Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

„Nasza przyszłość nie jest na sprzedaż”. Rdzenni mieszkańcy Brazylii nie godzą się na kapitalizm

Inaczej niż społeczeństwa Zachodu, społeczności rdzenne w Ameryce Południowej nie podlegają systemowi nagród i kar, który podtrzymuje posłuszeństwo wobec kapitalizmu. Są samowystarczalne i od początku kolonizacji stawiają opór.

Brasilia
Walka

Metalowa beczka oklejona logami BP i Shell płonie naprzeciw budynków rządowych w centrum stolicy. W tym samym momencie Narodowa Agencja ds. Ropy Naftowej prowadzi aukcję bloków eksploatacyjnych, z których dziesiątki znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie Amazonii. BP i Shell są wśród uczestników aukcji.

Do 2029 roku Petrobras planuje zainwestować około trzech mld dolarów w wydobycie ropy na obszarze Margem Equatorial, u wybrzeży kraju. Agencja Środowiskowa IBAMA wielokrotnie nawoływała do rezygnacji z wydawania nowych licencji. Mimo to projekt nie zatrzymuje się.

Brasilia, płonące beczki z logo BP i Shell
Podczas jednego z protestów w Brasilii tłum podpalił beczki z logo BP i Shell. Fot. Alexsander de Andrade

Pięć miesięcy wcześniej, podczas szczytu COP 30, prezydent Brazylii Lula da Silva stwierdził: „jeśli paliwa kopalne są głównym źródłem emisji, to musimy zacząć myśleć, o tym, jak bez nich żyć”. Zwrócił też uwagę na rolę rdzennych Brazylijczyków w kwestii ochrony środowiska. Na chwilę obecną do ludów rdzennych należy około 13 proc. terytorium kraju. „Być może to wciąż za mało” – zauważył Lula.

Być może. Kiedy Lula składał piękne deklaracje, organizacje rządowe podległe jego urzędowi inwestowały miliardy w wydobycie ropy, a 76 dokumentów związanych z demarkacją kolejnych terytoriów rdzennych czekało na jego podpis.

Czytaj także Amazonia żąda sprawiedliwości, COP30 oferuje greenwashing Oksana Polańska

Gdzie jest suwerenność rządu, a gdzie zaczyna się korupcja i lobby petrogigantów? Dziś międzynarodowe koncerny – BP, Shell, Total Energies i inne – z długą historią interwencji w politykę wewnętrzną suwerennych państw (między innymi w Iranie, Nigerii, Wenezueli – lista jest długa) – penetrują lasy deszczowe, zanieczyszczają rzeki i opłacają lokalnych polityków. Na ich lobby nie jest odporna i Bruksela: od 2010 roku pięć największych koncernów naftowych wydało co najmniej 251 milionów euro na lobbying w stolicy Unii Europejskiej.

Denis Curuaia, pochodzący z ludu Curuaia ze stanu Pará, apeluje: „Nasz postulat jest skierowany przeciwko kanadyjskiej firmie wydobywczej Belo Sun, która planuje wydobycie [złota] w naszej wiosce w Xingu, gdzie nie jesteśmy już w stanie znieść kolejnego przedsięwzięcia. Młodzi muszą walczyć. Dla przyszłych pokoleń”. Belo Sun Mining Corp to kanadyjska firma, która ostrzy zęby na budowę jednej z największych kopalni złota w Brazylii. Projekt cieszy się poparciem władz. Ministerstwo Górnictwa i Energii opisuje go jako „strategiczny”, a gubernator stanu Pará Helder Barbalho otwarcie popiera projekt; niedawno występował na evencie finansowanym przez Belo Sun.

Uczestniczki marszu w Brasilii trzymają transparent: „Uprzednie konsultacje to prawo, nie przysługa”.
Uczestniczki marszu w Brasilii trzymają transparent: „Uprzednie konsultacje to prawo, nie przysługa. Jeśli ropa jest dobra, to ją pij”. Fot. Alexsander de Andrade

Obóz Wolna Ziemia

Acampamento Terra Livre (Obóz Wolna Ziemia) to największe doroczne zgromadzenie ludów rdzennych w Ameryce Łacińskiej, organizowane od 2004 roku przez APIB (Articulação dos Povos Indígenas do Brasil). Walczą z przemysłem naftowym i agrobiznesem. Przemysł zatruwa rzeki, w których łowią, zabija zwierzęta, na które polują, truje ich ziemie i dzieci. Zabija lasy, a wraz z lasem umiera ich kultura i tradycyjny styl życia.

