Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Iran a sprawa polska. Antyamerykańska emocja zaszkodzi PiS?

Strona rządowa nie ma własnej, alternatywnej opowieści, która odpowiadałaby na realia sypiącej się amerykańskiej hegemonii. Jeśli jej nie stworzy, Trump otworzy w Polsce drzwi dla geopolitycznych szurów, kładących na stole dołączenie do BRIC, sojusz z Chinami czy reset z Rosją i Białorusią.

ObserwujObserwujesz
Karol Nawrocki, Dominik Tarczyński w czerwonej czapce MAGA, Władysław Kosiniak Kamysz, Donald Trump, Andrzej Duda na tle flagi USA
Walka

W przemówieniu wygłoszonym w nocy ze środy na czwartek polskiego czasu Trump po raz kolejny ogłosił zwycięstwo w wojnie w Iranie, jednocześnie zapowiadając, że potrwa ona jeszcze kilka tygodni. Jak długo by ostatecznie nie potrwała i jakkolwiek się potoczy, już można powiedzieć, że coś, co miało być szybką „operacją specjalną” na wzór tej w Wenezueli, potwierdzającą absolutną wojskową przewagę Stanów, będzie miało głębokie konsekwencje dla światowej polityki. W tym dla wewnętrznej sytuacji w Polsce.

Antyamerykańska fala

Według najnowszego sondażu CBOS 77 proc. Polaków ocenia decyzję USA i Izraela o rozpoczęciu wojny z Iranem jako niesłuszną. Wcześniejsze badanie Marcina Dumy pokazało, że 38 proc. za wzrost cen benzyny obwinia Stany (38 proc. ankietowanych), a 15 proc. uważa, że odpowiedzialność ponosi przede wszystkim Izrael. Widać wyraźnie, że w polskim społeczeństwie nasila się widoczna już wcześniej w związku z prezydenturą Trumpa antyamerykańska emocja.

Czytaj także Żyć w Ameryce? To się nie opłaca Magdalena Bazylewicz

Można spodziewać się, że będzie narastać tym bardziej, im bardziej odczuwalne będą w Polsce gospodarcze skutki wojny. Na razie amortyzuje je rządowa akcja CPN, ale jeśli dojdzie do inwazji lądowej na Iran – dziś ta opcja wydaje się mniej prawdopodobna, ale z Trumpem nic nie wiadomo – i długotrwałego przerwania łańcuchów dostaw surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu, to manipulacje VAT-em i akcyzą czy rządowe ceny maksymalne mogą nie pomóc i konieczne będzie sięgnięcie po polityki ograniczające konsumpcję. Komisarz Unii Europejskiej ds. energii Dan Jørgensen już zachęca Europejczyków, by zaczęli pracować z domu, mniej jeździli i latali, a rządy, żeby wprowadziły większe ograniczenia prędkości i przyspieszyły wdrażanie energii odnawialnej. Nietrudno zgadnąć, jak na takie działania zareagowałoby polskie społeczeństwo, mając w pamięci to, jak reagowało na pandemiczne obostrzenia.

Społeczny gniew na ten stan rzeczy, tak jak w sondażu Dumy, rozłoży się pewnie między Stany, Izrael i polski rząd. Trump znów może zostać liderem negatywnych emocji, a antytrumpowska emocja przełoży się na te polskie siły polityczne, które w ostatnich latach zapisały się entuzjastycznie do międzynarodówki MAGA – czyli PiS i prezydenta.

Antytrumpizm skupi się głównie w elektoracie anty-PiS, który i tak nigdy nie poparłby partii Kaczyńskiego, ale nie będzie się do niego ograniczać. Obejmie też część prawicowych wyborców – w mediach społecznościowych już zresztą widać rosnące rozczarowanie prawicy Trumpem i zdecydowanie negatywne oceny wojny w Iranie. Jeśli w sytuacji kryzysu energetycznego, wbrew codziennemu doświadczeniu swoich wyborców, politycy PiS będą powtarzali, że wojna ta jest w polskim interesie, bo „osłabia sojusznika Rosji”, albo – jak wyraził się niedawno Mariusz Błaszczak – że Izrael „jest częścią jasnej strony mocy”, to elektorat zachwycony nie będzie.

