Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Czy uchodźca może zachować godność w kraju, który odmawia jej własnym obywatelom?

To, w jaki sposób wygaszana jest ochrona czasowa dla ukraińskich uchodźców, powinno skłaniać nas do refleksji na temat roli godności w polskiej polityce społecznej.

ObserwujObserwujesz
Kontekst

🇵🇱 Polska zaczęła wygaszać ochronę czasową dla uchodźców z Ukrainą, jednocześnie ograniczając dostęp do świadczeń (np. zdrowia czy 800+), coraz silniej uzależniając go od pracy i płacenia składek.

⚖️ Nowa polityka premiuje aktywnych zawodowo, ale uderza w najsłabszych (seniorów, chorych), mimo że Ukraińcy wnoszą do gospodarki w podatkach i składkach więcej, niż kosztuje ich wsparcie.

💬 Olena Babakova krytykuje odejście od podejścia humanitarnego na rzecz logiki ekonomicznej i „domniemania nieufności”, które podważa integrację i godność migrantów.

Walka

5 marca Polska oficjalnie rozpoczęła procedurę wygaszenia ochrony czasowej dla Ukrainek i Ukraińców, którzy opuścili ojczyznę po wybuchu pełnoskalowej wojny. Choć takie osoby nazywa się potocznie uchodźcami, nie są nimi w znaczeniu prawnym: ochrona czasowa dała im dostęp do rynku pracy, opieki zdrowotnej i pomocy społecznej na równi z obywatelami Polski, ale nie przewidywała tego rodzaju wsparcia adaptacyjnego, w tym finansowego, jakie otrzymują osoby o statusie uchodźcy.

Czytaj także Szczucie na migrantów jako paliwo polityki w Polsce Helena Anna Jędrzejczak

Choć UE w czerwcu ubiegłego roku przedłużyła reżim ochrony czasowej do marca 2027 roku, Warszawa pod wpływem krajowej debaty o migracji już ogranicza podstawowe uprawnienia Ukraińców. W październiku 2025 roku 46 proc. Polaków było przeciwnych przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy, 50 proc. uważało obecną pomóc za zbyt dużą (w 2023 roku, gdy było jej obiektywnie więcej, taką opinię wyrażał tylko co czwarty badany), a 58 proc. występowało za tym, by dostęp do ochrony zdrowia i 800 plus był warunkowany płaceniem podatków i zatrudnieniem w Polsce. Zdaniem 8 proc. Ukraińcy w ogóle nie powinni mieć w Polsce dostępu do takich świadczeń.

Dziś wszystkie partie poza Razem i Lewicą (które coraz częściej wybierają milczenie) podzielają stanowisko Konfederacji, dla której uchodźcy i migranci to zło konieczne. Humanitaryzm jest passé, jedyne usprawiedliwienie dla pobytu w Polsce to niezwłoczna korzyść dla rynku pracy.

Nagroda dla zaradnych, bat dla słabych

Prof. Maciej Duszczyk, w latach 2023–2025 wiceminister ds. migracji w MSWiA, a obecnie doradca ds. migracji w KPRM, w rozmowie panelowej podczas dni nauki na Wydziale Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UW w lutym tego roku powiedział mi, że Polska wobec Ukraińców wybrała politykę neutralną – nie zachęca do pozostania, ale i nie wypycha do domu. Jego zdaniem prawo nie może uwzględniać interesów wszystkich, dlatego tymi, których nie uwzględnia, powinny zajmować się organizacje społeczne i odpowiedzialni obywatele.

Trudno mi się z tym zgodzić. Może Polska nie wypycha Ukraińców otwarcie, ale przywiązując dostęp do świadczeń do aktywności na rynku pracy robi to w praktyce. Pracują? Zapraszamy! Emeryci, chorzy, rodzice wielodzietni – niech ktoś się o nich zatroszczy, byle nie my.

Czytaj także Integracja migrantów po polsku: państwo mówi „pracuj”, a potem zamyka drzwi Olena Babakova

Już w ubiegłym roku wprowadzono zmiany w przyznawaniu świadczenia rodzinnego 800 plus – teraz mogą je otrzymywać tylko ci ukraińscy rodzice, których dzieci uczęszczają do polskiej szkoły i którzy w poprzednim miesiącu zapłacili podatki oraz ZUS co najmniej od połowy minimalnego wynagrodzenia. Najbardziej spektakularna zmiana, jaka nastąpiła niedawno, to całkowite zawieszenie opieki medycznej dla tych, którzy nie odprowadzają składek zdrowotnych z tytułu umowy o pracę albo umowy zlecenie. Najpewniej dla większości ta zmiana nie będzie odczuwalna – wskaźnik zatrudnienia wśród tych, którzy przyjechali do Polski po 2022 roku, wynosi ponad 70 proc. (a wśród migrantów przedwojennych – ponad 85 proc.). Tym zaś, którzy nie zarabiają w Polsce regularnie, proponuje się wykupić ubezpieczenie na własną rękę – obecnie to koszt ponad 800 złotych miesięcznie. Więcej, niż wynosi mediana ukraińskiej emerytury, a to właśnie dla emerytów i osób przewlekle chorych wspomniana zmiana jest najbardziej odczuwalna.

Dziś status PESEL UKR posiada około 60 tysięcy osób w wieku powyżej 60 lat. Szanse Polaków w tym samym wieku na polskim rynku pracy są niewielkie – cóż dopiero mówić o ludziach, których z domu wygnała wojna.

Co istotne, zmiany dotyczą nie tylko tych, którzy mieszkają w Polsce od 2022 czy 2023 roku, ale i uchodźców, którzy przyjeżdżają teraz z Kramatorska czy Zaporoża. Albo ze Lwowa, gdzie w południe 24 marca w centrum miasta dron trafił w budynki mieszkalne i ważny dla polskiej kultury klasztor bernardynów. Jak pokazują badania Amerykańskiego Uniwersytetu w Kijowie, jeśli zaraz po rozpoczęciu wielkiej wojny z Ukrainy chętniej wyjeżdżały osoby o wyższych dochodach, z których wiele miało krewnych i znajomych za granicą, to już w 2025 roku klasa średnia wolała zostać w domu, a wyjeżdżali ludzie gorzej zarabiający. Ci, którzy przeżyli już kilka lat wojny i którym wsparcie jest potrzebne bardziej niż pierwszej fali uchodźców.

Przy tym legalność pobytu Ukraińców została przedłużona do marca 2027 roku, zaś ci, którzy nieprzerwanie przebywali w Polsce, będą mogli ubiegać się o specjalną trzyletnią kartę CUKR. Zachowany został również uproszczony dostęp do rynku pracy. Bo przecież nie chodzi o to, że Polska w ogóle nie potrzebuje Ukraińców – potrzebuje, ale tych, którzy potrafią już zadbać o siebie, a przy okazji dorzucą grosz do ZUS-u i urzędu skarbowego.

Walka z „przywilejami” Ukraińców stała się tak ważna, że rząd potrafi działać nawet wbrew interesom społeczeństwa: i tak od ukraińskich lekarzy i pielęgniarek, którzy przyjechali do Polski po 2022 roku i pracują w zawodach medycznych, teraz wymaga się państwowego certyfikatu znajomości języka polskiego, przy czym dodatkowych miejsc na rzadko organizowanym egzaminie dla tak potrzebnej kadry medycznej nikt nie zapewnił.

Jeżeli wykształceni za pieniądze innego państwa lekarze nie mieszczą się w polskim arkuszu kalkulacyjnym, to nic dziwnego, że brak w nim miejsca dla zobowiązań humanitarnych.

Czy Ukraińcy rzeczywiście obciążają polską ochronę zdrowia?

No właśnie, co mieści się w tym arkuszu zysków i strat? Wpływy do NFZ ze składek zdrowotnych obywatelek i obywateli Ukrainy w latach 2022-2024 przekroczyły 9 mld zł. Natomiast koszt świadczeń udzielonych Ukraińcom, którzy przyjechali do Polski po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny, wyniósł w tym okresie 2,1 mld. Jak wiemy z badania Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ukraińscy uchodźcy w 2023 roku stanowili zaledwie 1-3 proc. pacjentów przyjętych przez lokalne szpitale i przychodnie. Tym niemniej temat bezwarunkowego dostępu do NFZ od kilku lat był dla Polaków drażliwy. Nie zmienił tego nawet fakt, że ukraińscy uchodźcy przynoszą polskiej gospodarce w podatkach i składkach ponad 20 miliardów złotych i w 2024 roku według szacunków Deloitte odpowiadali za 2,7 proc. PKP kraju.

W efekcie najpierw od października 2025 roku dorosłym Ukraińcom ograniczono dostęp do świadczeń stomatologicznych i leków refundowanych, a od 5 marca wszyscy ci, którzy nie posiadali ubezpieczenia w NFZ, znaleźli na swoim Koncie Pacjenta komunikat: „Fundusz nie potwierdza prawa do świadczeń”.

Polskie państwo może spóźniać się z wypłatą zasiłków, nie potrafi ściągnąć alimentów od dłużników ani zmusić fikcyjnych przedsiębiorców do pracy na umowie o pracę, ale tu wszystko zadziałało jak w szwajcarskim zegarku: już 15 minut po północy emeryci, którzy trafiali do szpitali karetkami, nie mieli dostępu do NFZ.

Czytaj także Polska i Ukraina: Partnerstwo afektywno-strategiczne Olena Babakova

Dostęp nadal zachowują dzieci, kobiety w ciąży, ofiary tortur i przemocy seksualnej (tym ostatnim zaświadczenie musi wystawić kierownik UDSC). Wysoki odsetek Ukrainek i Ukraińców pracuje, część pozostałych ma partnerów, którzy pracują i mogą ich dopisać do swojego ZUS-u. Zmiana jest najbardziej dotkliwa dla osób starszych i przewlekle chorych. Nawet dla dziewięćdziesięciolatków czy osób z rakiem w czwartym stadium nie przewidziano wyjątków. Chyba że uzyskały polskie orzeczenie o niepełnosprawności (cały proces trwa ok. roku) i mieszkają w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, których w Polsce jest coraz mniej i do których niełatwo się dostać. 25 marca kilka organizacji społecznych, w tym Homo Faber i Polskie Forum Migracyjne, napisało list otwarty do szeregu ministerstw z żądaniem podjęcia pilnych kroków, by złagodzić skutki tej niehumanitarnej decyzji. Pytanie, dlaczego tych skutków nie przewidziano wcześniej, pozostaje otwarte.

Domniemanie nieufności

W polskiej debacie o migracji słyszymy o asymilacji, od osób bardziej postępowych – o integracji, a także o deportacjach dla tych, którzy naruszyli prawo. Nie ma rozmowy o tym, że migranci zasługują na godne życie, żeby i czuli się częścią wspólnoty, i dbali o dobro wspólne. Oraz że ludzie, którzy z różnych powodów nie mogą być częścią rynku pracy, też powinni czuć się godnie.

Trudno się temu dziwić – polskiej polityce społecznej zachowanie godności jest obce jako kryterium skuteczności, choć ochronę godności człowieka postuluje zarówno Konstytucja RP, jak i Europejska Karta Praw Podstawowych. Warto przypomnieć dyskusje o 800 plus czy o podwyższeniu świadczeń dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami. Przez lata wmawiano nam, że masz tylko tyle praw, na ile zasłużyłeś poprzez swoją ekonomiczną użyteczność. A jeśli nagle staniesz się nieużyteczny, to siedź cicho, nie przeszkadzaj nam żyć naszym sukcesem, chwalić się dwudziestą gospodarką świata i delektować kulturą konsumpcji.

Nic dziwnego, że to lekceważenie słabszych rozciąga się również na uchodźców. Trudno wyobrazić sobie empatyczną politykę społeczną wobec cudzoziemców, gdy nie ma jej wobec własnych obywateli.

Ale ograniczenie NFZ dla ukraińskich seniorów to nie tylko brak empatii. To również brak zaufania – popularne w Polsce przekonanie, że jeśli ktoś ma jakieś uprawnienia, z pewnością będzie ich nadużywać. Tymczasowa ochrona dla ukraińskich uchodźców była w przypadku Polski eksperymentem z domniemaniem zaufania wobec jakiejś grupy społecznej (podobnie jak 800 plus). Migranci zarobkowi nie mieli (i nadal nie mają) nie tylko wsparcia ze strony państwa, ale nawet prawa do błędu. Żeby pracować, potrzebne jest zezwolenie na pracę, na które trzeba czekać. Tracisz pracę, więc tracisz ubezpieczenie, podstawę do pobytu w Polsce, a dopóki nie uzyskasz statusu rezydenta – nie możesz nawet zarejestrować się jako bezrobotny. Pod tym względem uproszczony dostęp do rynku pracy i powszechne ubezpieczenie zdrowotne dla ukraińskich uchodźców można uznać za eksperyment.

Okazało się, że Ukraińcy nie siedzą w domu – w większości pracują. Domniemanie zaufania zadziałało. Wyobraźcie sobie urząd pracy, w którym ponad 70 proc. klientów znalazło zatrudnienie w średnim horyzoncie czasowym. To byłby fenomenalny sukces! A tu, zamiast bonusów dla tych, którym się udało, kara dla tych, którym się nie udało. Ludzi popycha się albo do wyjazdu (w poszukiwaniu miejsca leczenia w UE pomaga inicjatywa Asymetryści, która od lutego 2022 roku działa na Dworcu Wschodnim, witając ukraińskie autobusy z uchodźcami), albo do kombinowania: tu ktoś podpisze zlecenie na 100 złotych, tu ktoś dopisze do swojego ZUS-u, choć nie mieszka w tym samym gospodarstwie domowym. Przewrotna, ale jednak integracja po polsku!

Czytaj także Nowa odsłona hejtu na Ukraińców. Przestępcy podszywają się pod instytucje rządowe Olena Babakova

Już nie tylko prawica, ale i liberałowie chętnie straszą przykładem Niemiec, gdzie wsparcie państwa dla uchodźców stało się jedną (lecz zdecydowanie nie jedyną) z przyczyn ich niskiej aktywności zawodowej. Tymczasem w Polsce nigdy nie było takiego wolumenu wsparcia dla cudzoziemców. Warto raczej spojrzeć na przykład Austrii, gdzie już od 2023 roku poziom wsparcia dla Ukraińców zależał od tego, czy mają pracę, samochód, dochody w Ukrainie – bardziej potrzebujący nadal otrzymywali świadczenia, a pozostali zachowywali tylko prawo do legalnego pobytu i opiekę medyczną. A w Polsce tradycyjnie: albo wszystkim dajemy i potem się chwalimy, jacy jesteśmy hojni, albo wszystkim zabieramy i też się chwalimy, bo przecież jesteśmy racjonalni.

To oczywiste, że zakończenie tymczasowej ochrony nie uratuje NFZ – już po 5 marca fundusz ogłosił ograniczenie finansowanych ze swoich środków świadczeń. Ale łatwiej zwalić wszystko na migrantów, niż przyznać się do systemowego niedofinansowania ochrony zdrowia. W 2022 roku toczyło się wiele dyskusji: że niby Polacy nie chcą pomagać uchodźcom na granicy z Białorusią, bo to nieodpowiedni uchodźcy, a Ukraińcom chcą, bo to tacy uchodźcy, jak trzeba. Znam nawet Ukraińców, którym ten status „białych ludzi” wręcz schlebiał. Cztery lata później oni też stali się nieodpowiednimi uchodźcami.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie