Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Jak Polska i Ukraina mogą wyjść z najpoważniejszego kryzysu od 2022 roku?

Spór o UPA i Wołyń wszedł w najostrzejszą fazę od początku pełnoskalowej wojny. Ukraiński ekspert wyjaśnia, dlaczego Polska i Ukraina inaczej patrzą na tę samą historię i proponuje plan deeskalacji, który pozwoliłby odbudować strategiczne partnerstwo.

4
Serce

2

Wielka wojna znacznie zwiększyła w społeczeństwie ukraińskim znaczenie tych kart historii, które wiążą się ze zbrojną walką o niepodległość. Kraj walczący o samo swoje istnienie w naturalny sposób odwołuje się do własnych doświadczeń historycznych. Jednocześnie społeczeństwo polskie znacznie przesunęło się w prawo i uległo polaryzacji, a znaczna pomoc ze strony Polski dla ukraińskiego ruchu oporu spowodowała wzrost oczekiwań wobec Ukrainy w kwestii interpretacji drażliwych rozdziałów historii. Te dwa procesy okazały się wyraźnie rozbieżne i ostatecznie doprowadziły Ukrainę i Polskę do stanu bezprecedensowego konfliktu, który, jak się wydaje, dopiero się rozpala.

Stosunki Ukrainy i Polski znalazły się w krytycznym punkcie pod względem kilku kluczowych parametrów: współpraca między prezydentami jest w zasadzie zamrożona; postępy osiągnięte w ciągu ostatniego pół roku w kwestiach dialogu historycznego i upamiętniania ofiar zostały zniweczone przez ostatnie wydarzenia; opinia publiczna w Polsce na temat Ukraińców powróciła do najgorszych wskaźników, które ostatnio notowano jeszcze przed wybuchem wojny na pełną skalę; a brak poparcia Polaków dla przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej po raz pierwszy osiągnął prawie 60 proc.

Do niedawna kryzys nie wpływał na współpracę rządów w zakresie dwustronnych stosunków gospodarczych i integracji europejskiej, a także w kluczowym, niezwykle ważnym obszarze bezpieczeństwa – nieprzerwanym dostarczaniu broni i amunicji, szkoleniach oraz wymianie danych. Rząd Donalda Tuska stara się wszelkimi sposobami załagodzić kryzys, a rząd Juliji Swyrydenko wszelkimi siłami wspiera atmosferę pozytywnej współpracy. Rząd Polski na razie opiera się również rosnącej presji na zablokowanie dalszych kroków w kierunku przystąpienia Ukrainy do UE.

Konferencja na rzecz odbudowy Ukrainy w Gdańsku w dniach 25–26 czerwca była doskonałym przykładem dominacji pozytywnych narracji w obliczu braku kluczowych czynników wywołujących napięcia, w szczególności samych prezydentów Wołodymyra Zełenskiego i Karola Nawrockiego. Jednak nad Gdańskiem wisiała groźba burzy, a lęk przed „ruchem w złym kierunku” nie opuszczał uczestników, w tym mnie.

Taka sytuacja nie może trwać długo: bez deeskalacji na płaszczyźnie politycznej pragmatyczny aspekt współpracy prędzej czy później zostanie pozbawiony politycznego wsparcia i ulegnie erozji. Właściwie to w ostatnich dniach już ze strony rządu, ustami ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, zabrzmiała znana wcześniej z retoryki opozycyjnej PiS teza, że „z Banderą Ukraina nie wejdzie do UE”. Jednocześnie ten sam minister oświadczył, że Polska nie przekaże Ukrainie planowanych do przekazania myśliwców MiG-29, ponieważ strona ukraińska „nie podzieliła się swoimi technologiami dronowymi”.

W związku z tym najwyraźniej wkroczyliśmy w poważny kryzys, który nie osiągnął jeszcze swojego szczytu (ani dna). Nieznane są jeszcze wszystkie możliwe jego konsekwencje.

Strona polska uważa, że to właśnie Kijów naruszył status quo: z jej perspektywy konflikt rozpoczął się 27 maja 2026 roku, kiedy prezydent Zełenski podpisał dekret o nadaniu Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA”.

