W październiku 2024 roku jako freelancer relacjonowałem wybory prezydenckie i unijne referendum w Mołdawii, opisując dla m.in. Oko.press i „Gazety Wyborczej” ingerencje Rosji w proces wyborczy. Jedna z najdziwniejszych – a jednocześnie największego kalibru – informacji w tym kontekście została wypuszczona przez mołdawską policję, służby i polityków na kilka dni przed wyborami. Do Mołdawii mieli przeniknąć przygotowani przez Moskwę zawodowi sabotażyści szkoleni przez Grupę Wagnera. Niektórzy z nich zostali ponoć zatrzymani przez mołdawskie siły mundurowe. Doniesienia początkowo były sprzeczne: mówiono o kilkudziesięciu, stu, a nawet trzystu operatorach, których określano jako osoby szkolone przez członków Grupy Wagnera lub do niej należące.
Dwa dni przed wyborami rozmawiałem o tym z Dimą, właścicielem mołdawskiej firmy zajmującej się marketingiem politycznym. Obsługiwał on kampanie wielu kandydatów w wyborach z ostatnich lat, od centroprawicowej, proeuropejskiej PAS (Partii Działania i Solidarności), po kandydatów prorosyjskich czy liberałów. Sam głosował na tę pierwszą, choć z dużym niesmakiem, wywołanym szeregiem afer korupcyjnych i niejasnym zarządzaniem środkami publicznymi.
– Jesteś rozsądnym człowiekiem – powiedział mi Dima, zaciągając się papierosem. – Przecież wiesz, że to przesada, uzasadniająca specjalne środki w kampanii wyborczej. Jasne, Rosja ingeruje w wybory, ale nie aż tak. Gdyby w tak malutkim kraju jak Mołdawia znalazło się trzystu wyszkolonych wagnerowców, nic by nam nie pomogło. Cała ta historia to bujda.
Dzisiaj wiemy, że nie miał racji.
Wagnerowskie straszydła
Dima, podobnie jak większość Mołdawian, od kiedy PAS doszedł do władzy wielokrotnie słyszał o wagnerowcach próbujących ingerować w wewnętrzną politykę kraju, jednak prawie zawsze opowieści te kończą się powstrzymaniem napastników.
Podczas antyrządowych wystąpień w marcu 2023 roku, organizowanych przez prorosyjskie środowiska, na lotnisku w Kiszyniowie zatrzymano członka Grupy Wagnera – całego w groźnych tatuażach z czaszkami i neonazistowskimi symbolami. Miał on być częścią szerszego spisku wymierzonego w rząd PAS, oddalający Mołdawię od Rosji.
W tym samym miesiącu szef mołdawskiej policji Viorel Cernăuțeanu ujawnił, że w spisek miało być zaangażowanych od pięćdziesięciu do stu osób, z których każda otrzymała do 10 tys. dolarów za udział w demonstracjach. Mołdawska policja poinformowała, że agent rządowy przeniknął do grupy, co poskutkowało zatrzymaniem siedmiu osób i zneutralizowaniem zagrożenia.
W 2023 roku prezydentka Maia Sandu obwieściła, że Grupa Wagnera pod przywództwem Jewgenija Prigożyna planowała przejąć władzę w kraju. Wagnerowcy mieli zorganizować brutalne zamieszki i przy wsparciu sił zbrojnych z Naddniestrza dokonać przewrotu, pojmać prezydentkę i obalić prozachodni rząd. Informację tę Sandu podała już po śmierci Prigożyna, nie została ona więc nigdy zweryfikowana u źródła, jednak istnienie planu potwierdził prezydent Ukrainy. Wołodomyr Zełeński powiedział, że plan został przechwycony przez służby wywiadowcze jego kraju.
W 2025 roku Europol informował o ponad 650 zidentyfikowanych podejrzanych o udział w operacjach paramilitarnych w ramach Wagnera i Redut oraz popełnianie zbrodni wojennych.Mołdawia jest jednym z najczęściej wymienianych krajów ich pochodzenia, obok Ukrainy. Podczas kampanii wyborczych i wyborów w 2024 i 2025 roku regularnie zatrzymywano osoby podejrzane o powiązania zarówno z szeroko rozumianą rosyjską siecią wpływów, jak i wprost z Grupą Wagnera. Aresztowania były często koordynowane ze stroną ukraińską, której służby przeprowadzały u siebie podobne czystki. W samym październiku 2025 roku przeszukano ok. 70 lokalizacji w Mołdawii i Ukrainie powiązanych rosyjskimi rekrutami.
W listopadzie 2025 roku we współpracy z Europolem zatrzymano lub rozpoczęto postępowanie wobec 11 Ukraińców i 16 Mołdawian oskarżonych o członkostwo w rosyjskich grupach najemniczych walczących w Ukrainie i poza Europą (padają tu głównie nazwy Wagnera i Redut) bądź szkolenie sabotażystów w kraju. W ramach innej wspólnej akcji w lutym 2026 zatrzymano kilkanaście osób, głównie Mołdawian, działających w ramach grupy płatnych zabójców, którym Moskwa miała wyznaczać cele w Ukrainie.
W Mołdawii zagrożenie ze strony Rosji, prorosyjskich sabotażystów i grup wpływu jest realne. Kraj jest głęboko zinfiltrowany, czego dowodzi choćby sprawa Alexandru Bălana, byłego wiceszefa mołdawskiej Służby Informacji i Bezpieczeństwa. Zatrzymany w Rumunii w 2025 roku, w kwietniu 2026 roku został skazany w Mołdawii za ujawnienie tajemnic państwowych, a po ułaskawieniu przekazany stronie białoruskiej w ramach wymiany więźniów. W czerwcu 2026 roku Maia Sandu pozbawiła go mołdawskiego obywatelstwa.
Jednocześnie Grupa Wagnera stała się w Mołdawii czymś w rodzaju powracającego boogeymana, co kilka miesięcy wyciąganego z szafy przez media i rządzących po to, by uzasadnić nowe specjalne środki, konfiskaty mienia, ograniczanie swobód wyborczych obywateli (np. z prorosyjskiego Naddniestrza, co spotkało się z krytyką ze strony międzynarodowych obserwatorów).
Wagnerowskie straszydło opatrzyło się części publiki do tego stopnia, że nawet kiedy zagrożenie jest prawdziwe, część Mołdawian spogląda na nie jako na część narracji rządzącego PAS. Wiele osób ma wrażenie, że rząd próbuje w ten sposób odwrócić uwagę od innych problemów państwa i własnych zaniedbań oraz błędów. Pojawiają się wątpliwości, czy wszystkie osoby zatrzymane bądź ścigane pod pretekstem walki z Rosją faktycznie mają z nią coś wspólnego. Powstają nawet żarty na ten temat, podobne do polskich: np. zdjęcie psa siedzącego pośrodku zniszczonego pokoju pełnego pogryzionych mebli i podpis: „nie uwierzysz, co ruscy zrobili w sypialni”. Być może to, że – jeśli wierzyć rządowym narracjom z Kiszyniowa – w większości wypadków udało się zapobiec „dużym sabotażom” (choć nie wielu małym incydentom, cyberatakom czy prowokacjom) sprawia, że część Mołdawian nie traktuje sprawy poważnie.
Do tego dochodzi antywagnerowska paranoja: kilka razy mołdawscy znajomi mówili mi, że widzieli w Kiszyniowie czy Naddniestrzu osoby noszące wagnerowskie symbole. W przynajmniej jednej sytuacji okazało się to po prostu pomyłką – mężczyzna miał naszywkę z trupią czaszką, niemającą nic wspólnego z Wagnerem. Jednocześnie zdarzają się w Mołdawii, szczególnie w Naddniestrzu, pojedyncze osoby noszące prowokacyjne symbole wsparcia dla rosyjskiej „specjalnej operacji wojskowej”. Nie są one powszechne – przez kilka miesięcy mieszkania w Naddniestrzu spotkałem się z tym zaledwie dwa razy.
Obozy szkoleniowe dla prorosyjskich sabotażystów
Najważniejszym w tym kontekście wydarzeniem przełomu 2025 i 2026 roku były przecieki dotyczące postępowania w sprawie szkoleń sabotażystów, o których rozmawiałem z Dimą rok wcześniej. Nie chodziło co prawda o trzystu wagnerowców, ale o duże grupy sabotażystów i prowokatorów szkolonych w zagranicznych obozach, pod okiem powiązanych z Kremlem instruktorów. Część tych ostatnich rzeczywiście miała powiązania z Grupą Wagnera.
Według władz w Kiszyniowie rosyjskie sieci od przynajmniej trzech lat rekrutowały i szkoliły ludzi do protestów, zamieszek, działań dezinformacyjnych i innych operacji wpływu, zarówno w Mołdawii i Europie Środkowo-Wschodniej, jak i w krajach takich jak Francja czy Niemcy. Za szkolenie oferowano kilkaset dolarów oraz dwutygodniowy wyjazd na obóz do Bośni i Serbii. Śledczy twierdzą, że uczestnicy byli trenowani m.in. w taktykach ulicznych, użyciu dronów i działaniach podczas starć z kordonami policji, używaniu materiałów wybuchowych, pierwszej pomocy, obserwacji obiektów strategicznych.
Materiały sądowe oraz śledztwa dziennikarskie mediów takich jak Politico czy BIRN dostarczają bardziej szczegółowych informacji.
Według zapisów sądowych uczestnikom obozów poprzedzających wybory prezydenckie w 2024 roku mówiono, że jeśli Maia Sandu zwycięży. to „w kraju wybuchnie wojna, tak jak w Ukrainie”, a ich działania destabilizacyjne zapewnią pokój. Osoby, które próbowały wycofać się z udziału, miały być zastraszane i bite.
Jeden ze świadków opisał kilkudniowe szkolenie odbywające się w obozie złożonym z czterech namiotów rozstawionych nad rzeką. Według mołdawskich służb wywiadowczych instruktorzy należeli do międzynarodowej siatki powiązanej z Grupą Wagnera. Uczestnicy szkoleń mieli być potem wysyłani na ćwiczenia praktyczne do miast takich jak Banja Luka, gdzie wymagano od nich skrytego dokumentowania lokalizacji i planów budynków administracyjnych i rządowych oraz rozpoznawania potencjalnych miejsc startu dronów. Spośród szeregu incydentów z ostatnich lat – wandalizmu, gróźb czy rozklejania dezinformacyjnych plakatów – przynajmniej część była wynikiem działań absolwentów obozu.
Rekrutowani do działań w Europie Zachodniej
Kluczowymi postaciami w całej sieci byli rekruterzy, którzy celowali przede wszystkim w młodych mołdawskich mężczyzn, najlepiej posiadających także unijne (w Mołdawii oznacza to najczęściej rumuńskie lub bułgarskie) obywatelstwo, często niezadowolonych ze swojej pracy i dotychczasowego życia, łudząc ich obietnicą łatwych pieniędzy i ekscytujących aktywności. Dołączały do nich pojedyncze kobiety, głównie z rosyjskojęzycznej mniejszości, jak Aliona Gotko czy Ludmiła Kostenko.
Jednym z domniemanych rekruterów jest Anatoli Prizenco, mołdawski biznesmen powiązany z Rosją, w Mołdawii znany m.in. z organizowania piramid finansowych, w 2024 roku objęty unijnymi sankcjami za organizację operacji destabilizacyjnych na rzecz Moskwy. Prizenco jest sądzony w Kiszyniowie, dotąd nie usłyszał wyroku. Jego sieć miała przez lata szkolić dziesiątki osób jako wykonawców rosyjskich operacji wpływu i destabilizacji w Mołdawii i państwach trzecich.
Francuskie służby we współpracy z Mołdawią badają rolę Prizenco w organizacji grupy obywateli Mołdawii, którzy po atakach Hamasu z 7 października 2023 roku malowali gwiazdy Dawida na murach Paryża. Podobne prowokacje sabotażyści Prizenco mieli przeprowadzić w Niemczech. Polaryzacja i podkręcanie podziałów społecznych jest rosyjskim modus operandi. Granie na antysemityzmie, islamofobii i instrumentalne wykorzystywanie ludobójstwa w Gazie to dla Kremla woda na młyn.
Inny oskarżony przyznał przed sądem, że w 2024 roku pojechał do Düsseldorfu na mecz Mistrzostw Europy między Słowacją i Ukrainą, gdzie otrzymał polecenie machania ukraińską flagą. Miał zostać zrekrutowany przez Prizenco.
Mężczyzna zeznał, że odmówił wykonania polecenia, jednak podczas meczu rozwinięto ukraińską flagę z napisem „Oddajcie nam wybory”. Kreml szybko wykorzystał ten incydent jako argument, że Ukraina powinna przeprowadzić wybory i zastąpić urzędującego prezydenta, a narracja o Zełenskim jako „dyktatorze” pochodzi oddolnie od Ukraińców.
Zlecenia tego typu miały być proponowane wyszkolonym sabotażystom od czasu do czasu, jako fuchy do wykonania za drobną opłatą. Ten sam oskarżony, który pojechał do Dusseldorfu opowiadał, że jeden z instruktorów obozu zaproponował mu wyjazd do Paryża podczas Igrzysk Olimpijskich w 2024 roku celem przeprowadzenia działań destabilizacyjnych.
Ignorowane zagrożenie nie znika
Na początku 2026 roku sąd miejski w Kiszyniowie skazał pięciu obywateli Mołdawii na kary więzienia od czterech do ponad pięciu lat za udział we wspomnianych obozach szkoleniowych. Wiosną 2026 roku toczyły się postępowania w sprawie kolejnych 80, a ponad 20 miało postawione formalne zarzuty. W czerwcu 2026 roku Unia Europejska dopisała do listy sankcyjnej kolejne osoby oskarżane o destabilizowanie Mołdawii. W uzasadnieniu wskazano m.in. na sieci powiązane z Ilanem Șorem i rosyjską organizacją Evrazia, wykorzystywane do rekrutacji, szkoleń, propagandy i budowania struktur terenowych.
Mołdawskie służby zapowiadają kolejne zatrzymania i akty oskarżenia. Mołdawia, jak wiele europejskich państw posiadających dużą mniejszość rosyjskojęzyczną, jest dla rosyjskich służb wymarzonym obszarem rekrutacji, która z czasem wychodzi poza tę grupę, często obierając za cel osoby, które z jakichś przyczyn czują się wyłączone lub dyskryminowane przez resztę społeczeństwa i chcą się na nim w jakiś sposób odegrać lub przeorganizować je, licząc na poprawę swojego losu. Warto przypomnieć niedawną sprawę grupy rosyjskojęzycznych antyfaszystów z państw bałtyckich, którzy okazali się kremlowską agenturą.
Wiele historii o rosyjskim zagrożeniu, które przez lata zbywaliśmy jako bajki albo przesadę, miało w sobie mniejsze lub większe ziarno prawdy. Z tego ziarna kiełkuje zagrożenie, które sięga poza wschodnią i centralną Europę.







!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!