Ahmad i Bilal. Bilal i Ahmad. Nierozłączni. Niezliczone amerykańskie filmy wspólnie obejrzane. Razem na anglistyce na uniwersytecie w Sanie. Niekończące się rozmowy. Bo przecież chcesz wszystko opowiedzieć człowiekowi, dzięki któremu stajesz się lepszy. Dużo śmiechu. Ale wtedy, gdy siedzieli przy kawie po raz ostatni, śmiechu było mniej. Od prawie miesiąca trwały bombardowania jemeńskiej stolicy. Obaj, tak jak miliony ich rodaków, łudzili się, że rozpoczęta właśnie wojna potrwa może jeszcze kilka tygodni.
Bilal zginął wieczorem, 19 kwietnia 2015 roku, w saudyjskim nalocie. – Płakałem razem z jego mamą – mówi Ahmad.
Chociaż saudyjskich bombardowań nie ma już od czterech lat – ostatnie miało miejsce 2 kwietnia 2022 roku – wojna w Jemenie nadal niszczy życie i zdrowie milionów ludzi. Rzadko jednak pojawia się w serwisach informacyjnych. Ostatnio Jemen wraca w kontekście amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. Powtarza się pytanie o ponowny paraliż żeglugi na Morzu Czerwonym. Ale to nie Jemen atakował tam statki. To wywodzący się z północy kraju rebelianci Huti, od początku wspierani i szkoleni przez Iran. Sami wolą być nazywani Ansar Allah – Huti to nazwisko twórcy ruchu, Husajna Al-Houthiego, którego młodszy brat Abdulmalik stoi dziś na czele ugrupowania. We wrześniu 2014 roku zajęli Sanę. Rząd Jemenu przeniósł się na południe, do Adenu, a potem do Rijadu. To właśnie on poprosił Arabię Saudyjską o pomoc – i tak rozpoczęły się naloty. W ciągu siedmiu lat było ich ponad 25 tysięcy.
– Usłyszeliśmy wybuch. Potem jeszcze jeden. Kolejne. Byliśmy przekonani, że to zamach terrorystyczny. Może „Państwo Islamskie”? – tak Ahmad wspomina noc z 25 na 26 marca 2015 roku. – Bomby na Sanę? To się nam nie mieściło w głowach.
Śmierć na weselu, pogrzebie i w meczecie
Sana jest zamieszkała nieprzerwanie od ponad 2500 lat, od 1986 roku znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Starówka to mieszkalne wieże z charakterystycznymi białymi, geometrycznymi zdobieniami. Najstarsze powstały w XI wieku. Moi gospodarze zawsze jednak z dumą powtarzają, że to synowie Noego wznieśli miasto. Starówka w Sanie przetrwała saudyjskie bombardowania i nie przestaje zachwycać, ale niektóre domy i najstarszy meczet ucierpiały w saudyjskich nalotach.
Z jednej strony waleczni górale w klapkach, wznoszący wysłużone kałachy i złowrogie okrzyki. Z drugiej: jedna z najlepiej uzbrojonych armii świata i potężna koalicja. Bomby spadały wszędzie. Można było zginąć w meczecie, podczas wesela, pogrzebu czy we własnym domu.
Tego samego dnia, gdy zginął Bilal, życie straciło jeszcze pięciu innych przyjaciół Ahmada z uczelni. On sam przerwał studia i zaczął jeździć po kraju, dokumentując przebieg wojny. Zebrane materiały publikował w mediach społecznościowych. O dziennikarzy na miejscu było coraz trudniej, więc zachodnie redakcje (jako pierwszy „The Guardian”) zaczęły prosić go o teksty. – Nie miałem o tym pojęcia. Pisania reportaży uczyłem się z internetu. – mówi Ahmad.
Pod koniec września bomby dosięgły uczestników wesela niedaleko portu Mokka, zabijając 131 osób. W październiku w Dhamar, również podczas wesela, życie straciło 47 osób, a 35 zostało rannych. Rok później zginęło 155 żałobników, kolejnych 525 doznało obrażeń. Żeby ocalić życie swojego kilkuletniego syna uwięzionego pod gruzami, ojciec musiał odciąć jego nogę dżambiją, ozdobnym sztyletem. Jak pisała wtedy Afrah Nasser, jemeńska dziennikarka: „Mama stale w pośpiechu; albo wychodzi na pogrzeb, albo właśnie wraca”.
W ciągu pierwszego półrocza zginęło co najmniej 5 tysięcy cywilów, w tym kilkaset dzieci.
9 sierpnia 2018 roku w prowincji Sa’ada amerykańska bomba trafiła w szkolny autobus, zabijając 50 osób, w tym 44 dzieci – chłopcy wracali z wycieczki. Większość nie miała nawet dziesięciu lat. W najbiedniejszym kraju regionu i jednym z najbiedniejszych krajów świata wycieczki szkolne nie są normą. Niektórzy uczestnicy nie spali całą noc, czekając na to niezwykłe wydarzenie. Ahmad stanął przed kamerą, pokazał fragmenty bomby z wyraźną nazwą producenta. To była bomba sprzedana Arabii Saudyjskiej przez USA w 2017 roku.
– Krew była wszędzie. Wciąż mam przed oczami fragmenty ciał. Źle sypiam – mówi Ahmad. Ale na wiele moich pytań odpowiada: „nie pamiętam”. A pytam o sytuacje, których był świadkiem i które dokumentował. Dysocjacja, wyparcie – organizm broni się w ten sposób przed nadmiarem traumy.
Dokumentowanie wojny to za mało. Ale pomoc wzajemna też nie wystarczy
Wojna weszła w kolejne miesiące i lata. Pojawił się głód i największa w historii świata epidemia cholery. Okruchy chleba w coraz słabszej herbacie. Raz na dzień. Raz na dwa dni. Gdy tego zabraknie, ale jest opał, można zagotować liście winorośli. Na chwilę zniknie głód, ale często pojawia się przykra wysypka, której trudno się pozbyć. Szara skóra szczelnie przylegająca do kości – bo niczego poza kośćmi już nie ma. Otwarte, nieruchome oczy, które wydają się nienaturalnie duże. Roczne dziecko po pięciu dniach ratującej życie terapii waży około 2,5 kg. Według danych UNICEF w pierwszych latach wojny takich skrajnie niedożywionych dzieci poniżej piątego roku życia mogło być nawet 2,5 miliona.
Ahmad poczuł, że samo dokumentowanie wojny nie wystarczy. Najpierw, podczas swojej pracy reporterskiej, zaczął wozić zagłodzone dzieci do klinik. Czasem płacił za ich pobyt. Później, już jako miejscowa organizacja HopeRelief, zbierał pieniądze na żywność dla rodzin wewnętrznych uchodźców. Pod koniec marca 2018 roku stowarzyszenie Szkoły dla Pokoju, którego jestem wolontariuszką, przekazało mu 2650 zł na kilkanaście tzw. koszy. Kosz to zestaw żywności pozwalającej rodzinie na miesięczne przetrwanie. Zwykle zawiera 25 kg mąki, po 5 kg ryżu i cukru, 2 l oleju, czasem też 2 kg czerwonej soczewicy i karton sosu pomidorowego.
Matka Ahmada znalazła mu stosowną kandydatkę i w 2018 roku poślubił Jasmin. W lipcu 2019 roku urodziła się Razan. Ahmad zaczął mieć coraz większe problemy ze wzrokiem. W kraju działała zaledwie połowa infrastruktury medycznej, a w szpitalu bez wody czy prądu i tak niewiele można zrobić. Na pierwszą operację wyjechał do Ammanu, zatrzymując się u wójostwa.
Od listopada 2016 Arabia Saudyjska wprowadziła blokadę granic Jemenu – w odwecie za pocisk wystrzelony w stronę jej granic przez rebeliantów Huti. Blokadę zniosło dopiero zawieszenie broni z 2 kwietnia 2022 roku. Na krótko wznowiono loty do Kairu i Ammanu. Trzy lata później izraelskie naloty zniszczyły nie tylko stołeczne lotnisko, ale praktycznie całą flotę narodowego przewoźnika Yemenia. Ocalał jeden samolot, który akurat był w Ammanie. Gdy wrócił, też został zniszczony. Yemenia bardzo powoli odbudowuje swoją flotę.
Dziś Ahmad jest po dziewięciu operacjach – w tym skomplikowanych przeszczepach rogówki w obydwu oczach. Nie wystarczyło wsparcie rodziny, trzeba było organizować zbiórki w sieci. Coś takiego może zrobić osoba wykształcona, mająca rodzinę za granicą i doświadczenie aktywistyczne. Ahmad zbierał – i nadal zbiera – na żywność dla potrzebujących pomocy w Aslam, na północ od Sany. Nie zorganizuje zrzutki w sieci osoba, która musi przeżyć dzień za dwa dolary. W tym muszą się zmieścić żarówki, baterie, czasem lekarstwa i przejazdy. Gdy specjalistyczna klinika zdoła wyprowadzić dziecko ze skrajnego niedożywienia i nagle pojawia się chociażby silnie odwadniająca biegunka, rodziców często nie stać na przejazd 30 km zbiorową taksówką do placówki medycznej.
Takich ludzi są w Jemenie miliony. Chcą pracować, ale w kraju bez państwa nie mają na to szans. Wielu pracuje bez wynagrodzenia, w tym większość nauczycieli.
W Jemenie jest obecnie prawie 5 milionów wewnętrznych uchodźców. Kilka milionów dzieci poza szkołą. Wykorzystują to Huti, werbując na potęgę. Zeszły rok był rekordowy – ponad milion nowych rekrutów. – To tykająca bomba – mówi Ahmad. Ludzi, którzy nie mają nic, bardzo łatwo pozyskać. Zwłaszcza gdy pokaże się im cel i sens. Powie, że mają obiecane zwycięstwo. „Bóg jest po naszej stronie” – powtarza Abdulmalik al-Huthi w swoich cotygodniowych nagraniach. Ale najpierw muszą wiele wycierpieć. Jakby 7 lat pełnoskalowej wojny i 11 lat katastrofy humanitarnej nie wystarczyło.


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)







Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.