Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Rząd z pełną świadomością zabija życie w Odrze. To spełnia definicję ekobójstwa

Ministerstwo infrastruktury traktuje rzeki jak drogi, jak asfalt, jak beton. Kara za kilogram soli zrzuconej do rzeki to pięć groszy. To wyraz braku szacunku do naszych rzek — mówi inicjator uznania rzeki Odry za osobę prawną.

Rozmowa
1
Płacz
WTF

3

W sierpniu 2022 roku doszło do zatrucia Odry. Bezpośrednią przyczyną był masowy zakwit złotej algi, mikroorganizmu, który rozwija się w wodzie mocno zasolonej, ciepłej i wolno płynącej. Zasolenie, które umożliwiło zakwit, w dużej mierze pochodziło ze zrzutów z kopalń. Z rzeki wyłowiono 1650 ton martwych ciał: od 88 do 122 milionów ryb, 147 milionów ślimaków, 67 milionów małży. Komisja Europejska nazwała to największą katastrofą ekologiczną współczesnej Europy.

Czytaj także Rok po katastrofie. Odra żyje, ale jest w bardzo ciężkim stanie Daniel Petryczkiewicz

Z tej katastrofy wyrósł pomysł, by uznać Odrę za osobę prawną. Jego inicjatorem jest Robert Rient, pisarz i praktyk szamanizmu, dziś przewodniczący-wolontariusz Rady Fundacji Osoba Odra. Wiosną 2026 Sejm skierował projekt do połączonych komisji, ochrony środowiska oraz gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Prace trwają.

Aleksandra Wiśniewska: Skąd dokładnie pomysł uznania rzeki za osobę prawną?

Robert Rient: Z pragnienia skutecznej ochrony rzeki i doświadczeń ruchu praw natury na świecie. Przed katastrofą na Odrze miałem przywilej poznać rzekę Whanganui z Nowej Zelandii, uznaną za osobę prawną. Prawo stworzyło pojęcie osobowości prawnej,  by chronić spółki, fundacje, stowarzyszenia, związki wyznaniowe. Tysiące korporacji w Polsce posiada osobowość prawną, ale żadna część żywej natury nie jest w naszym kraju tak chroniona. W 2022 roku, podczas katastrofy, pomyślałem, że skoro w systemie prawa istnieje możliwość uznania natury za podmiot, osobę prawną, i skoro to już się dzieje na świecie, to dlaczego nie spróbować tego dla Odry?

Whanganui jest głośnym przypadkiem, ale nie jedynym.

Obecnie na świecie jest 687 inicjatyw ruchu praw natury w 66 krajach, takich jak nasza w Polsce. W maju rzeka Wey w Anglii otrzymała osobowość prawną. Ale to nie tylko rzeki:kilka dni temu kanadyjska gmina Terrasse-Vaudreil w prowincji Quebec przyjęła uchwałą deklarację praw drzew, uznając drzewa za żywe istoty wraz z przysługującymi im prawami.

Podczas pierwszego czytania ustawy w sejmie z mównicy sejmowej padło pytanie: co zrobicie, jak zechcę zawrzeć związek małżeński z Odrą?

Tak, prawica drwiła i kpiła. Padło również pytanie o osobowość prawną mównicy sejmowej. Jednak nikt nie pyta o możliwość zawarcia związku małżeńskiego ze spółką. Jestem przekonany, że większość drwiących nie przeczytała ustawy i kilkudziesięciu stron uzasadnienia. I nie zrozumiała celu inicjatywy.

Nie chodzi o to, żeby uczynić z rzeki osobę, nadać jej ludzkie prawa, traktować ją jak człowieka, rozpoznawać w niej jakąkolwiek płeć. Nie chodzi o to, by zakazać korzystania z rzeki, kajakowania, wędkowania. Celem jest uznanie praw rzeki. Prawica pytała, kto na tym zarabia – obnażając swój sposób myślenia i działania, w którym zdaje się być niemożliwym działać z miłości do natury, bez wynagrodzenia. Nikt z 1400 wolontariuszek i wolontariuszy zbierających podpisy pod ustawą nie otrzymał wynagrodzenia. Od początku działań nie otrzymałem złotówki za swoją pracę. Jednak padło również wiele głosów zrozumienia i wsparcia, bo przecież po zliczeniu głosów pod obywatelską ustawą za ważne uznano 92 998. I tylko dzięki ponadpartyjnemu porozumieniu 41 posłanek i posłów z pięciu różnych partii ustawa trafiła do parlamentu.

Mówisz o uznaniu praw natury, a nie nadaniu praw.

By uznać czyjeś prawa, trzeba je rozpoznać. Chodzi o uznanie praw, które rzeka posiada, a nie stworzenie sztucznego tworu prawnego. To przypomina proces rozpoznawania praw człowieka. Zupełnie niedawno uznano, że kobieta ma takie same prawa jak mężczyzna, chociaż wciąż zdarzają się debaty dotyczące praw kobiet, w których głos zabierają mężczyźni. Tak jak powszechne są debaty o rzekach bez rozpoznania praw rzeki.

Mądre prawo ewoluuje, uznając prawa dzieci i rozpoznając w dziecku pełnowartościowego człowieka. Uznając prawa zwierząt jako istot czujących, chociaż jeszcze kilkanaście lat temu wielu kpiło i drwiło z pomysłu, że pies, koń czy ryba czują. Człowiek ma prawo przemieszczać się, jeść, pić, zabierać głos w swojej sprawie. Spotykając rzekę, można spróbować rozpoznać jej prawa.

Czytaj także Zasolenie, wody balastowe, wrzut zanieczyszczeń? Czy dowiemy się, co zabija Odrę? Michał Sutowski

Tworząc ustawę, bazowaliście też na rozpoznanych, prostych prawach rzeki, takich, jakie posiada na przykład rzeka Magpie, uznana w 2022 roku za osobę prawną.

W ustawie przyznaliśmy rzece Odrze prawo do istnienia, swobodnego przepływu, naturalnej ewolucji, zachowania rodzimej bioróżnorodności, regeneracji swoich zasobów i zasilania oraz bycia zasilaną przez warstwy wodonośne i dopływy. Obecnie rzeka nie jest rozpoznana przez prawo jako podmiot praw.

Czyli?

Rzeki w Polsce podlegają ministerstwu infrastruktury, a nie środowiska, co jest wymowną opowieścią o naszym stosunku do natury. Ministerstwo infrastruktury traktuje rzeki jak drogi, jak asfalt, jak beton. Kara za kilogram soli zrzuconej do rzeki to pięć groszy. To wyraz braku szacunku do naszych rzek.

Czytaj także Patriotyczna partyzantka rzeczna – bo suche jest bezbronne Katarzyna Przyborska rozmawia z Danielem Petryczkiewiczem

Każdego dnia do samej Odry trafia około 122 wagonów kolejowych soli. Rzekami zarządza około 17 instytucji. Jedna instytucja nakłada kary, a druga je anuluje. Rok po katastrofie Odry za zgodą rządu górnictwo odprowadziło o 8,3 proc. więcej soli niż w 2022 roku, a  kopalnie zostały zwolnione z kar na kwotę blisko 32 mln zł! Teraz, kiedy rozmawiamy, poziom tlenu w górnym odcinku Odry to 0,5 miligrama. Ryby potrzebują minimum czterech, żeby przeżyć. Rząd traktuje rzeki jak ściek i z pełną świadomością zabija życie w Odrze. To spełnia definicję ekobójstwa. Za katastrofę na Odrze w 2022 roku nikt nie odpowiedział.

A kto jest odpowiedzialny?

W 2018 roku szesnastu kopalniom kończyły się koncesje na wydobycie węgla, których nie otrzymałyby, ponieważ nie spełniały norm środowiskowych wprowadzone przez Unię Europejską w roku 2000, więc minister środowiska Henryk Kowalczyk przeprowadził przez Sejm nowelizację ustawy „prawo geologiczne i górnicze”. Automatycznie przedłużono koncesje kopalniom na okres, uwaga, od 20 do 25 lat. Ćwierć wieku! Warunkiem jest „racjonalna gospodarka złożem”, ale nikt nie wie, co to znaczy.

Ale takie koncesje to jeszcze nie jest wyrok dla rzek, kopalnie muszą otrzymać pozwolenie wodnoprawne od Wód Polskich, które określa ilość ścieków. I tu kluczową rolę odegrał minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, który w 2019 roku zezwolił na dowolną ilość ścieków i soli zrzucanej do rzek, o ile „nie spowoduje to szkód w środowisku wodnym”.

Rządził wtedy PiS, szefem obu panów był Mateusz Morawiecki, który ogłosił razem z komendantem policji milion złotych nagrody za wskazanie winnych katastrofy z 2022 roku. Fundacja Centralna Michała Zadary zgłosiła się po milion, wskazując winnych, czyli m.in. kopalnie, przedsiębiorstwo Wody Polskie, Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska, wojewodów, ministrę klimatu Annę Moskwę i premiera Mateusza Morawieckiego. I po długiej batalii sąd Okręgowy w Warszawie zasądził na rzecz fundacji milion złotych.

Czytaj także Nie ma podpisu, nie ma parku. Dolna Odra padła ofiarą politycznej wojny Jakub Mirowski

Po zmianie władzy zaszły jakieś zmiany?

Obecny rząd traktuje rzekę tak samo. Premier Donald Tusk w exposé z 13 grudnia 2023 r. powiedział, że zatruwanie Odry się skończyło, obiecał ochronę rzek, ale słowa nie dotrzymał. 29 kwietnia Komisja Europejska wszczęła postępowanie, w sprawie uchybienia przez Polskę zobowiązań wobec rzeki Odry, które może zakończyć się skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości.

Dla waszej ustawy brzmi to bardzo pesymistycznie. Jak mur nie do przebicia.

Ten mur się sypie. W 2022 roku słonowodna laguna Mar Menor w Hiszpanii otrzymała osobowość prawną, a była traktowana jak Odra. Kurorty, przemysł, rolnictwo zrzucały do laguny ścieki. Ludzie mieli dosyć i podjęli inicjatywę obywatelską, taką jak my w Polsce. Zebrali w ciągu roku ponad 600 tys. podpisów.

Ruch Praw Natury nabiera na sile, bo wiele osób rozumie, że człowiek to natura i chroniąc naturę, chronimy człowieka. 2 lipca zabrałem głos w Parlamencie Europejskim w ramach uruchomienia historycznej inicjatywy zarejestrowanej przez Komisję Europejską „Prawa natury: umożliwienie obywatelom podejmowania działań na rzecz ochrony ekosystemów”. Szesnaście europejskich krajów nawiązało porozumienie i 13 października zaczniemy zbierać milion podpisów w formie online. Mamy na to rok czasu i wszystko odbywa się w ramach ruchu „Rights For Nature EU”. Polskę reprezentuje Fundacja Osoba Odra.

Czytaj także  Z cyklu niebezpieczni idioci, których ludzie biorą na serio: Nocne Wilki Michal Chmela

Wyrosłem – jak wielu z nas – w środowisku nie tylko pogodzonym, ale również zezwalającym na przemoc wyrządzaną naturze; środowisku, w którym jest zgoda na zatruwanie rzeki, rzucanie śmieci do lasów albo żywego ognia, w którym naturę traktuje się jako tło, a nie podstawę naszego życia. Przywykliśmy, że rzeki i ziemię traktuje się jak przedmiot, zasób, rzecz, a nie jak rodzicielkę, mamę, istotę. To spuścizna po rzymskokatolickiej kolonizacji i czynieniu sobie ziemi poddaną. I choć to starotestamentowe wyzwanie już się spełniło, to wielu spełnia je nadal. Po kilku latach mierzenia się z pytaniem: „dlaczego chcesz uznania rzeki Odry za osobę prawną?” zacząłem odpowiadać pytaniem: „dlaczego dziwi cię, że rzeka może mieć osobowość prawną, a za naturalne uważasz posiadanie osobowości prawnej przez tysiące spółek i korporacji?”.

W tym świetle braku wody pitnej wasza inicjatywa wydaje się po prostu logiczna.

Około 40 proc. ludzi na całym świecie nie ma bezpośredniego dostępu do wody zdatnej do picia. Ustawa jest po to, żeby chronić słodką wodę. Inicjatywę poparło ponad 250 polskich naukowczyń i naukowców z ponad 50 uczelni. Przez 44 dni 233 osoby szły w Wielkim Marszu dla Odry na odcinku 937 kilometrów, od źródła do ujścia Odry. Przeprowadziliśmy kampanię „Przepływy dla Odry”, 50 dni i 50 wydarzeń, w które zaangażowały się setki osób: naukowców, pisarek, działaczy, studentów mojej Szkoły Szamanizmu. Głos zabrały też dzieci w słuchowisku psychoterapeutki Eweliny Sekleckiej i jej męża Mateusza Walczaka. Mówiły swoimi słowami, kim jest dla nich rzeka. Nie mówiły, że jest osobą prawną, ale mówiły o niej jako żywej. Dla dzieci było naturalne, że rzeka żyje. A my, którzy bez wody nie przeżyjemy trzech dni, traktujemy wodę jak szambo.

Czytaj także Krajobraz suszy polskiej Daniel Petryczkiewicz

W opisywaniu Odry używasz bardzo emocjonalnego języka.

Przecież rzeki są nasze, nie mniej niż biznesu, rządu czy kopalni. Ale najbardziej są ryb, małży, ślimaków, i ptaków, i tysięcy innych stworzeń. Od 2022 roku nie nastąpiła żadna poprawa, Odra jest systemowo zabijana, być może po to, by uczynić z niej spławny kanał. Pomysł na zarybianie Odry przy jednoczesnym jej zanieczyszczaniu jest sadystyczny. To tak, jakbyśmy oddawali sieroty do domu, w którym wiemy, że będą bite.

Czytaj także Siedzieliśmy na bombie, aż wybuchła. Raport NIK po katastrofie ekologicznej na Odrze Daniel Petryczkiewicz

Gdyby ustawa przeszła, przed sądem mogliby wystąpić reprezentanci rzeki w jej imieniu. To nie znaczy, że rzeka wygrałaby jakikolwiek proces. Po jednej i po drugiej stronie byliby obrońcy i oskarżyciele. Proces miałby szansę być uczciwy, można by sprawdzić argumenty.

Skąd pieniądze na wynagrodzenie reprezentantów rzeki i rady naukowej, której powołanie zakłada ustawa?

Powołanie rady naukowej i szacunek do nauki wydają nam się bardzo istotne. Obecnie głos klimatologów, ekologów czy specjalistów od retencji jest ignorowany. A wynagrodzenie? Na przykład z kar od tych, którzy zatruwają naturę. W 2023 roku wymierzono kary środowiskowe na kwotę 245,6 mln złotych, a wpłynęło 41,8 mln. Gdzie jest ponad 200 milionów złotych? Nie wiemy. Zapytaliśmy Wody Polskie, ale one też nie wiedziały. W 2024 roku wymierzono kary na 174,5 miliona, wpłynęło 33,5 miliona, zaginęło 140 milionów złotych. Ci, którzy zatruwają rzekę, wiedzą, że mogą to robić. I chociaż ministerstwo środowiska uruchomiło właśnie pilotażowy projekt odsalania ścieków trafiających do rzek, zatruwający nie wydają się nim zainteresowani.

Rada Ochrony Przyrody zaproponowała Rzecznika Praw Natury.

Ale to nie jest rozwiązanie zastępujące uznanie rzeki za osobę prawną. Jest ryzyko, że będzie to kolejny upolityczniony stołek w rządzie, który nie będzie znaczył nic dla natury. Nam nie chodzi o symboliczne zabranie głosu w imieniu natury, o poklepanie po plecach ekolożek i ekologów, tylko o zagwarantowanie rzece realnej ochrony, żeby można było w jej imieniu wystąpić w sądzie. Ruch Praw Natury chce rozszczelnić stary antropocentryczny system prawny, który teoretycznie chroni przyrodę, a praktycznie zezwala ją zabijać. Proponując rzecznika, PROP napisało, że w Polsce brakuje „tradycji aktywizmu sędziowskiego” i odwołała się do tradycji chrześcijańskich, występując w obronie konserwatywnego porządku prawa. Historia zna ogromny opór przed uznaniem praw kobiet, praw dzieci, praw zwierząt.

Jak wyglądałaby Polska, gdyby Odra rzeczywiście została uznana za osobę prawną?

Polska zyskałaby na arenie międzynarodowej i europejskiej. Zwiększyłaby się turystyka nad czystą, długą na setki kilometrów rzeką. Zyskałyby winnice, przystanie, wypożyczalnie kajaków, agroturystyki i każdy biznes prowadzony nad Odrą. Zyskałby więc również budżet państwa. A najbardziej zyskałyby ryby i małże, i ślimaki, całe życie wokół Odry. Rozpoczęłoby to debatę nad prawem innych bytów natury, Wisły, Bałtyku. Tak jak w Nowej Zelandii, gdzie za osobę prawną uznana jest i rzeka Whanganui, i park Te Urewera, i góra Taranaki. Wierzę, że zyskalibyśmy jako ludzie w obszarze poczucia sprawczości, wiary, że oddolna inicjatywa obywatelska, za którą nie stoi żaden biznes ani korporacja, ma szansę powodzenia. Dowód na to, że można wystąpić w imieniu pozaludzkiego świata i go obronić.

A kim rzeka jest dla ciebie?

Ze wszystkich wód, jakie znam, wody rzeki, najbardziej przypominają mi wody płodowe, bo rodzą życie i utrzymują przy życiu. Na studiach przez kilka tygodni miałem praktyki na położnictwie. Pamiętam, z jak wielkim szacunkiem trzeba było traktować to miejsce. Jako studenci musieliśmy ubrać kombinezony, umyć się, pilnować porządku, czystości. W końcu byliśmy w miejscu narodzin. W rzece, pod taflą wody są całe rodziny, dzieci, rodzice, ich zależności, staranie o pożywienie, walka o przetrwanie, zabawy. Kiedy jestem nad rzeką, jestem w miejscu narodzin.

**

Robert Rient – inicjator uznania rzeki Odry za osobę prawną i powołania Plemienia Odry. Fundator i Przewodniczący rady Fundacji Osoba Odra. Członek Międzynarodowego Obserwatorium Praw Natury, Koalicji Ratujmy Rzeki, stowarzyszenia Unia Literacka. Prezes Fundacji Szamanizmu. Dziennikarz niezależny i pisarz. Autor książek Pierwsza Umowa. Podstawy praktyki szamanizmu, Wizje Roślin, czyli pięćdziesiąt roślin leczniczych i jeden grzyb, Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie, Świadek, Chodziło o miłość i powieści Duchy Jeremiego, nominowanej do nagrody literackiej Nike. Autor podcastu „Spokojna Miłość”. Na stałe współpracuje z magazynem „Sens”. Więcej na www.robertrient.pl 

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x