Kurs na Morawexit
Walczące ze sobą frakcje w PiS obrały kurs na rozłam. Wykopanych między nimi rowów nie będzie się dało już zasypać, a frakcja Morawieckiego nie może ryzykować, że w ostatniej chwili zostanie wycięta z list.
Walczące ze sobą frakcje w PiS obrały kurs na rozłam. Wykopanych między nimi rowów nie będzie się dało już zasypać, a frakcja Morawieckiego nie może ryzykować, że w ostatniej chwili zostanie wycięta z list.
Jako że trumpiści stracili Orbána i Meloni, to Nowogrodzka może wyrosnąć na główną filię MAGA w Europie i drugą na świecie, po Tel Awiwie.
Tusk uzależniony od Giertycha i ostry skręt KO w prawo, Kaczyński gadający o Magyarze gotującym szczeniaki czy popłoch, jaki w PiS wywołały wybory na Węgrzech – to tylko kilka dobrych wiadomości dla lewicy.
Po 16 latach rządów Viktora Orbána Węgry to państwo półupadłe, które chroni pedofili i słucha rosyjskich „specjalistów”. Dlaczego zatem Karol Nawrocki i jego obóz polityczny uparcie stawiają ten zdegenerowany model jako wzór dla Polski?
Strona rządowa nie ma własnej, alternatywnej opowieści, która odpowiadałaby na realia sypiącej się amerykańskiej hegemonii. Jeśli jej nie stworzy, Trump otworzy w Polsce drzwi dla geopolitycznych szurów, kładących na stole dołączenie do BRIC, sojusz z Chinami czy reset z Rosją i Białorusią.
Wygrażanie palcem dziennikarzom przez prezydenta i nagonka pisowskich funkcjonariuszy mediów to tylko preludium. Jeśli PiS wygra wybory w 2027 roku, czeka nas walka z „agentami zagranicznymi” na rosyjską modłę.
Nawet Stanowski, Mazurek, Słowik czy Darmas w konkursie na największego pisowskiego wycierucha powinni mieć większe problemy niż Gizela Jagielska w walce o tytuł bohaterki roku.
12 kwietnia Węgrzy wybiorą parlament. Walczący o piątą z rzędu kadencję Viktor Orbán ma największe od lat problemy z tym, by utrzymać się przy władzy. Swojej wyborczej walki nie toczy jednak w osamotnieniu, może liczyć na przyjaciół z całego świata.
Reforma PIP wywołała sprzeciw pracodawców i podziały wśród związkowców. Czy uchwalone zmiany są wystarczające?
Spór o tablicę upamiętniającą Różę Luksemburg w Zamościu urósł do rangi ogólnopolskiej awantury. Wystarczyło kilku antykomunistycznych aktywistów, by całe wydarzenie stanęło pod znakiem zapytania.