Alexsander de Andrade, student meteorologii na Federalnym Uniwersytecie Rio de Janeiro, był na ATL po raz pierwszy. Jego matka pochodzi z ludu Tabajara ze stanu Paraíba. Urodził się i wychował na peryferiach Rio de Janeiro, nigdy nie mieszkał w aldei (czyli społeczności rdzennej), a kulturę mamy zna jedynie z jej opowieści. Na ATL pojechał szukać swoich korzeni, a wrócił z podziwem dla walki i solidarności swoich „krewnych”. (Rdzenni mieszkańcy używają określenia parentes, czyli krewni, mówiąc o innych osobach pochodzenia rdzennego). „Niezależnie od pochodzenia etnicznego, oni są za walką w jedności i są bardzo silni” – opowiadał po powrocie. Zauważył, że w mieście tej jedności brakuje.

W Rio de Janeiro istnieją jednak wyjątki. Aldeia Maracanã – zabytkowy budynek z 1862 roku położony tuż obok legendarnego stadionu – to jeden z symboli rdzennego oporu w mieście. Wspólnota organizowała się w peryferyjnych dzielnicach już od lat 90., a od 2006 roku zamieszkała w budynku dawnego Muzeum Indian (Museu do Índio). Od tamtej pory państwo wielokrotnie próbowało ich stąd wyrzucić. Eksmisje przychodziły falami, między innymi za rządów Sérgio Cabrala, który później został skazany za korupcję – najpierw pod pretekstem Mistrzostw Świata 2014, później Olimpiady 2016, a potem kolejnych projektów deweloperskich. Mieszkańcy za każdym razem wracali.

Rio de Janeiro, Aldeia Maracanã.
Rio de Janeiro, Aldeia Maracanã. Na banerze napis „Aldeia Maracana łamiąca asfalt, serca i umysły” (asfalto to potoczne określenie dzielnic, które nie są fawelami). Fot. Alexsander de Andrade

Od początku jednym z celów Aldei było stworzenie pierwszego w Brazylii Uniwersytetu Rdzennego – miejsca, w którym wiedzy ludów rdzennych nie traktowano by jako egzotycznej i nie wykładaliby jej biali profesorowie, ale byłaby historią opowiadaną przez nich samych. Sam ten pomysł wydaje się sporym problemem dla władzy. Kapitalizm nie boi się ludzi biednych, ale boi się tych wykształconych i świadomych swojego położenia, którzy mają odwagę głosić swoją wiedzę, nad którą władza nie ma kontroli. Dlatego tak uparcie próbuje zburzyć ten jeden budynek w środku Rio. A przecież cała metropolia została zbudowana na terytoriach ludów rdzennych – Tupinambá i Temimino – a nazwy dzielnic Rio (Tijuca, Catete, Irajá, Jacarepaguá czy właśnie Maracana) pochodzą od nazw dawnych aldei.

Mężczyzna z ludu Guarani na ATL w Brasilii
Mężczyzna z ludu Guarani na ATL w Brasilii. Po lewej flaga z napisem „Uniwersytet Ludności Rdzennej Aldeia Maracana”. Fot. Alexsander de Andrade

Cacique Urutau Guajajara, lider Aldeia Maracanã, przyjechał na ATL między innymi po to, by domagać się oficjalnego prawa do ziemi, którą zajmują, mimo że ta w przypadku jego społeczności znajduje się w centrum miasta.

ATL 2026, Brasilia
ATL 2026, Brasilia. W środku Cacique Urutau Guajajara, lider Aldei Maracana, z prawej Potyra Guajajar. Fot. Alexsander de Andrade

Nie tylko zaangażowanie polityczne wzbudziło podziw Alexsandra. Z pasją opowiada o kulturze, w której uczestniczył po raz pierwszy. Szczególnie poruszyła go relacja, jaką lud Guarani utrzymuje z naturą: „Kiedy słońce zachodzi, śpiewają do księżyca; kiedy słońce wschodzi, śpiewają do słońca. Ta więź, którą mają z Ziemią, z planetą, z życiem, które ją zamieszkuje, jest bardzo mocna” – opowiada. Zauważył, że walczą nie tylko o swoją ziemię, ale także o rośliny i zwierzęta, które na niej żyją.