W Kijowie uważa się, że eskalacja rozpoczęła się od reakcji Warszawy, ponieważ polityka upamiętniania UPA nie jest dla Ukrainy nowością i opiera się na ustawodawstwie z 2015 roku, więc nazwa jednostki wojskowej w żadnym wypadku nie jest uznawana za coś nieoczekiwanego. Jednak tym razem wszystko potoczyło się inaczej niż zwykle.

Prezydent Polski Karol Nawrocki zapowiedział pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego — najwyższego odznaczenia państwowego w kraju — i 19 czerwca ogłosił tę decyzję. W odpowiedzi Zełenski oraz kilku byłych prezydentów Ukrainy zwrócili polskie odznaczenia.

Złożenie przez prezydenta Ukrainy 28 czerwca projektu ustawy „O ukraińskim panteonie narodowym”, w którym wśród potencjalnych obiektów uhonorowania wymieniono przywódców UPA, jest w Polsce w tym kontekście postrzegane jako świadomy krok w kierunku dalszej eskalacji oraz jako dowód na to, że poprzedni krok dotyczący jednostki wojskowej nie był przypadkowy, a wszystko to stanowi część szerszego planu mającego na celu poniżenie Polski. Jednocześnie w Ukrainie zgłoszenie wspomnianego projektu ustawy jest postrzegane w większości zupełnie inaczej – jako etap długotrwałego procesu, który przeszedł długą drogę konsultacji, dyskusji eksperckich i ma za sobą długą historię, która w żadnym wypadku nie jest związana z obecnym zaostrzeniem stosunków polsko-ukraińskich.

Obecnie jest oczywiste, że szybkie załagodzenie konfliktu i powrót do status quo nie będzie już możliwy, a jego rozwiązanie jest możliwe jedynie w ramach długoterminowej strategii, w której obie strony uznają wzajemne znaczenie strategiczne drugiej strony. W przeciwnym razie można spodziewać się jedynie długotrwałego ochłodzenia stosunków i przejścia do modelu czysto transakcyjnego (ty mi, ja tobie), który raczej nie jest opłacalny w warunkach trwającej konfrontacji z Rosją – a ta nie wydaje się dobiegać końca.

Co dokładnie w Polsce postrzega się inaczej niż w Ukrainie

Czytaj także Dlaczego Polacy odwrócili się od Ukrainy? Przemysław Sadura

Strona polska nie jest monolitem, a wewnętrzne sprzeczności mają niekiedy ostry charakter: o politycznej trajektorii kraju w najbliższym półtora roku zadecydują wybory parlamentarne w 2027 roku, w wyniku których prezydent Nawrocki planuje położyć kres podwójnej władzy i stworzyć prawicową koalicję, być może z udziałem partii skrajnie prawicowych. Potencjalny program tej koalicji, jak się wydaje, będzie zakładał antagonizowanie „kwestii ukraińskiej” w całym spektrum agendy – od przystąpienia do UE i sytuacji ukraińskich uchodźców po kwestie pamięci historycznej.

Jedynym punktem styku pozostanie prawdopodobnie walka z rosyjskim imperializmem, ale formy współpracy zostaną prawdopodobnie zrewidowane w kierunku osłabienia ducha solidarności i zwiększenia transakcyjności. Taki prawdopodobny scenariusz przyszłości jest niekorzystny zarówno dla Ukrainy, jak i dla Europy, jednak analiza jego konsekwencji wykracza poza zakres niniejszego tekstu.

Pomimo głębokiego podziału na obozy polityczne niektóre stanowiska pozostają wspólne dla większości polskiego społeczeństwa i różnią się od poglądów dominujących na Ukrainie. Warto je zrozumieć.

Czytaj także „Nie mówmy po ukraińsku”. Jak zmieniło się życie Ukraińców w Polsce Olena Babakova

Po pierwsze, w Polsce panuje silne poczucie asymetrii między obydwoma krajami: ze względu na obecną sytuację oraz status państwa polskiego jako członka UE i NATO, a także stan polskiej gospodarki uważa się, że Ukraina potrzebuje Polski w większym stopniu niż odwrotnie. Udział Ukrainy w obrocie handlowym Polski wynosi 2–3 proc., podczas gdy udział Polski w analogicznym obrocie Ukrainy wynosi 10–11 proc. Skala pomocy wojskowej po rozpoczęciu pełnej inwazji jest znaczna i szacowana przez stronę polską na ponad 4,2 mld euro. Polska przyjęła drugą co do wielkości falę ukraińskich uchodźców i pełni rolę logistycznego hubu zarówno dla transportu cywilnego, jak i wojskowego.

