Naukowcy zwlekali, ale dziś są pewni: Izrael dopuszcza się ludobójstwa
„Nie ma nikogo, kogo dorobek naukowy szanuję, a kto nie uważa działań Izraela za ludobójstwo”.
Religia, ropa, opór – o Bliskim Wschodzie bez orientalizmu.
„Nie ma nikogo, kogo dorobek naukowy szanuję, a kto nie uważa działań Izraela za ludobójstwo”.
Dziesiątki tysięcy zamordowanych Palestyńczyków czy setki poddane wymuszonym amputacjom to nie temat, z którym izraelski czytelnik empatyzowałby po kilkunastu miesiącach wojny.
Redaktor naczelny magazynu „The Atlantic” ujawnił wczoraj, że najważniejsi politycy w USA dogadują na Signalu szczegóły planowanych bombardowań Jemenu. Trwający tam konflikt uznawany jest za największą katastrofę humanitarną na świecie.
Co mają wspólnego finansowane przez Arabię Saudyjską płatne urlopy macierzyńskie dla tenisistek z powieścią Michela Houellebecqa, która w styczniu skończyła 10 lat?
W świecie, w którym żywioły izraelski i palestyński są sobie wrogie, nie ma niczego bardziej znienawidzonego niż wizja miłości na przekór tej narracji.
Perspektywa wyścigu demograficznego jest bezduszna i przerażająca: w tym ujęciu ciała Izraelczyków i Palestyńczyków są pośrednio własnością narodu. Kobiety stają się głównie inkubatorami, mężczyźni – mięsem armatnim w niekończącej się wojnie.
W wyniszczonym, pogrążonym w beznadziei kraju nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy khatu zaczynają patrzeć na zjawisko inaczej. Jak odebrać ludziom coś, co zabija uczucie głodu i choć trochę łagodzi stres?
Świat oburzał się, kiedy izraelscy deweloperzy i prawica przedstawiali projekty zbudowania luksusowych osiedli na ruinach Gazy. Dzisiaj to samo proponuje prezydent Stanów Zjednoczonych.
Izrael spróbuje opóźniać porozumienie z Hamasem tak długo, jak się da, i zerwie je, gdy znajdzie okazję, by obwinić Hamas o to samo.
Rozwiązaniem sytuacji w RPA nie były gwarancje bezpieczeństwa dla białych, a zniesienie apartheidu. Tak samo jest z Palestyną – mówi palestyński edukator Baha Hilo.