Szturm na brazylijski parlament. Tropikalny Trump kontratakuje?
Szturm na parlament to ukoronowanie pogłębiającej się od wielu miesięcy polaryzacji brazylijskiego społeczeństwa.
Szturm na parlament to ukoronowanie pogłębiającej się od wielu miesięcy polaryzacji brazylijskiego społeczeństwa.
Nowa lewicowa fala w Ameryce Łacińskiej wyłania się z oddolnego ruchu społecznego, walczącego z niesprawiedliwością i patriarchatem.
Dyktatura Castela Branca po tym, jak znudziło jej się wrzucanie do ognia lub do zatoki Guanabara książek rosyjskich autorów: Dostojewskiego, Tołstoja, Gorkiego, skazawszy na wygnanie, więzienie lub śmierć całe mnóstwo Brazylijczyków, przystąpiła do najważniejszego: przekazała Amerykanom żelazo i wszystko inne.
Analitycy prognozują, że za kapitanem, który zresztą w latach 80. został wyrzucony z armii, wojsko raczej nie pójdzie. Należy jednak pamiętać, że 58 milionów wyborców poparło politykę Jaira Bolsonaro.
Spośród 10 kandydatów na urząd prezydencki w Brazylii od początku liczyła się tylko dwójka z nich. Skrajnie odmienne poglądy, którymi charakteryzują się Lula i Bolsonaro, doprowadziły do niespotykanej polaryzacji całego narodu, czego efektem był wynik niedzielnych wyborów.
Wykluczenie osób queer z państwowych statystyk sprawia, że ich potrzeby są ignorowane w polityce zatrudnienia, zdrowia czy w rozwiązywaniu problemu bezdomności.
Czy Zachód ma coś do zaoferowania tej części świata, którą dotąd głównie eksploatował z surowców i taniej pracy?
Bezprawie w Amazonii ma długą historię, ale za prezydentury Bolsonaro sytuacja znacznie się pogorszyła.
Pierwszy ważny krok na rzecz stworzenia społeczeństwa otwartego na mniejszości seksualne w Brazylii miał miejsce już w roku 1830.
Łatwiej nie będzie, tak w polityce krajowej, jak i światowej.