Z drugiej strony zależność Polski od zdolności Ukrainy do przeciwstawienia się rosyjskiej agresji jest trudniejsza do zmierzenia i wiąże się z postrzeganiem aktualnych celów i możliwości Federacji Rosyjskiej, co do których istnieją rozbieżności, dlatego wiele osób w Polsce uważa tę zależność za wyolbrzymioną.

Po drugie, pomimo bliskości działań wojennych większość polskiego społeczeństwa nie odczuwa wojny. Teza, że „Ukraina swoim heroizmem chroni Polskę (i Europę) przed rosyjską ekspansją”, nie jest powszechnie akceptowana: pogląd ten podzielają szczerzy przyjaciele Ukrainy, a ich głos jest słyszalny, jednak obecnie nie stanowią oni większości i to się raczej nie zmieni. Przekonanie, że Polska może być następna, jeśli Ukraina upadnie, nie jest postrzegane jako aksjomat. Czynnik artykułu 5 w NATO nadal działa jak środek znieczulający, wciąż pokłada się nadzieję w Stanach Zjednoczonych, a członkostwo w Unii Europejskiej daje poczucie przynależności do silnej wspólnoty, w której znaczenie Polski rośnie dzięki zauważalnemu wzrostowi gospodarczemu.

Czytaj także Dlaczego Polska i Ukraina nie potrafią rozmawiać o Wołyniu? Oleksandra Iwaniuk

Po trzecie, w Polsce odrzuca się zasadę symetrii, jeśli chodzi o ocenę przeszłości. Porównanie strat wśród ludności cywilnej w wyniku czystek etnicznych w latach 40. ubiegłego wieku oraz zestawienie motywacji oddziałów i konkretnych osób, które po obu stronach dopuszczały się zbrodni, nie mogą w polskiej percepcji być stawiane na równi. Historie Armii Krajowej i UPA jako dwóch formacji tego samego typu nie są postrzegane przede wszystkim ze względu na powiązania AK z legalnym rządem polskim na uchodźstwie oraz brak takiej legitymacji w przypadku UPA. AK jest tradycyjnie postrzegana jako armia – choć partyzancka – uczestnicząca w koalicji antyhitlerowskiej, podczas gdy UPA nie posiada takiego statusu.

Z powodu takiego postrzegania trudno jest promować całkowicie logiczne z ukraińskiego punktu widzenia podejście do pojednania, które zakłada zsynchronizowane oświadczenia i działania, takie jak „przepraszamy i prosimy o przebaczenie”, symetryczne odtworzenie miejsc pochówku czy wspólne upamiętnienie ofiar jako pośrednie uznanie równości stron w tragedii.

Okoliczności te znacznie utrudniają zarówno poszukiwanie dróg rozwiązania obecnego kryzysu, jak i sformułowanie ostatecznego pojednania.

Asymetria pamięci: dlaczego spór jest tak złożony

Każda poważna analiza wymaga szczerego przyznania: spór o UPA i Wołyń jest prawdziwy – nie jest fikcyjny ani po prostu „instrumentalizowaną” dyskusją o przeszłości. Strona ukraińska nie może zbyć tego problemu, jakby nie istniał, a ktoś po prostu „wymyślił”.

Czytaj także Potępiajmy kult zbrodniarzy w Ukrainie, ale sami posłużmy przykładem Artur Troost

Dla większości polskiego społeczeństwa UPA jest nierozerwalnie kojarzona z tragedią wołyńską z 1943 roku, kiedy to w trakcie starć zginęła znaczna liczba polskich cywilów. W 2016 roku polski Sejm przyjął rezolucję kwalifikującą te wydarzenia jako ludobójstwo. 11 lipca jest w Polsce Narodowym Dniem Pamięci Ofiar. Dla milionów Polaków nie jest to abstrakcja, lecz rodzinna tragedia przekazywana z pokolenia na pokolenie. Można narzekać, że podniesienie tragedii wołyńskiej do rangi największej tragedii narodu polskiego ma podłoże polityczne, a „wołynizacja historii” jest dobrze przemyślanym sposobem mobilizacji wyborców, a nie szczerą troską o uczczenie pamięci ofiar. Takie są jednak realia, z którymi trzeba się liczyć.

