Felieton

(Jeszcze) dwa dni świra, czyli jak przetrwać amerykańskie wybory

Byle do środy (rano, czasu polskiego).

Kto zostanie następnym prezydentem USA? Tego dowiemy się nie prędzej niż we wtorek przed północą czasu wschodniego – czyli w środę rano w Polsce. Tymczasem wybierającej swojego prezydenta Ameryce od wielu tygodni puszczają już nerwy. A zostały jeszcze (aż!) dwa dni. Jak je przetrwać? Jest kilka strategii.

Jedna polega na obsesyjnym sprawdzaniu wszystkich możliwych sondaży co godzinę. Chociaż sama ją stosuję, nie polecam – ulga płynąca z trwającej kilka sekund iluzji kontroli nad sytuacją jest ułudą (coś jak kolejny papieros, który zabija głód tylko na chwilę).

Kilku moich znajomych postanowiło zastosować strategię „netflix and chill”, polegającą na kompletnym zaszyciu się w domu bez Facebooka i z wieloodcinkowym, możliwie najbardziej wciągającym serialem. Ale są też tacy, którzy nie dają rady wysiedzieć na miejscu i potrzebują projektu specjalnego – górskiej wycieczki, produkcji szarlotki na masową skalę (sezon na jabłka) lub terapeutycznej sesji z wyjątkowo trudnym modelem do sklejania. Bo mimo że większość Amerykanów nie pała miłością do żadnego z prezydenckich kandydatów, w powietrzu unosi się głębokie przeświadczenie, że po wtorku Ameryka może zmienić się w kraj, w którym nie da się dłużej mieszkać.

„The New York Times” twardo obstaje przy 84 procentach wygranej dla Clinton, ale jeszcze przed tygodniem dawał jej ponad 90 procent. Zmiana w sondażach może wynikać z generalnego zmęczenia i niechęci respondentów, choć Demokraci (i część Republikanów) obwiniają szefa FBI James Comeya, który w ubiegły weekend poinformował o możliwości ponownego otwarcia śledztwa w sprawie niesławnych emaili Hillary. Zrobił to, mimo że FBI zwyczajowo unika mieszania się w kampanie polityczne, mimo dezaprobaty prokurator generalnej Loretty Lynch oraz mimo tego, że informowanie o śledztwie – toczącym się lub „potencjalnym” – tuż przed wyborami jest czymś bez precedensu. Śledztwo potrwało kilka dni, nowych dowodów nie znaleziono i sprawę zamknięto .

Lecz czy naprawdę przyjdzie nam siedzieć jak na szpilkach aż do środowego poranka? W wielu stanach głosowanie już ruszyło, np. w Wirginii możemy głosować od tygodnia. Póki co na ulicach nie widać specjalnego entuzjazmu. Na co zwracać uwagę w sam wtorek? Jeśli Hilary zgarnie tradycyjnie demokratyczne stany plus Florydę (stan-huśtawka) – będzie po wszystkim. Jeśli nie dostanie Florydy, ale weźmie Pensylwanię i New Hampshire lub Ohio – też będzie pozamiatane. Jeśli Afroamerykanie zmobilizują się do głosu w Filadelfii i Karolinie Północnej, Demokraci mają wygraną w ręku. Jeśli jednak czarna Ameryka zostanie w domu, a umiarkowani republikanie i republikańskie kobiety przezwyciężą wstręt i zdecydują się poprzeć Trumpa, możemy być w tarapatach. Najnowsza teoria spiskowa głosi, że republikańska partia wybierze Trumpa tylko po to, żeby zrobić mu tzw. natychmiastowy impeachment i szybko zdjąć go z urzędu. Twierdzą, że warto wykonać ten karkołomny manewr, byle tylko nie oddać Białego Domu Clintonom. W ten sposób Republikanie zostaliby z Mike’iem Pencem (kandydat na wiceprezydenta) jako prezydentem i chyba nie mieliby z tym większego problemu.

Kolejnym niebezpiecznym scenariuszem, pomijając pogróżki zwolenników Trumpa, którzy zaklinają się, że będą „pilnować” porządku na ulicach, jest niewykluczony atak hakerów. Głosowanie przez internet obejmuje póki co weteranów i Amerykanów przebywających za granicą, lecz obie te grupy są wystarczająco liczne, żeby zadecydować o wyniku wyborów. Wystarczy wybrać odpowiedni stan i odpowiedni powiat. Przypomnijmy, w roku 2000 roku o wyniku wyborów Al Gore vs. George Bush zdecydowała różnica kilkuset głosów. Inną możliwością jest „podzielenie głosu” przez trzecią partię. Jill Stein może osłabić Clinton; Johnson i konserwatywny kandydat z Utah, Evan McMullin, mogą pogrążyć Donalda.

Słowem, na pewno nie jesteśmy tak bezpieczni, jak się nam wydawało jeszcze tydzień temu.

WikiLeaks niezmordowanie bombarduje Clinton emailami Johna Podesty, pokazując wewnętrzną brzydotę Waszyngtonu.

W międzyczasie w obozie Trumpa cisza. Oczywiście nie licząc pogłosek, że niedługo rusza nowa telewizja – Trump TV. Może oznaczać to koniec Fox News i konsolidację nowego gatunku prawicowej Ameryki.

No cóż, jak widać – wszystko przed nami.

Krytyka-Polityczna-33-Ameryka-w-konserwie

 

 **Dziennik Opinii nr 312/2016 (1512)

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!