Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Zgównowacenie” Grindra. Jak platforma monetyzuje queerową potrzebę bliskości

Grindr miał ułatwić spotkania ludziom, którzy nie mieli dostępu do bezpiecznych queerowych przestrzeni offline. Dziś darmową wersję zalewają reklamy, podstawowe funkcje trafiają za paywall, a osoby korzystające z aplikacji skarżą się niechciane treści seksualne, dyskryminację i nieskuteczną moderację.

Two people embrace in a close hug at a dimly lit party with hands raised in the background.
Walka

W tym roku opuściłem Grindra na dobre. Po 10 latach korzystania zwyczajnie się poddałem. Mam dosyć postępującej degradacji tej platformy. Korzystanie z niej zaciążyło na moim zdrowiu psychicznym.

Po 17 latach istnienia Grindr stał się parodią samego siebie. Aplikacja pełna jest botów reklamujących pornografię i narkotyki, a powszechność dyskryminujących i niekonsensualnych zachowań połączona z zaśmieceniem Grindra uporczywymi reklamami sprawiają, że darmowa wersja aplikacji nie nadaje się dziś praktycznie do użycia.

Grindr: łączy w pary i pomaga ogarnąć remont

Założony w 2009 roku przez Joela Simkhaia Grindr stał się liderem na rynku aplikacji randkowych skierowanych do osób queer. W zamyśle miał pozwalać queerom na tworzenie sieci lokalnych kontaktów w oparciu o geolokalizację.

Czytaj także Media społecznościowe miały łączyć nas z ludźmi, a łączą z reklamodawcami, pogłębiając samotność Tomasz S. Markiewka

Doświadczenie użytkownika znacząco różni się od tego które oferują konkurencyjne aplikacje randkowe: Tinder, Badoo, Hinge czy OkCupid. Interfejs Grindra opiera się na siatce kwadratowych profili użytkowników wyświetlanych w formie galerii. Profile można swobodnie przeglądać, przewijając ekran i wybierając interesujące osoby poprzez dotknięcie ich zdjęcia. Aplikacja porządkuje profile według odległości od użytkownika.

Typowy profil na Grindrze składa się ze zdjęcia nagiego torsu, często z zamazaną lub ukrytą poza kadrem twarzą, oraz krótkiej metryczki zawierającej informacje o wieku, wzroście, budowie ciała, znajomości języków, a także preferowanej pozycji seksualnej i fetyszy. Grindr umożliwia również korzystanie bez zdjęcia profilowego. Dla części osób anonimowość pozostaje formą ochrony przed ujawnieniem orientacji lub tożsamości.

W przeciwieństwie do wielu popularnych aplikacji, Grindr pozwala na wysłanie wiadomości do dowolnej osoby znajdującej się w pobliżu bez konieczności uprzedniego „zmatchowania”. Wielokrotnie otrzymywałem obsceniczne propozycje od osób, których wygląd pozostaje całkowicie nieznany. Im dalej od dużych ośrodków miejskich, tym wyraźniej rośnie odsetek profili pozbawionych wizerunku twarzy.

Przed epoką aplikacji randkowych dostęp do potencjalnych osób partnerskich był znacznie bardziej ograniczony. W wypadku osób queer oznaczało to konieczność spotykania się w sekretnych miejscach schadzek, których rolę w kulturze zachodniej często pełniły bary, kluby czy publiczne toalety. Queery korzystające z tzw. cruising spotów, miejsc schadzek, narażone były na przemoc ze strony władz państwowych. Symbolem tego zagrożenia są słynne zamieszki Stonewall, które wybuchły w 1969 roku po policyjnym nalocie na nowojorski klub Stonewall Inn.

Czytaj także Niemiecki rząd podjął walkę z samotnością. Problem dotyczy też Polski Kaja Puto

– Aplikacje randkowe diametralnie zmieniły sposób, w jaki ludzie dobierają się w pary – zauważa dr Łukasz Szulc, starszy wykładowca na University of Manchester i badacz aplikacji randkowych. – W ciągu kilku sekund udostępniają nam ogromny katalog potencjalnych partnerek i partnerów, obejmujący setki, a niekiedy tysiące osób, szczególnie w dużych miastach. Dla osób queer jest to niewątpliwie istotne ułatwienie, pozwalające łatwiej odnaleźć potencjalnych osób partnerskich w społeczeństwie, które wciąż bywa wobec nich nieprzyjazne.

Pojawienie się Grindra to również ułatwienie dla tych, którzy nie chcą lub nie mogą dokonać coming outu. Pozwoliło queerom na nawiązanie intymnych relacji bez wychodzenia z domu, a zatem bez ryzyka, że ich orientacja wyjdzie na jaw, gdy pojawią się w queerowej przestrzeni.

– Dla szeroko rozumianej społeczności queerowej, a zwłaszcza gejów i mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami, Grindr pełni dziś podobną funkcję, jaką dla wielu osób heteroseksualnych spełnia Tinder: służy do umawiania się na przygodny seks – zauważa Pyzik. – Aplikacja skupia bardzo dużą liczbę potencjalnych kontaktów i trudno przewidzieć, czego można się po niej spodziewać. Jednego dnia może to być przelotna przygoda, a innego można nawiązać wartościową relację – bądź zostać zbluzganą.

Jak podkreśla Pyzik, Grindr pełni również istotną funkcję społeczną. Dla osób poszukujących kontaktów – nie tylko seksualnych, ale także towarzyskich – może być cennym źródłem informacji i sposobem na budowanie sieci znajomości. Użytkownicy wymieniają się tam wiedzą o wydarzeniach, klubach oraz miejscach przyjaznych społeczności queerowej.

– Mam kochanka, który przez Grindra ogarnął sobie pomoc we wnoszeniu mebli do mieszkania – mówi Dana Hirschova, kucharka, animatorka społeczności i artystka sztuki społecznie zaangażowanej. – Przez Grindra sporo razy udało mi się znaleźć nocleg w awaryjnych sytuacjach. Czasem było ruchane, czasem nie. Nie raz udało mi się zbałamucić kogoś na tytoń, o ogarnianiu substancji psychoaktywnych nie wspomnę.

Zgównowacenie” na pełnej petardzie

Podobnie jak szereg innych popularnych aplikacji, również Grindr padł w pewnym sensie ofiarą własnego sukcesu. Po przekształceniu Grindra w spółkę publiczną w listopadzie 2022 roku można zaobserwować gwałtowne przyspieszenie procesu, który Cory Doctorow określił mianem „zgównowacenia”. W swojej obecnej wersji aplikacja zmusza użytkowników do płacenia za najbardziej trywialne funkcje. Do tego naszpikowana jest mechanizmami, które sprzyjają kompulsywnemu z niej korzystaniu.

– Grindr zachęca użytkowników do spędzania w aplikacji jak najwięcej czasu i jak najczęstszego jej otwierania – zauważa Denis Ruksha, terapeuta IFS, który za pośrednictwem instagramowego profilu @denisruksha zwraca uwagę na zagrożenia związane z korzystaniem z Grindra. – Przed 2022 rokiem można było za darmo sprawdzić, kto polubił nasz profil (tzw. „tap”). Obecnie widoczna jest jedynie aktywność z ostatnich trzech godzin, co zmusza do regularnego otwierania aplikacji. Podobnie jest z wyświetleniami – użytkownik może zobaczyć tylko ostatnią osobę, która odwiedziła jego profil.

Spośród około 15 milionów aktywnych użytkowników w czerwcu 2026 około 1,4 miliona korzysta z wersji premium. Grindr umożliwia płatną subskrypcję w dwóch modelach: XTRA i Unlimited. Ten pierwszy, dostępny już od około 39,15 złotych za miesiąc (pod warunkiem wykupienia go na rok z góry, bo opcja tygodniowa kosztuje 59,99 zł, a miesięczna – 92,99) usuwa większość reklam, zwiększa liczbę dostępnych profili oraz pozwala zobaczyć ograniczoną liczbę „tapów”. Grindr Unlimited kosztuje co najmniej 187,99 zł miesięcznie i pozwala na takie luksusy jak m.in. cofanie wysłanych wiadomości, nieograniczone przeglądanie polubień czy ukrycie profilu.

Kliknięcie profilu innej osoby lub wysłanie wiadomości często prowadzi do wyświetlenia nieprzewijalnej reklamy gry mobilnej opartej na mikropłatnościach. Próba jej zamknięcia zwykle kończy się całą serią wyskakujących okien i przekierowań, czyniąc doświadczenie użytkowników darmowych wersji istnym horrorem późnego kapitalizmu.

– Reklamy pojawiają się bardzo często, co kilka minut, a czasem nawet co kilka kliknięć. – mówi Ruksha. – Ich liczba jest absurdalna.

Patriarchalni geje, którzy nienawidzą „ciot”

W teorii Grindr dedykowany jest wszystkim osobom LGBTQIA+. W praktyce lwią część użytkowników stanowią cispłciowi geje. Nic dziwnego, że aplikacja cierpi na te same problemy co wiele innych przestrzeni, które są zdominowane przez cismężczyzn w patriarchalnym świecie.

– Badania wskazują na różne formy dyskryminacji występujące na aplikacjach randkowych, zarówno na tle rasowym, jak i ze względu na niezgodność z normami płciowymi czy brak dopasowania do dominujących standardów urody – tłumaczy Szulc. – Ponieważ komunikacja w takich aplikacjach może mieć charakter anonimowy, a użytkownicy mogą w prosty sposób blokować inne osoby, częściej dochodzi do wypowiedzi o charakterze dyskryminacyjnym niż w bezpośrednich kontaktach twarzą w twarz. Osoby, które nie wpisują się w obowiązujące kanony urody i zachowań, mogą w związku z tym częściej doświadczać obrazy.

– Na Grindrze mamy całą masę zjawisk, które są całkowicie znormalizowane, chociaż stanowią jawną przemoc – mówi Pyzik. – Najczęściej stosują ją osoby należące do większościowej grupy użytkowników aplikacji, czyli cispłciowi geje. Jako osoba niebinarna spotykam się z wieloma uprzedzeniami. Sprawę komplikuje fakt, że preferuję seks w pozycji top, a jednocześnie wyglądam kobieco. Spotykam się z absurdalną liczbą komentarzy podważających moje preferencje i moją tożsamość. Dyskryminujące wzorce zachowań widać też w opisach profili, gdzie często można znaleźć frazy typu: „żadnych pedałów”, „cioty wypierdalać”, „tylko męscy”, „nie dla grubasów”. Powszechne jest też otrzymywanie nudesóww pierwszej wiadomości, namawianie na seks mimo odmowy i różne formy groomingu, które w świecie offline uznano by za niedopuszczalne.

– To było w Krakowie. Byłam mega horny, więc weszłam na Grindra. Udało mi się ustawić z bardzo hot typem. Już się ubieram, już do niego idę i piszę typowi, że używam zaimków ona/jej. Wtedy powiedział, że jednak się nie chce spotkać. A schapany był na mnie jak nie wiem co – mówi Hirschova. – Gdy w gejowym świecie okazuje się, że nie jesteś facetem, to geje są jak: o nie, tylko nie to!

Złą sławę aplikacji po części tłumaczy sam sposób, w jaki ją zaprojektowano. Jeśli w każdej chwili można dostać wiadomość lub zdjęcie od dowolnej osoby znajdującej się w pobliżu, normą staje się otrzymywanie niechcianych dick picków już w pierwszej wiadomości. Na Grindrze łatwo też spotkać osoby, które wywierają presję na seks lub wymianę intymnych zdjęć. Coraz trudniej trafić tam na ludzi, z którymi można nawiązać bezpieczną, opartą o poszanowanie wzajemnych granic relację.

– Odkąd istnieje Grindr, można sobie „zamówić” seks w kilka minut, praktycznie z dostawą do domu. – zauważa Pyzik. – Mam wrażenie, że ta natychmiastowa gratyfikacja wypaczyła u niektórych sposób budowania relacji. Dziś kontakt przez Grindra bywa trudny, jeśli nie jesteś gotowa na seks niemal od razu po pierwszej wiadomości. Wiele osób oczekuje, że od razu wsiądziesz w taksówkę i do nich przyjedziesz. Gdy mówię komuś, że mogę się spotkać za dwa dni, bo mam pracę i życie, jestem często wyzywana lub blokowana.

W teorii regulamin Grindra zabrania wysyłania nudesów bez zgody adresata. Jak wynika z doświadczeń moich i moich rozmówców, zasada ta jest w praktyce martwa. Rzecz ma się podobnie w kwestii zachowań o charakterze rasistowskim lub dyskryminującym. Oficjalnie zachowania dyskryminujące, niekonsensualne i promujące zażywanie narkotyków powinny skutkować banem obejmującym konto, urządzenie, a także adres e-mail i numer telefonu.

– Najbardziej bolesnym dla mnie doświadczeniem jest trans chasing, czyli fetyszyzacja i uprzedmiotowienie osób trans. – mówi Pyzik. – Chaserzy nie chcą spotykać się ze mną, tylko z moim ubiorem i makijażem. Potrafią być bardzo natrętni. Jeśli podziękujesz za wiadomości, nadal będą pisać. Jeśli ich zablokujesz, założą nowe konto i napiszą z innego profilu. Często dają bardzo szczegółowe instrukcje dotyczące tego, jak ma wyglądać nasze spotkanie: jak krótką spódniczkę mam założyć, jak mocno mam się umalować, jakie włożyć rajstopki. Kilka razy zdarzyło się, że faceci wysyłali mi screenshoty z mojego Instagrama, gdzie na zdjęciu jestem przebrana za pielęgniarkę i pytali, czy mogę tak do nich przyjść.

Czytaj także Baśń o Lissie, który nie popiera marszów przeciw hodowli lisów na futro Aleksandra Kasprzak

Sam spotkałem się z sytuacją, w której po zablokowaniu natrętnego użytkownika –  któremu kilkukrotnie uprzejmie dziękowałem za propozycję obciągania mu w toalecie w Blue City –  ta sama osoba wróciła po krótkim czasie z nowego profilu, z identyczną propozycją.

Nie wiem, jak wyjaśnić tę sytuację w świetle deklarowanych przez Grindr mechanizmów moderacji i blok mających utrudniać zakładanie kolejnych kont. Wiem, że nie czułem się wtedy zbyt bezpiecznie – i że w podobnych doświadczeniach nie jestem wśród osób korzystających z aplikacji osamotniony.

Zapytałem Grindr, czy firma planuje wprowadzić narzędzia pozwalające filtrować lub blokować niechciane zdjęcia i wiadomości o charakterze seksualnym od nieznajomych. Pytałem również, jak chroni osoby korzystające z aplikacji przed emocjonalnymi skutkami stałej ekspozycji na ocenę i jak odpowiada na zarzut, że aplikacja sprzyja kompulsywnemu korzystaniu. Poprosiłem też o odniesienie się do krytyki, że platformizacja relacji i monetyzacja dostępu do bliskości mogą pogłębiać samotność oraz izolację społeczną. Pytania wysłałem 24 czerwca; do zamknięcia tekstu firma nie odpowiedziała.

Chemseks na wyciągnięcie kciuka

Coraz częściej trafiałem na osoby zainteresowane spotkaniami związanymi z używaniem substancji psychoaktywnych. Nie był to rodzaj kontaktu, którego szukałem, i również z tego powodu korzystanie z aplikacji stawało się dla mnie męczące. Regulamin Grindra zakazuje promowania substancji i umawiania się na spotkania związane z ich używaniem, ale użytkownicy obchodzą te zasady za pomocą kodów i skrótów.

– W Polsce królem substancji używanych w trakcie chemseksu jest mefedron, bardzo często także klefedron. Są to środki stosunkowo tanie. W bardziej zamożnych krajach częściej spotykamy kokainę, amfetaminę i jej pochodne, a także GHB czy GBL – wyjaśnia Mateusz Gola, psychoterapeuta i badacz kompulsywnych zachowań seksualnych..

Czytaj także Kolejny weekend w samotności a sprawa państwowego Tindera Patrycja Wieczorkiewicz

Zjawisko chemseksu występuje także wśród osób heteronormatywnych. Jednak to osoby queerowe są statystycznie bardziej skłonne do jego uprawiania z uwagi na szereg czynników. Jak wiemy między innymi za sprawą badań Alexa Pollarda, Toma Nadarzynski i Carrie Llewellyn, doświadczenie dyskryminacji na tle orientacji seksualnej wiąże się ze zwiększoną skłonnością do przekraczania granic seksualnych. Jak wyjaśnia Gola, wśród osób queer zażywanie narkotyków w kontekście oglądania pornografii, czy przygodnego seksu, jest znacznie częstsze niż wśród osób heteronormatywnych.