Dla większości Ukraińców, zwłaszcza na zachodzie kraju, UPA jest symbolem oporu antykolonialnego – walki zarówno przeciwko nazistowskim Niemcom, jak i przeciwko radzieckiej okupacji. To właśnie radziecka propaganda przez dziesięciolecia kreowała wizerunek UPA jako formacji wyłącznie zbrodniczej – i właśnie dlatego przywrócenie jej reputacji stanowi część szerszego projektu dekolonizacji ukraińskiej pamięci. W kontekście wojny na pełną skalę z Rosją nabiera to jeszcze większego znaczenia: żołnierze, którzy obecnie walczą, identyfikują się z dziedzictwem walki wyzwoleńczej.

Obie interpretacje mają swoją prawdę i swój ból. Jednak to właśnie ich niezgodność jest źródłem konfliktu. Ta niezgodność nie zniknie po jednym spotkaniu dyplomatycznym, a nawet po serii negocjacji. Wymaga długotrwałej wspólnej pracy, która może rozciągnąć się na dziesięciolecia.

Obecnie nie sprawdza się wielokrotnie proponowana przez ekspertów (i uzgodniona podczas spotkań dwustronnych!) zasada „zgody na niezgodę” w złożonych kwestiach oceny historii. A dokładniej, nie sprawdza się ona, gdy mamy do czynienia z dyskusją o najcięższych zbrodniach, które są niezwykle nacechowane emocjonalnie, a ich znaczenie jest eskalowane przez polityków i możliwości sieci społecznościowych.

Co powinna zrobić Ukraina: strategia deeskalacji

Strategia deeskalacji dla Ukrainy musi być jednocześnie oparta na zasadach i pragmatyczna. Nie może to być gra jednostronna. Musi jednak otwierać przestrzeń do odbudowy zaufania.

Przede wszystkim mamy dwa całkowicie pragmatyczne „filary” procesu deeskalacji i odbudowy partnerstwa strategicznego.

Po pierwsze, bezpieczeństwo i stabilność Polski są nierozerwalnie związane z tym, czy Ukraina się utrzyma. Jeśli Rosja zwycięży lub osiągnie swoje cele strategiczne, Polska znajdzie się w zupełnie innym środowisku bezpieczeństwa – i żadne członkostwo w NATO nie zniweluje tej nowej presji.

Po drugie, integracja i odbudowa Ukrainy to jeden z największych projektów gospodarczych w Europie na najbliższe dziesięciolecia. Polska, jako najbliższy sąsiad geograficzny i naturalny węzeł komunikacyjny, ma wyjątkową pozycję, by stać się kluczowym graczem i beneficjentem tych procesów.

Konflikt można zneutralizować poprzez wspólne interesy. Najskuteczniejsza deeskalacja opiera się nie na gestach symbolicznych, lecz na wspólnych interesach. Im więcej polski biznes zarabia na odbudowie Ukrainy i jej integracji europejskiej, im więcej polskich i ukraińskich żołnierzy wspólnie trenuje, im więcej funkcjonuje polsko-ukraińskich projektów akademickich, tym trudniej jest podsycać wrogość.

Nowym kierunkiem współpracy może stać się wspólne zarządzanie migracją. W Polsce przebywa około miliona Ukraińców, co stwarza trudności, ale jest też wyjątkową szansą. Dwustronne zarządzanie migracją – od uznawania dokumentów po integrację na rynku pracy i ochronę socjalną – mogłoby stać się dobrym przykładem dla całej Europy. Polska, która jest odbiorcą jednej z największych fal uchodźców do UE, oraz Ukraina, która jest zainteresowana powrotem swoich obywateli po zakończeniu wojny, mają wspólny interes w opracowaniu elastycznego, humanitarnego i korzystnego dla obu stron modelu migracyjnego.

Stąd można przejść do wspólnego zarządzania pamięcią i pojednaniem. Pojednanie polsko-ukraińskie jest nie tylko pożądane – jest strategicznie niezbędne. Nie może jednak być „narzucone z góry” przez żadnego prezydenta. Musi wyrastać oddolnie. Wspólne praktyki upamiętniające, na przykład włączenie tragedii wołyńskiej do programów nauczania polskich i ukraińskich szkół w uzgodnionym, opartym na wzajemnym szacunku formacie, mają większą moc transformacyjną niż jakakolwiek deklaracja dyplomatyczna. Wspólne pielgrzymki i ekshumacje, które już trwają, to punkty styku, w których ból zamienia się w dialog.

Konieczne jest zatem kontynuowanie i rozszerzenie procesu ekshumacji. Wznowienie prac ekshumacyjnych na Wołyniu w 2025 roku to najważniejszy konkretny krok podjęty przez Ukrainę na drodze do pojednania. Jest on ważny nie jako „ustępstwo”, ale jako gest, który daje polskim rodzinom możliwość pochowania bliskich i wypełnienia obowiązku wobec przeszłości. Ma to wymiar humanitarny i nie wymaga od żadnej ze stron rezygnacji z własnej interpretacji wydarzeń. Ukraina powinna przyspieszyć i usystematyzować ten proces, nadać mu widoczność w przestrzeni publicznej – i nie dopuścić, by stał się ofiarą napięć dyplomatycznych. Możliwe są również dalsze kroki w kierunku uproszczenia procedur uzyskiwania zezwoleń na ekshumację.

Nie jestem specjalistą w kwestiach pamięci historycznej. Jednak strategiczne podejście do budowania niezbędnych ram stosunków z Polską wymaga rozwiązań interdyscyplinarnych, które będą obejmowały „komponent polityczny”, niezbędny do osiągnięcia konsensusu w przyszłości. Dlatego też uważam, że Ukraina mogłaby doprecyzować swoją politykę upamiętniania żołnierzy UPA. Być może należałoby w szczególności określić, że przedmiotem gloryfikacji nie jest cała UPA jako instytucja ani jej dowódcy „z urzędu”, ale całkiem konkretne karty historii walki ukraińskich partyzantów przeciwko okupacji niemieckiej, a w większym stopniu radzieckiej.

Ukraina mogłaby jaśniej zdefiniować koncepcję wojny radziecko-ukraińskiej, która rozpoczęła się wiosną i latem 1944 roku wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej na Ukrainę Zachodnią i trwała co najmniej do połowy lat 50. Wyróżnienie właśnie wojny radziecko-ukraińskiej jako odrębnego, unikalnego zjawiska historycznego, stanowiącego część drogi narodu ukraińskiego do niepodległości państwowej, może być jednym z wariantów rozwiązania, które pozwala na odcięcie się od mrocznych kart wczesnej działalności partyzantki, w tym zbrodni na ludności cywilnej.

Strona ukraińska może uznać, że nie cała działalność ukraińskich partyzantów UPA ma charakter heroiczny, jednocześnie strona polska nie może nalegać, by całą działalność UPA – w tym wojnę radziecko-ukraińską – uznać za przestępczą. Ocenie powinny podlegać konkretne wydarzenia i czyny konkretnych osób. Strony muszą uznać, że jasne i ciemne karty historii mogą niemal pokrywać się w czasie i ściśle się zazębiać.

Konkretne działania mogłyby obejmować: wspólny polsko-ukraiński program akademicki poświęcony badaniu złożonych kart wspólnej historii – nie po to, by dojść do „jednego” wniosku, ale by zidentyfikować rozbieżności i znaleźć wspólne czynniki; wymiany literackie i kulturalne, nadające ludzki wymiar temu, co na poziomie państw wygląda jak abstrakcyjny spór; wspólne projekty mediów i organizacji społecznych, przedstawiające polskiej publiczności żyjących Ukraińców, a ukraińskiej – Polaków.

Zasada oddzielnych obszarów współpracy

Jednym z największych zagrożeń jest inercja konfliktu. Konflikty dyplomatyczne między demokracjami często zamierają w stanie publicznie ogłoszonej urazy, w którym żadna ze stron nie robi pierwszego kroku, by nie wyglądać na słabszą. Ta pułapka jest szczególnie niebezpieczna dla Ukrainy i Polski: każdy miesiąc ograniczonej współpracy to miesiąc, w którym Rosja bezpłatnie czerpie korzyści z konfliktu swoich przeciwników.

Oznaki tego zagrożenia są już widoczne. Nieobecność Zełenskiego na konferencji w Gdańsku – nawet jeśli Tusk uznał to za deeskalację – pozostawiła wrażenie dyplomatycznej próżni na najważniejszym forum poświęconym odbudowie Ukrainy. Na 11 lipca zaplanowano już kolejną rundę eskalacji – prezydent Nawrocki zamierza ogłosić ograniczenie kontaktów z prezydentem Zełenskim.

