Felieton

O jednym takim, co naprawił NATO

donald-trump

O czym się mówi w Stanach po pierwszej debacie Trump – Clinton? Z Waszyngtonu – Agata Popęda.

W poniedziałkowy wieczór udałam się do pobliskiej tawerny „Mad Rose”, gdzie demokraci z Virginii zebrali się, żeby obejrzeć debatę między Hillary a Trumpem. Mój brak entuzjazmu idealnie korespondował ze słabym światłem przerzedzonej sali, przygnębiającym wyborem win i pozorowaną gorliwością, z jaką lokalni liderzy polityczni próbowali wzbudzić nasz zapał. Nie wiem, gdzie było te 80 milionów, które złamało historyczny rekord oglądalności, ale na pewno nie było ich tutaj. Być może właściwie ocenili, że gdy przyszłość ojczyzny stoi pod znakiem zapytania, nie wypada chodzić do baru.

W ostatnich tygodniach akcje Trumpa poszły niebezpiecznie – i bez żadnego konkretnego powodu – w górę, więc do tej debaty przywiązywano specjalną wagę. Obyło się bez niespodzianek i w zasadzie bez większych scen – Trump podobno gratulował sobie potem, że udało mu się nie nawiązać do niewierności małżeńskiej Billa. No cóż, z tymi gratulacjami bywa różnie. Ja na przykład położyłam się spać w przeświadczeniu, że Clinton wygrała tę potyczkę, choć to, w jaki sposób Amerykanie oceniają wygraną i przegraną w tego typu starciach, od zawsze stanowi dla mnie czarną magię… Słowem, zwycięstwa gratulują sobie obie strony.

W czasach nowych mediów wszystko jest arbitralne i chyba wszyscy słyszymy to, co chcemy usłyszeć. I nic poza tym. Trump i jego „basket of deplorables” (doprawdy, nie wiem jak przetłumaczyć soczysty epitet, który wymknął się Hillary, gdy mówiła o fanach Donalda –„banda opłakańców”?) wydają się bardzo z siebie zadowoleni. „Nic ich nie przehuśta,” stwierdził Michael Moore na Tweeterze, nawiązując do problemu stanów-huśtawek, bujających się między poparciem dla demokratów a głosowaniem na republikanów. Moore (fan Berniego), który od dawna wyczekuje czarnych rumaków apokalipsy, stwierdził, że Trump wygrał debatę. Mainstreamowe media, które od początku są po stronie Hillary, z satysfakcją odnotowały zwycięstwo swojej kandydatki, z kolei Fox News nie omieszkał wytknąć CNN (które organizowało całe wydarzenie) stronniczość.

Jeśli nie możemy wierzyć przynoszącym sprzeczne rezultaty sondażom, być może powinniśmy popatrzeć na samych kandydatów. Cóż, we wtorek Donald Trump wydawał się podirytowany – zadano mu niewłaściwe pytania, z mikrofonem było coś nie tak, moderator był po stronie Clinton itd. Obiecuje większą bezwzględność w drugiej rundzie, więc chyba nie jest do końca zadowolony – w tej faktycznie starał się być miły, co zresztą robiło dość komiczne wrażenie.

Różnica w poziomie intelektualnym kandydatów była oczywiście porażająca, więc Hillary mówiła sensowniej, z upiornie kontrolowanym poczuciem humoru. Co nie zmienia faktu, że miny Trumpa-obrażonego kota były fantastyczne, a jego gówniarskie wstawki wygenerowały parę zabawnych momentów…

Ćwiczenia z logiki Trumpa: Hillary najpierw była całym sercem za Partnerstwem Transpacyficznym, ale „potem usłyszała”, że Donald jest przeciwko i szybko stanęła po właściwej stronie. Więcej? Ok, Trump długo myślał nad użytecznością NATO i NATO chyba zreflektowało się, że Donald tak intensywnie o nim myśli… Spanikowawszy, samo postanowiło się zreformować i przestraszone, włączyło się do walki z terroryzmem.

Donald jest mile zaskoczony. Donald już teraz będzie dobry dla NATO i nie rozwiąże sojuszu.

Chcecie więcej?

Hillary: Wiecie, Donald miał wiele szczęścia w życiu. Zaczął swój własny biznes dzięki 14 milionom dolarów, które pożyczył od ojca.

Donald: Tak, mój ojciec udzielił mi małej pożyczki. A ja rozkręciłem firmę wartą miliardy dolarów.

Annalisa Merelli stwierdziła na łamach „Quartz”, że tę debatę będą kiedyś pokazywać na zajęciach z gender studies. Według jej obliczeń Trump przerwał Hilary 51 razy. Wierzgał, wywracał oczami, dopowiadał. Był wściekły. Nie atakował, gubił się, nie kończył myśli – głośno zastanawiając się nad tym, kim są hakerzy, którzy włamali się na serwery demokratów, zabrał nas na ponurą wycieczkę w głąb swojego umysłu: „Cholera wie, może to Chińczycy, a może jakiś grubas, ważący 400 funtów, który siedzi na swoim łóżku…”.

Udało mu się wkurzyć nie tylko grubasów (niepoprawność polityczna nr 2), ale także Afroamerykanów (niepoprawność polityczna nr 1) – nieprzejednanym poparciem dla policyjnej praktyki stop and frisk (czyli „zatrzymaj i przeszukaj”, jak łatwo się domyślić – zatrzymywani w celu przeszukania są przede wszystkim właśnie Afroamerykanie i latynosi), co – przypominam – zostało uznane za niekonstytucyjne. Clinton wmanewrowała go także w ognistą dyskusję o zeznaniach podatkowych, podczas gdy komentarze Trumpa na temat serwerów Hillary przeszły bez echa jak wiosenna burza. Clinton przedstawiła jego poglądy na gospodarkę jako przestarzałe (teoria skapywania i te sprawy) i niewątpliwie takie właśnie są, ale… no właśnie, co możemy wyciągnąć z tej debaty dla siebie?

Niewiele. Chyba tylko tyle, że na oczach 80 milionów świadków Hillary zobowiązała się do podniesienia płacy minimalnej, opodatkowania najbogatszych i poważnych inwestycji w czystą energię. Wydusiła z siebie nawet kilka zdań na temat zmiany klimatycznej, deklarując chęć poważnego zajęcia się problemem. Musimy zrobić wszystko, żeby nie pozwolić jej o tym zapomnieć.

Czytaj także:

Jakub Dymek: Pokonać błazna jego własną bronią [debata Clinton – Trump]

Sławomir Sierakowski: Clinton była lepsza, dlatego przegra

EBOOKI-KRYTYKA-POLITYCZNA

**Dziennik Opinii nr 271/2016 (1471)

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Kto wymyślił teorię skapywania?