Cesarz na górze śmieci. Macron pogrąża Republikę
Czy podwyższenie wieku emerytalnego jest warte pogrzebania francuskiej Republiki?
Czy podwyższenie wieku emerytalnego jest warte pogrzebania francuskiej Republiki?
Ponad milion ludzi protestuje na ulicach, stanęły pociągi, zamknięto szkoły, a niedługo staną nawet wyciągi narciarskie.
Kinga Dunin czyta „Najskrytszą pamięć ludzi” Mohameda Mbougara Sarra i „Zemsta należy do mnie” Marie NDiaye.
Za łamanie obowiązku szkolnego rodzice mogą spędzić rok w więzieniu. Edukacja jest traktowana bardzo poważnie we Francji.
Państwo sięga tu najczęściej policyjną pałką, a „szumowiny” (jak mówi Le Pen) z przedmieść są wygodnymi kozłami ofiarnymi dla skrajnej prawicy.
Rok temu na Haiti zamordowano prezydenta. Dziś parlament i sądy nie działają, a krajem rządzą uzbrojone gangi.
Ani powrót do klasy, ani ucieczka od niej nie mogą być żadną gwarancją dla progresywnej polityki i zmieniania świata na lepsze. O co można się więc zaczepić?
Oglądanie finału prawdopodobnie u wielu francuskich nacjonalistów wywołało dysonans poznawczy. Mecz z Argentyną przegrali spadkobiercy Karola Młota czy potomkowie najeźdźców, których Frankowie pobili pod Poitiers? Skoro Les Bleus ponieśli klęskę w karnych, to raczej to drugie.
Francuska lewica postuluje zakaz używania prywatnych jetów w innych celach niż ratowanie życia czy obrona bezpieczeństwa narodowego, pod groźbą wysokich kar lub pozbawienia wolności. Na razie politycy poczynili pierwsze kroki, których legalność potwierdziła Komisja Europejska.
Nakaz jest przemocą, zakaz też narzucony odgórnie. Ale mówiąc muzułmankom, „noście, co chcecie”, jedynie umywamy ręce.