Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Co kaucje za butelki mówią nam o klasie średniej?

Dopóki nie przestaniemy w Polsce postrzegać podatków jako straty, dopóty nie będzie pięknych rzeczy. Bo żadna obietnica lepszych usług publicznych tego bólu nie zniweluje.

ObserwujObserwujesz
2
Serce
Celnie!

2

Wyobraźmy sobie trzy sklepy i trzy rodzaje opłat ekologicznych za butelki. W pierwszym przypadku butelka plastikowa kosztuje dodatkowo 50 groszy. Podwyżka ceny następuje powoli, kwartał po kwartale, tak że konsument ledwie może się zorientować. Butelka nie jest zwrotna. Płacisz więcej i tyle. W drugim przypadku nie płacisz więcej za butelkę plastikową, ale możesz ją oddać. Jak zaniesiesz do kaucjomatu, to dadzą ci 50 groszy. Zaś w przypadku trzecim kaucja pobierana jest z góry. Widzisz to nawet na kasie samoobsługowej, i dopiero po oddaniu butelki 50 groszy kaucji zostaje ci zwrócone.

Czytaj także Ikonowicz: Żeby być kowalem swego losu, najlepiej odziedziczyć kuźnię po rodzicach Piotr Ikonowicz

W pierwszym przypadku zmiany ceny butelki, tak jak zmiany kilkunastu pozycji z koszyka produktów, byłyby niezauważalne dla wielu konsumentów. W drugim przypadku część osób, owszem, może by czasami szła oddać te butelki, tak jak chodziło się w PRL z butelkami po piwie i oranżadzie. Ale w trzecim przypadku, gdy kaucja została pobrana już z góry, oddawać chodzą niemal wszyscy. Nie tylko biedni, ale i bogaci, a nawet bardzo bogaci. Dlaczego?

W jednej kolejce z klasą ludową

W pierwszym przypadku drobnych, sukcesywnych podwyżek mamy do czynienia z mechanizmem ledwie dostrzegalnej różnicy (tzw. JDN – just noticeable difference). W drugim – z radością z powodu zysku (profit seeking), który bywa motywujący do działania, ale nie aż tak jak w trzecim przypadku, gdy mamy loss aversion, czyli niemal rozpacz po stracie.

To właśnie na tym trzecim mechanizmie bazują kaucjomaty. To on powoduje, że ludzie w butach za 1/3 pensji minimalnej stoją z siatami pełnymi plastikowych butelek. To on powoduje, że mimo pewnego poczucia estetycznego upokorzenia – zbieranie butelek zawsze kojarzyło się tym osobom z żebractwem – teraz klasa średnia stoi w długich kolejkach. Stoi i bluzga, bo przecież jak odejdzie, to albo straci astronomiczne 8 zł, albo z domu kolejny raz zrobi wysypisko butelek PET. Czasami w zastępstwie wysyła się dzieci, żeby niby sobie zarobiły, co traktowane jest jako zastępcze kieszonkowe.

Zdziwienie budzi to, że zamożna polska klasa średnia robi to wręcz masowo. Owszem, oddawanie butelek jest zrozumiałe w przypadku ludzi ubogich, którzy patrzą na cenę każdego produktu, odkładają na leki i czytają gazetki z Lidla. Dla nich to po prostu kolejny punkt na mapie przeżycia za grosze. Ale w przypadku klasy średniej jest przecież zupełnie inaczej, jeśli chodzi o zachowania konsumpcyjne. Nie czytają żadnych gazetek, wrzucają monstrualną liczbę produktów do koszyka. Dodatkowo często kupują w droższych marketach albo przez kurierów.

O tym, że wydają masę pieniędzy na rzeczy zbędne, mówić chyba nie trzeba. Dziesiątki książek czy ubrań, opychanych potem na Vinted. Czy generalnie inflacja stylu życia, która sprawia, że każda premia czy podwyżka pensji jest spożytkowana na bieżącą, coraz droższą konsumpcję, zamiast na oszczędności. Słowem, wydają często i bez opamiętania więcej, niż zyskają z owego zwrotu za butelki plastikowe. A mimo to stoją z tymi butelkowymi siatami ramię w ramię z o wiele bardziej oszczędną klasą ludową.

Butelkomaty a podatki

Być może to najlepsze rozwiązanie, aby masę ludzi zniechęcić do kupowania plastiku i tam, gdzie to możliwe, korzystać chociażby z wody z kranu. Mam jednak wrażenie, że ten eksperyment społeczny, pokazujący ogromną awersję do straty, może tłumaczyć o wiele więcej, niż się z początku wydaje.

Czytaj także Budziszewska: W imię ekologii robimy rzeczy, które są kompletnie bezsensowne Daniel Petryczkiewicz

I nie chodzi tylko o to, dlaczego po zakupie wakacji all inclusive polska klasa średnia bierze po cztery talerze na każdy posiłek i ledwo wstaje od stołu, ale także – a może przede wszystkim – o niechęć Polaków (i pewnie nie tylko) do wszelkich obciążeń podatkowych. I to właśnie tych, które potęgują awersję do straty.

Przy VAT konsumenci potrafią znieść odgórne stawki. Przedsiębiorcy z kolei, przy podzielonych płatnościach (split payment), mając VAT jako oddzielny rachunek, też nie postrzegają go jako czegoś „swojego”. Ale zapłata PIT jest już dla wszystkich bardzo bolesna. Zwłaszcza dla tych, którzy wpadają w drugi próg podatkowy.

Takich osób jest w Polsce około 10 proc., ale ich lament coraz bardziej niesie się po kraju, jakby było ich co najmniej 40 proc. A niesie się, bo jest dokładnie tym samym lamentem, jaki odczuwają przy systemie kaucyjnym. Zaliczki na PIT traktowane są właśnie jako straty, nawet jeśli później część można odzyskać w rozliczeniu rocznym.

Co najważniejsze, Polaków nie przekonuje to, iż podatki to inwestycja w usługi publiczne. Że owa inwestycja musi być długotrwała. Że bez niej żyłoby im się gorzej. W pewnym sensie może to być więc wyjaśnienie, dlaczego w Polsce tak trudno jest wprowadzać zmiany socjaldemokratyczne.

Czytaj także Zatruci plastikiem od narodzin do śmierci. Od wydobycia aż po utylizację Paulina Januszewska

Te bazują bowiem na wysokim i progresywnym klinie podatkowym, w zamian za co podatnik otrzymuje usługi na relatywnie wysokim poziomie. W Polsce, nawet jeśli niektóre usługi są w porządku (autostrady, komunikacja miejska w Warszawie, e-recepty, cyfrowa administracja), to i tak nie są postrzegane jako efekt opodatkowania. Co najwyżej „pieniędzy unijnych”.

Dlatego mówiąc wprost: dopóki nie przestaniemy w Polsce postrzegać podatków jako straty, dopóty nie będzie pięknych rzeczy. Bo żadna obietnica lepszych usług publicznych tego bólu nie zniweluje. Politycy to wiedzą, intuicyjnie także przecież odczuwają straty. Dlatego nie ruszą 500+ czy 800+, bo ich odebranie byłoby właśnie postrzegane jako strata, tak jak postrzegany jest każdy podatek. Dlatego niemal każda partia w Polsce ma w programie ich obniżenie.

Patrząc na histerię klasy średniej w sprawie opóźnień zwrotu kilku butelek, nie widać, by z poczuciem podatkowej straty można było łatwo wygrać. Być może jako stratę należałoby pokazywać brak usług publicznych. Tylko że żeby coś stracić, najpierw trzeba to mieć. Niestety, poza wymienionymi wyżej większość jest daleko od ok, dlatego koło się zamyka.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
2 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
2
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x