Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ławnicy ławnikami, a sprawiedliwość musi być po stronie Izraela

Brytyjscy aktywiści zniszczyli drony firmy Elbit, produkowane w Bristolu dla Izraela. W powtórzonym procesie skazano ich jako terrorystów, a na dokładkę wytoczono proces adwokatowi, który ich bronił. To pierwszy taki przypadek w historii Wielkiej Brytanii.

Aktywistka
Posąg Sprawiedliwości nad sądem Old Bailey w Londynie
1
Walka

1

Dumą Anglii jest jej system sądownictwa, uchodzący za szczytowe osiągnięcie w zakresie uczciwości, bezstronności i sprawiedliwości.

Jako że sama przeszłam dwa procesy i 18 miesięcy przesiedziałam w areszcie jeszcze przed wydaniem wyroku, mogę zaświadczyć o fałszywości tych twierdzeń. A właśnie sięgnęliśmy kolejnego dna: mój główny obrońca Rajiv Menon stanął przed sądem w londyńskim Royal Courts of Justice, w związku z zarzutami obrazy sądu, której miał się dopuścić w swojej mowie końcowej.

Jeśli zostanie uznany za winnego, grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.

Czytaj także Battle-tested, czyli sprawdzone w Gazie. Jak aktywiści sprzeciwili się izraelskim koncernom w Kielcach Paweł Jędral

Po raz pierwszy w historii angielskiego systemu sprawiedliwości toczy się postępowanie przeciwko adwokatowi broniącemu swojego klienta. Kancelaria Garden Chambers, w której Menon jest mianowanym przez monarchę „adwokatem królewskim” (King’s Counsel), stwierdziła, że „niezmiernie niepokojący jest efekt mrożący dla palestry, jaki  płynie z faktu, że państwo chce karać adwokatów za reprezentowanie w sądzie ich klientów”. Criminal Bar Association (stowarzyszenie adwokatów-karnistów) ostrzega, że adwokaci zaczynają obawiać się wykonywać swoją pracę.

„Nie wiedzą co mogą, a czego nie mogą powiedzieć – i boją się, że po zakończeniu procesu, w którym wiernie reprezentowali klientów, sami mogą usłyszeć zarzuty, że dopuścili się obrazy sądu” – powiedział inny uznany prawnik, Riel Karmy-Jones, przewodniczący rady adwokackiej. „Pojawia się odczucie, że chodzi raczej o kwestie polityczne związane z przedmiotem toczącego się postępowania, a nie o podstawowe zasady dotyczące tego, jak adwokat reprezentuje swojego klienta”.

To samo wynika z mojego osobistego doświadczenia.

W sierpniu 2024 roku wraz z innymi osobami aktywistycznymi weszłam na teren zakładu produkcji izraelskiej broni w Filton w Bristolu. Zniszczyliśmy wojskowe drony produkowane przez izraelską firmę Elbit Systems – czterowirnikowe maszyny przeznaczone na eksport i używane przez Izrael w urągającym prawu ludobójstwie Palestyńczyków w Gazie.

Każdy kraj wspierający bądź podżegający tych, którzy dopuszczają się ludobójstwa, jest za nie współodpowiedzialny i w myśl przepisów międzynarodowych – współwinny. Istnieją precedensy dopuszczające popełnienie przestępstwa w celu zapobieżenia przestępstwu jeszcze cięższemu i tak właśnie postąpiliśmy w Filton. Mimo to po aresztowaniu przez niemal trzy tygodnie przetrzymywano nas jako podejrzanych o terroryzm, bez kontaktu ze światem zewnętrznym i nie informując o tym naszych bliskich, co, jak ostrzega ONZ, może stanowić „wymuszone zaginięcie”.

Czytaj także Izrael: Państwo ekstremistów i jego zachodni wspólnicy Patrycja Wieczorkiewicz

Stanęliśmy przed sądem z zarzutami niszczenia mienia, przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu i kradzieży z włamaniem. To zwykłe przestępstwa, jednak sędzia Johnson przyznał sobie później prawo użycia w swoim orzeczeniu sformułowania „powiązane z terroryzmem”.