Strategiczna odpowiedź na zaistniałą sytuację może opierać się na zasadzie odrębnych obszarów współpracy: rozróżnieniu między kwestiami, w których konflikt jest rzeczywisty i wymaga długoterminowego dialogu, a kwestiami, w których strony mają wspólny interes i gdzie deeskalacja powinna nastąpić natychmiast.

Pierwszy obszar – symboliczny i upamiętniający – jest najbardziej wrażliwy i najmniej nadaje się do szybkich decyzji. Wymaga on tolerancyjnego, ustrukturyzowanego dialogu z udziałem historyków, społeczeństwa obywatelskiego i, być może, kościołów. Jej czas mierzy się w latach i dziesięcioleciach. Zadaniem państw nie jest natychmiastowe rozstrzygnięcie sporów, lecz zapewnienie warunków do prowadzenia tego dialogu.

Drugi obszar – dotyczący bezpieczeństwa i obrony – jest najbardziej pilny. Korytarz polskiego wsparcia dla Ukrainy musi zostać zachowany i rozszerzony niezależnie od sporów o charakterze symbolicznym. Polsko-ukraińska integracja obronna stanowi strategiczny priorytet o wymiarze praktycznym.

Trzeci obszar – gospodarczy i odbudowy – jest najkorzystniejszy dla obu stron i ściśle powiązany z procesem przystąpienia Ukrainy do UE. Rola Polski jako centrum odbudowy Ukrainy leży w interesie obu krajów i może zostać pogłębiona poprzez konkretne mechanizmy instytucjonalne.

Czwarty obszar – społeczny i kulturowy – jest najtrwalszy w perspektywie długoterminowej. Współpraca między społeczeństwami polskim i ukraińskim, która stała się bardzo urozmaicona po 2022 roku, stanowi podstawę, na której będzie budowane rzeczywiste pojednanie.

Rozdzielenie tych obszarów pomaga uniknąć pułapki „wszystko albo nic”, w której spór na jednym poziomie blokuje postęp na wszystkich pozostałych.

Rosja aktywnie i systematycznie próbuje podzielić stosunki polsko-ukraińskie. Kremlowskie media nieodmiennie wyolbrzymiają każdy konflikt między Warszawą a Kijowem. Każde polskie oświadczenie skierowane przeciwko Ukrainie staje się surowcem propagandowym służącym do usprawiedliwienia własnej agresji. Każdy gest polsko-ukraińskiego pojednania jest przemilczany lub dyskredytowany.

Zarządzanie konfliktem wymaga uświadomienia sobie, że każda decyzja prowadząca do eskalacji automatycznie staje się zasobem dla tych, którzy dążą do zniszczenia obu krajów.

Najbardziej przekonującą strategią deeskalacji jest ta, która odwołuje się nie do przebaczenia ani do rezygnacji z własnych narracji, ale do wspólnego interesu przetrwania i wspólnego udziału w budowaniu przyszłości Europy.

Bezpieczeństwo Polski wymaga Ukrainy, która się utrzyma. Bezpieczeństwo Ukrainy wymaga Polski, która pozostaje aktywnym partnerem. Cień nad stosunkami polsko-ukraińskimi w czerwcu 2026 roku jest realny. Jednak ten konflikt nie jest na tyle nie do pokonania, by stał się fatalny w skutkach. Co więcej, przy właściwym zarządzaniu kryzys ten może stać się początkiem bardziej uczciwego, głębszego i trwalszego partnerstwa.

Tekst ukazał się pierwotnie na jednym z najważniejszych ukraińskich portali Дзеркало тижня (ukr. „Zwierciadło tygodnia”). Z ukraińskiego przełożyła Kaja Puto.

**

Ołeksandr Suszko – ukraiński politolog, doktor nauk politycznych, ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych i integracji europejskiej. Od 2018 roku jest dyrektorem wykonawczym kijowskiej Międzynarodowej Fundacji „Odrodzenie”, należącego do sieci Open Society Foundations. Wcześniej kierował ukraińskimi ośrodkami analitycznymi zajmującymi się polityką zagraniczną i współpracą euroatlantycką.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
4 komentarzy
4
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x