnego wina, lecz piwo, a na pytanie, co dziś spożywa lewica, z której festynami kojarzone są fasola i porchetta,odpowiadają plansze z pojawiającymi się na nich hasłami opisującymi wyobrażony przez prawicową propagandę idealny świat włoskiej lewicy: „Wyłączasz telewizor i zrezygnowany idziesz do kuchni zrobić sobie porządną kanapkę z mąki ze świerszczy” (jeśli pamiętacie jeszcze aferę o to, że Unia Europejska nakaże nam jeść robaki, wiedzcie, że Włochy wyprzedziły ten dyskurs o co najmniej kilka lat).

Prawicowy użytek z tradycyjnych potraw

Ani porchetta, ani fasola nie są oczywiście żadnymi symbolami prawicy. Są za to jednym z dziesiątków przykładów znacznie szerszego zjawiska, jakim jest zwrot kultury ludowej i ludowego elektoratu w prawą stronę. Wykracza ono dalece poza Włochy i objawia się wysokim poparciem Marine Le Pen wśród francuskich robotników, zwycięstwem AfD wśród robotników niemieckich czy silnym udziałem elektoratu ludowego w poparciu dla Prawa i Sprawiedliwości i Konfederacji.

W samych Włoszech Bracia Włosi w wyborach z 2022 roku wśród robotników odnotowali zdecydowanie najwyższy wynik (34,6 proc., a dodajmy do tego 13,4 proc. dla Ligi Salviniego), całkowicie deklasując kontynuatorkę Włoskiej Partii Komunistycznej, czyli Partię Demokratyczną.

Czytaj także Czy Konfederacja dorzuci do piwka kotlet z pieska? Katarzyna Przyborska

Porchetta i fasola przypominają nieco śledzika z cebulką i koreczki na zebraniach ludzi z SLD – gastronomiczne decorum dawnej lewicy, które w jakiś sposób przestało pasować do współczesnych środowisk o progresywno-pracowniczej agendzie, a które prędzej znajdziemy na gminnej imprezie narodowców.

Oczywiście łatwo stwierdzić, że dzisiejszy elektorat nominalnej lewicy od bigosu najprawdopodobniej woli zjeść elegancko podane sushi, a kapuśniak nie ma szans w starciu z wegańskim curry. Jak stwierdził włoski piosenkarz i kompozytor Vinicio Capossela: „Widziałem, jak najlepsze umysły ginęły w nektarze win naturalnych, podczas gdy skrajna prawica zdobywała elektorat tego kraju”. Byłoby to jednak pójście na łatwiznę, bo pytanie, skąd to przesunięcie symboli klasy ludowej od lewicy do prawicy, otwiera osobne uniwersum i wykracza daleko poza jedzenie.

Zarówno we współczesnych Włoszech, jak i w Polsce oraz w innych krajach globalnej Północy ciąg skojarzeniowy od słowa „lud” prowadził zwykle w stronę robotnika („lud roboczy”) i dalej ku wspólnocie, a więc i na przykład związkom zawodowym. Ten ciąg jest dziś zerwany. Deintustrializacja rozpoczęta na Zachodzie w latach 80., a u nas dekadę później, zapoczątkowała procesy dezintegracji klasy robotniczej, w wyniku których robotnika w tym ciągu skojarzeniowym zastąpiła tradycja i naród, od których droga do prawicy jest już pozbawiona jakichkolwiek zakrętów.

Do ludu zdecydowanie silniej przywarł dziś narracyjny konserwatyzm (rzeczywisty lub nie) i tradycja, od której droga do narodu i prawicy jest już pozbawiona jakichkolwiek zakrętów. A skoro festynowa fasola i pieczeń stały się tej tradycji kulinarną częścią, nic dziwnego, że nacjonaliści czynią z nich tak łatwy użytek.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x