„Przygoda na Mariensztacie”: Co pociągającego mogło być w stalinowskiej kulturze?
Potraktujmy poważnie „Przygodę na Mariensztacie” (1954). Przecież to film o rewolucji.
Męskość w kryzysie? Raczej w przebudowie.
Potraktujmy poważnie „Przygodę na Mariensztacie” (1954). Przecież to film o rewolucji.
„Pick-me girl” to coraz częściej termin służący upupianiu kobiet, które zboczyły z mainstreamowego, liberalno-feministycznego kursu.
Kiedy piszę o krzywdach doznawanych przez mężczyzn, bez ustanku słyszę, że „sami powinni się nimi zająć, zamiast wymagać tego od feministek”. Mam z tym twierdzeniem co najmniej dwa problemy.
Czy warto kierować gniew na pogubionych mężczyzn w internecie i społeczność graczy? Być może. Ale lepiej spojrzeć na tych, którzy rozsiewają te destrukcyjne siły w imię zysku.
Wolałabym, żeby politycy zauważyli samodzielnych rodziców (to głównie matki), zanim zdesperowani zaczną obsikiwać murki na terenach zielonych wokół sejmu.
Marzy mi się każda możliwa statuetka dla Richarda Gadda. Rozebrał się przed nami do naga i to nie po to, by nas zszokować, ale by nami wstrząsnąć i otworzyć oczy. To nie jest po prostu świetny serial.
Żadne prawo natury nie stanowi, że ludzie o agresywnych skłonnościach muszą dominować.
Rozmowa z Przemysławem Czarnkiem w wykonaniu Roberta Mazurka to spijanie sobie z dzióbków, a starcie z młodą aktywistką – wprawdzie nieudolny, ale wciąż roast. Wiadomo, komu łatwiej dowalić. Niestety, tym razem Mazurek chybia w bolesny dla siebie sposób.
Zuzanna i Julia. Dwie bliskie sobie osoby, które urodziły się w Polsce i które Polska i świat wychowały jako kobiety. Wygląda na to, że nadszedł czas, by parę spraw sobie wyjaśniły.
„Czytam opowieści z mchu i paproci od kont typu sebek123, że ktoś, kto się odważył i stanął w obronie ofiary przemocy, w efekcie osierocił dwójkę dzieci. Na szczęście nie brakuje też osób, które w podobnych sytuacjach robiły, co mogły, by pomóc ofiarom”.