Karol Marks zmarł 14 marca 1883 roku, około godziny 14:45, siedząc w fotelu w swoim domu przy Maitland Park Road w północnym Londynie. Udręczony długotrwałym zapaleniem oskrzeli i bezsennością, rozstał się ze światem niecałe dwa miesiące przed sześćdziesiątymi piątymi urodzinami. „W ostatnich latach mało było o nim słychać” – pisała lwowska „Gazeta Narodowa”, informując o jego śmierci.
Reakcje polskiej prasy liberalno-demokratycznej na śmierć Marksa
Ten liberalno-demokratyczny dziennik prezentował zmarłego jako „słynnego ekonomistę i naczelnika ruchu socjalistycznego w Europie” i „przywódcę Internacjonału”, jak nazywano wówczas w Polsce robotniczą „Międzynarodówkę”. Podkreślał, że głównym dziełem Marksa był „Das Kapital” – „obszerna i gruntowna rozprawa przetłumaczona na wszystkie prawie języki europejskie”.
Część polskiej prasy poprzestała na tego rodzaju suchych, czysto informacyjnych komunikatach. Wiele pism podjęło jednak próbę pośmiertnej oceny postaci. Pojawiły się głosy uznania dla życiowych wysiłków i naukowego dorobku Marksa. I to wcale nie na łamach prasy socjalistycznej, bo przecież taka się jeszcze wtedy na ziemiach polskich nie ukazywała.
„Rok bieżący pochód swój zaznacza ciągle ubytkiem mężów, którzy odznaczyli się bądź to nauką, bądź wybitną działalnością na polu dyplomacji i zasług dla dobra społeczeństwa” – stwierdził warszawski „Kuryer Codzienny”, dodając, że w ostatnich miesiącach Marks przeżywał straszliwe cierpienia osobiste z powodu śmierci żony, którą „kochał nad życie”. Choć autor nekrologu był sceptyczny wobec poglądów Marksa, to przekonywał, że niemiecki rewolucjonista działał w dobrej wierze: „Zmarły był idealistą w najczystszym słowa tego znaczeniu. Jego teorie naukowe mogą polegać na fałszywych danych, co czas tylko wykazać zdoła, ale dążności jego były szlachetne, a kierowała nim nieograniczona miłość do ludzkości, którą całym sercem ukochał”.
Nieco mniej entuzjastycznie oceniła Marksa warszawska „Prawda”, liberalno-demokratyczne pismo redagowane przez Aleksandra Świętochowskiego, czołowego przedstawiciela środowiska pozytywistów. Wskazała za to na olbrzymi wpływ, jaki jego działalność wywarła na społeczeństwo. Według „Prawdy” Marks to „mesjasz socjalistyczny, człowiek, który jak Samson zatrząsł budową ekonomiczną cywilizowanego świata, który, chociaż nieodpowiedzialny za pojedyncze gwałty swych wyznawców, podłożył pod Europę ciągle wybuchający dynamit”. Ten „kamienny wróg obecnego ustroju społecznego” i „papież socjalistycznego wyznania” stworzył własną „ewangelię”, czyli „słynne dzieło Kapitał”, należące do „najcięższych, jakie umysł ludzki kiedykolwiek spłodził”.
W ambiwalentny sposób podszedł do Marksa krakowski dziennik demokratyczny „Nowa Reforma”, wydawany przez Adama Asnyka, członka rządu powstańczego z 1863 roku. Uznał go za „pierwszorzędną siłę socjalnej demokracji europejskiej”, a jednocześnie przywołał społeczne niepokoje wstrząsające właśnie Wielką Brytanią, Francją, Hiszpanią, Belgią i Rosją, orzekając, że „to są pochodnie, które odprowadzają do grobu jednego z duchowych ojców rewolucji, która nie wyszła dotąd ze stadium ślepych instynktów, nie zdobyła się na program, który by objął całe społeczeństwo, wszystkie jego potrzeby i konieczności, która nie umiała użyć dotąd innych sił prócz namiętności, fanatyzmu, zazdrości i zawiści, która po stosach dzieł, setkach tysięcy broszur i pamfletów, niezliczonych kongresach i mityngach, nie zdobyła się na nic więcej, jak na organizację anarchii”.
„Nowa Reforma” zauważała jednak, że obecnie to „młodsi, energiczniejsi, wymowniejsi odebrali kierownictwo Marksowi”, że „paroksyzmy anarchicznego ruchu prześcignęły wszystko, co Marks wymyślał”. Oceniając jego długofalowy wpływ stwierdzała, że niemiecki rewolucjonista „pozostanie głównym reprezentantem idei antynarodowej, internacjonalnej wspólnoty ruchu robotniczego”. A także: „Marks widzi tylko proletariat i kapitał, i rewolucję międzynarodową jako jedyną drogę. W krytyce u Marksa mnóstwo znakomitych myśli, jak w całej socjalistycznej literaturze. W części dodatniej – nic lub niewiele. Marks należał do tych, co całą złudę idealistów rozbili, co wykazali cały blichtr optymizmu istniejącego porządku rzeczy, całą złudę zasady, że sama oświata wystarczy na podniesienie mas bez podniesienia ich dobrobytu. Poza krytyką nie pozostaje po nim nic, ani jedna dodatnia myśl, ani jeden praktyczny postulat. Prostą i bezpośrednią konsekwencją jest internacjonalna anarchia”. Na koniec przyznawała jednak, że „od grobu Marksa nie możemy odejść z samym potępieniem na ustach”.
Choć na ziemiach polskich nie wychodziły żadne socjalistyczne periodyki, to w niektórych redakcjach odnaleźć można było zwolenników tej idei. Na przykład redaktorem lwowskiego tygodnika literackiego „Ziarno” był Bolesław Czerwieński, poeta i autor polskiej wersji słynnej pieśni rewolucyjnej Czerwony Sztandar. Na jego łamach Marks opisany został jako „słynny ekonomista, autor wiekopomnego dzieła «Das Kapital», w którym dał naukowe podstawy nowoczesnemu socjalizmowi, człowiek, który siłą swego geniuszu poruszył obie półkule ziemskie do nowego ruchu”.
Pośmiertna krytyka Marksa w prasie prawicowej
Drobne oznaki podziwu dla zmarłego znaleźć można było nawet w prasie konserwatywnej. „Dziennik Poznański” nazwał go „wybitnym agitatorem socjalistycznym i pisarzem”, a krakowski „Czas” orzekł, że Marks „jako autor dzieł ekonomicznych będzie miał trwałe miejsce w historii rozwoju nauk społecznych”.
W innych tytułach prasowych dominowała mniej lub bardziej zjadliwa krytyka Marksa. „Gazeta Krakowska” zarzuciła mu, że „był typem kształconego marzyciela, który chciałby przekształcić porządek społeczny według swych utopii”. „Gwiazdka Cieszyńska” zwróciła za to uwagę na jego żydowskie pochodzenie i głowiła się nad tym, jaka to „dziwna rzecz, że Żydzi odgrywają tak wpływową rolę między socjalistami”.
Poznański „Wielkopolanin” potępił Marksa jako tego, który „jad socjalizmu w milionach ludu wszelkiej narodowości zaszczepił”. Dodając: „Nim się dopatrzono na co się zanosi, już trucizna była zaszczepiona i widzimy, jakie za sobą skutki pociąga”. Pismo skrytykowało też rządy europejskie za zbyt pobłażliwe traktowanie rozwoju idei socjalistycznej.
„Kurier Warszawski” przekonywał za to, że Marks utracił przed śmiercią wpływ na ruch rewolucyjny: „Chmurny musiał mieć zachód życia, patrząc na plon posiewu, jego ręką rzuconego w płodną glebę obłąkanego świata. Następcy i prozelici apostoła tak go prześcignęli, że Marks stał się anachronizmem, jak Mirabeau w epoce Marata i Robespierre’a”. Przy całej nieskrywanej niechęci do niemieckiego rewolucjonisty, redaktorowi „Kuriera” Marks kojarzył się więc nie z jakobińskim terrorem, a z postacią hrabiego Mirabeau, jednego z liderów parlamentu z roku 1789, reprezentującego dużo bardziej umiarkowany etap rewolucji francuskiej.
O niestworzone rzeczy oskarżał Marksa „Przegląd Katolicki”. Choć autor Kapitału przez większość życia borykał się z problemami finansowymi, to warszawski periodyk, redagowany przez księdza Teofila Jagodzińskiego, zapewniał, że ten „rzecznik niby i opiekun sprawy ludowej prowadził życie w zbytku”. Marks posiadał rzekomo własny „pałac” w Londynie , zimą dzierżawił „willę” na Riwierze, a wiosnę spędzał w „dawnej rezydencji cesarzowej austriackiej”.
Kłamstwa „Przeglądu Katolickiego” miały stworzyć obraz bogatego hipokryty korzystającego z niedostępnych dla robotników luksusów. W dalszej części nekrologu pisano bowiem, że Marks „nie przestawał podburzać wyrobników przeciwko kapitalistom i wszelkim jakiegobądź mienia posiadaczom, i zachęcać ich do domagania się tzw. likwidacji społecznej, to jest zniesienia własności prywatnej i zamienienia jej na państwową i wspólną. Sam jednak nie rozpoczynał owej likwidacji od siebie. Jego współczucie dla wyrobników, było czysto platonicznej natury, co zresztą nie jest osobliwością żadną, bo wszyscy tego rodzaju przyjaciele ludu są jednacy”. Bezpardonowy atak na zmarłego przeprowadził też warszawski tygodnik „Kłosy”, który tłumaczył czytelnikom, że Marks „odznaczał się nienawiścią do ludzi, których teoriami swymi chciał zbawiać”.
Długą tyradę przeciw Marksowi wygłosiło warszawskie pismo konserwatywne „Słowo”, redagowane przez popularnego już wówczas nowelistę Henryka Sienkiewicza. Autor artykułu opisał zmarłego jako „zimnego, rozważnego i uczonego myśliciela, reformatora i opiekuna doli pracujących”. Według tekstu Marks widział „źródło wszelkiej niedoli” w kapitale, do walki z którym uruchomić chciał „brutalną siłę nieposiadających”. Realizacja jego idei była jednak niemożliwa w ramach istniejących obecnie struktur państwowych. A jedynym środkiem przeciwko tej „zaporze” było dla Marksa użycie „gwałtu”.
„Słowo” przekonywało dalej, że „Marks widział swoje ideały w nędznych, ubogich wioszczynach wschodniej Azji, urządzonych na sposób komunistyczny. Według niego świat winien wprzódy zubożeć, a dopiero można przystąpić do właściwego uporządkowania go”. Trudno zrozumieć, o co mogło chodzić autorowi tego pamfletu. Przecież Marks, pisząc np. o tradycyjnych wspólnotach wiejskich w Indiach, zwracał uwagę, że ich „idylliczność” jest pozorna, bo tak naprawdę stanowią one „silną podstawę wschodniego despotyzmu” i „zamykają umysł ludzki w możliwie najwęższych granicach, czyniąc zeń powolne narzędzie przesądu, uległego niewolnika tradycyjnych zasad”. Życie w takich wspólnotach uważał nie za ideał, a za „niegodną człowieka wegetację”. Całkowicie opaczne prezentowanie poglądów Marksa ma jak widać bardzo długą tradycję.
Artykuł próbował zdyskredytować niemieckiego rewolucjonistę na różne, nieco sprzeczne ze sobą sposoby. Z jednej strony przekonywał, że śmierć Marksa nie zrobiła większego wrażenia na robotnikach, bo ci niemal już o nim zapomnieli. Zaraz potem straszył jednak, że jego agitacja pośród klasy pracującej była tak skuteczna, że przynosi światu „potoki krwi, pożogę i zniszczenie”.
Na koniec autor tekstu w „Słowie” przestrzegał przed tłumaczeniem działalności Marksa jego szlachetnymi rzekomo intencjami: „Niektórzy zapaleni zwolennicy zwą go marzycielem, wielkim teoretykiem, a fałszywe agitacyjne prace usprawiedliwiają dobrą wiarą. Lecz czyż ta dobra wiara może być zrównoważona z ową złą wiarą, jaką Marks działalnością swoją obudził wśród najniebezpieczniejszych, bo ciemnych żywiołów? Czy wolno komukolwiek, choćby w najlepszej wierze, rzucać na nieprzygotowany grunt idee, które nie oświecają, lecz jątrzą, które na miejsce świadomych żądań rozbudzają bezwiedne, namiętne aspiracje, które całe masy rozbudzone, wrące nienawiścią, wiodą do walki. Działalność taka, pomijając wstrętny nam kosmopolityzm Marksa, nosić będzie zawsze charakter destrukcyjny. W mężu choćby najuczeńszym, podejmującym się takiej roli, społeczeństwo dobrze zorganizowane widzi nie światło, ale ponurą, złowrogą ciemność, nie przyjaciela, pedagoga i zbawcę, lecz szkodliwego i niosącego mu zgubę doktrynera”.
Na pewną dwoistość natury zmarłego zwracali uwagę też inni komentatorzy. „Kraj”, konserwatywne pismo polskie wydawane w Petersburgu, podkreślało, że „Marks, który nie cofał się przed najgwałtowniejszymi teoriami, w życiu prywatnym był typem cichego, spokojnego, akuratnego bürgera niemieckiego”. „Kurier Warszawski” przywoływał za to jakieś bliżej niezidentyfikowane oświadczenie Marksa, w którym ten protestował przeciw insynuacji, jakoby „mordy i łupieże motłochu były praktycznym zastosowaniem jego teorii socjalnych”.
Czy wszyscy socjaliści zachwycali się Marksem?
Śmierci Marksa nie mogli zbyć milczeniem przebywający na emigracji polscy socjaliści. Wydawane w szwajcarskiej Genewie pismo „Przedświt” opublikowało pełen gloryfikującego patosu nekrolog, przygotowany prawdopodobnie przez Kazimierza Dłuskiego i Witolda Piekarskiego. Opłakując zgon swojego „mistrza” socjaliści pisali, że „żałoba, jaką wieść ta miliony serc robotniczych całego świata napełni, jest najlepszym dowodem czym był Marks dla sprawy naszej. Śmierć jego to niesłychanie bolesny cios dla walczącego proletariatu, to cios niepowetowany dla niezależnej nauki nowożytnej. W Karolu Marksie straciliśmy męża, co swym potężnym umysłem i pracą wytrwałości żelaznej wykuł dla klas pracujących niezwalczony oręż na jej wrogów. Jemuśmy to obowiązani niezłomną wiarę w nasze zwycięstwo! Gdy wielkie słowa „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” staną się rzeczywiście ciałem, najgodniejsze to będzie uczczenie pamięci umysłu, co je proroczo wykrzyknął”.
Nie cała lewica podchodziła do Marksa tak entuzjastycznie. W wychodzącym we Lwowie piśmie „Praca” pojawił się poświęcony mu artykuł ukraińskiego socjalisty Mychajło Pawłyka. Autor zarzucił Marksowi utopijność, skłonności do despotyzmu, a także hołdowanie interesom dużych narodów, pomiędzy które podzielić chciał Europę i świat. Pawłyk uważał, że jego program podobać się mógł Niemcom, Rosjanom, Francuzom czy Polakom, ale z punktu widzenia Ukraińców był nie do zaakceptowania. Przekonywał, że za powtarzanym przez Marksa sloganem „Niech żyje Polska!” kryje się tak naprawdę przecząca wolnościowym ideałom formuła „niech żyją polskie wyższe warstwy na Ukrainie, Litwie i Białorusi, wyzyskujące lud ukraiński, litewski i białoruski”. Zbulwersowany treścią artykułu Witold Piekarski napisał potem, że jego autor musi być nie prawdziwym socjalistą, a jakimś „nietuzinkowym osłem, rzadkim nieukiem i jeszcze rzadszym błaznem”. Powyższy przegląd polskich komentarzy po śmierci Marksa pokazuje, jak mocno jego postać i działalność dzieliły ówczesne społeczeństwo.
Pomiędzy zachwytem a karczemnym potępieniem znalazło się też miejsce na próby bardziej zbalansowanej i zniuansowanej oceny, zrozumienia rzeczywistego wpływu wywartego przez niego na kierunek rozwoju ludzkości. Jak pisała cytowana już wyżej warszawska „Prawda”: „O jego charakterze krążyły najrozmaitsze wieści, z których jedne przedstawiały go jako zatopionego w rozmyślaniach filozofa, drugie jako ambitnego i pozbawionego wszelkich uczuć egoistę. Nie rozstrzygając tej kwestii, przyznać musimy, że był to wśród ekonomistów współczesnych najpotężniejszy umysł, którego wpływ przeniknął tak szeroko i głęboko w życie cywilizowanego świata, że dziś nie możemy sobie nawet zdać sprawy ze skutków jego działalności. W tym jednym człowieku zawarł się cały orkan, cała burza naszego stulecia”.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.