Mężczyzna z ludu Pataxo podczas wieczornych śpiewów.
Mężczyzna z ludu Pataxo podczas wieczornych śpiewów. Fot. Alexsander de Andrade, Brasilia
Przedstawiciele ludu Pataxo podczas wieczornych śpiewów
Przedstawiciele ludu Pataxo podczas wieczornych śpiewów. Fot. Alexsander de Andrade, Brasilia

Kongres, wróg ludów

W ramach mobilizacji odbyły się dwa marsze. Pierwszy, pod hasłem „Kongres, wróg ludów”, był protestem przeciwko sześciu projektom ustaw w brazylijskim Kongresie wymierzonym w rdzenne społeczności, w tym projektom otwierającym ich ziemie na górnictwo i agrobiznes. Drugi – „Demarkuj, Lula” – był skierowany bezpośrednio do prezydenta, który nie wywiązuje się z obietnic wyborczych.

Według raportu APIB Demaskując Lobby Górnicze na Ziemiach Rdzennych, który miał premierę podczas ATL 2026, złożono ponad pięć tysięcy wniosków o koncesje górnicze w Amazonii, z czego 1300 dotyczy terytoriów rdzennych. Roczny raport organizacji CIMI na temat przemocy wobec rdzennych społeczności opisuje, jak hegemonia kapitalizmu usprawiedliwia inwazje na ich terytoria – nie szczędzi gorzkich słów, a Kongres Narodowy Brazylii nazywa spadkobiercą kolonialnego zacofania.

Protest przed budynkami rządowymi w Brasilii. Na banerze napis „Congresso Inimigo do Povo” (Kongres wrogiem ludu)
Protest przed budynkami rządowymi w Brasilii. Na banerze napis „Congresso Inimigo do Povo” (Kongres wrogiem ludu). Fot. Alexsander de Andrade

Jedna z proponowanych ustaw – PEC 48 Marco temporal – ogranicza prawa rdzennych społeczności do ziem fizycznie zajmowanych przez nie w dniu 5 października 1988 roku. W czasie dyktatury wojskowej (1964–1985) wspierani przez ówczesne władze hodowcy bydła i garimpeiros (poszukiwacze złota) wypędzili wiele społeczności z ich rodzimych terenów. W obecnym rządzie zdania na temat projektu są podzielone, jednak nie został on jeszcze odrzucony.

Brasilia. Tłum niesie czaszki nawiązujące do ofiar polityki rządu
Brasilia. Tłum niesie czaszki nawiązujące do ofiar polityki rządu. Fot. Alexsander de Andrade

Były prezydent Jair Bolsonaro, który dziś odsiaduje wyrok 27 lat pozbawienia wolności za próbę zamachu stanu, na początku swojej kadencji oświadczył, że ani jeden centymetr terytoriów rdzennych nie zostanie zdemarkowany. W licznych przemówieniach wielokrotnie obrażał rdzennych mieszkańców, używając ostentacyjnie dehumanizującego języka: „Nie mówią naszym językiem, nie mają pieniędzy, nie mają kultury. Jak im się udaje mieć 13 procent terytorium narodowego?” Innym razem wprost przyznał, że żałuje, iż portugalscy kolonizatorzy nie rozwiązali problemu ludności rdzennej „tak skutecznie jak Amerykanie”. Ze wszystkich swoich obietnic wyborczych jedną bezsprzecznie spełnił: jego rząd nie wytyczył ani jednego centymetra ziemi rdzennej przez cztery lata.

Czytaj także Amazonia: 521 lat oporu Anna Kurowicka

„Przestańcie nas zabijać”

W przeciwieństwie do społeczeństw zachodnich społeczności rdzenne w Ameryce Południowej nie są włączone w system nagród i kar, który podtrzymuje posłuszeństwo wobec kapitalizmu – lęk przed utratą pracy, kredyt hipoteczny wiążący na większość życia, presja na konsumpcję. Są samowystarczalne i od samego początku kolonizacji stawiają opór. Lider Guarani cytowany w raporcie CIMI stwierdza: „Nie ma już dokąd uciekać, tak mówili nam nasi dziadkowie. Musimy stać i stawić temu czoła, nawet jeśli kosztuje nas to życie”.

Brasilia. Na banerach napisy: „Kryzys klimatyczny – my jesteśmy odpowiedzią!”, „Terytorium wolne od ropy i gazu!”, „Nie jesteśmy na sprzedaż”
Brasilia. Na banerach od lewej: „Kryzys klimatyczny – my jesteśmy odpowiedzią!”, „Terytorium wolne od ropy i gazu!”, „Nie jesteśmy na sprzedaż”. Fot. Alexsander de Andrade

Na terenie obozowiska stał wielki panel, a na nim czarne litery na białym tle: „PAREM DE NOS MATAR!” – przestańcie nas zabijać!. Niżej: „Hołd dla tych, którzy polegli” – a pod spodem dziesiątki nazwisk. Na samym dole: „Demarkacja to życie. Nasza przyszłość nie jest na sprzedaż. Demarkacja teraz!”

Na banerze napis: „Nie zabijajcie nas”
Na banerze napis: „Nie zabijajcie nas”. Fot. Alexsander de Andrade, Brasília

Dokument końcowy ATL 2026 głosi: „Nasze terytoria są fundamentem życia. Ścieżki, które podtrzymują równowagę planety, zaczynają się na terytoriach rdzennych. Walka ludów Brazylii jest walką nas wszystkich, niezależnie od tego, jak daleko od lasów deszczowych Ameryki Południowej mieszkamy.

Puste słowa

W grudniu 2024 roku prezydent Lula da Silva oświadczył, że chce, by jego prezydentura wyróżniała się największą ilością demarkacji w historii. W kwietniu 2024, gdy podpisał tylko dwie z sześciu zapowiedzianych homologacji, wyjaśniał, że nie chce stwarzać konfliktów. Lula został zaproszony do obozowiska ATL. Nie pojawił się. 76 terytoriów wciąż czeka na jego podpis.

APIB poparła reelekcję Luli z zastrzeżeniem, że to poparcie nie jest ślepe. Na ATL wskazano jednak na „powolne tempo demarkacji, dalekie od obietnic wyborczych”.

Czytaj także Terror i ludobójstwo w Amazonii Magdalena Krysińska-Kałużna

Partia Robotników (PT) rządzi Brazylią, z krótką przerwą na Bolsonaro, od ponad 20 lat. Podczas rządów PT udało się wprowadzić znaczące zmiany społeczne: programy socjalne dla najuboższych i łatwiejszy dostęp do edukacji dla osób z peryferii.

Alexsander dostał się na studia w dużej mierze właśnie przez jeden z programów wprowadzonych za rządów PT. Nie zna innej Brazylii niż ta skorumpowana do szpiku kości (inna zresztą nigdy nie istniała). Lula nie bowiem działa w próżni. Walka, jaką podjął z korupcją w Petrobras, ostatecznie utorowała drogę do zwycięstwa Bolsonaro.

Alexsander ma ogromny żal do Luli – za kłamstwa, za to, że Partia Robotników dogaduje się z kapitałem, za korupcję, mydlenie oczu, absurdalne kwoty przeznaczone na wypłaty i komfort urzędników, za biedę, w której dorastał. „Politycy tak naprawdę bardziej chcą zdobyć głosy niż naprawdę coś dać. Przychodzą, mówią piękne hasła i robią sobie selfie z ludźmi” – podsumowuje.

Mimo że sam skorzystał z programów edukacyjnych wprowadzonych przez PT, Alexsander nie ma złudzeń co do systemowych nierówności w Brazylii: „tak naprawdę ci, którzy mają edukację, to biali” System edukacji publicznej w Brazylii pozostaje mocno niedofinansowany i wadliwy, a szkoły prywatne to przywilej nielicznych, białych Brazylijczyków.

W zeszłą sobotę ATL oficjalnie się zakończył. Alexsander wrócił do Rio, do swojej studenckiej rutyny. Na uniwersytecie stołówka uniwersytecka jest zamknięta z powodu strajku – pracownikom nie wypłacono pensji. Dla wielu studentów z peryferii tani posiłek w bandejão (potoczne określenie stołówki) to jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia.

Alexsander zwraca uwagę na dysonans między tradycyjnym życiem w aldei a tym w wielkiej metropolii. W aldei ludzie są samowystarczalni: „nie muszą niczego kupować, żeby przeżyć” – mówi. „W mieście, jeśli nie masz pieniędzy, żeby kupić jedzenie, to będziesz chodził głodny”.

Brazylia, mimo że jest jednym z najżyźniejszych krajów świata i odpowiada za wyżywienie 10 proc. światowej populacji, jest krajem, w którym niemal jedna czwarta gospodarstw domowych żyje w niepewności żywnościowej, a ponad 2,5 mln rodzin doświadcza głodu w jego najcięższej postaci. W 2025 roku brazylijski agrobiznes zarobił rekordową sumę 169,2 mld dolarów, jednocześnie odpowiadając za połowę eksportu kraju. Największymi odbiorcami brazylijskich plonów są Chiny, Unia Europejska i Stany Zjednoczone.

To nie politycy czy „zielone” organizacje zaangażowane w ochronę środowiska, ale rdzenne ludy stoją na pierwszej linii frontu w walce o lasy Ameryki Południowej. W liście końcowym ATL czytamy: „Nie ma mowy o przyszłości, w której ziemia staje się towarem, a nasze ludy przeszkodą”

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x