Śmierć jednego nacjonalisty to tragedia. Dziesiątki ofiar skrajnej prawicy to statystyka
„Antifa znowu morduje ludzi”; „lewica ma krew na rękach” – takie hasła krążą w sieci za sprawą tragedii, która wydarzyła się ostatnio we Francji.
„Antifa znowu morduje ludzi”; „lewica ma krew na rękach” – takie hasła krążą w sieci za sprawą tragedii, która wydarzyła się ostatnio we Francji.
Według sondaży faworytem zaplanowanych na 2027 rok wyborów prezydenckich we Francji jest Jordan Bardella, młody polityk Zjednoczenia Narodowego. Próbuje on przeciągnąć na swoją stronę tradycyjnych konserwatystów, a sprzyja temu magnat medialny Vincent Bolloré.
Jak odzyskać przestrzeń miejską, jak pisać historię na nowo?
W tle tych wszystkich historii widać cały przegląd patologii brytyjskiej rzeczywistości. Już pierwszy sezon „Kulawych koni” pokazuje problem skrajnej prawicy, gotowej sięgać nie tylko po rasistowski język, ale i bezpośrednią przemoc.
Francja znajduje się w pierwszej dziesiątce krajów o najwyższych nierównościach społecznych na świecie.
Opór antyfiskalny, niechęć do „socjalu” i ksenofobia – francuski Nicolas płynnie łączy to całość, otwierając drogę dla skrajnej prawicy w wydaniu całkowicie neoliberalnym.
Rząd Francji chciał dać prezent lobby farmerskiemu, poświęcając przy tym środowisko oraz zdrowie obywateli. Nie spodziewał się, że doprowadzi to do tak zaciętego oporu.
Socjaliści nie są jedynymi, którzy z rozrzewnieniem wspominają dawne czasy.
Nie godząc się na islamofobię, europejskie społeczeństwa nie powinny jednak stawiać islamu ponad krytyką i ustanawiać go poza granicami wolności słowa.
Żadna szanująca się demokracja nie może tolerować sytuacji, w której kandydat nielegalnie wrzuca do wyborczego wyścigu niezadeklarowane pieniądze niewiadomego pochodzenia, w ten sposób zapewniając sobie zwycięstwo.