Odmówiono nam zwolnienia za kaucją i osadzono w areszcie na mocy przepisów ustawy o zwalczaniu terroryzmu. Johnson zabronił mediom przekazywania informacji na temat toczącego się postępowania, aby dziennikarze nie mogli ujawnić, że gdyby ława przysięgłych uznała nas za winnych, zostalibyśmy skazani jako terroryści, co drastycznie wydłużyłoby nałożone na nas kary więzienia i wpłynęło na naszą przyszłość. O tym fakcie nie wolno było także informować ławników.

Pomimo sędziowskiego zakazu sprawa moja i moich współoskarżonych stała się głośna w mediach, gdy przez 18 miesięcy czekałam w areszcie na proces pod niezwykle poważnymi zarzutami.

W czerwcu 2025 roku, pięć miesięcy przed rozpoczęciem naszego procesu,  ówczesna brytyjska ministra spraw wewnętrznych Yvette Cooper omawiała w Izbie Gmin swoją decyzję o zakazie działalności grupy Palestine Action. Odniosła się wtedy bezpośrednio do naszej sprawy, uprzedzając, że nie może o niej mówić, „aby nie przesądzać rezultatu przyszłych postępowań karnych”. Jednak zaledwie chwilę wcześniej powołała się na „ataki wymierzone w […] firmę Elbit Systems UK w Bristolu”, stwierdzając że Palestine Action „dopuściło się aktów poważnego uszkodzenia mienia w celu forsowania swojej sprawy politycznej i wywarcia wpływu na rząd”.

Dwa miesiące później Cooper posunęła się jeszcze dalej. W artykule opublikowanym przez  „Observer” zatytułowanym Palestine Action „nie jest legalnym protestem” odniosła się do postawionych nam zarzutów, twierdząc, że „w ocenie niezależnych służb prokuratorskich miały [one] powiązania z terroryzmem”. Oskarżyła tam także Palestine Action o „zastraszanie, stosowanie przemocy, użycie broni i poważne uszkodzenia ciała”.

Zważywszy na to, że nasz proces miał się dopiero zacząć, było to ewidentnie przedwczesne – i niosło ryzyko wpłynięcia na decyzję ławników. Pełniona przez Cooper funkcja w rządzie, a także rola, jaką odegrała w postępowaniu delegalizującym działania Palestine Action, sprawiają, że żadną miarą nie można zakładać, że ona sama nie rozumiała ograniczeń nałożonych na relacjonowanie toczącego się wobec nas postępowania. Ministra nie poniosła jednak żadnych konsekwencji tego, co można byłoby uznać za złamanie prawa i obrazę sądu.

W przypadku Rajiva Menona, jedynego wysokiej rangi adwokata broniącego nas w tej sprawie, sytuacja wygląda zgoła inaczej.

Podczas rozpraw na jego barki spadł ogromny ciężar. Sędzia Johnson nakładał coraz to surowsze ograniczenia materiału dowodowego, jaki Menon i inni nasi obrońcy mogli przedstawić ławnikom, co z kolei zmuszało ich do ciągłego manewrowania.

Czytaj także Kilkanaście ataków dronowych na Global Sumud Flotilla. Izrael nazywa ją „flotyllą Hamasu”, licząc na bezkarność Patrycja Wieczorkiewicz

Nie wolno nam było powiedzieć ławie przysięgłych o tym, że sędzia powiązał naszą sprawę z terroryzmem. Zakazano nam także użycia materiałów, które prokuratura ujęła we własnym materiale dowodowym. Działania Elbitu, wspierające popełniane przez Izrael ludobójstwo, uznano za nieistotne dla sprawy.

W swojej mowie końcowej Menon przypomniał ławie przysięgłych, jaką odgrywa rolę. Wspomniał o sprawie Penna i Meada z 1670 roku, w której ławników aresztowano obłożono grzywną za obrazę sądu po tym, jak uniewinnili dwóch kwakrów oskarżonych o nielegalne zgromadzenie. Według Menona sprawa ta stanowi kamień węgielny brytyjskiego systemu sądownictwa – to ona ustanowiła prawo ławników do podejmowania niezawisłych decyzji bez groźby poniesienia za to kary.

Menon z pasją mówił także o mojej historii i o tym, co przywiodło mnie do zaangażowania się w konkretne działania, podkreślając centralną rolę sprawy palestyńskiej, która mnie motywowała. Zarówno prawnicy, jak i opinia publiczna uznały jego przemówienie za mowę o historycznym znaczeniu.

4 lutego, po 36 godzinach debatowania, ława przysięgłych uznała nas za niewinnych kradzieży z włamaniem. W sprawie pozostałych zarzutów – uszkodzenia mienia i groźby użycia nieuprawnionej przemocy – ławnicy nie byli w stanie podjąć decyzji. Dwa tygodnie później zwolniono nas z aresztu.

Mniej więcej w tym samym czasie prokuratura ogłosiła, że będzie starała się o ponowne wszczęcie postępowania, a sędzia Johnson stwierdził, że zgłosi popełnienie przestępstwa przez Menona, o czym media mogły poinformować opinię publiczną dopiero w lipcu bieżącego roku.

Według Johnsona Menon dopuścił się obrazy sądu, odnosząc się do tablicy upamiętniającej sprawę Penna i Meada, gdzie podkreśla się, że „ławnicy mają prawo wydać werdykt zgodnie ze swoimi przekonaniami”. Tablica wisi na widoku, w sieni budynku szacownego sądu Old Bailey, gdzie toczyłby się nasz proces, gdyby nie brakło miejsca w salach i w harmonogramie rozpraw. Nasi ławnicy mijaliby ją kilka razy dziennie.

Menonowi nie zarzucono stwierdzenia nieprawdy. Jest sądzony dlatego, że swoim przemówieniem do ławników zagroził sprawie, która ma stanowić podwaliny w wojnie, jaką brytyjskie państwo wydało ruchowi Palestine Action. Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego ministra – i to ministra spraw wewnętrznych – mogła pozwolić sobie na to, żeby wielokrotnie i publicznie zagrozić naszemu prawu do uczciwego procesu, i nie poniosła za to żadnych konsekwencji, podczas gdy uznanego adwokata karze się za to, że rzetelnie wykonywał swoją pracę?

Czyżby rząd czuł, że oskarżonym z Filton się upiecze, co podważy starania o delegalizację pewnej organizacji? Czy też było to ostrzeżenie od władzy, obliczone na wywołanie efektu mrożącego, które miało wpłynąć na postępowanie prawników i oskarżonych w kolejnych procesach? A może nasz system sądownictwa jest dwupoziomowy i ci u władzy stoją ponad prawem, zaś resztę można karać za to, że się stawia?

Czytaj także I ty możesz zostać terrorystką Magdalena Bazylewicz

Podczas powtórnego procesu, który toczył się przeciwko nam w tym roku, nałożono także dodatkowe ograniczenia co do dopuszczalności materiału dowodowego. Ławnicy usłyszeli, że w sali rozpraw to sędzia Johnson jest prawem, a prawo to równe jest woli Boga.

Zostaliśmy uznani za winnych uszkodzenia mienia. Nigdy nie postawiono nam zarzutów działalności terrorystycznej, ale 12 czerwca 2026 sędzia Johnson skazał nas jako terrorystów. Odsiaduję teraz karę sześciu lat pozbawienia wolności, a po zwolnieniu warunkowym grozić mi będzie kolejne 15 lat. Będę musiała regularnie meldować się władzom, rejestrować każde nowe urządzenie, rachunek bankowy, numer telefoniczny, adres mailowy, pojazd i do końca życia meldować policji o moich związkach i planach podróży zagranicznych.

Wielka Brytania wiele lat temu zniosła boskie prawo monarchów, ale prawo to pozostaje żywe w naszym systemie prawnym. Garstka uprzywilejowanych na wysokich szczeblach nagina prawo do granic wytrzymałości, realizując swój program polityczny. Ci sami ludzie próbują ograbić brytyjskie społeczeństwo z prawa do bycia sądzonym przez ławę przysięgłych, twierdząc, że to ławnicy odpowiedzialni są za zatory w naszym systemie sądownictwa. Ale to nie ławnicy są problemem, to nasze sądy, które uginają się pod presją parlamentarzystów, służb wywiadowczych i policji.

Ministerstwo spraw wewnętrznych wielokrotnie próbowało wpłynąć na przebieg naszego procesu po to, by podbudować swoją kampanię przeciwko ruchowi Palestine Action, czyniąc z nas polityczne kozły ofiarne. A teraz nawet mojemu obrońcy grozi pozbawienie uprawnień do wykonywania zawodu i kara pozbawienia wolności.

**
Charlotte Head jest aktywistką, członkinią brytyjskiego ruchu Palestine Action.

Artykuł opublikowany w magazynie OpenDemocracy na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x