Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Talibowie, przywódcy-drapieżcy i pilna potrzeba komunizmu

Potrzebujemy trybu ogólnoświatowej koordynacji, który umożliwi nam podejmowanie zbiorowych, inteligentnych decyzji i ich wdrażanie. Powinno to sięgać poza poziom państwa i poza zasady rynku.

ObserwujObserwujesz
Nayib Bukele i Muhammad ibn Salman
Walka

1

7 stycznia 2026 roku talibski emir wydał dekret obejmujący dwa zapisy, w którym formalnie przyjął nowe Rozporządzenia dot. postępowania karnego dla sądów (119 artykułów, 3 rozdziały, 10 sekcji) i ogłosił, że nowe przepisy wchodzą w życie z chwilą podpisania dekretu. Stanowią o dalszym podporządkowaniu kobiet, normalizują przemoc wobec nich, legalizują niewolnictwo, formalnie dzieląc społeczeństwo na osoby „wolne” i „niewolne”, ustanawiają cztery klasy społeczne, praktyczną bezkarność religijnych uczonych oraz tzw. szlachetnie urodzonych, a także nakładają surowsze kary na osoby określane mianem „nizin klasowych”.

Konsekwencje prawne uzależnione są odtąd nie tyle od popełnionych czynów, ile od statusu społecznego. Wobec elit można zastosować ostrzeżenia bądź wezwania, natomiast wobec uboższych karę więzienia, zastraszanie oraz kary cielesne. Owa skodyfikowana hierarchia stanowi instytucjonalne ramy dyskryminacji, które sprawiają, że osoby najbardziej zmarginalizowane ponoszą najcięższe kary.

Talibskie prawo: legalna przemoc wobec kobiet, niewolnictwo i systemowa hierarchia kar

Przemoc jest nie tylko tolerowana, ale także delegowana. Każdy muzułmanin, będąc świadkiem domniemanego „grzechu”, ma prawo wymierzyć tazir (karę za przestępstwa określaną przez sędziów bądź przywódców państwa) na miejscu zdarzenia, będąc zobowiązanym do „przeciwdziałania złu”. Według przepisów mężowie mogą wymierzać kary żonom. Artykuł 32. stanowi: „Jeśli mąż uderzy żonę wymierzając nadmierną karę bicia, co doprowadzi do złamania, uszkodzenia bądź pojawienia się na jej ciele sińców, zaś żona udowodni swoje roszczenie przed sądem, mąż uznawany jest za przestępcę; sędzia skazuje go wówczas na 15 dni pozbawienia wolności”. Co zatem gdy żona, terroryzowana przez męża, ucieknie z powrotem do swoich rodziców? Jeśli mąż zażąda jej powrotu, a ona nie posłucha, dopuści się czynu karalnego.

Czytaj także Wielki powrót ideologii. Jak prezydent został bogiem Slavoj Žižek

Według artykułu 70. zmuszanie zwierząt i ptaków do walki stanowi przestępstwo, karą za nie jest pięć miesięcy pozbawienia wolności. „Osoba, która sprawia, że zwierzęta – takie jak psy, wielbłądy, owce i im podobne zwierzęta – lub ptaki, takie jak koguty, przepiórki czy kuropatwy – zmuszone są do walki, uznana zostaje za przestępcę; sędzia skazuje ją na pięć miesięcy pozbawienia wolności”. Ta różnica w wymiarze kar daje sygnał żyjącemu pod rządami talibów społeczeństwu, że w ramach ich systemu prawnego przemoc wobec kobiet jest traktowana mniej poważnie niż okrucieństwo wobec zwierząt.

Jest też Artykuł 48., który rozszerza represje na życie prywatne i rodzinne poprzez dopuszczenie wymierzania kary nawet w przypadku braku jakichkolwiek czynów karalnych. „Wymierzenie tazir dla dobra publicznego jest dopuszczalne nawet jeśli nie doszło do przestępstwa – na przykład, tazir wymierzony przez ojca dziesięcioletniemu dziecku za pominięcie modłów bądź podobne przewiny”.

Czy krytyka talibów jest „zachodnia”? Uniwersalizm, islamofobia i spór o prawa człowieka

Trzeba przyznać, że jest coś niemal odświeżającego w takim wprost antyfeministycznym stanowisku, które namawia do brutalnego rozprawiania się z wrogami: tu akurat liberał z Zachodu natyka się na to, co odrzuca, w najczystszej, pozbawionej wszelkiej niejasności postaci – eliminuje to potrzebę jakichkolwiek głębokich analiz mechanizmów ideologicznych. Należy także wziąć pod uwagę, że reżim talibów cieszy się niekłamanym poparciem w wielu zacofanych regionach Afganistanu, więc gdyby to, co nazywamy „wolnymi wyborami”, miało się teraz odbyć w Afganistanie, jest szansa, że talibowie zdobyliby większość.

Można byłoby powiedzieć – jakkolwiek się między sobą różnimy, wszyscy zgadzamy się co do tego, że podejście talibów jest nie do przyjęcia! Do pewnego stopnia i ja zgadzam się z tym stwierdzeniem. Gdy pada oskarżenie o „islamofobię”, a ktoś ją uprawia, odpowiadam: jeśli bezwarunkowo odrzucamy kodeks karny talibów, czy rzeczywiście czynimy to z pozycji z zewnątrz, z Zachodu? Czy feministyczny opór w Afganistanie (czy Iranie) nie jest jasnym sygnałem, że samo społeczeństwo afgańskie jest podzielone i wewnętrznie zantagonizowane?

Powinniśmy odrzucić „antyimperialistyczną” postawię BRICS, mówiącą: nie narzucajcie swoich wartości talibom, ponieważ stosowanie rzecznictwa praw człowieka i demokracji z zewnątrz samo w sobie stanowi najwyższą formę terroru i jest brutalnym podważaniem szczególnych kultur innych ludzi. Zgodnie z takim poglądem w lipcu 2022 roku Rosja jako pierwsza formalnie uznała rząd talibów w Afganistanie, zaznaczając tym samym zmianę kierunku i dążenie do zacieśnienia stosunków dwustronnych oraz strategicznego zaangażowania – Putin nazwał talibów „sojusznikami w walce z terroryzmem”.

Jako stary lewicowy rzecznik uniwersalizmu powiedziałbym tak: nie ma sprawy, poddajmy bezwzględnej krytyce nie tylko „ekstremizm” talibów, ale i całą muzułmańską tradycję – byleśmy tylko nie zapomnieli o własnym w niej udziale. W przypadku Afganistanu oznacza to pamiętanie, że aż do puczu komunistów (i bezpośredniej interwencji Związku Radzieckiego, jaka po nim nastąpiła), Afganistan był stosunkowo otwartym społeczeństwem o bogatym życiu społecznym, a wybuch muzułmańskiego fundamentalizmu nastąpił w ramach oporu (wspieranego przez USA) wobec komunistycznej modernizacji.

Czytaj także Jak zaprowadzić pokój? Zabić wszystkich wrogów Slavoj Žižek

Muzułmański fundamentalizm jest zatem częścią naszego zglobalizowanego świata, gdzie decydującym czynnikiem jest gospodarka rynkowa. To nietrafiona próba opanowania sytuacji. Zatem teraz lewicowy uniwersalista powinien szukać powiązań, solidarności w walce – pomiędzy ludźmi w Afganistanie, opierającymi się ideologicznemu szaleństwu talibów, a ludźmi na Zachodzie, którzy mają świadomość głębokiego kryzysu liberalno-demokratycznego modelu kapitalistycznego.

Nayib Bukele i Muhammad ibn Salman – nowi drapieżcy

Jednym z najświeższych przejawów owego kryzysu jest wyłonienie się nowej formy przywódców, których Giuliano da Empoli nazywa „drapieżcami”. Czy to wybranych demokratycznie, czy autokratów sprawujących władzę bez poszanowania obyczajów bądź systemu prawnego, w celu całkowitej transformacji ich krajów. Choć w działaniach Trumpa, Putina i Xi da się zauważyć aspekty drapieżnictwa, dwa przypadki jego czystej formy to Nayib Bukele i Muhammad ibn Salman (MbS). Obaj na drapieżną modłę wzięli się za wielkie problemy swoich krajów, których nie dało się rozwiązać w ramach ustanowionych systemów politycznych.

Po dojściu do władzy w lipcu 2019 roku Bukele wprowadził w życie Plan kontroli terytorialnej, którego celem było zmniejszenie wskaźnika zabójstw w Salwadorze, wynoszącego 38 na 100 tys. ludzi. W pierwszym roku jego rządów ich liczba spadła o 50 procent. Gdy w jeden marcowy weekend 2022 roku gangi zamordowały 87 osób, Bukele zainicjował ogólnokrajową obławę, w wyniku której do grudnia 2024 roku aresztowano 85 tysięcy osób mających domniemane powiązania z gangami. Jak tego dokonał? Członkowie gangów w Salwadorze mieli wytatuowane symbole wskazujące na przynależność do organizacji i zajmowaną w niej pozycję, więc Bukele po prostu nakazał aresztować wszystkich wytatuowanych mężczyzn i osadził ich w ogromnych więzieniach, gdzie nie mają żadnej prywatności i przetrzymywani są bezterminowo. A teraz rozbudowuje te więzienia, aby móc w nich osadzać osoby z innych krajów (np. nielegalnych imigrantów ze Stanów Zjednoczonych).

Prędko były wyniki: odsetek zabójstw w Salwadorze spadł w 2024 roku do 1,9 na 100 tys. ludzi, jednego z najniższych poziomów w obu Amerykach. W tym samym roku Bukele ponownie wystartował w wyborach prezydenckich, które po tym, jak Sąd Najwyższy zmienił interpretację konstytucyjnych zapisów zakazujących bezpośredniej reelekcji., wygrał z 85 proc. głosów. Bukele cieszy się w Salwadorze dużą popularnością – podczas całego okresu prezydencji jego wskaźnik poparcia utrzymywał się na poziomie powyżej 90 proc. Jest popularny w całej Ameryce Łacińskiej. Krytycy narzekają, że pod jego rządami Salwador doświadczył regresu demokratycznego, ale to krytyka nietrafiona: Bukele otwarcie podkreśla, że jest na bakier z demokratycznym systemem prawnym, wskazując, że tak właśnie rozwiązuje się problemy, z czym wyborcy masowo się zgadzają.

Muhammad ibn Salman de factorządzi w Arabii Saudyjskiej. Od momentu, gdy w 2017 roku namaszczono go na następcę tronu, przeprowadził cały szereg liberalnych reform społecznych i gospodarczych. Wśród nich znalazło się ukrócenie wpływów religijnego establiszmentu wahabitów poprzez ograniczenie władzy policji religijnej oraz rozszerzenie praw kobiet, (zniesienie zakazu prowadzenia pojazdów w 2018 roku, osłabienie systemu męskiej opieki w 2019). Tyle że MbS dokonał tego wszystkiego, stojąc na czele autorytarnego rządu, który nadal więzi osoby aktywistyczne działające na rzecz praw kobiet, stawiając im zarzuty o terroryzm. Ci, których uznaje się na politycznych dysydentów, są poddawani systematycznym represjom w postaci aresztowań, tortur i egzekucji, także za krytykę wyrażaną w internecie.

W latach 2017-2019 MbS przeprowadził czystki wśród swoich konkurentów z saudyjskich elit politycznych i gospodarczych. W ramach platformy antykorupcyjnej przejął aktywa i gotówkę o wartości 800 miliardów dolarów amerykańskich, cementując tym samym swoją kontrolę nad saudyjską sceną polityczną. Sposób, w jaki tego dokonał, stał się jego znakiem rozpoznawczym, nawet bardziej niż zabójstwo Dżamala Chaszukdżiego. Zaprosił członków saudyjskich elit do jednego z najbardziej luksusowych hoteli, po czym więził ich tam dotąd, aż zgodzili się oddać państwu większość swojego majątku. Choć MbS popełnił wiele błędów, podobnie jak Bukele, właściwie mu się udało – oto zmienia Arabię Saudyjską w nowoczesne i bardziej otwarte państwo. Smutny wniosek jest taki, że w obu przypadkach drapieżność się sprawdziła.

Czytaj także Žižek: Ostatnie, co może nas wyzwolić, to wisielczy humor Slavoj Žižek

Pojawienie się drapieżców pełni funkcję (dla niektórych nieoczekiwanej) drugiej strony faktu, którym masowe media stale nas bombardują: że sztuczna inteligencja i jej algorytmy już kontrolują i regulują nasze życie, że ludzka sprawczość maleje, jako że SI nie tylko oferuje sposoby realizacji politycznych czy wojskowych celów, ale nawet te cele definiuje. Tymczasem pojawienie się przywódców-drapieżców oznacza gwałtowny powrót ludzkiego przywództwa w formie całkowicie nieprzewidywalnej, napędzanej skrajnie indywidualnymi cechami – pamiętajmy, jak Trump uzasadnia swoje decyzje przy użyciu pierwszoosobowej narracji o tym, jak się czuje bądź jak postrzega daną sytuację. Uzasadniając atak na Iran powiedział, że nie podobał mu się przebieg negocjacji i niepokoiły go groźby Iranu.

Dlaczego rodzą się „drapieżni” przywódcy? Kryzys globalnej koordynacji

Skąd bierze się potrzeba takich drapieżców? Tu na scenę wkracza marksizm. Zacznę jednak powołując się na osobę, która ewidentnie marksistką nie jest, Sabine Hossenfelder, a która w swoim niedawnym podkaście Dlaczego boimy się przyszłości powiedziała:

„Odpuściliśmy sobie zmianę klimatu. To nie wróży nic dobrego dla przyszłości naszego gatunku”. Jeśli mamy raka i jak najszybciej się zoperujemy, tymczasowo będzie nam źle, ale unikniemy gorszych następstw później. „Taka właśnie jest zmiana klimatu, nie tylko na poziomie jednostek, ale całego gatunku. Im bardziej wzrośnie temperatura, tym więcej wysiłku trzeba będzie włożyć w dostosowanie się i ograniczenie szkód. Moglibyśmy zatem nieco gorzej mieć w życiu teraz, aby uniknąć czegoś zgoła gorszego później. Ale tego nie robimy. Dlaczego?”

Gdyby obserwowała nas jakaś obca istota, doszłaby do następujących wniosków: „Ludzie napotkali problem, którego rozwiązanie wymagało ogólnoświatowej koordynacji. Jednakże jedynym systemem ogólnoświatowej koordynacji, jaki mieli, były gospodarki rynkowe. A ludzie nigdy nie postarali się, aby owe gospodarki rynkowe należycie uwzględniały szkody środowiskowe. Co oznaczało, że jedyny system ogólnoświatowej koordynacji, jakim ludzie dysponowali, działał na ich niekorzyść. Musieliby naprawić samą koordynację, a nie tylko majstrować przy pojedynczych słowach w porozumieniach, których i tak mieli nie stosować”.

Czytaj także Žižek: Fundamentalizm zwyrodnialców Slavoj Žižek

To martwi Hossenfelder, ponieważ: „Oznacza, że jesteśmy niemal na pewno zbyt głupi, aby rozwiązać inne problemy. Dobrym przykładem jest uregulowanie sztucznej inteligencji. Rozpaczliwie musimy zwiększyć naszą zdolność do podejmowania zbiorowych decyzji” – kolektywnych, inteligentnych decyzji w oparciu o właściwe informacje.

Brzmi naiwnie, ale trafia w sedno: potrzebujemy trybu ogólnoświatowej koordynacji, który umożliwi nam podejmowanie zbiorowych, inteligentnych decyzji i ich wdrażanie. Powinno to sięgać poza poziom państwa i poza zasady rynku. Nawet pobieżna analiza jasno pokazuje, że ustanowienie takiego nowego mechanizmu instytucjonalnego oznacza ni mniej, ni więcej to, co marksiści nazywają przekształceniem trybu produkcji: zmianę wprowadzającą społeczny nadzór nad gospodarką rynkową i nowy sposób odnoszenia się do środowiska naturalnego, zmianę całej sfery politycznej i sfery administracji państwowej, zerwanie z tym, jak na podstawowym zbiorowym poziomie rozumiemy samych siebie. A czyż jedyną nazwą, jaką mamy na określenie takiego nowego porządku, nie jest „komunizm”?

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie