Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Alkohol, abstynencja i zastępy Wojowników Maryi

Panowie w wieku średnim, kiedy już swoim pijaństwem rozbiją rodzinę i umęczą wszystkich wokół, nagle odkrywają, że odkąd przestali pić, mają dużo wolnego czasu. Zaraz potem odkrywają religię.

ObserwujObserwujesz
Uzależnienie od alkoholu
1
Celnie!
Cyrk

2

Alkohol to odwieczna klątwa Polaków. Biesiadować to oni lubią, a impreza podlana procentami przez wieki była niepodważalnym standardem. Weselom, chrzcinom, stypom, świętom i długim weekendom towarzyszyły nieodmiennie piweczko i wódeczka. Kacper Pobłocki tłumaczył mi kiedyś, że nie wynikało to z jakieś naturalnej słowiańskiej inklinacji do bycia pijanym. Zgodnie z jego tezą, winny był za to handel zbożowy, pańszczyzna i gospodarka niskopieniężna.

Magnaci, uzyskując solidne zyski z produkcji pszenicy i żyta, betonowali bowiem w Polsce model produkcji stawiający na tanią siłę roboczą i dostarczanie budującemu kapitalizm Zachodowi zboża. Mieli już ukraińskie areały – najżyźniejsze ziemie w Europie – i stulecie po stuleciu zwiększali wymiar pańszczyzny.

Cóż bowiem kosztuje mniej od pracy przymusowej? Nie trzeba za nią płacić, można poganiać pracownika batem i za uzyskane grajcary budować spektakularną siedzibę, w której powóz zaprzęgnąć można w niedźwiedzie, wysypywać solą alejki parków i robić kuligi w sierpniu (Radziwiłowie), w roli dachu umieszczać akwarium i podkuwać konie złotymi podkowami (Ossolińscy), no i jeść, pić i popuszczać pasa. Ogólnie świat-marzenie właściciela polskiego „Januszexu”.

Czytaj także Nocna prohibicja w Warszawie działa. Lewica miała rację Galopujący Major

Model ten doprowadził do ostatecznej zguby Rzeczpospolitej. Szlachta miała liczne przywileje i zwolnienia z danin, a chłop zarabiał za mało (jeśli zarabiał w ogóle), żeby król na bazie podatków mógł zbudować swoją pozycję i utrzymać niezależną od szlachty, liczącą się armię. Liberum veto, prywatne wojska, najazdy, powstania i przekupstwa ościennych mocarstw dołożyły swoje. I tak oto w roku 1795 Rzeczpospolita przestała istnieć.

Jak to się ma do polskiego zamiłowania do pijaństwa? Otóż trzeba było jakoś zużyć nadmiar wyprodukowanego zboża, kiedy nie dało się go sprzedać na międzynarodowym czy krajowym rynku. Grzechem byłoby palić nim w piecu, popyt na chleb też miał swoje granice, naturalnym więc wyborem wydała się destylacja.

Wszystko odbywało się w duchu wojen opiumowych. Zaczęły się one w ten sposób, że Chiny, gdy nie chciały otworzyć rynku na europejskie towary, zostały zalane kontrabandą opium. Uzależnieni musieli już kupować, a kiedy cesarz w Pekinie się temu sprzeciwił, handel substancją wspomogły zachodnie wojska. U nas żołnierze nie byli nawet potrzebni, bo przecież król Polski, słaby – bo elekcyjny i pozbawiony niezależnej od magnatów znaczącej armii – nawet jeśliby zapragnął, nie mógł nic poradzić na rozpijanie chłopstwa.

Mechanizm był boleśnie prosty. Nadprodukcja zboża kierowana była do gorzelni, oczywiście również należących do magnaterii. Tam powstawał produkt, który, kiedy to tylko było możliwe, zastępował pieniądz w relacjach dworu z wsią. Jeśli zaś oporny chłop nie chciał popaść w pijaństwo, dorzucono mu obowiązek przepijania umów w karczmie. Ta, prowadzona często przez piśmiennego Żyda, miała rejestrować kontrakty między chłopami, a ci przy okazji nabywali zwyczaju picia alko przy wszelkich ważniejszych okazjach.

W efekcie alkohol stał się centralnym punktem polskich imprez, świąt i towarzyskich spotkań. Zalewano nim smutki, opijano wesela, ogrzewano się w chłody, tracono rozum i zmysły. Lud bowiem miał być słaby, pijany i gnuśny, co by przypadkiem nie stwierdził, że sześć dni pańszczyzny w tygodniu to zupełna granda, i nie czynił zamieszek ani tumultu. I tak to, mimo końca I RP, ciągnąć zaczęło się przez wieki. Jeszcze w Polsce Ludowej standardem były zakrapiane imieniny w pracy, a i dziś poranne wizyty w osiedlowym sklepie to okazja do spotkania koneserów „małpek”. Do niedawna na samej Piotrkowskiej w Łodzi było więcej monopolowych, niż w całej Norwegii.

Zaczyna się to jednak powoli zmieniać. Konsumpcja alkoholu spada. Kolejne miasta wprowadzają nocną prohibicję. Rozrasta się rynek piw bezalkoholowych. W efekcie w 2023 roku spożycie osiągnęło poziom najniższy od 17 lat. Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy ciągle piją sporo, bo prawie dziewięć litrów czystego alkoholu na mieszkańca, a liczba uzależnionych i nadmiernie pijących sięga od czterech do pięciu milionów obywateli.

