Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Krótkowzroczność polsko-niemiecka: co Kwaśniewski przemilczał w Berlinie?

W gmachu niemieckiego MSZ Aleksander Kwaśniewski mówi o sukcesach, integracji i wspólnych wartościach. Ale 35 lat po podpisaniu traktatu o dobrym sąsiedztwie optymistyczna narracja z lat dziewięćdziesiątych coraz słabiej opisuje realny stan relacji między Warszawą a Berlinem.

Dziennikarz
Aleksander Kwaśniewski podczas wizyty w Berlinie z okazji 35-lecia podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie
Kontekst

🇩🇪 28 kwietnia 2026 roku w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Berlinie odbyło się spotkanie z udziałem Aleksandra Kwaśniewskiego, zorganizowane z okazji 35. rocznicy traktatu o dobrym sąsiedztwie.

🇵🇱 17 czerwca 1991 roku Polska i Niemcy podpisały traktat o dobrym sąsiedztwie, który miał zamknąć powojenny rozdział i stać się fundamentem współpracy politycznej, gospodarczej i społecznej między oboma krajami.

⚡Dziś Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski – wartość wymiany sięga ok. 180 mld euro rocznie – ale równolegle narastają spory dotyczące bezpieczeństwa, polityki energetycznej i pamięci historycznej.

1
Walka

We wtorek do Berlina przyjechał Aleksander Kwaśniewski, jeden z kluczowych architektów polskiego przełomu lat dziewięćdziesiątych. Okazją jest 35. rocznica podpisania polsko‑niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, a miejscem rozmowy International Club w gmachu niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Na najwyższym piętrze budynku, w restauracyjnej przestrzeni przeznaczonej na spotkania dyplomatyczne i eksperckie, zbiera się kilkudziesięciu gości. Przyszli, by wysłuchać byłego prezydenta, porozmawiać o stanie relacji między Warszawą a Berlinem – i przy okazji uczestniczyć w jednym z tych półoficjalnych rytuałów, które od lat towarzyszą dialogowi polsko‑niemieckiemu.

Pokolenie sukcesu

Atmosfera jest niemal świąteczna: okrągła rocznica, prestiżowe miejsce, znane nazwisko. Kiedy Aleksander Kwaśniewski zabiera głos, zaczyna od opowieści z innej epoki. Po raz pierwszy był w tym budynku jeszcze w czasach NRD – gdy mieściła się tu siedziba Rady Ministrów, faktyczne centrum władzy wschodnioniemieckiego państwa. Przyjechał wówczas jako minister do spraw młodzieży w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a jego gospodarzem był Egon Krenz, jeden z najwyżej postawionych funkcjonariuszy reżimu NRD.

Jak wspomina Kwaśniewski, szybko znaleźli wspólny język. Krenz urodził się w Kołobrzegu – wówczas jeszcze niemieckim Kolbergu – on sam w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Białogardzie. Dwie biografie rozdzielone granicą wytyczoną w 1945 roku, ale geograficznie niemal sąsiedzkie. „To pokazuje, jak jestem stary” – mówi z uśmiechem Kwaśniewski.

Trudno o bardziej znaczący początek. Wypowiedź, pozornie anegdotyczna i bezpretensjonalna, okazuje się bowiem kluczem do całego wystepu. Mówi ją polityk, który zaczynał jako funkcjonariusz późnego socjalizmu, a następnie dwukrotnie – w latach 1995–2005 – został wybrany na prezydenta wolnej Polski, współkształtując jej drogę do NATO i Unii Europejskiej. To głos pokolenia, którego doświadczenie polityczne wyrasta z instytucji i porządków, które dziś istnieją już tylko jako historyczna scenografia.

Sala jest wypełniona, atmosfera życzliwa, a publiczność uderzająco jednolita. To spotkanie pozbawione dysonansów: goście jedzą curry, piją wodę i słuchają człowieka, który dla wielu obecnych wciąż pozostaje ucieleśnieniem pewnego historycznego sukcesu. Prezydenta, który przeprowadził Polskę przez NATO i Unię Europejską, współpracował z Helmutem Kohlem i Gerhardem Schröderem, i dla którego porozumienie polsko‑niemieckie nie było kruchym projektem politycznym, lecz częścią życiowego doświadczenia.

Kwaśniewski sam nazywa to wprost. Jego pokolenie – mówi – miało po prostu szczęście. Zrealizowało cele, które dziś wydają się niemal nieosiągalne: rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 roku, włączenie Europy Środkowo‑Wschodniej do NATO, pogłębienie integracji europejskiej. Była to epoka polityczna, w której optymizm nie był dekoracją, lecz realnym zasobem. „Wykorzystaliśmy tę szansę w rozsądny sposób” — mówi Kwaśniewski. W tej retrospektywnej ocenie pobrzmiewa jednak także diagnoza teraźniejszości: taki moment już się nie powtórzy.

