Świat

Ukraina. Kilka dużych kroków

Jeśli Ukrainie nie uda się podpisać umowy stowarzyszeniowej w listopadzie, to kolejna okazja nadarzy się nie wcześniej niż w 2016 roku.

Powiedział tak w trakcie pobytu na Ukrainie Štefan Füle, komisarz Unii Europejskiej d.s. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa. 7 lutego Füle przybył na Ukrainę w ramach przygotowań do szczytu Ukraina-Unia Europejska planowanego na 25 lutego. Komisarz rozpoczął pobyt w Kijowie od spotkania z premierem Mykołą Azarowem, który przyznał, że Ukraina musi wykonać jeszcze kilka ważnych działań, aby możliwe było podpisanie umowy stowarzyszeniowej. Dał do zrozumienia, że chodzi o postanowienia, które były „przedmiotem trudnego kompromisu zawartego między państwami członkowskim UE a Radą UE do spraw Zagranicznych”. Są to przede wszystkim reformy sądownicza, ordynacji wyborczej i konstytucyjna. Azarow zapewniał jednak delegację UE, że proces eurointegracji nigdy nie miał się na Ukrainie lepiej. Opinii tej nie podzielił komisarz, który zarzucił władzy, że przez wiele miesięcy nic nie zrobiła. „Reformy powinny być przeprowadzane szybciej” – stwierdził.

 

 

Dziewiętnaście warunków do spełnienia

 

 

Również prezydent Wiktor Janukowycz zachowywał się bardzo kurtuazyjnie i zapewniał Füle, że robi wszystko, aby relacje z UE były jak najlepsze. To znaczy – jak zapewnia prezydent – ukraińscy politycy pracują nad reformami między innymi po to, aby naprawić błędy popełnione podczas październikowych wyborów parlamentarnych, które nie spełniały demokratycznych standardów, i wyciągnąć z nich wnioski. Powtórzył też, że integracja europejska jest najważniejszym celem jego rządu.

 

Podczas czwartkowego wystąpienia Füle dał jasno do zrozumienia, że w najbliższym czasie nie ma możliwości, aby podpisać umowę stowarzyszeniową w innym terminie niż listopad 2013 roku. 

 

Próba przesunięcia go będzie błędem. „Żeby dać nowy polityczny impuls będzie trzeba czekać miesiącami, jeśli nie latami” – powiedział Füle. Komisarz wyjaśnił to, że przed 2016 roku nie będzie czasu na to, aby unijni politycy na poważnie zajęli się Ukrainą. W 2014 roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, potem będzie wybierana nowa Komisja Europejska. Natomiast w 2015 roku nie będzie sprzyjającej atmosfery na Ukrainie – odbędą się wybory prezydenckie. Komisarz potwierdził też wcześniejsze plotki, że istnieje lista kilkunastu punktów,  których wypełnienie przez Ukrainę jest konieczne, aby umowa stowarzyszeniowa była podpisana. Jednak nie podał ich do opinii publicznej i zaproponował: „Lepiej niech wasza władza sama przygotuje taki program reform”. 

 

Tymoszenko nie wyjdzie na wolność

 

Negocjacje w sprawie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą zaczęły się jeszcze w 2007 roku, jednak sprawa nabrała tempa wraz z dojściem do władzy Wiktora Janukowycza i podporządkowanej mu Partii Regionów. Spodziewano się – szczególnie liczyła na to Polska – że uda się parafować ją jeszcze pod koniec polskiej prezydencji, która przypadła na drugie półrocze 2011 roku. Ostatecznie w tym terminie udało się tylko zakończyć negocjacje. Parafowana została dopiero 30 marca 2012 roku. Przy czym starano się maksymalnie wyciszyć to wydarzenie, aby władza nie wykorzystała „europejskiego sukcesu” w wyborach parlamentarnych. Powodem tych opóźnień i wstrzymania podpisu przez UE były procesy byłej premier Julii Tymoszenko i byłego ministra spraw wewnętrznych Jurija Łucenki. W UE nikt nie ma wątpliwości, że sprawy te są polityczne i od ich rozstrzygnięcia zależą dalsze losy integracji europejskiej Ukrainy. 

 

Mimo uśmiechów i przytakiwań ukraińskich władz, zdają się one nie rozumieć tego problemu. Azarow w czwartek jeszcze mówił o tym, że trzeba spełniać wszystkie wymagania UE. Natomiast dzień później poinformował „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że ukraińscy więźniowie polityczni są „problemem krótkoterminowym”, na który władza nie ma wpływu. 

 

Umowa albo druga Białoruś?

 

Z jednej strony, UE wstrzymując umowę stowarzyszeniową pokazała, że sprawy Tymoszenko i Łucenki traktuje bardzo poważnie. Z drugiej, ukraińska władza miała możliwość usunięcia zapisów, z których była sądzona Tymoszenko (przekroczenie kompetencji służbowych), jednak zdominowana przez Partię Regionów Rada Najwyższa odrzuciła tę poprawkę. 

 

Ta determinacja i już poniesione koszty zapowiadają, że Janukowycz i jego otoczenie nie zmienią zdania i pozostawią opozycjonistów w więzieniu. 

 

„Bez wątpienia władza nie spełni wszystkich wymogów UE, taki wariant zakrawa o fantastykę. Przynajmniej jeden z głównych problemów – kwestia więźniów politycznych – nie zostanie rozwiązana, bo po prostu nie są tym zainteresowani, co wszyscy doskonale rozumieją. Tak samo jak nie jest zainteresowana przeprowadzeniem wielu reform, których wymaga UE” – mówi dziennikarz „Ukrajinśkiego Tyżnia” Miłan Lelicz. Jednocześnie wątpi on, aby Wspólnota Europejska całkowicie odwróciła się od Ukrainy. „Pojawienie się drugiej Białorusi przy jej wschodniej granicy, nie jest dla UE korzystne ani z politycznych, ani ekonomicznych względów” – stwierdza dziennikarz. Pytaniem otwartym jest, czy ciągłe straszenie „drugą Białorusią” wystarczy, aby unijni politycy ponownie zacisnęli zęby i podpisali, a później ratyfikowali umowę.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij