W niemieckich wyborach zwyciężył strach
Wyborcy zwycięskich partii w Saksonii i Turyngii motywują swój wybór obawami o bezpieczeństwo. Ale to nie jedyne, czego boją się dziś Niemcy.
Cykl tekstów o źródłach współczesnego autorytaryzmu i jego nowych twarzach.
Wyborcy zwycięskich partii w Saksonii i Turyngii motywują swój wybór obawami o bezpieczeństwo. Ale to nie jedyne, czego boją się dziś Niemcy.
Wściekłość faszystów potęgują ci, którzy traktują ich jak ofiary ubóstwa, braków w edukacji czy życiowego pecha. Nie pomoże tłumaczenie im, że antysemityzm czy islamofobia to tylko antykapitalizm w wersji dla głupców (chociaż to prawda).
Izrael oraz Hamas z Iranem, a także brytyjscy, antyimigranccy rasiści i fanatycy muzułmańscy, grają w tę samą grę: grę w wojnę totalną.
Nie da się zaprzeczyć, że zarówno narracja, jak i praktyka polityczna w całej Europie uległy dramatycznej zmianie.
Trump powtarza: żadnej obrony słabszych, mają ginąć. A zamach na niego sprawił, że z oprawcy stał się bohaterem.
Arundhati Roy jest znana na całym świecie, ale większość kaszmirskich dysydentów już od dawna albo siedzi w więzieniu, albo nie żyje.
Uważając się za buntowników, narcyzi grupowi wierzą w ślepe posłuszeństwo; uważając się za ofiary i męczenników, gloryfikują agresję i przemoc.
Porównuje ideę miasta 15-minutowego do Auschwitz. Gdy zgasił menorę gaśnicą, został memem i zyskał poklask w świecie muzułmańskim. Teraz będzie europosłem.
Gdy demokratyczna polityka zmienia się w cyrk, przestrzeń dla neofaszyzmu ulega poszerzeniu.
Haiti to aktualny przykład tego, jak wygląda państwo dysfunkcyjne w wersji ekstremalnej.