Świat

Ohio zdecydowało – jeszcze cztery lata!

Było gorąco. W pewnej chwili najwięksi stoicy chwycili za papier i ołówek. Dopiero po wyliczeniu, że nawet bez Florydy i Wirginii Obama nadal ma większość, oddychali z ulgą.

Wraz z zebraniem głosów w Ohio, wszystko staje się jasne. Mieszkańcy Columbus puchną z dumy, ich głos od dawna jest polityczną wyrocznią. Mimo że wyniki z kilku stanów nadal są nieoficjalne, o 23:30 staje się jasne, że Barack Obama ma reelekcję w ręku. Zamieszcza na Tweeterze romantyczne zdjęcie z Michelle w objęciach. Tweet „Jeszcze cztery lata” obiega świat w przeciągu kilku minut, bijąc rekordy popularności. Senat pozostaje demokratyczny, republikanie wciąż kontrolują Izbę Reprezentantów. Jak ludzie reagują na tę wiadomość? Większość stwierdza, że bardzo dobrze, że „to” się skończyło i można spokojnie iść spać. „Chciałbym zobaczyć teraz twarz Netanyahu”, komentuje ktoś z satysfakcją.

 

Jak należało się spodziewać, pokonanym początkowo ciężko utrzymać fason. Sztab Romneya chce przeliczać głosy w Ohio, a Trump wzywa naród do wyjścia na ulicę i zbiorowego protestu. Właściwie można powiedzieć, że w żadnym ze stanów-huśtawek się nie udało. Romney nie wygrał ani w Wirginii, ani Ohio, ani Pennsylwanii i choć, kiedy piszę te słowa, wciąż nie mamy oficjalnych wyników z Florydy, wydaje się, że również ten stan przypadnie Obamie. Nic dziwnego, że republikanie czują się zawiedzeni. Zwłaszcza, że podobno Romney miał napisaną piękną mowę prezydencką. Na 1118 słów.

 

Powraca kwestia głosów elektorskich, a konkretniej tego, do jakiego stopnia nie przekładają się na głos zwykłego wyborcy. W 2000 roku Bush pokonał Gore’a, choć ten zabrał więcej głosów w powszechnym głosowaniu. Demokraci byli wówczas niepocieszeni, republikanie triumfowali. Ciekawe, czy teraz równie chętnie strzec będą świętości konstytucji. Optymiści przewidują, że być może gorycz porażki Romneya pozwoli wprowadzić zmiany, które uczynią amerykańską demokrację bardziej demokratyczną. Ale większość jest zdania, że konstytucji nie da się ruszyć.

 

Podczas gdy amerykańska prawica usuwa się w cień, liżąc rany, liberałowie nie tracą czasu. Przegoniliśmy widmo Romneya, prawda, ale to dopiero początek, odgrażają się. Już kilka minut po ogłoszeniu wyników „Slate” publikuje prowokacyjny artykuł, zapewniając konserwatystów, że nie mają się czym przejmować. Ostatecznie żaden z Obamy socjalista, to po prostu umiarkowany republikanin. Ulepiony z tej samej gliny, co Dwight Eisenhower, Richard Nixon czy Gerald Ford. To pierwsze ostrzeżenie dla Obamy, że „jeszcze cztery lata” to nie po prostu „kolejne cztery lata”.

 

 

prawda jest taka, że „jeszcze cztery lata” stawiają przed Obamą nie lada wyzwanie. Naród jest podzielony jak nigdy wcześniej. Połowa ludzi w kraju uważa go za wcielenie zła. Druga połowa – żąda konkretniejszych działań

 

 

Przemowa, którą Obama wygłasza tej nocy, być może wywołuje emocje wśród zebranych w jego kwaterze, gdzie emocje podgrzewały się od kilku godzin. Emitowana w telewizji, nie robi większego wrażenia. Nie w porównaniu z tą z 2008 roku. To po prostu powtórka tego, co znamy na pamięć z ostatnich tygodni. Być może o to chodzi, być może właśnie należy to wszystko powtórzyć: zrobiliśmy to i to (miejsca pracy), musimy postawić na to i na to (nowa energia, edukacja). Ale prawda jest taka, że „jeszcze cztery lata” stawiają przed Obamą nie lada wyzwanie. Naród jest podzielony jak nigdy wcześniej. Połowa ludzi w kraju uważa go za wcielenie zła. Druga połowa – żąda konkretniejszych działań.

 

Krótko przed pierwszą w nocy na mównicę wszedł Romney. Podziękował komu trzeba i życzył prezydentowi sukcesów. Jedno jest pewne, umiarkowany gubernator z Massachusetts nie zdał egzaminu. Co oznacza, że republikanie prawdopodobnie znów postawią na konserwatystów, coraz bardziej odcinając się od młodych. Wolontariusze Obamy rozdawali czekającym w kolejkach pizzę i wodę mineralną. Na pięciu młodych demokratów, przypadał jeden wolontariusz od Romneya.

 

Choć atmosfera wyborów w niczym nie przypominała entuzjazmu sprzed czterech lat, w wyborach wzięła udział rekordowa liczba osób. Tym razem demokratów i tzw. „niezależnych” nie napędzała nadzieja, napędzał ich strach. Następne cztery lata mają być lepsze od poprzednich, przestrzega „New York Times”. Wygrana Obamy to nie coś, co należy świętować szampanem. To po prostu druga szansa.  

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.