Rosja chce sprowadzić do Armenii 100 tysięcy wyborców. Ale Paszynian nie zamierza zrywać z Moskwą
Stawką niedzielnych wyborów nie jest zerwanie z Moskwą. Armenia próbuje raczej nauczyć się lawirować między Rosją a Zachodem.
Mieszkamy w peryferyjnym kraju, więc rozumiemy, że imperia nie zniknęły – tylko zmieniły metody działania.
Stawką niedzielnych wyborów nie jest zerwanie z Moskwą. Armenia próbuje raczej nauczyć się lawirować między Rosją a Zachodem.
Historia walki o godność osób doświadczających bezdomności to historia ich oporu i solidarności ze stron „domnych” sąsiadów.
Odpowiada prof. Anna Wojciuk, politolożka z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW.
Po utracie Górskiego Karabachu Armenia próbuje poluzować zależność od Rosji i ułożyć relacje z Azerbejdżanem oraz Turcją. Przed niedzielnymi wyborami Kreml sięga po naciski gospodarcze, dezinformację i groźby.
Światowa publiczność skorzystałaby, gdyby zamiast kolejnego Rosjanina albo drugorzędnej amerykańskiej pisarki poczytała więcej Polaków, Czechów czy Węgrów.
Choć powieści Louise Erdrich i Bea Vianen dzieli blisko pół wieku i kontekst społeczno-polityczny – „Okrągły dom” rozgrywa się w rezerwacie Odżibwejów, „Surinamie, to ja” w byłej holenderskiej kolonii – obie można czytać w podobnym kluczu.
Jest kilku ludzi wokół prezydenta, stojących na czele rządowych agencji. A decyzje i tak podejmuje on sam. Niezmiennie od 1993 roku. Jedyne sprawne instytucje w Erytrei to armia, kościół i meczet.
Somaliland od dekad działa jak niezależne państwo. Po uznaniu przez Izrael liczy na przyciągnięcie inwestycji i międzynarodową legitymizację.
Setki najemników z Azji Południowej walczą w Ukrainie po stronie rosyjskiej. Dlaczego obywatele Nepalu, Sri Lanki czy Indii są gotowi ginąć w cudzej wojnie?
Prezydentowi Francji w kwestii Nowej Kaledonii udało się zjednoczyć francuskich nacjonalistów, niemal całą lewicę i kaledońskich niepodległościowców – propozycja ustanowienia państwa w państwie jest prawnym, politycznym i moralnym absurdem.