UE

Demokratyczna Polska w demokratycznej Europie

Fot. Agnieszka Wiśniewska

Jaka Polska w jakiej Europie? Polska demokratyczna, a z tym mamy ostatnio problemy. Polska z ludźmi i dla ludzi. A Europa? Taka sama – i z tymi samymi osobami.

„Spięcie” to projekt współpracy międzyredakcyjnej pięciu środowisk, które dzieli bardzo wiele, ale łączy gotowość do podjęcia niecodziennej rozmowy. Jagielloński24, Kontakt, Krytyka Polityczna, Kultura Liberalna i Nowa Konfederacja co kilka tygodni wybiera nowy temat do dyskusji a pięć powstałych w jej ramach tekstów publikujemy naraz na wszystkich pięciu portalach. Więcej:

***

Niemal każda rozmowa na temat „Europy” bardzo szybko, niezauważenie schodzi na kwestię „Unii Europejskiej”. W Polsce to już w zasadzie synonimy. Oczywiście są też kraje, gdzie synonimem dla „Europy” jest „strefa euro”. Rozmawiając w gronie unijnego wschodu, często nie zauważamy, że zabieg podmiany tematu się dokonał; jeśli jednak trafimy na Holendrów czy innych Francuzów, wyłapiemy rzecz natychmiast – bo w ich Europie po prostu nie ma dla nas miejsca.

Egocentryzmy lokalne i doświadczenia historyczne różnych krajów tak właśnie działają i dobrze jest zdawać sobie z nich sprawę. Dopiero wtedy można postawić pytanie, co takiego właściwie przed nami skrywają.

Przede wszystkim przysłaniają myślenie o innych krajach, tych spoza Unii. Akurat takie mamy położenie na mapie, że z paroma z nich sąsiadujemy. Jednym z takich krajów jest Ukraina, w której wciąż toczy się wojna. Na ulicach naszych miast, w sklepach, w knajpach i miejscach pracy spotykamy każdego dnia Ukraińców, którzy przed tą wojną i niestabilną sytuacją w swoim kraju uciekają. Pracują z nami, są naszymi sąsiadami, czasem się z nami kolegują, ale ich sytuacja jako pracowników i mieszkańców Polski jest dużo trudniejsza niż tych, którzy mają polskie, czyli unijne dowody osobiste.

Sąsiedzi

Za chwilę rusza w stolicy festiwal Warszawa w Budowie. W tym roku po raz pierwszy tworzą go kuratorzy z zagranicy i tak się złożyło, że jest to zespół Centrum Kultury Wizualnej z Kijowa. Program festiwalu nazwali Sąsiedzi i nie przypadkiem. Kuratorzy działający na co dzień w Ukrainie nie myśleli o sobie jako instytucji zajmującej się sztuką ukraińską. W Kijowie, gdzie przygotowywali wcześniejsze wystawy (w wielu uczestniczyły artystki w Polski, Białorusi, Rosji) i gdzie organizowali dyskusje i działali społecznie, byli grupą artystyczno-społeczną. Po przyjeździe do Warszawy i rozpoczęciu pracy nad programem festiwalu zderzyli się z tym, jak duże znaczenie ma to, że są Ukraińcami. Podjęli jednak wyzwanie opowiedzenia o Warszawie sąsiadów. Potrzebowaliśmy ich do tego, żeby zauważyć, że Europa nie kończy się na strefie Schengen, a Warszawa nie jest miastem zamieszkałym wyłącznie przez posiadaczy paszportów umożliwiających bezproblemowe poruszanie się po Europie.

Sąsiedzi

Tuż obok nas, w Białorusi działa wiele świetnych organizacji, zajmujących się prawami człowieka, sztuką współczesną i niezależną nauką. Co o nich wiemy? Jeśli w ogóle, to mówimy o niedemokratycznym reżimie Łukaszenki i przyglądamy się opozycji politycznej, od 8 lat rozbitej i podzielonej, czasem też opozycji, którą nazywam „wyszywankową”, walczącej o godne miejsce języka białoruskiego i białoruskiej kultury (czyli te metaforyczne tradycyjne wyszywanki) w życiu publicznym ich kraju. Czy znamy jednak młode ruchy i organizacje, które wydają pisma, zajmują się niezależną od państwa nauką, organizują życie kulturalne na wysokim, międzynarodowym poziomie? W Mińsku jest cała masa genialnych ludzi, świetnie wykształconych, mających ogromne kompetencje w tym co robią – tzn. błyskotliwe wystawy, niezależne gazety internetowe czy miejsca, które można by nazwać centrami kultury takie jak CEH czy Galeria Y.

Ludzie

Na kluczowe pytanie, jaka powinna być Polska i w jakiej chcemy żyć Europie odpowiadam, że Polska przede wszystkim musi być demokratyczna, z czym mamy ostatnio problemy. Banalne? Rzecz nie zamyka się bynajmniej w kwestii obrony sądów i trójpodziału władzy – chodzi bowiem o kraj, w którym słucha się mieszkańców, a więc nie tylko Polaków mieszkających w kraju bądź za jego granicami. Polska demokratyczna, to znaczy słuchająca głosu np.  pracowników z Ukrainy i o pamiętająca o nich nie tylko wówczas, gdy potrzeba alibi dla nieprzyjmowania uchodźców. Chodzi jednak nie tylko kogo, ale i jak słuchać. Przed wyborami samorządowymi (i w ogóle, przed wyborami) słyszymy od wszystkich kandydatów i kandydatek, że dla nich najważniejsi są ludzie. Kiedy zejść na poziom konkretu okazuje się, że  wysłuchanie głosu obywateli sprowadza się do kolejnych inicjatyw referendów, a właściwie plebiscytów – za lub przeciw władzy – które vox populi w danej sprawie jedynie symulują. Demokratyczna polityka zna jednak – i zaczyna praktykować – rozwiązania dużo bliższe duchowi publicznej rozmowy o sprawach wspólnych, których efektem jest demokratyczna decyzja. O panelach obywatelskich, bo o nich na przykład mowa, pisaliśmy już w Spięciu.

Demokratyczna Polska może tu czerpać z doświadczeń własnych – panele tego rodzaju znamy choćby z Gdańska – ale też z tych doświadczeń Europy, w których publiczne głosowanie na temat wielkiej sprawy było finałem wielkiej deliberacji, nie zaś instrumentem wbicia społeczeństwu do głowy jedynie słusznego rozwiązania. Jak np. w Irlandii – nie tej z 2008 i 2009 roku, kiedy to kazano obywatelom głosować tak długo, aż uzyskają właściwy wynik, lecz tej bardziej współczesnej. Referendum, które odbyło się 25 maja w Irlandii i dotyczyło prawa do aborcji, było „efektem nie tylko kampanii społecznych, ale też prac ogólnokrajowego panelu obywatelskiego i formalnym głosowaniem w sprawie przyjęcia jego rekomendacji” jak pisał w Krytyce Politycznej Marcin Gerwin. Nie chodzi o „modernizację przez imitację”, tak popularną w Polsce po 1989 roku, lecz europejską inspirację demokratyczną.

Irlandia: Od panelu obywatelskiego do referendum w sprawie aborcji

Od Europy warto się uczyć – także: czego nie robić. Kandydat na prezydenta Warszawy Patryk Jaki obiecuje w kampanii wyborczej nowe linie metra – od zaraz. Pojechał nawet do Sofii, by zobaczyć, jak szybko da się metro budować. Miasto jest Nasze, z pozoru bardzo lokalna organizacja, skontaktowało się jednak z zaprzyjaźnioną organizacją z Sofii i na przykładzie tamtejszych doświadczeń pokazało, że projekt Patryka Jakiego pomija całe mnóstwo ludzkich potrzeb i interesów. Kosztem megalomańskich wizji politycznych zaniedbuje się bowiem zrównoważony rozwój miasta (jak cały budżet na komunikację pójdzie na metro, to na tramwaje i autobusy już nie starczy, więc ci, którzy mieszkają blisko metra zyskują – a przynajmniej właściciele mieszkań, bo płatnicy czynszów już niekoniecznie – za to inni dużo tracą). Patryk Jaki snuje też fantazje o „19. dzielnicy” w warszawie, strefie przyszłości, innowacji i nowoczesności. Dubaj nad Wisłą, krótko mówiąc. Abstrahując od faktu, czy Zatoka Perska to dobry wzorzec rozwoju mogę powiedzieć, że byłam ostatnio w stolicy Serbii i widziałam podobny projekt – Belgrad Na Wodzie. Imponujące wielkie budynki, trawka przycięta pod linijkę i pomalowana na zielono, eleganckie chodniki – Truman Show w realu. Tylko że real ten w Belgradzie otoczono płachtami na stelażach, które oddzielają dzielnice przyszłości od reszty miasta, żeby ci, którzy się w niej znajdą nie oglądali czegoś, co jest nieestetyczne. Na tych płachtach są pseudoartystyczne obrazki jakiś przedmiotów, np. awokado (!). W czasie mojego krótkiego pobytu w mieście w tej „dzielnicy awokado” odgrodzonej od reszty miasta zginęło na budowie dwóch robotników. Mało kto o tym słyszał, bo finansowana przez deweloperski biznes propaganda sukcesu tłumi głosy protestujących mieszkańców. Miasto niewątpliwie europejskie, aspirujące do Europy unijnej – daje lekcję, czego nie robić i jak się przed tym bronić.

Unia

Ukraina, Białoruś czy Serbia nie są w UE, ale są w Europie. Polska swoją pozycję w Unii traci, bo jej rząd nie chce przestrzegać reguł, na które jako społeczeństwo się zgodziliśmy w referendum przed 15 laty. Liberalni publicyści straszą nas Polexitem, ale wygląda na to, że PiS nie ma wyprowadzenia Polski z UE w planie. W niczym nie zmienia to faktu, że działania PiS na pewno wyprowadzają powoli UE z Polski, co w przyszłości ułatwi krajom unijnego „jądra” trzymanie nas w przyszłości na dystans. Jednocześnie tracimy w ten sposób okazję do bycia głosem tych, którzy w Unii nie są. Przed laty Polska starała się politykom na Zachodzie przypominać, że Europa nie kończy się na wschodzie na naszej granicy. Dziś kompletnie o tym zapomnieliśmy, a nawet jeśli sobie przypomnimy, nasza opowieść nie będzie dobrze słyszana.

Chcesz dogonić unijny peleton? Najpierw nie wyleć z trasy

Polska może zmieniać Europę tylko wtedy, kiedy będzie z nią rozmawiać, inspirować się tym, co w niej najlepsze i uczyć się na jej błędach. I pamiętać, że ona sama na Unii Europejskiej się nie kończy. Przede wszystkim jednak uzna się za część wspólnoty i współautorkę jej reguł.

***

Zapraszamy na debatę Jaka Polska w jakiej Europie?, w której udział wezmą przedstawiciele pięciu redakcji skupionych w projekcie „Spięcie”. Wystąpią: Marta Tycner (Krytyka Polityczna), Stanisław Zakroczymski (Magazyn Kontakt), Piotr Trudnowski (Klub Jagielloński), Łukasz Kobeszko (Nowa Konfederacja), Łukasz Pawłowski (Kultura Liberalna). 13 października, godz. 15.15, Centrum Kreatywności, ul. Targowa 56, Warszawa.

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.