🦞 17 kwietnia ruszyła dziewięciodniowa transmisja na żywo zorganizowana przez influencera o pseudonimie Łatwogang. Zebrał on ponad 250 mln złotych na rzecz Fundacji Cancer Fighetrs.
Scena historyczna: dwaj młodzi mężczyźni siedzą na tle kartonów i wyginają ręce nad głowami, tworząc kształt serca. Jeden to influencer Łatwogang, który jeszcze niedawno publikował rolki w stroju z cebuli, drugi – raper Bedoes, który podczas transmisji telewizyjnej przeklina i zapewnia, że cała zebrana kwota zostanie przeznaczona na Fundację Cancer Fighters. Katarzyna Nosowska, Blanka Lipińska i inne celebrytki golą głowy na łyso. Dzwonią Robert Lewandowski i Adam Małysz. Małgorzata Kożuchowska taranuje kartony, nawiązując do słynnej sceny z M jak Miłość, gdzie jej postać zginęła w taki właśnie sposób. Politycy chcieliby wkroczyć, ale nie mogą.
To nie opis uwspółcześnionej Bitwy pod Grunwaldem Jana Matejki, choć na streamie Łatwoganga działo się mniej więcej tyle, co na obrazie. Sprawę można ująć też inaczej: młody chłopak przewodził wzruszającym zrywem wielu ludzkich serc, by wspomóc chore na raka dzieci.
W internecie ścierają się dwie linie interpretacyjne: ta doceniająca influencera, ale kalkulująca (zaznacza, że problem jest systemowy, a 251 mln zł zebrane przez Łatwoganga to promil budżetu NFZ), oraz ta bezkrytycznie zachwycona zrywem i Łatwogangiem. Obie są sobą wzajemnie zażenowane.
Wyobraźmy to sobie inaczej
Na przykład tak: gdzieś w Polsce jest sobie inny młody mężczyzna. W wolnym czasie nagrywa zabawne filmiki, wrzuca je do internetu. Szybko zyskuje popularność. Pewnego dnia myśli sobie: ten raper dobrze robi, że dissuje raka z dzieckiem.
Zapala się. Grzeje w socialach, że jest akcja, dzieci do uratowania, wiele raków do zdissowania, NFZ może niekonieczenie do zaorania. Czas na kolejną ściepę, ogłasza.
A potem odpala stream, bo widział Łatwoganga i szanuje dziedzictwo. Ustawia symboliczny cel, a gdy kwota i oglądalność biją w miliony, celebryci ustawiają się do jego mieszkania w kolejce, jakby był butelkomatem. Mężczyzna rozpoczyna realizację prawdziwego planu. Odwraca się do zgromadzonych w pokoju influencerów:
– Ej, a gdybyśmy oddawali część swoich pieniędzy?
– To właśnie robimy.
– Ale wiecie, tak regularnie. Mniej, ale stale.
W tle rapuje Bedoes. Influencer wita przybyłych do pokoju szefów dużych firm:
– Elo, właśnie wymyśliliśmy coś super. CHCECIE URATOWAĆ CHORE DZIECI?
– CHCE-MY!
– Jak bardzo?
– BA-RDZO!
Sypią się wpłaty, influencer rozdaje koszulki z napisem #TaxMeImRich. Celebryci zmieszani, ale widzowie patrzą, wiec biorą.
Sypie się tynk, nagle przez sufit wpada Adrian Zandberg, rapuje o opodatkowaniu milionerów i robi zdjęcie bogaczom w koszulkach. Zdjęcie zdobywa więcej polubień niż stopa Łatwoganga. Friz błaga o koszulkę, ale dla niego jest specjalna, taka z napisem „Tax Me Harder”. Zyski z merchu idą, oczywiście, na ochronę zdrowia. Dzieci na czacie piszą, że jak będą duże, to chcą być bogate, by odprowadzać duże podatki jak ich idole.
Influencer staje na środku, celebryci rozstępują się. Oznajmia wszem i wobec:
– Jam jest Podatkogang! Płaćmy na chore dzieci codziennie, ok?
Wybucha pomocowa ekstaza, wszyscy tańczą, walą się ściany. Owsiak dzwoni i dziękuje we łzach, że może iść spać, Bedoes zapowiada banger pt. Bratku, opodatkuj.
Cały internet zalewją rolki w trendzie #ZbytDużyMajątekCiąży, firmy przerejestrowują się z rajów podatkowych do Polski. Rafał Trzaskowski stoi pod blokiem z megafonem, wrzeszczy:
– Ogarnąłem wam transkrypcję aktów jednopłciowych małżeństw! Jak mnie wpuścicie, to przepchnę też związki!
Stop. Bez przesady. Symulacja tak daleko nie sięga
Fantazja jest kusząca: żeby ta maleńka, bez wątpienia piękna i wzruszająca kropelka od Łatwoganga była czymś więcej, niż kroplą w morzu potrzeb. Jeszcze raz: 251 mln zł to jedna tysięczna budżetu NFZ. A ten ledwo zipie, jest zasuszony jak rodzyn. Jeśli tempo rosnących kosztów leczenia się utrzyma, to w 2040 roku zabraknie 171 mld zł na leczenie. Można by reanimować rodzyna, gdyby podlać go 18 mld zł poprzez zwiększenie składki zdrowotnej z 9 do 10 proc. Ale politycy się do tego nie garną. Woleliby błyszczeć swą dobroczynnością na charytatywnych streamach.
Nie chodzi o to, że Łatwogang zrobił mało. Zrywy, streamy i WOŚP-y są spoko, ale jeszcze lepiej byłoby faktycznie coś zmienić. Inaczej zatrzymamy się na PR-owych ruchach celebrytów i coraz dziwniejszych licytacjach u Owsiaka (jak trening strzelecki z wiceministrem obrony narodowej lub zabytkowy głośnik z Sali Kongresowej).
Ostatecznie bitwa o to, czy należy czcić Łatwoganga, czy raczej dyskutować o ochronie zdrowia, ma tyle sensu, co marzenie o superbohaterach.
Jednak stream pokazał, że w sercach mamy na nich miejsce. Motyw superjednostek przebija ostatnio, gdzie tylko nie spojrzeć. Czy to genialna nastolatka Kornelia Wieczorek, czy podziwiany i zmarły w ostatnich dniach Łukasza Litewka.
Ktoś mógłby powiedzieć: no tak, to może niech bohaterami zostaną politycy, niech zaczną działać. Polska przeznacza na ochronę zdrowia mniej, niż wynosi średnia unijna, a stać nas na więcej.
Stream Łatwoganga powinien być nie tylko pokrzepiaczem serc i ukojeniem dla celebryckich sumień, ale też polityczną inspiracją. Może nie pod względem formy, ale sprawczości i transparentności.
Choć może koncept streamu nie jest taki zły. Popularność obrad sejmowych z 2023 roku udowadnia, że jak się coś dobrze zareklamuje, to można mieć nawet Sejmflix & Chill.





![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.