Wielki reset. Witajcie w XIX wieku
Świat, w którym prawo międzynarodowe nie istnieje, zasady nie obowiązują, a słabsze kraje nie mają nic do powiedzenia – już to przecież przerabialiśmy. Dlaczego polskiej prawicy tak się ten świat podoba?
Świat, w którym prawo międzynarodowe nie istnieje, zasady nie obowiązują, a słabsze kraje nie mają nic do powiedzenia – już to przecież przerabialiśmy. Dlaczego polskiej prawicy tak się ten świat podoba?
Zadanie, przed którym stoi dziś lewica, to nie besztanie Trumpa za popełnioną zbrodnię (której można się było spodziewać), ale refleksja nad tym, dlaczego „rewolucja boliwariańska” w Wenezueli poniosła tak dotkliwe fiasko.
Interwencje militarne USA mają długą historię, a uprowadzenie Nicolasa Maduro nie wygląda przy nich nazbyt brutalnie. Cel jest zawsze ten sam: ktokolwiek będzie rządził po przewrocie, decyzje gospodarcze mają podejmować amerykańskie korporacje.
Ten, kto obstawił na tzw. platformach predykcyjnych, że Maduro zostanie odsunięty od władzy jeszcze w styczniu, zgarnął majątek. Na nielegalnych do niedawna w USA serwisach można też zarobić obstawiając czystki etniczne, bombardowania Gazy bądź Libanu przez Izrael czy zdobycie konkretnych ukraińskich wiosek i miast przez Rosję.
3 stycznia obudziliśmy się w nowej rzeczywistości – wbrew prawu międzynarodowemu USA porwały prezydenta Wenezueli, zabijając przy tym 80 osób. O co chodzi Trumpowi? Co oznacza ten atak dla Wenezueli, Ameryki Łacińskiej i świata? I kim, do cholery, jest Delcy Rodríguez?
„Caracas w trzy godziny” – napisał jeden Z-bloger, zawierając w tym komentarzu całą frustrację środowiska, które już wie, że choćby Rosja walczyła kolejne cztery lata, to zajmie co najwyżej (równając je z ziemią) jeszcze kilka miast powiatowych.
Najpotężniejszy członek NATO grozi innemu interwencją zbrojną, jeśli ten nie sprzeda mu swojej wyspy. Brzmi absurdalnie, ale taka jest rzeczywistość – Stany Zjednoczone uważają zajęcie Grenlandii za kluczowe dla swojego bezpieczeństwa narodowego, podczas gdy Europa wciąż nie może zaakceptować faktu, że główny sojusznik stał się rywalem.
Nastały trudne czasy dla romantyków i zwolenników zasad moralnych w polityce międzynarodowej. Co gorsza, wchodzimy w nie słabi i podzieleni. Jeśli cenimy wartości, które czasem nazywamy europejskimi, powinniśmy zrozumieć, że w naszym interesie jest coś dziś niepopularnego.
Ktokolwiek wydał rozkaz dobicia rozbitków na Morzu Karaibskim, popełnił zbrodnię.
Rzekoma walka z „narkoterroryzmem” wpisuje się w rasistowską wizję świata, w której imigranci z południa odpowiadają za zbrodnię i bezprawie.