Nierówności w edukacji – co powinniśmy zmienić?
Jeśli dobrego wykształcenia nie mogą zdobyć ci najbardziej zmotywowani, a jedynie ci, których rodzice mają pieniądze, to znaczy, że marnujemy ogromny potencjał.
Kto czego uczy i w jakim celu?
Jeśli dobrego wykształcenia nie mogą zdobyć ci najbardziej zmotywowani, a jedynie ci, których rodzice mają pieniądze, to znaczy, że marnujemy ogromny potencjał.
„Uniwersytet zjadł wszystkie rozumy, a studenci chodzą głodni” – to jedno z haseł, pod jakimi trwa właśnie okupacja kampusu największej uczelni w Polsce.
Obejrzawszy ten film dwukrotnie w ciągu dwóch dni, wciąż nie potrafię wyjść z podziwu. Czegoś tak doskonale złego nie widziałam od dawna.
Szkodliwe mogą być nie tyle smartfony, ile sposoby ich wykorzystywania. Te zależą od kompetencji cyfrowych – tymczasem w Polsce są one jednymi z najniższych w UE.
Absolwentka studiów humanistycznych jest obok migranta z Bliskiego Wschodu czy Afryki, „urzędasa” czy odbiorcy socjalu jedną z kluczowych figur skupiających nienawiść zaangażowanego elektoratu Konfederacji.
Moje prześladowczynie miały po czternaście lat i były na tyle dojrzałe, by świadomie wyrządzić krzywdę, ale nie dość, by pociągnąć je za to do odpowiedzialności.
Rozmowa z Dorotą Wójcik, prezeską fundacji Wolność od religii.
Szkoły i rodzice nie czują się przygotowani do uczenia młodzieży krytycznego odbioru treści w internecie. Ale nie można zostawić tej sfery cyfrowym gigantom.
Smartfon wyprzedził telewizor jako najczęściej używane urządzenie medialne. Ale trudność odróżnienia, co jest prawdziwe, a co fałszywe w internecie, zaczyna niepokoić.
W edukacji szkolnej i tej skierowanej do osób pełnoletnich od dawna przestano zwracać uwagę na to, jak funkcjonujemy nie tylko jako indywidualne, rozwijające i zmieniające się jednostki oraz ciała, ale także jako społeczeństwo czy cywilizacja uzależnione od pędu życia, zależnych od niego przyzwyczajeń, zdarzeń i wskaźników zewnętrznych.