Odkąd Donald Trump wrócił do Białego Domu, nie ma w zasadzie tygodnia, który nie przynosiłby niepokojących, skandalicznych, groteskowych, a czasem wręcz przerażających informacji zza oceanu. Jednak nawet jak na standardy Trumpa 2.0 to, co od tygodnia dzieje się w Minnesocie, jest zdumiewające.
Po tym, jak agent ICE – organizacji mającej zajmować się walką z nielegalną migracją – zastrzelił kobietę, matkę i amerykańską obywatelkę, Renee Good, która wedle dostępnych nagrań nie stwarzała dla niego ani nikogo innego bezpośredniego zagrożenia, administracja Trumpa zaczęła oczerniać i obwiniać ofiarę, przedstawiając ją jako „terrorystkę”, „zawodową agitatorkę” czy osobę zindoktrynowaną przez „lewicową ideologię”. Po tragicznym incydencie agenci ICE zachowują się jeszcze bardziej agresywnie w stosunku do mieszkańców Minnesoty, a prezydent zapewnia ich, że „nadchodzi dzień rozliczenia i odwetu”. Departament Sprawiedliwości nie tylko odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie ewentualnego naruszenia prawa przez funkcjonariusza, ale zamierza też rozpocząć dochodzenie w sprawie możliwych związków Good i wdowy po niej z radykalnymi grupami aktywistycznymi. W proteście przeciw temu ostatniemu ruchowi do dymisji podało się sześciu prokuratorów federalnych.
Jakie polityczne cele mogą się kryć za tą taktyką eskalacji napięcia? I czy administracja nie rozmija się tu radykalnie z nastrojami Amerykanów?
Polityka FAFO
Po porwaniu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro w prawicowym amerykańskim internecie karierę zrobił skrót FAFO (Fuck Around and Find Out – co można przetłumaczyć jako „podskakuj, to się przekonasz”), wyrażający nową nieoficjalną doktrynę Stanów Zjednoczonych wobec zagranicznych partnerów. Reakcja rządu na zabójstwo Good wydaje się realizacją zasady FAFO w stosunku do własnych obywateli. Zresztą poseł MAGA do Parlamentu Europejskiego, Dominik Tarczyński – wybrany z list PiS w okręgu obejmującym tereny województwa świętokrzyskiego i małopolskiego – wyraził poparcie dla działań agenta, cytując wspomniany skrót.
Tak jak akcja z Maduro miała zastraszyć wszystkie amerykańskie państwa i pokazać dominację Stanów na kontynencie, tak działania ICE i to, że po śmierci Good rząd eskaluje ataki na zamordowaną kobietę, mają pokazać amerykańskim liberałom, kto tu rządzi – i że opór jest daremny. Agenci ICE konfrontujący się z obywatelami Minnesoty wprost pytają: „czy los tej kobiety niczego was nie nauczył?”.
Działania ICE od początku posiadały wymiar teatralny. Deportacje miały tyleż rozwiązać problem z nielegalną migracją, co produkować treść, która następnie będzie nieść się po telewizjach i mediach społecznościowych, mobilizując trumpowską bazę popisami performatywnego okrucieństwa wymierzonego w migrantów. By zrealizować wyznaczone przez Trumpa kwoty deportacji, ICE obniżył standardy rekrutacji i szkoleń, przyjmując osoby słabo wykształcone, niezdolne zdać podstawowych testów sprawnościowych, pozbawione doświadczenia w innych służbach. W 2025 roku przyjął 12 tysięcy nowych rekrutów, zwiększając liczbę agentów ponad dwukrotnie.
Lewicowa dziennikarka Luara Jadeed zgłosiła się do ICE i dostała propozycję pracy w agencji. W CV, jakie złożyła, podkreślała swoją służbę w wojsku i pominęła obecne zajęcie. Wystarczyło jednak wpisać jej nazwisko w Google, by zobaczyć, czym się zajmuje i że w swoich tekstach jest dalece krytyczna wobec agencji i administracji Trumpa. Dziennikarka nie dostarczyła też oficjalnie wymaganych przy rekrutacji wyników testów na obecność narkotyków oraz zaświadczenia, że nie ma koncie wyroku za przemoc domową. Mimo to dostała propozycję pracy. Rodzi to pytanie, jak wygląda sprawdzanie, czy wśród kandydatów na agentów nie ma politycznych ekstremistów, osób z historią przestępstw z użyciem przemocy albo poważnymi problemami psychicznymi.
Było oczywiste, że prędzej czy później podobnie budowana siła policyjna, mająca przyzwolenie na stosowanie widowiskowej przemocy, doprowadzi do tragedii. W reakcji na śmierć niewinnej kobiety dzieje się jednak coś jeszcze bardziej niebezpiecznego. Jak napisał w „Jacobinie” Branko Marcetic, zachowanie ICE w ostatnim tygodniu pokazuje, że agencja zmienia się z „instytucji mającej wąskie kompetencje związane z wdrażaniem przepisów migracyjnych we wrogą, ideologicznie motywowaną siłę policyjną, traktującą Amerykanów jako wrogów, których trzeba zmusić do posłuszeństwa prezydentowi, działającą bez żadnych politycznych i prawnych ograniczeń”.
Fantazja o zemście
Retoryka administracji odwołuje się nie tylko do emocji związanych z pragnieniem dominacji, ale też zemsty na liberalnej Ameryce – o tej ostatniej wprost zresztą pisał w poście skierowanym do mieszkańców Minnesoty Trump. Jak w tekście opublikowanym na łamach „The Atlantic” zauważył David Frum – kiedyś autor przemówień George’a W. Busha, dziś republikański krytyk trumpizmu – ruch MAGA w dużej mierze opiera się na idei redystrybucji szacunku. Od grup, które zdaniem trumpowskiej bazy niesłusznie go sobie uzurpują, do tych, którzy zostali go „bezprawnie” pozbawieni. A więc od elit z wybrzeży do Amerykanów z obszarów pozamiejskich z serca kraju, od mniejszości do białych z klasy ludowej, od wykształconych kobiet do niewykształconych mężczyzn. Redystrybucja ma się przy tym wiązać z zemstą na tych, którzy niesłusznie wzięli sobie „za dużo szacunku”.
W dyskusji w mediach społecznościowych o tym, co stało się w Minnesocie, pojawiały się głosy, że strzały w głowę Renee Good były odpowiedzią nie na zagrożenie, jakie stwarzała dla agenta, ale na brak szacunku, jaki mu okazała. Wielu zwolenników Trumpa, którzy zabierają głos na temat incydentu, wyraża przekonanie, że przemoc, nawet mordercza, jest uprawnionym środkiem, by wymusić szacunek – zwłaszcza na lewicowych kobietach, które powinny zrozumieć, że w Ameryce Trumpa „nie mają kart”.
Konsekwentne podkreślanie, że Good i jej żona były „zawodowymi aktywistkami”, przedstawianie ich jako skrajnych lewaczek, podkreślanie seksualnej orientacji ofiary czy śledztwo, które ma ją zapewne w intencji kierownictwa Departamentu Sprawiedliwości połączyć z jakąś „antifą”, jest odczytywane przez bazę tak: to nie była jedna z nas, ta osoba nie należy do tworzącej się właśnie nowej, wspaniałej Ameryki, tacy ludzie muszą znać swoje miejsce albo doświadczyć konsekwencji. Duża część wyborców Trumpa jest takim postawieniem sprawy zachwycona. Także w polskiej sekcji MAGA.
Trumpiści chyba przeszarżowali
Jednocześnie większość Amerykanów ciągle nie fantazjuje o tym, by przemocą pokazać lewaczkom „ich miejsce” i to, co dzieje się w Minnesocie, budzi w nich negatywne uczucia. W trzech niezależnych sondażach poparcie dla użycia broni przez agenta ICE wyrażało zaledwie od 28 do 36 proc. badanych. Administracja staje po stronie wyraźnej mniejszości społeczeństwa.
Działania ICE z ostatnich miesięcy doprowadziły też do wyraźnego spadku notowań tej agencji wśród Amerykanów. Według badania Yougov z 7 stycznia aż 57 proc. badanych ocenia negatywnie lub częściowo negatywnie działania ICE. Przeciwnego zdania jest 39 proc. Poparcie dla działań agencji wynosi więc minus 18 proc. Na początku kadencji Trumpa było to plus 16 proc.
Badanie YouGov z 12 stycznia pokazuje z kolei, że minimalna większość ankietowanych – wielkości 3 punktów procentowych – byłaby gotowa poprzeć zniesienie ICE. Przez długi czas hasło likwidacji agencji podnosili tylko najbardziej progresywni demokraci, ku rozpaczy partyjnego establishmentu, uważającego, że szkodzi ono wyborczym szansom partii. Dziś staje się pozycją większościową.
Trump wygrał, bo Amerykanie uznali, że ma rację w sprawie migracji. Amerykanie, którzy chcieli ograniczenia migracji, niekoniecznie jednak pragnęli sadyzmu agentów ICE na ulicach, zamaskowanych ludzi z długą bronią przeczesujących centra miast i domagających się dokumentów od osób o ciemniejszym kolorze skóry albo nieodpowiednim akcencie czy codziennych wiadomości pełnych scen z amerykańskich miast wyglądających jak z filmu Civil War. A na pewno nie chcieli, by słabo wyszkoleni agenci mogli bezkarnie strzelać do kobiet nieokazujących im dość szacunku.
Jeszcze pod koniec zeszłego roku mogło się wydawać, że ze względu na skandal z oszustwami wykorzystującymi hojność działającego w Minnesocie systemu zabezpieczeń społecznych republikanie mogliby powalczyć o stanowisko gubernatora stanu. Po horrorze, jaki właśnie fundują Minnesocie, trudno sobie wyobrazić, by byli w stanie wygrać.
To, jak administracja przeszarżowała z przemocą w walce z nielegalną migracją, będzie jednym z kilku kamieni młyńskich u szyi republikanów w wyborach połówkowych. Podobnie jak wypowiedzi Vance’a na temat Good w następnych wyborach prezydenckich – być może obserwujemy właśnie moment, w którym Peter Thiel będzie musiał spisać swoją kiedyś najbardziej obiecującą polityczną inwestycję na straty.
O ile po wyborach połówkowych dojdzie do uznania ich wyniku, a demokraci przejmą władzę w Kongresie. Niestety, coraz częściej Amerykanie zadają sobie pytanie, czy jest coś, na co ciągle mogą liczyć – na pewno w kampanii Trump na wszelkie sposoby będzie pomagał swojej partii w standardzie znanym raczej z Węgier i podobnych upadających demokracji.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.