Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Europa w poszukiwaniu suwerenności. Unia budzi się z geopolitycznego snu

Europa powoli dorośleje i usamodzielnia się. Po wielu dekadach zależności od USA ten proces będzie bolesny, trudny i czasochłonny, jednak UE już pokazała, że stojąc pod ścianą potrafi się zmotywować.

ObserwujObserwujesz
Kontury czterech papierowych ludzików, trzy mają na sobie flagę UE i trzymają się za ręce, czwarta z flagą USA została odcięta od reszty widocznymi nożyczkami
Kontekst

🇺🇸 Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu zwiększył w Europie obawy o trwałość amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa i przyszłość NATO. Coraz częściej mówi się więc o potrzebie „strategicznej autonomii” Europy.

⚓ Państwa europejskie zacieśniają współpracę wojskową – od wspólnych inicjatyw morskich na północy Europy po rozwój regionalnych formatów, takich jak Bukaresztańska Dziewiątka.

💻 Unia Europejska próbuje też ograniczyć swoją zależność od USA i Chin w obszarze technologii, surowców i usług cyfrowych. W ostatnich latach przyjęła m.in. akty dotyczące chipów, surowców krytycznych i regulacji platform internetowych.

🌍 Równolegle UE coraz aktywniej działa geopolitycznie – rozwija relacje z państwami Kaukazu i Ameryki Południowej oraz wraca do polityki rozszerzenia, obejmującej m.in. Mołdawię i państwa Bałkanów.

1
Celnie!

1

Po 24 lutego 2022 roku frazes „Europa się budzi” był używany tak często, że nawet Kevin sam w domu wydaje się mniej wyeksploatowany. Przez długi czas te zaklęcia nie dawały rady, gdyż śpiąca królewna ze Starego Kontynentu uparcie nie chciała otworzyć powiek. Prezydentura Joe Bidena wciąż wytwarzała miraż, że świat euroatlantycki jest zwartą wspólnotą, w której jeden za wszystkich i wszyscy za jednego. Łatwiejsze było więc trwanie w miłej drzemce, co jakiś czas mamrocząc przez sen, że teraz to już na pewno wszystko się zmieni i staniemy na nogi. Druga kadencja Donalda Trumpa brutalnie tę ułudę rozwiała.

Na szczęście pojawiają się przesłanki, że europejscy członkowie NATO powoli wychodzą z fazy REM. Europa zaczyna dostrzegać, że w dobie globalnej rywalizacji sojusznicy zza oceanu nie mają wobec niej żadnych sentymentów. Budowa europejskiej suwerenności stała się niezbędna już nie tylko dla zaspokojenia potrzeby dumy i prestiżu, ale też samego przetrwania. Do celu wciąż droga daleka, ale od czegoś trzeba zacząć.

Europejska obronność i NATO bez gwarancji USA

Z inicjatywy Wielkiej Brytanii dziesięć państw Europy podpisało deklarację o utworzeniu wspólnych sił morskich w celu zapobiegania zagrożeniu ze strony Rosji. Poza Brytyjczykami dokument podpisały Holandia, Dania, Finlandia, Islandia, Norwegia, Szwecja, Litwa, Łotwa i Estonia. Od razu nasuwa się pytanie, dlaczego wśród tych państw nie ma Polski. Oczywiście aktualnie Warszawa mogłaby w dużej liczbie wysłać głównie kutry rybackie albo promy pasażerskie kursujące do Szwecji, ale marynarka wojenna Łotwy również nie jest zbyt silna. Poza tym Polska posiada skromne siły morskie – dwie fregaty, dwie korwety, a nawet wysłużony okręt podwodny ORP Orzeł. Przykłady Ukrainy i Iranu pokazują też, że można niszczyć wrogie jednostki działając z lądu.

Czytaj także Europa Zjednoczonych Lobbystów Piotr Wójcik

Do inicjatywy, która ma być uzupełnieniem NATO, a nie jego konkurencją, dołączyć ma nawet Kanada. Koordynacja działań powinna usprawnić zajmowanie jednostek należących do tak zwanej rosyjskiej floty cieni oraz uniemożliwić Moskwie podejmowanie jawnie wrogich działań, takich jak przecinanie kabli komunikacyjnych biegnących po dnie czy wysyłanie z morza dronów w kierunku europejskich sojuszników Paktu. Londyn zmaga się z rosnącą liczbą wtargnięć rosyjskich statków na brytyjskie wody terytorialne. Topnienie lodów Arktyki otwiera przed Kremlem nowy kierunek działań morskich wymierzonych w państwa uważane za wrogie. Nic więc dziwnego, że zaniepokojone są już nie tylko państwa Morza Bałtyckiego, ale też Islandczycy i Norwegowie.

Konsoliduje się również wschodnia flanka NATO. W tym celu odrestaurowany został format „Bukaresztańskiej Dziewiątki”, który początkowo obejmował tylko państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Na majowym szczycie w Bukareszcie obecni byli również reprezentanci wszystkich państw nordyckich i prezydent Ukrainy. Kolejny odbędzie się w przyszłym roku w Warszawie.

Europejczycy zaczynają także współdziałać w obszarze zbrojeń. Nie chodzi tylko o program SAFE, ale też odrębne od niego przetargi i projekty. W listopadzie 2025 roku Polska zdecydowała, że zakupi trzy okręty podwodne od Szwecji, chociaż w grze były między innymi dwie oferty z Korei Południowej. Seul tym razem musiał obejść się smakiem. Kontrakt w ramach programu ORKA został zawarty z koncernem SAAB, a pierwsza jednostka powinna rozpocząć służbęu w 2030 roku. W planach jest również zbudowanie europejskiej tarczy powietrznej. Po zmianie władzy Polska w 2024 roku ogłosiła dołączenie do tej inicjatywy.

Europa krzemowa. Suwerenność technologiczna i wojna o chipy

Stary Kontynent jest zapóźniony pod względem wiodących obecnie wysokich technologii – produkcji układów scalonych, usług chmurowych i streamingu, czy wreszcie platform cyfrowych. Pod tym względem jest zależny od zagranicznych dostawców, szczególnie USA i państw azjatyckich. Udział amerykańskich korporacji w globalnym rynku usług chmurowych to aż 85 proc. W kwietniu Komisja Europejska rozstrzygnęła przetarg na chmurę cyfrową dla instytucji UE. Kontrakt warty łącznie 180 mln euro został zawarty z dostawcami europejskimi: Post Telecom, StackIT, Scaleway i Proximus.

Niestety, to rozstrzygnięcie mimochodem pokazuje słabość Europy. Minimalnym wymogiem było uzyskanie przez dostawcę certyfikatu SEAL (Sovereign European Assurance Level) na poziomie drugim – ochrona danych i operacji przed dostępem podmiotów spoza UE. Nie wyklucza on więc obecności kapitałowej pozaeuropejskich firm. Dopiero certyfikat SEAL-3 zakłada pełną europeizację dostawcy. Pierwsze z trzech firm spełniało wymagania SEAL-3, ale belgijski Proximus tylko SEAL-2, gdyż jednym z jego udziałowców jest… amerykański Google.

Usługi chmurowe są oparte na wielkich centrach danych, wyposażonych w setki lub nawet tysiące szaf serwerowych wypełnionych dziesiątkami procesorów CPU i układów graficznych GPU. Nawet jeśli dostawca chmury jest w stu procentach europejski, to i tak musi liczyć na import układów scalonych spoza UE. Według danych KE aż 80 proc. dostawców chipów dla europejskich firm ma siedzibę poza Unią. Unijne moce produkcyjne w zakresie układów scalonych to mniej niż 10 proc. produkcji globalnej. Dlatego też UE w 2023 roku przyjęła European Chips Act, którego celem jest osiągnięcie 20 proc. udziału w światowym rynku półprzewodników do 2030 roku.

Europa ma jednak pewne atuty w tym zakresie. Największą firmą na Starym Kontynencie jest koncern, którego nazwy większość Europejczyków nawet nie słyszało. Mowa o holenderskim ASML, którego wartość rynkowa przekroczyła pół biliona dolarów. Żadna inna firma z UE nigdy nie przebiła tej granicy. ASML to hegemon w produkcji maszyn fotolitograficznych EUV, których używa się przy produkcji najbardziej zaawansowanych chipów (poniżej 7 nanometrów). ASML jest właściwie jedynym producentem tych maszyn na świecie. Od dostaw tych urządzeń uzależnieni są tacy giganci jak NVIDIA, TSMC czy AMD. Właśnie dlatego porozumienie handlowe między USA a UE zakładało zniesienie ceł dla branży półprzewodników. ASML objęte jest jednak restrykcjami eksportowymi do państw uznanych przez UE za rywali: Chin, Rosji czy Iranu.

Czytaj także Eurobiedacy i euromaxxing. Czego zazdroszczą nam Amerykanie? Artur Troost

W obszarze platform cyfrowych UE takich atutów nie ma. Według danych Parlamentu Europejskiego wśród unijnych firm świadczących usługi cyfrowe aż 90 proc. to małe i średnie przedsiębiorstwa, które nie są w stanie konkurować z gigantami z USA i Chin. Nie licząc szwedzkiego Spotify, żaden dostawca usług cyfrowych z UE nie posiada dominującej pozycji, a nawet jeśli się wychyli, to jest przejmowany, tak jak estoński Skype, kupiony przez Microsoft. Niektórzy próbują się rozpychać – na przykład polskie Allegro, posiadające dedykowane sklepy internetowe także w Czechach, Słowacji i Węgrzech, jednak w porównaniu do Amazona czy Temu to mikrus. W związku z tym UE przyjęła dwa akty – o rynkach cyfrowych i o usługach cyfrowych – których celem jest wyrównanie szans mniejszych podmiotów, nakładając na te większe szereg zobowiązań. Przypomnijmy, że w Polsce ustawę implementującą te przepisy zawetował sterowany przez Amerykanów prezydent Karol Nawrocki.

Surowce krytyczne i energetyczna niezależność Europy

Suwerenność zakłada również dostęp do surowców. Sama Unia Europejska jest uboga w dobra naturalne, jednak europejscy sojusznicy NATO już nie. Szelfy Morza Północnego są bogate w złoża ropy i gazu, dzięki czemu Norwegia i Wielka Brytania są ważnymi dostawcami paliw. Szczególnie ta pierwsza, która transportuje duże ilości gazu do UE za pomocą gazociągu Europipe II, do którego podpięty jest polski Baltic Pipe. Oczywiście dostawy z Morza Północnego nie wystarczą, dlatego kluczowa staje się dywersyfikacja dostawców. UE pokazała już niezwykłą sprawność w tym zakresie, w bardzo krótkim czasie niemal odcinając się od dostaw z Rosji. Podawane przez nieustannych malkontentów przykłady omijania sankcji nie zmieniają faktu, że dostawy te spadły drastycznie. W przypadku ropy udział importu z Rosji spadł z ok. 30 proc. do ok. 1 proc. To wyjątkowo niedoceniany wyczyn. Na europejskich wybrzeżach jak grzyby po deszczu pojawiły się pływające terminale FSRU do przyjmowania gazu, w samych Niemczech aż cztery. W Gdańsku swój terminal FSRU buduje właśnie Polska. Oddany zostanie na przełomie 2027 i 2028 roku. Aktualnie wśród dostawców dominują Amerykanie, jednak terminale te umożliwiają przekierowanie źródeł dostaw w inne miejsca – chociażby z Kataru.

Nowe technologie wymagają również dostępu do rzadkich metali. UE przyjęła Akt o surowcach krytycznych, za które uznała 34 pierwiastki i minerały. Spośród nich 17 otrzymało status surowców strategicznych – między innymi lit, grafit, nikiel i gal. Akt przewiduje, że do 2030 roku przynajmniej 10 proc. zużycia surowców krytycznych ma pochodzić z wydobycia w UE, a 40 proc. z przetwarzania w UE. Przepisy zakładają również koordynację recyklingu (25 proc. zużycia) i ograniczenie dostaw z jednego kierunku do maksymalnie 65 proc. danego surowca.

Wbrew pozorom w tym akurat aspekcie Europa ma znaczącą przewagę nad USA. Wiele państw członkowskich posiada własne zasoby poszczególnych minerałów. Według danych KE Polska odpowiada za jedną piątą wydobycia miedzi i jedną czwartą wydobycia węgla koksowego. Norwegia dostarcza jedną trzecią światowego krzemu, a Finlandia ponad jedną trzecią niklu. Francja dominuje w dostawach hafnu, czyli metalu ważnego dla energetyki jądrowej i produkcji układów scalonych – znad Renu pochodzi aż trzy czwarte globalnej podaży.

Należąca do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i NATO Norwegia w 2024 roku odkryła ogromne złoże metali ziem rzadkich Fensfeltet w gminie Nome (region Telemark). W marcu tego roku szacunki zasobów tego złoża zwiększono o 80 proc. Jest to największe potwierdzone złoże rzadkich metali w Europie, które ma ogromne znaczenie dla europejskiej suwerenności strategicznej. W związku z tym w kwietniu rząd w Oslo ogłosił przejęcie kontroli nad tymi ziemiami i wdrożył plan ich eksploatacji. Rozpoczęcie wydobycia planuje się na początek przyszłej dekady.

Czytaj także 10 sporów, które rozrywają Unię Europejską Piotr Wójcik

Unijna geopolityka

UE coraz bardziej rozpycha się w polityce globalnej, zwiększając swoje wpływy w regionach dotychczas „zarezerwowanych” dla innych mocarstw. Umowa handlowa z państwami grupy Mercosur to krok nie tylko czysto handlowy, ale też geopolityczny – oznacza rozszerzenie obecności UE na istotną część zachodniej hemisfery, którą Waszyngton uznaje za własną strefę wpływów. Unia wchodzi również na podwórko Moskwy. Na początku maja w Erewaniu miał miejsce szczyt UE-Armenia, na którym pojawił się również Wołodymir Zełenski. Podczas szczytu ogłoszono między innymi partnerstwo na rzecz konektywności (szeroko rozumiana komunikacja obejmująca transport, łączność czy relacje na poziomie rządowym). To o tyle istotne, że Armenia należy do kontrolowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Erewań został jednak zostawiony sam sobie w obliczu ataku Azerbejdżanu, który w 2023 roku odebrał Armenii Górski Karabach. Ten zawód chce wykorzystać UE, by przyciągnąć Ormian do siebie. Wagę sprawy podkreśla fakt, że Kreml wezwał do MSZ ambasadora Armenii, by wyrazić oburzenie organizacją szczytu.

Po dekadzie bierności UE wreszcie powróciła też do prób rozszerzenia swoich granic. W 2024 roku oficjalnie rozpoczęła rozmowy akcesyjne z Mołdawią, którą w maju tego roku odwiedziła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Estonka zapowiedziała podwojenie unijnego wsparcia finansowego na rzecz obrony Mołdawii do 120 mln euro, co dla tego biednego i niewielkiego państwa jest kwotą niebagatelną. UE sfinansowała na razie system radarowy, który daje Kiszyniowowi możliwość wykrywania obcych dronów. Bliżej akcesji jest Czarnogóra, która należy już do NATO. Spośród 33 otwartych rozdziałów negocjacyjnych dotychczas zamknięto 14. Największym sukcesem będzie jednak dołączenie do UE Islandii. W marcu Reykjavík dosyć nieoczekiwanie zapowiedział przeprowadzenie referendum na temat wznowienia negocjacji akcesyjnych z Brukselą. Odbędzie się ono już tego lata, dokładnie 29 sierpnia. Jeśli będzie na „tak”, to same negocjacje powinny się odbyć błyskawicznie, gdyż standardy islandzkie już teraz w większości spełniają normy unijne.

Oczywiście lepiej byłoby, gdyby Europa potrafiła reagować przed faktem, a nie dopiero pod presją. Jej największym atutem jest jednak to, że rywale ją lekceważą i nie doceniają jej bardzo dużego, choć uśpionego potencjału. Dzięki temu łatwiej będzie ich zaskoczyć.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x