Gospodarka jako ostatni język porozumienia

Optymizm Kwaśniewskiego nabiera wyrazistości przede wszystkim tam, gdzie polityka daje się ująć w liczby. Szeroko mówi o handlu, o łańcuchach dostaw, o małych i średnich przedsiębiorstwach po obu stronach Odry. „Wartość wymiany handlowej między Polską a Niemcami sięga dziś 180 miliardów euro” – podkreśla. Polska znajduje się w pierwszej piątce najważniejszych partnerów handlowych Niemiec. „Jeśli porównać to z Francją, która osiąga około 186 miliardów euro, widać, jak blisko jesteśmy” – dodaje.

W tej części narracji trudno odmówić mu racji. Gospodarcze powiązania między Polską a Niemcami są realne, gęste i głęboko osadzone w codziennym funkcjonowaniu obu społeczeństw. Sieć małych i średnich firm, o której mówi Kwaśniewski, rzeczywiście tworzy coś w rodzaju infrastruktury stabilności: amortyzuje napięcia, łagodzi polityczne wahania, pozwala utrzymać poczucie normalności nawet wtedy, gdy relacje na poziomie państwowym przeżywają trudniejsze momenty.

Właśnie dlatego jednak tak silne akcentowanie gospodarki działa jak zasłona dymna. Poza sferą ekonomii stosunki polsko‑niemieckie wyraźnie się ochłodziły. O strategicznych różnicach, narastających nieufnościach i przesunięciach politycznych mówi się tutaj niewiele. Ekonomia staje się tu ostatnim stabilnym punktem odniesienia, pozwalającym ominąć pytania, na które coraz trudniej udzielić przekonujących odpowiedzi.

Kwaśniewski chętnie odwołuje się do historii, znacznie ostrożniej mówi jednak o współczesnej polityce pamięci. Z aprobatą przyjmuje zapowiedź utworzenia w Berlinie miejsca pamięci poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej, określając je jako gest „symboliczny, ale ważny”. Wspomina, że w Polsce żyje jeszcze około pięćdziesięciu tysięcy ofiar niemieckich zbrodni i ostrzega, by administracyjne procedury po stronie niemieckiej nie blokowały realnej pomocy.

Niemal całkowicie pomija jednak to, co od lat stanowi jedno z głównych pól napięć w relacjach polsko‑niemieckich: spór o reparacje wojenne. Nie mówi o tym, że postulaty odszkodowań – dziś ofensywnie artykułowane przez prezydenta Karola Nawrockiego – cieszą się poparciem znacznej części polskiego społeczeństwa. Nie wspomina też, że kwestia ta przestała być wyłączną domeną prawicy i stała się trwałym elementem polskiego dyskursu publicznego.

Sam Nawrocki pojawia się w wypowiedzi Kwaśniewskiego jedynie na marginesie – jako rozczarowujący wynik wyborów i osobista porażka z perspektywy proeuropejskiego polityka. „Czułem się po nich bardzo przygnębiony” – mówi były prezydent. Jednak fakt, że obecna głowa państwa instrumentalizuje temat Niemiec w polityce wewnętrznej, budując na nim trwałe emocjonalne napięcia, pozostaje niewypowiedziany.

W tej kwestii milczy liberalny obóz rządzący. Donald Tusk i Radosław Sikorski niezwykle rzadko odwołują się dziś do Niemiec jako pozytywnego punktu odniesienia. Trójkąt Weimarski stał się bezpieczniejszą formułą – bardziej wielostronną, mniej obciążoną symbolicznie. Niemcy są tematem trudnym nawet dla sił jednoznacznie proeuropejskich. Ta zmiana, cicha, lecz politycznie znacząca, w narracji Kwaśniewskiego właściwie się nie pojawia.

Polacy coraz negatywniej nastawieni do Niemiec

Kwaśniewski kilkakrotnie powtarza, że relacje polsko‑niemieckie na „poziomie społecznym” mają się dobrze. Mówi o codziennych kontaktach, o turystyce, o normalności, która – jego zdaniem – działa lepiej niż polityka. „Nastroje społeczne są bardzo pozytywne” – przekonuje.

To uspokajający obraz, ale trudno go pogodzić z dostępnymi danymi. Cykliczne badanie Barometr Polska-Niemcy od kilku lat konsekwentnie pokazuje spadek sympatii wobec Niemiec w polskim społeczeństwie. Po ogłoszeniu wyników z 2025 roku berliński Tagesspiegel pisał o rekordowo niskim poziomie pozytywnych ocen: zaledwie jedna trzecia respondentów deklarowała sympatię wobec Niemców, a odsetek postaw negatywnych był najwyższy od lat.

Czytaj także Niemcy działają nieraz koszmarnie wolno, ale teraz ten smok się naprawdę budzi Michał Sutowski rozmawia z Davidem Schravenem

Ten rozdźwięk jest znamienny. Krytyka coraz rzadziej dotyczy „Niemców” jako społeczeństwa, a coraz częściej Niemiec jako politycznego aktora: dominującej siły w Unii Europejskiej, państwa o własnym, często jednostronnym podejściu do polityki energetycznej, a także partnera, którego strategia wobec Rosji budzi w Polsce trwałe wątpliwości. W tym sensie Kwaśniewski nie tyle myli się w ocenie nastrojów, ile interpretuje je w kategoriach, które przestały być wystarczające.

W tym miejscu były prezydent wraca do dobrze znanej formuły: „walczcie o nasze wartości”. Brakuje jednak odpowiedzi na pytanie, jak taka walka miałaby dziś wyglądać – poza odwoływaniem się do instytucjonalnych rytuałów i języka, który dla młodszych pokoleń brzmi abstrakcyjnie. Polityka konsumowana dziś w platformach społecznościowych, na TikToku czy Instagramie, rządzi się inną logiką niż ta, w której formowało się pokolenie Kwaśniewskiego. To właśnie tam najsilniej rezonują uproszczone, nacjonalistyczne narracje – zarówno w Polsce, jak i w Niemczech.

Nowa hierarchia w Europie

Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę pytanie o równowagę sił w Europie powróciło z nową intensywnością. Dla wielu państw Europy Środkowo-Wschodniej – a wśród nich szczególnie dla Polski – stało się jasne, że ich interesy bezpieczeństwa zaczęły odgrywać większą rolę w debacie europejskiej. Nie zawsze jednak przekłada się to na realny wpływ w procesie decyzyjnym, zwłaszcza tam, gdzie zderzają się one z priorytetami największych państw członkowskich. Pytanie, czy mamy do czynienia z trwałym przesunięciem równowagi, czy raczej z sytuacyjną korektą – w dużej mierze wymuszoną przez wojnę – pozostaje otwarte.

Niemcy po 2022 roku dokonały istotnej zmiany kursu: zwiększyły wydatki na obronność, zaangażowały się militarnie we wsparcie Ukrainy i zdecydowały się na stałą obecność brygady Bundeswehry na Litwie. A jednak mimo tych zmian w Polsce utrzymuje się głęboka nieufność wobec niemieckich gwarancji bezpieczeństwa. Nie chodzi wyłącznie o ocenę bieżących decyzji, lecz o pytanie bardziej fundamentalne: czy w sytuacji rzeczywistego zagrożenia – na przykład rosyjskiej agresji na państwa bałtyckie – Niemcy byłyby gotowe do jednoznacznego uruchomienia artykułu 5 i działania bez wahania, czy też powróciłaby logika ostrożności i sporów znana z początku 2022 roku.

Czytaj także Bałtyk zamiast Atlantyku? Europa szuka własnego parasola Michał Sutowski

Po powrocie do władzy proeuropejskiego rządu Donalda Tuska Polska nie odzyskała roli, jaką wielu w Warszawie uważało za należną. W kluczowych momentach – choćby podczas rozmów Olafa Scholza, a później Friedricha Merza z Wołodymyrem Zełenskim – Warszawa pozostawała na drugim planie. To doświadczenie wzmacnia przekonanie, że Unia Europejska wciąż działa według hierarchii, w której głos państw wschodnich jest słyszalny, ale niekoniecznie decydujący.

To, że Warszawa nie uczestniczy w niektórych formatach współpracy z Ukrainą, nie wynika wyłącznie – ani nawet przede wszystkim – z podejścia Berlina. W grę wchodzą także czynniki strukturalne: skala niemieckiego przemysłu, rozwinięta współpraca zbrojeniowa oraz ograniczone możliwości polskich firm w tym obszarze. Nie zmienia to jednak faktu, że w debacie publicznej i politycznej utrwala się wrażenie, iż to właśnie Niemcy wyznaczają główny kierunek polityki wobec Ukrainy – zarówno na poziomie militarnym, jak i gospodarczym.

Czytaj także Europa budzi się z amerykańskiego snu. Nie przetrwa bez radykalnej krytyki samej siebie Kaja Puto

To poczucie politycznego niedoważenia ma swoje konsekwencje. Zarzut, że Niemcy i Francja nadają ton integracji w Unii Europejskiej, wyrasta z doświadczeń epoki, w której rzeczywiście pełniły funkcję motoru integracji – dziś jednak coraz częściej rywalizują o przywództwo, zamiast je wspólnie definiować. Nie oznacza to jednak utraty wpływu: przeciwnie, ich rozmiar gospodarczy i polityczny sprawia, że nawet działając osobno, są w stanie skuteczniej niż inni narzucać agendę i artykułować własne interesy na poziomie europejskim.

Wynika to nie tylko z retoryki prawicy, lecz także z realnych różnic interesów – w ocenie Rosji, w strategii obronnej, w polityce energetycznej. Podczas gdy Polska po 2022 roku wyraźnie stawia na energetykę jądrową jako element bezpieczeństwa, Niemcy pozostają przy decyzji o odejściu od tej technologii, choć ich stanowisko w europejskiej debacie stało się bardziej pragmatyczne. Transformacja energetyczna opiera się tam nadal na rozwiązaniach, które w Warszawie budzą sceptycyzm. To nie są jedynie spory techniczne, lecz wyraz odmiennych doświadczeń historycznych i odmiennych sposobów myślenia o ryzyku.

Potrzebujemy krytycznego dialogu

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają kwestie symboliczne – a zarazem niezwykle konkretne. Dom Polsko‑Niemiecki w Berlinie, od lat zapowiadany jako przestrzeń dialogu, edukacji i wspólnego upamiętniania, pozostaje projektem niespełnionym. Zamiast wyraźnego, autonomicznego miejsca zdecydowano się na rozwiązanie znacznie skromniejsze, rozproszone i pozbawione jednoznacznej mocy symbolicznej. Równie wymowny jest brak realnego wsparcia finansowego dla wciąż żyjących ofiar niemieckich zbrodni wojennych. Zapowiedzi padały wielokrotnie, ale do dziś nie przełożyły się na konkretne decyzje – co w Polsce, ponad partyjnymi podziałami, odbierane jest jako brak szacunku ze strony Niemiec.

W tym sensie słabość wystąpienia Aleksandra Kwaśniewskiego nie polega na tym, że przedstawia on nieprawdziwy obraz relacji polsko‑niemieckich. Polega raczej na selektywności tej opowieści. Z jednej strony mamy prawicę, która systematycznie opisuje te relacje w kategoriach konfliktu i upokorzenia, instrumentalizując historię dla bieżącej mobilizacji politycznej. Z drugiej – część liberalnych i lewicowych środowisk, skłonnych do łagodzenia napięć i tuszowania różnic w obawie przed wzmocnieniem nacjonalistycznych narracji.

Obie strategie okazują się krótkowzroczne. To, czego dziś brakuje, to realistyczna rozmowa o stanie stosunków polsko‑niemieckich: rozmowa krytyczna, ale nie destrukcyjna; świadoma konfliktów, ale nastawiona na ich polityczne przepracowanie. Nie myląca intensywnych powiązań gospodarczych z harmonią interesów. I rozumiejąca, że takie projekty jak Dom Polsko‑Niemiecki czy nierozliczona kwestia reparacji nie są marginalnymi sporami o pamięć, lecz testami wzajemnej wrażliwości i politycznej dojrzałości.

To, że berlińskie spotkanie upłynęło pod znakiem wspomnień o sukcesach przeszłości, miało swój kontekst: obchodzimy 35‑lecie traktatu o dobrym sąsiedztwie, a kalendarz miasta wypełniają jubileusze, panele i gesty symboliczne. Ale właśnie ta celebracyjna atmosfera uwydatnia zasadniczą zmianę. Relacje polsko‑niemieckie nie pogorszyły się nagle – erodowały powoli, niemal niepostrzeżenie. Potwierdzają to zarówno badania opinii publicznej, jak i codzienna praktyka polityczna.

Silna Europa potrzebuje silnej współpracy między Polską a Niemcami – nie jako konkurentami, lecz jako partnerami, którzy potrafią uznać różnice interesów i nadać im konstruktywną formę. Optymizm Kwaśniewskiego przypomina czas, gdy taka konstelacja wydawała się naturalna. Dziś nie jest już oczywista. I właśnie dlatego zamiast kolejnych zapewnień o wspólnych wartościach potrzebna jest gotowość do rozmowy o tym, co realnie dzieli – i o tym, jak te podziały można politycznie przepracować.

*

Tomasz Kurianowicz – studiował literaturoznawstwo i muzykologię w Berlinie, gdzie w 2011 roku ukończył studia. W 2020 roku uzyskał stopień doktora literaturoznawstwa na Columbia University w Nowym Jorku. Do 2018 roku pracował jako redaktor działu kultury w ZEIT ONLINE. Od lipca 2020 roku był kierownikiem działu „Społeczeństwo i debata” w dziale kulturalnym Berliner Zeitung oraz zastępcą redaktora naczelnego działu kultury. W marcu 2021 roku objął stanowisko redaktora naczelnego wydania weekendowego Berliner Zeitung, a w lipcu 2022 roku został redaktorem naczelnym Berliner Zeitung, funkcję tę pełnił do października 2025 roku. Obecnie pracuje jako niezależny autor i dziennikarz w Berlinie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x