Jednocześnie rośnie liczba abstynentów: nie pije już prawie 20 proc. Polaków. Zjawisko to jest znacznie częstsze wśród pań (ok. 26,5 proc.) niż panów (ok. 12,6 proc.). Wśród osób z problemem alkoholowym około 85 proc. to mężczyźni.

Czytaj także Dlaczego pokolenie Z pije mniej alkoholu? Przemysław Stefaniak

Jako że sztuka reaguje pierwsza, a twórcy żyją ździebko intensywniej, nie powinno dziwić prekursorstwo porzucania alkodewastacji wśród licznych artystów scen wszelakich. „Litza” z Acid Drinkers, „Maleo” z Houka, „Budzy” z Armii, „Muniek” z T-Love, a ostatnio i „Kazik” z Kultu po licznych życiowych perypetiach i kłopotach zdrowotnych pożegnali się ostatecznie z flaszką. Co jednak ciekawe, dla każdego z nich rozstanie to oznaczało popadnięcie w religijną dewocję.

Czy to przypadek? Nie sadzę. Tylko 15 proc. uzależnionych ma dostęp do profesjonalnego leczenia. Pozostali mogą liczyć co najwyżej na Anonimowych Alkoholików i Kościół katolicki. U obu organizacji w pakiecie z niepiciem idzie pomoc nadprzyrodzona.

Już ruch AA przesiąknięty jest paraduchowością, jako że rzucenie alkoholu łączy z zaufaniem sile wyższej. Mówi o tym wyraźnie drugi krok programu („Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek”), trzeci („Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy”), czwarty („Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów”), piąty („Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów”), a także szósty, siódmy i jedenasty.

Katolickich zaś ugrupowań do walki z uzależnieniem skolko ugodno. Mamy więc „duszpasterstwa trzeźwości”, „apostolstwa trzeźwości”, katolickie ruchy abstynenckie, katolickie ośrodki terapeutyczne, katolickie grupy wsparcia, a nawet, w ramach łączenia sił, grupy AA przy parafiach. Wszystko to bez kolejki i za darmo. No, może nie do końca, bo pomoc terapeutyczna opakowana jest w owych ośrodkach w eschatologię i łaskę Pańską. Bóg wjeżdża tam na pełnej i wielu klientom owych placówek zastępuje procenty.

Panowie zaś w wieku średnim, rozbiwszy rodziny, umęczywszy wszystkich wokół swoim pijaństwem i, dajmy na to, zbankrutowawszy, odkrywają nagle, że odkąd przestali pić, mają niespodziewanie dużo wolnego. Upijanie się i radzenie sobie z konsekwencjami, z kacem na czele, zajmuje bowiem masę czasu. Najpierw ulatuje gdzieś wieczór i część nocy – bo urwany film, bo nieprzemyślane decyzje i entuzjastyczne kompulsje. Potem i dzień kolejny do twórczych nie należy. Odwodnienie, ból głowy, nudności, rozprężenie, zerowa koncentracja – i tak mamy już dnia półtora.

Czytaj także Malcolm XD: Mężczyzna może śpiewać w kościele albo po wódzie [rozmowa] Dawid Krawczyk

Kiedy takich rozrywek i zajęć już nie ma, zaczyna się poszukiwanie aktywności zbożnej i słusznej. Do tego każda terapia alkoholowa, religijna czy świecka, zasugeruje zmianę znajomych (bo dotychczasowi najpewniej też nadużywają) i unikanie okazji do sięgnięcia po alko. A siła wyższa, która nad nami, trzeźwymi, sprawuje teraz opiekę, także wymaga czynnego udziału. Z połączenia tych sił powstaje on: Żołnierz Chrystusa i Wojownik Maryi. Cóż bowiem może być bezpieczniejsze dla nowo narodzonego abstynenta niż rozwój duchowy pod okiem kapłana i istot świetlistych, w kontakcie z podobnymi sobie kolegami?

Skoro już wiemy, że 85 proc. alkoholików to mężczyźni, nie dziwi, że mamy właśnie żołnierzy i wojowników siły wyższej, a nie amazonki i bojowniczki. Wielu zaś członków tych grup mówi w wywiadach i reportażach wprost, że to właśnie zawierzenie Maryi czy Jezusowi i dyscyplina wspólnoty pomogły im wyjść z uzależnień i poukładać relacje rodzinne

Nie jest to oczywiście aż takie proste. Nie tylko odstawienie alkoholu i terapia na parafii zamieniają mężczyzn w szermierzy nowej katolickiej duchowości. Swoje dokłada kryzys celów, sensów i dawnej pozycji mężczyzny. A odium „frajerstwa” zdejmuje z nowo nawróconych militarne rekwizytorium fantastyczne, mające dodatkowo przywrócić panom „należne” locum dla ich testosteronu w społeczeństwie.

Jak spadek znaczenia Kościoła katolickiego i laicyzacja Polaków nie przynosi wzrostu liczby światłych wolnomyślicieli, tak abstynencja alkoholowa dla wielu nie oznacza wolności od życia w fantazji. Zamiast upowszechniania się ateizmu mamy więc rozwój nowej duchowości, często mocno eklektycznej (rozciągającej się od ufologii po grupy ewangelikalne). A zamiast wolnych od nałogu, samodzielnych dorosłych, mamy coraz więcej umundurowanych krzyżowców wiary. I tak to się będzie kręcić, dopóki nie znajdą się większe pieniądze na profesjonalną terapię – czyli, znając Polskę, nieprędko.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x