– Nawiązanie relacji seksualnej, w której możemy funkcjonować sprawnie, bez martwienia się o erekcję, wytrysk czy inne trudności, wymaga dużego poziomu komfortu – mówi Gola. – Najczęściej czujemy się dobrze wtedy, gdy choć trochę znamy drugą osobę. Stymulanty mają na celu obniżyć próg nawiązania relacji seksualnej.

Gola wskazuje, że wiele osób mierzy się z trudnościami w nawiązywaniu relacji za pomocą aplikacji randkowych. W takiej sytuacji substancje psychoaktywne mogą stać się sposobem na szybkie obniżenie napięcia i przełamanie barier, które normalnie pojawiają się w kontakcie z nową osobą.

Choć zarówno chemseks, jak i przygodny seks bez zabezpieczeń niosą ze sobą szereg zagrożeń, sama świadomość społeczna problemu nie wystarcza do jego rozwiązania. Jak podkreśla Ruksha, mężczyzni uprawiający seks z mężczyznami (MSM) są szczególnie narażeni na występowanie kompulsywnych zachowań seksualnych.

– MSM częściej doświadczają stresu, ruminacji [natrętnych myśli – przyp. red.], a także objawów lęku i depresji. W naszej kulturze tożsamość osób queer jest silnie zseksualizowana i stygmatyzowana już od wczesnego dzieciństwa. Dla wielu osób aktywność seksualna staje się formą radzenia sobie. To sposób, w jaki często doświadczamy samych siebie, ale także metoda regulowania trudnych emocji i napięcia psychicznego – wyjaśnia Ruksha.

Wszystkiemu winny jest kapitalizm

Przeniesienie się randek do przestrzeni aplikacji ma pod wieloma względami te same konsekwencje zarówno dla osób queer, jak i heteronormatywnych. Ich użytkownicy narzekają na urynkowienie modelu budowania relacji. Zarówno społeczność queerowa, jak i heteronormatywna ma poczucie, że aplikacje randkowe jako takie spłycają doświadczenie międzyludzkiej intymności do zwykłej decyzji konsumenckiej.

– Szeroki wybór profili dostępnych na Grindrze sprzyja porównywaniu potencjalnych partnerek czy partnerów i poszukiwaniu „najlepszej oferty” – tłumaczy Szulc. – Nieprzypadkowo sięgam tu po język zaczerpnięty ze świata handlu. Aplikacje randkowe doskonale wpisują się w proces utowarowienia relacji międzyludzkich. Ich interfejsy pozwalają filtrować użytkowników według wielu kryteriów: od wieku, wzrostu i sylwetki, przez zainteresowania i styl życia, aż po poglądy polityczne. Takie rozwiązania tworzą iluzję, że możliwe jest znalezienie partnerki lub partnera idealnego pod każdym względem.

Szulc wyjaśnia, w jaki sposób aplikacje randkowe wzmacniają znaczenie wyglądu fizycznego. W ogłoszeniach matrymonialnych czy rubrykach „samotnych serc” publikowanych w prasie lesbijsko-gejowskiej w latach 80. i 90. najważniejszy był krótki opis osoby poszukującej relacji. – Wygląd miał znaczenie, jednak zdjęcia wymieniano zazwyczaj dopiero po nawiązaniu kontaktu. Zdarzało się również, że ludzie spotykali się po raz pierwszy bez wysyłania zdjęć, a jedynie po wcześniejszej wymianie listów – konkluduje.

Twórcy Grindra bardzo świadomie podeszli do kwestii chorób przenoszonych drogą płciową. Aplikacja pozwala umieścić w profilu szczegółowe informacje dotyczące statusu HIV, preferowanych metod zabezpieczenia przed zakażeniem czy daty ostatnich badań. Jednocześnie projektanci aplikacji zdali się wychodzić z założenia, że randkowanie nie wiąże się z żadnym ryzykiem emocjonalnym. Korzystając z Grindra na żadnym etapie nie natkniemy się na informacje o zagrożeniu dla naszego zdrowia psychicznego, jakie może wynikać z ciągłej ekspozycji na ocenę, odrzucenie i porównywanie z innymi. Tolerowanie powszechnych na Grindrze zachowań przemocowych i obecność mechanizmów zachęcających do kompulsywnego przeglądania aplikacji jedynie wzmagają wśród użytkowników poczucie wypalenia i frustracji.

– Na Grindrze można po prostu „załatwić” sobie potrzebę bliskości tak, jakby się zamawiało pizzę – mówi Ruksha. – A po jej zjedzeniu ludzie wracają do brutalnej rzeczywistości, w której są sobie obcy i czują się często potwornie samotni.

– Nienawidzę tego, jak aplikacje randkowe redukują intymność do decyzji konsumenckiej, wyboru partnera jak produktu z katalogu – mówi Hirschova. – Grindr szczególnie mnie w tym odrzuca, bo sensowna rozmowa zdarza się tam rzadko, a używanie pełnych zdań już świadczy o sukcesie konwersacyjnym. Ta aplikacja jest zaprojektowana tak, by utrzymywać użytkownika w trybie gotowości, a jednocześnie w stanie ciągłego niedosytu.

– Ludzie na Grindrze wpadają w spiralę kompulsywnych zachowań: sprawdzania, kto odpisał, kto był online, kto nas zablokował, a kto zghostował – mówi Pyzik. – Zastanawiają się, dlaczego ktoś przestał odpisywać albo dlaczego kontakt urwał się po wysłaniu zdjęcia. Korzystanie z Grindra oznacza nieustanną ekspozycję na ocenę, co może poważnie zaszkodzić poczuciu własnej wartości. Z pozoru niewinne interakcje – brak odpowiedzi, ignorowanie, blokowanie – mogą się kumulować i prowadzić do poważnego rozstroju emocjonalnego.

Czytaj także Co oznacza wyrok NSA dla par LGBT+? Przemysław Stefaniak rozmawia z Anią Mazurczak

Z jednej strony Grindr umożliwił milionom osób queer na całym świecie łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej nawiązywanie kontaktów wewnątrz społeczności. Z drugiej – z czasem stał się jej oprawcą, podobnie jak inne aplikacje, które żerują na potrzebie bliskości i poczuciu osamotnienia, by maksymalizować zyski kosztem użytkowników, w tym wypadku osób należących do dyskryminowanej mniejszości.

„Zgównowacenie” Grindra dobitnie pokazuje, że wielki kapitał nie jest sojusznikiem osób queerowych – i żadna ilość pinkwashingu tego nie zmieni. Gdy na jednej szali położymy dobrostan społeczności, a na drugiej prywatny zysk akcjonariuszy, korporacje zawsze wybiorą to drugie.

Na horyzoncie nie widać jednak prostego rozwiązania. Nie należy spodziewać się, by w warunkach gospodarki rynkowej udziałowcy potraktowali poważnie skargi użytkowników i podjęli próbę naprawienia aplikacji. Wewnątrz społeczności queer mnożą się głosy wzywające do bojkotu czy ograniczenia korzystania z Grindra oraz powrotu do nawiązywania relacji offline. Dopóki osoby, które nie mieszczą się w normie heteronormatywnej, doświadczają dyskryminacji i ostracyzmu, część z nich będzie traktować Grindra jako jedną z nielicznych dostępnych alternatyw dla samotności.

*

Osoby zmagające się z kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi oraz uzależnieniem od chemseksu mogą wziąć udział w prowadzonych przez zespół prof. Mateusza Goli badaniach z bezpłatną farmakoterapią, zgłaszając się na stronie www.hiperseksualnosc.pl

**
Aleksander Kamkow – absolwent hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i semitystyki na Freie Universität Berlin. Częstochowianin i socjalista. Interesuje się Bliskim Wschodem i dialektologią języka arabskiego. Publicysta, pisał dla OKO.press, magazynu „Kontakt” i „Magazynu Muzułmańskiego Al-Islam”.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x