Załamanie pisowskiej narracji bezpieczeństwa

Dla PiS i prezydenta problem z wojną w Iranie nie polega wyłącznie na możliwym kryzysie energetycznym, ale też na tym, że osłabia ona, jeśli nie podważa, całą pisowską narrację na temat najszerzej rozumianego bezpieczeństwa. PiS w ostatnich latach powtarzał swoim wyborcom: żyjemy w czasach, gdy dokonują się fundamentalne przemiany porządku światowego, w tej sytuacji Polska musi twardo bronić własnej suwerenności, odzyskać kontrolę nad swoimi granicami, przeciwstawić się planom budowy europejskiego super-państwa, objąć rolę regionalnego lidera „Trójmorza”, co może zrobić tylko w ścisłym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, a zwłaszcza Trumpem – politykiem, który jako jedyny daje nadzieje na uratowanie Zachodu przed nim samym i rozkładającymi go samobójczymi ideami.

Czytaj także Chiny już zastąpiły USA jako punkt odniesienia Galopujący Major

Tymczasem nawet prawicowy wyborca widzi już, że Trump jako sojusznik jest niepewny, kapryśny, zmienny, a wobec słabszych partnerów często zachowuje się w sposób, którego nie da się określić inaczej niż jako drapieżczy. Swoimi działaniami amerykański prezydent nie tylko nie zwiększa bezpieczeństwa Polski, ale wręcz stwarza zagrożenie – przynajmniej w ekonomicznym wymiarze. Że zamiast „czynić Amerykę znów wielką” – a wraz z nią Polskę –przyspiesza erozję amerykańskiej hegemonii, pogrążając przy okazji cały świat w chaosie. Dodajmy do tego nieustanne podważanie przez Trumpa roli i znaczenia NATO oraz grożenie wycofaniem USA z Sojuszu.

Obserwując i odczuwając fatalne skutki polityki Trumpa polscy wyborcy zaczną zastanawiać się, na ile można ufać partii, która jest w stanie zracjonalizować sobie każde, choćby najbardziej absurdalne czy niekorzystne dla Polski posunięcie prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Dla coraz większej części opinii publicznej pisowsko-prezydenckie fantazje o Polsce jako największym sojuszniku USA w Europie Środkowo-Wschodniej będą brzmiały śmiesznie. Podobnie jak wywody Jarosława Kaczyńskiego przekonującego, że głównym zagrożeniem dla Polski nie jest Putin czy sypiące się reguły międzynarodowego początku, ale „plany budowy niemiecko-brukselskiego super-państwa”.

Pogoda dla szurów?

Problem PiS niekoniecznie musi oznaczać, że zyska koalicja rządząca. Bo jeśli w rok wyborczy wejdziemy ze świeżą pamięcią kryzysu energetycznego, racjonowania paliwa, z ciągle utrzymującą się drożyzną, to część wściekłości skierowana zostanie także na rząd. Negatywne konsekwencje gospodarcze wojny na Bliskim Wschodzie mogą wyzerować pozytywne skutki inwestycji z KPO i SAFE, na fali których rząd chciał pewnie prowadzić kampanię.

Do tego dochodzi fakt, że strona rządowa nie ma własnej, alternatywnej opowieści, która odpowiadałaby na realia sypiącej się amerykańskiej hegemonii. Większość jej liderów, zwłaszcza z KO, ciągle tkwi w transatlantyckim paradygmacie i zakłada, że trzeba przeczekać, aż Trump przeminie i stosunki ze Stanami wrócą do normy. Choć to byłaby najlepsza dla Polski opcja, to nie mamy gwarancji, że po Trumpie nie przyjdzie bardziej przewidywalny republikanin, ale np. reprezentujący podejście do wschodniej flanki NATO dalece niepokrywające się z naszymi oczekiwaniami i interesami. W tej sytuacji Polska musi maksymalnie inwestować we własne oraz regionalne bezpieczeństwo, obudowując to odpowiednią narracją.

Jeśli jej nie będzie, Trump stworzy w Polsce przyjazny klimat dla geopolitycznych szurów, kładących na stole Polskę w BRIC, sojusz z Chinami, reset z Rosją i Białorusią, a wszystko to przy przyprawione hasłami o zepsutym Zachodzie i Moskwie jako ostatnim szańcu konserwatywnych wartości. Załamanie MAGA prawicy może wzmocnić jeszcze bardziej przerażającą prawicę postatlantycką, zamiast okrzyków „Donald Trump” intonującą współczesną wersję pieśni „Boże caria chrani!”.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie