Krwawiące ucho i wyciągnięta pięść. Czy musimy być zakładnikami męskiej furii?
Trump powtarza: żadnej obrony słabszych, mają ginąć. A zamach na niego sprawił, że z oprawcy stał się bohaterem.
Męskość w kryzysie? Raczej w przebudowie.
Trump powtarza: żadnej obrony słabszych, mają ginąć. A zamach na niego sprawił, że z oprawcy stał się bohaterem.
Na pierwszym publicznym wystąpieniu po zamachu Trump pojawił się w obstawie samych mężczyzn. Dla prawicy to dowód, że ci bardziej nadają się do tej roli.
Fragment książki Laury Bates „O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet”.
Potraktujmy poważnie „Przygodę na Mariensztacie” (1954). Przecież to film o rewolucji.
„Pick-me girl” to coraz częściej termin służący upupianiu kobiet, które zboczyły z mainstreamowego, liberalno-feministycznego kursu.
Kiedy piszę o krzywdach doznawanych przez mężczyzn, bez ustanku słyszę, że „sami powinni się nimi zająć, zamiast wymagać tego od feministek”. Mam z tym twierdzeniem co najmniej dwa problemy.
Czy warto kierować gniew na pogubionych mężczyzn w internecie i społeczność graczy? Być może. Ale lepiej spojrzeć na tych, którzy rozsiewają te destrukcyjne siły w imię zysku.
Wolałabym, żeby politycy zauważyli samodzielnych rodziców (to głównie matki), zanim zdesperowani zaczną obsikiwać murki na terenach zielonych wokół sejmu.
Marzy mi się każda możliwa statuetka dla Richarda Gadda. Rozebrał się przed nami do naga i to nie po to, by nas zszokować, ale by nami wstrząsnąć i otworzyć oczy. To nie jest po prostu świetny serial.
Żadne prawo natury nie stanowi, że ludzie o agresywnych skłonnościach muszą dominować.