Świat

Konfucjanizm, maoizm, pragmatyzm?

Komunistyczna Partia Chin właśnie wybiera nowe przywództwo. Ale to nie personalne zmiany są największym wyzwaniem, przed jakim stoi Państwo Środka.

„W czasie podróży do Chin najbardziej uderzyła mnie masa pomników, plakatów, napisów, zdjęć oraz obrazów z wizerunkiem towarzysza Mao. Oblicze nieżyjącego dyktatora towarzyszy przybyszowi z Europy wszędzie” – tak swoje wrażenia z wizyty w Państwie Środka opisał Paweł Lisicki („Uważam Rze”, 29.07.2012). Byłem w Chinach w tym samym czasie, co redaktor naczelny prawicowego tygodnika (nasze drogi przecięły się nawet w jednym z pekińskich hoteli), jednak moje wrażenia były diametralnie inne.

Największym zaskoczeniem był dla mnie właśnie brak postaci Mao w przestrzeni publicznej. Wielki portret założyciela komunistycznych Chin wisi co prawda nad wejściem do Zakazanego Miasta przy placu Tiananmen, a jego twarz spogląda z banknotów – ale to właściwie wszystko. Nie widziałem go nawet w gminnych i dzielnicowych siedzibach partii komunistycznej czy lokalnych władz i na wyższych uczelniach. Za to aż roiło się od straganów z T-shirtami z twarzą Przewodniczącego. Odniosłem wrażenie, że podobizna Mao to w dzisiejszych Chinach bardziej pamiątka z podróży dla obcokrajowców niż wyraz politycznej namiętności.

Pragmatyzm zamiast maoizmu

Oficjalna chińska doktryna stanowi, że „Mao miał w 70 procent spraw rację, a w 30 procentach się mylił”. Odwoływanie się do maoizmu raczej utrudnia dziś karierę w szeregach Komunistycznej Partii Chin. Dramatyczne wydarzenia z okresu rewolucji kulturalnej wciąż stanowią traumę dla chińskiego społeczeństwa, obawiającego się powrotu do koszmarów z przeszłości. Dominujący wśród chińskich elit władzy pragmatyzm to swoista reakcja na wydarzenia z lat 1965–1976.

Młody profesor szkoły partyjnej i jednego z pekińskich uniwersytetów, pytany o nurty ideowe w partii, stwierdza, że maoiści stanowią dość marginalną grupę, głównie wśród starszego pokolenia partyjnych oficjeli. Większość z ponad 80 milionów członków KPCh wspiera politykę „reform i otwarcia” („reform and opening up”) na rzecz budowy „socjalizmu z chińskimi cechami” („socialism with Chinese characteristics”). To właśnie zwolennicy kursu rozpoczętego przez Deng Xiaopinga w ostatnich dekadach ubiegłego wieku będą dominować podczas rozpoczynającego się 8 listopada XVIII zjazdu KPCh.

Najmłodszym delegatem jest 21-letni złoty medalista igrzysk olimpijskich w pływaniu Jiao Liuyang. Według chińskich mediów 30,5 procent uczestników zjazdu wywodzi się z lokalnych podstawowych organizacji partyjnych (więcej o 2,5 proc. niż na poprzednim zjeździe w 2007 r.). Funkcyjni członkowie partii będą stanowić 69,5 procent (o 2 proc. mniej), a z 51 do 169 wzrosła liczba robotników. KPCh przedstawia te dane jako przykład demokratyzacji życia partyjnego. Jej przedstawiciele zwracają też uwagę na zachodzącą zmianę pokoleniową: aż 1640 delegatów (na 2270) zapisało się do partii już po śmierci Mao i rozpoczęciu w 1976 roku rynkowych reform.

Nadchodzą trudne czasy

XVIII zjazd KPCh przypada na spowolnienie trwającego od trzech dekad wzrostu gospodarczego w Chinach. Wydaje się więc, że od personalnych rozstrzygnięć na szczytach władzy (wiadomo, że na stanowisku szefa partii Hu Jintao zastąpi Xi Jinping) ważniejsze jest określenie przez nowe przywództwo strategii rozwoju kraju.

Widać dziś bowiem wyraźnie, że model opierający się na eksporcie i taniej sile roboczej przestaje przynosić tak okazałe rezultaty jak dotychczas.

Rosnące płace powodują, że wzrastają koszty pracy i produkcja zaczyna być przenoszona do krajów sąsiednich, np. Kambodży. Problemem Chin są także powiększające się różnice pomiędzy jakością życia w miastach i na prowincji.

Dyskusję o ustroju społeczno-gospodarczym Chin prowadzą elity intelektualne i partyjne. Mark Leonard, szef think tanku European Council on Foreign Relation, w niezwykle interesującej książce What Does China Think? (polskie wydanie pt. Zrozumieć Chiny, 2009) rysuje na podstawie licznych rozmów z przedstawicielami KPCh linię sporu pomiędzy „nową prawicą” a „nową lewicą”. Przedstawiciele tego pierwszego nurtu optują za dalszymi reformami rynkowymi w duchu neoliberalnym; ci drudzy odwołują się do programu bliższego myśleniu socjaldemokratycznemu i zwracają uwagę na rosnące nierówności społeczne oraz potrzebę rozwoju usług publicznych.

Niewątpliwym wyzwaniem dla chińskiej gospodarki jest jej przekształcenie z modelu imitacyjnego w innowacyjny. Choć władze inwestują w naukę i badania oraz kładą wielki nacisk na rekrutację najlepszych kadr w administracji i gospodarce, to Chiny wciąż nie doczekały się rodzimych „microsoftów”, czyli silnych firm w obszarze zaawansowanych technologii. Ich wysiłki muszą budzić jednak respekt. Podczas wizyty w mieście Shenyang miałem okazję zwiedzić imponującą siedzibę tamtejszej politechniki oraz założoną przez jej kadrę naukową firmę specjalizującą się w oprogramowaniu i nowoczesnych technologiach.

Wielu ekspertów podkreśla, że barierą dla innowacyjności chińskiej gospodarki jest konfucjańska tradycja oraz współczesne, autorytarne rządy, które tłumią kreatywność jednostek, nieszablonowość i oryginalność rozwiązań. Czy zatem wymogi rozwoju gospodarczego będą sprzyjać demokratyzacji systemu politycznego?

Eksperymenty z demokracją

Trudno sobie wyobrazić radykalne zmiany na tym polu. Słowa: „stabilizacja” i „harmonijny rozwój” to stałe elementy oficjalnego słownika politycznego w Chinach. Gwarantem tych wartości mają być rządy KPCh. Określenia te nie są tylko elementem nowomowy uzasadniającej monopol partii komunistycznej, ale stanowią też odzwierciedlenie obaw Chińczyków przed powrotem do gwałtownych konfliktów wewnętrznych, które wstrząsały Chinami w ostatnich stuleciach. Warto dodać, że w tym liczącym 1 339 mln mieszkańców kraju żyje 56 grup etnicznych.

Mimo tego w ostatnich latach w różnych zakątkach kraju władze eksperymentują ze zwiększaniem wpływu obywateli na życie lokalne i rozszerzaniem demokratycznych mechanizmów podejmowania decyzji. Władze miast Wenling i Baimiao opublikowały miejskie budżety wraz ze szczegółową listą wydatków. Mark Leonard opisuje z kolei eksperyment z demokratycznymi wyborami na lokalne stanowiska w powiecie Pingchang. Te i inne testy obywatelskiej partycypacji w Chinach są starannie planowane i obserwowane, a ich rezultaty podlegają wnikliwej ocenie. Zajmują się tym współpracujące z władzą eksperckie think tanki, których jest już Państwie Środka prawie pół tysiąca!

Jakie wartości wyznają Chińczycy?

Wydaje się jednak, że Chiny muszą stawić czoła dużo bardziej skomplikowanemu problemowi niż kłopoty gospodarcze czy reformy polityczne. Robert L. Kuhn na łamach „China Daily” pyta w przedkongresowym artykule: „W co wierzą Chińczycy?”. I wskazuje, że dla przyszłości Państwa Środka niezwykle istotna jest sfera przekonań i wartości wyznawanych przez jego mieszkańców. Autor opisuje gwałtowne zmiany kulturowe, jakie zachodzą w chińskim społeczeństwie na przestrzeni ostatnich dekad: od idei konfucjańskich, przez ekstremalne postulaty rewolucji kulturalnej, wspólnotowe i kolektywne idee komunizmu po wolnorynkowy indywidualizm.

W związku z reformami gospodarczymi zwłaszcza ta ostatnia postawa zaczyna być szczególnie widoczna i przejawia się nierzadko w postaci ekscesów szokujących opinię publiczną. W 2006 roku młody chłopak pomógł starszej kobiecie dotrzeć do szpitala, która przewróciła się na ulicy i złamała nogę. W ramach „podziękowań” starsza pani oskarżyła go o spowodowanie jej upadku. Sąd skazał chłopaka na bardzo wysoką grzywnę (5600 euro). Gdy pięć lat później samochód potrącił na jednej z ulic dwuletnią dziewczynkę, nikt nie udzielił jej pomocy. Obok jej ciała przeszło bez żadnej reakcji osiemnastu przechodniów, a następnie najechał na nią jeszcze jeden samochód. Wypadek ten sprowokował dyskusję o zmianach w chińskiej mentalności i zachowaniach spowodowanej rynkowymi reformami promującymi indywidualizm.

W chińskim społeczeństwie zmienia się też pozycja kobiet, które odgrywają coraz większą rolę w gospodarce, polityce, nauce. Zachodzą wielkie przemiany obyczajowe: jeszcze w 1995 roku seks przedmałżeński był nielegalny, a homoseksualizm był przestępstwem do roku 1997. Dziś większość społeczeństwa uważa, że homoseksualiści powinni mieć takie same możliwości jak osoby heteroseksualne. Rośnie liczba rozwodów: z 2 procent w 1970 roku do 20 procent obecnie

Gwałtowny rozwój gospodarczy przyniósł Chinom wiele korzyści: miliony osób awansowały społecznie, rozrosła się chińska klasa średnia, a sam kraj stał się ważnym aktorem na światowej arenie. Coraz wyraźniej widać dziś jednak systemowe ograniczenia tego modelu i problemy, które rodzi. Stawienie im czoła będzie najważniejszym wyzwaniem dla nowego przywództwa Państwa Środka.

Bio

Michał Syska

| dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a we Wrocławiu
Dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a we Wrocławiu. Publicysta (publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku", "Trybunie", "Krytyce Politycznej", "Przeglądzie", "Le Monde Diplomatique"). Działacz społeczny.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.