Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Chanuka i izraelski Braun, albo czemu Żydzi nie śpiewają kolęd w Knesecie

Krytykując Izrael nie możemy zapominać, że te same mechanizmy, które doprowadziły do radykalizacji izraelskiego społeczeństwa, obserwujemy dziś w naszym kraju.

Walka

Artykuł dotyczący obchodów Chanuki w polskim sejmie cieszył się dużą popularnością i wywołał falę komentarzy, również krytycznych. Z uwagi na zawłaszczenie symbolu Chanuki przez środowiska prozachodnich jastrzębi pokroju Toma Rose’a, a także instrumentalne wykorzystanie żydowskich symboli celem ocieplania wizerunku Izraela, ceremonia ta budzi u części opinii publicznej zrozumiały sprzeciw. Argumenty przeciwko sejmowej chanuce (przynajmniej w obecnej formie) zebrał i przedstawił Paweł Jędral w swoim artykule. Jego polemika stanowiła miłą odmianę od dotychczasowego dyskursu na temat miejsca żydowskich symboli w polskim życiu publicznym – zdominowanego przez rasistowską retorykę i myślenie spiskowe. Z niezrozumiałych dla mnie powodów mainstreamowe media postanowiły udzielić głosu w tej sprawie głównie postaciom pokroju Lecha Dybika, który w reakcji na Chanukę w sejmie domagał się, aby „Żydzi zaczęli śpiewać kolędy”.

Czytaj także Zbyt religijna, zbyt syjonistyczna, zbyt żydowska. W obronie Chanuki w sejmie Aleksander Kamkow

Można by odpowiedzieć, że polscy Żydzi już raz śpiewali kolędy. W trakcie nazistowskiej okupacji żydowskie dzieci masowo uczyły się katolickich pieśni i modlitw, by zwiększyć swe szanse na przetrwanie po „aryjskiej” stronie. W reakcji Dybika ujawnia się powszechna u Polaków o chrześcijańskim pochodzeniu ignorancja w temacie Zagłady. To jednak temat na osobny artykuł bądź nawet książkę.

Znamienne jest, że w samym Izraelu ma miejsce bliźniaczo podobny spór na temat roli, jaką mniejszościowe symbole religijne odgrywać mają w życiu publicznym. Arabscy posłowie do Knesetu domagali się w przeszłości postawienia choinki w parlamencie w geście solidarności z palestyńskimi chrześcijanami. Postulat ten obudził u części Izraelczyków ich głęboko zakorzenione lęki i wywołał u izraelskiej prawicy moralną panikę.

Zbiorowa reakcja na chrześcijańską symbolikę w Izraelu – i na żydowskie symbole w Polsce – powinna skłonić nas ku potrzebnej refleksji nad kondycją moralną obu społeczeństw. Oraz do dostrzeżenia uderzających podobieństw między polską i izraelską mentalnością.

W dobie moralnego absolutyzmu i źle rozumianej pryncypialności coraz rzadziej zadajemy sobie pytanie o stan sumienia własnej grupy – skupiając się niemal wyłącznie na odpowiedzialności innych klas, wspólnot i narodów. To z kolei rodzi niebezpieczeństwo, że będziemy powielać te same dyskryminujące schematy myślenia, przeciwko którym występujemy.

Afera choinkowa w Knesecie

Izraelska afera o bożonarodzeniowe symbole wybuchła pod koniec 2013 roku. Doszło do niej po tym, jak przedstawiciel lewicowej koalicji Hadasz, Hanna Swaid, wystąpił z oficjalnym wnioskiem do przewodniczącego parlamentu o postawienie w nim choinki. Swaid, Palestyńczyk z izraelskim paszportem, jest jednym z niemal 200 tysięcy żyjących w Izraelu chrześcijan. Około 80 proc. z nich to arabscy chrześcijanie. W Izraelu od wieków żyją też inne chrześcijańskie mniejszości, jak Ormianie czy Etiopczycy.

Czytaj także Co było nie tak z Chanuką w polskim sejmie? Paweł Jędral

Swój wniosek Swaid uargumentował potrzebą okazania solidarności z chrześcijańską mniejszością w Izraelu – kraju, w którym rytm pracy szkół i urzędów wyznacza kalendarz żydowski, a żydowskie symbole religijne, jak chanukija czy mezuzy, są obecne w gmachach administracji publicznej. Swaid zwracał też uwagę na akty wandalizmu i mowy nienawiści wymierzone w palestyńskich chrześcijan, do których doszło najpierw zimą 2012 roku, a następnie pod koniec 2013 roku. „Śmierć chrześcijanom-poganom” i „Zemsta ludu Izraela nadchodzi” – głosiły napisy wymalowane na murach Bazyliki Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie. Zgodnie z ustaleniami izraelskiej policji ich autorami byli młodzi żydowscy ultranacjonaliści zainspirowani ideologią kahanizmu.

Spiker Knesetu Yuli-Yo’el Edelstein pozostał jednak nieprzejednany. I to pomimo argumentów Swaida, że choinki w swych domach ma też wielu Żydów żyjących w kręgu kultury zachodniej, przede wszystkim w USA. „W odpowiedzi na Pańską prośbę, […] uprzejmie odpowiadam, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawił Pan choinkę w swoim biurze albo żeby pańska frakcja poselska postawiła ją w sali frakcyjnej. Jednak nie uważam za stosowne nakazywać ustawienia choinki w sposób, o jaki Pan prosił” – odpowiedział Swaidowi z dyplomatycznym wdziękiem.

„Te symbole przypominają wielu Żydom o prześladowaniach, jakich ich przodkowie doświadczyli w Europie” – bronił swej decyzji Edelstein w wywiadzie radiowym, którego udzielił kilka dni później. Ostrzegał również, że eksponowanie w Knesecie bożonarodzeniowych dekoracji doprowadzi do efektu równi pochyłej. W konsekwencji, kto wie, być może obok parlamentarnej menory staną krzyż i półksiężyc.

O krok dalej poszedł Nissim Ze’ev, przedstawiciel religijnej partii Szas, który powołał się na dobrze znany z polskiego podwórka argument obrazy uczuć religijnych. „To jest państwo Żydów, a postawienie choinki obraziłoby nasze uczucia” – argumentował. Charakter sprzeciwu wobec symboli chrześcijańskiej mniejszości w izraelskim parlamencie najpełniej oddają jednak słowa Uriego Ari’ela, posła ze skrajnie prawicowej partii Żydowski Dom: „Kneset powinien być jak latarnia morska dla państwa Izrael, ponieważ wyznacza żydowską drogę” – ogłosił, by po chwili dodać, że postawienie w Knesecie choinki może „zaszkodzić żydowskiemu charakterowi państwa, zdeptać jego tradycje i uczynić Izrael państwem wszystkich jego obywateli”. Nie tylko zatem w Polsce największą zmorą prawicowych polityków pozostaje zagrożenie, że ich państwo mogłoby kiedyś należeć do wszystkich jego mieszkańców, w tym do przedstawicieli mniejszości etnicznych, seksualnych i religijnych.

Choinka powróciła jednak w mury Knesetu. I to dosłownie, bo w 2021 roku poseł Ayman Odeh – Palestyńczyk z izraelskim obywatelstwem – umieścił świąteczne drzewko w parlamentarnej siedzibie Hadaszu. Choć Ayman jest muzułmaninem, konsekwentnie podkreśla, że symbole chrześcijańskiej mniejszości zasługują na widoczność zarówno w Izraelu, jak i na okupowanych terytoriach Palestyny. „Boże Narodzenie jest częścią kultury ludzi urodzonych w tym kraju” – zauważył. „Ludność arabska składa się z muzułmanów, chrześcijan i Druzów, tak samo jak koalicja Hadasz i jej zaplecze. To dla nas naturalne, że obchodzimy święta wszystkich naszych kolegów”. Co znamienne, inicjatywa uczczenia Bożego Narodzenia w Knesecie wyszła od Aymana Odeha, a nie od jego jedynej chrześcijańskiej koleżanki partyjnej w ówczesnym parlamencie, Aidy Toumy-Suleiman z Nazaretu.

Próba symbolicznego uczczenia chrześcijańskiego święta nie spodobała się izraelskiej prawicy. Keti Shitrit, parlamentarzystka z ramienia macierzystej partii Benjamina Netanjahu – Likudu – postanowiła sprzeciwić się wniesieniu świątecznego drzewka do budynku Knesetu, choć niespełna metrowa, plastikowa choinka była ukryta głęboko w partyjnych kuluarach, w zgodzie z zaleceniami powiązanego z Likudem spikera Edelsteina. „Według mnie ważnym jest, aby być wrażliwym na opinię publiczną i zapobiec ustawieniu choinki w parlamencie państwa żydowskiego, choć jednocześnie szanuję osoby o innych tradycjach” – ogłosiła.

Czytaj także Były izraelski żołnierz walczy o wolną Palestynę. „Należałem do organizacji terrorystycznej” Paweł Jędral rozmawia z Yonatanem Shapirą

Nie tylko w Knesecie miała miejsce burzliwa dyskusja na temat bożonarodzeniowych dekoracji w izraelskiej przestrzeni publicznej. Do skandalu doszło w 2016 roku, gdy studenci uniwersytetu Technion w Hajfie postawili niewielkie drzewko w siedzibie studenckiego samorządu. W reakcji uczelniany rabin El’ad Dokov zakazał religijnym studentom wstępu do siedziby samorządu i korzystania z mieszczącej się w nim stołówki do momentu, gdy choinka zostanie z niej usunięta.

W artykule, który ukazał się na łamach narodowo-religijnego serwisu internetowego Srugim, Dokov lamentował, że obecność choinki na kampusie pozwala zaistnieć „religijnej tożsamości chrześcijańskiej w samym sercu Technionu”. Przekonywał także, że symbolika choinki jest „problematyczna”, bo ma „pogański”, a nie „chrześcijański” charakter. Niniejszym w obrębie jednej wypowiedzi zaatakował chrześcijańskie tradycje, udając jednocześnie neutralnego obserwatora, pozbawionego uprzedzeń względem chrześcijańskich sąsiadów. Zastosował tutaj toporną, ale skuteczną metodę manipulacji, dobrze znaną z korytarzy polskiego sejmu, na których posłowie Konfederacji Korony Polskiej nieustannie atakują żydowskość i jej symbole, udając przy tym, że w istocie wcale nie walczą z Żydami, a jedynie z chasydami z Chabad-Lubawicz i rasistowskim talmudyzmem.

Chrześcijańskie symbole jako mroczne duchy przeszłości

Żydówki i Żydzi mają prawo kojarzyć chrześcijańskie symbole z dyskryminacją i prześladowaniami. Wszakże chrześcijaństwo w swych najważniejszych tekstach źródłowych, takich jak choćby Męka Pańska według Świętego Jana, pełne jest antyjudaistycznych motywów. Te z biegiem czasu ewoluowały, przekształcając się w dobrze znany nam nowoczesny antysemityzm, wymierzony w Żydów według klucza ich przynależności etnicznej.

Prześladowania Żydów historycznie nasilały się w zdominowanych przez chrześcijan krajach właśnie w okolicach chrześcijańskich świąt. Szczególnie w trakcie Wielkanocy, której symbolika, opierająca się na przekazie wspomnianej Ewangelii Św. Jana, pełna jest antyżydowskich wątków. Główną osią wymierzonej w Żydów narracji jest tu oskarżenie o bogobójstwo. Wedle tradycyjnej, odrzuconej przez większość współczesnych denominacji interpretacji, Żydzi kolektywnie odpowiedzialni są za śmierć chrześcijańskiego zbawiciela. Dodatkowo, Wielkanoc często zbiega się w czasie z żydowskim świętem Paschy. Wedle popularnej w chrześcijańskim kręgu kulturowym teorii spiskowej o mordach rytualnych, Żydzi mieliby na okazję Paschy pozyskiwać krew chrześcijańskich dzieci celem przygotowania macy.

Fałszywe oskarżanie Żydów o mordy rytualne, połączone z obarczeniem ich kolektywną winą za śmierć Chrystusa, doprowadziły do powstania mieszanki wybuchowej, która regularnie zbierała w Europie śmiertelne żniwo. I tak podczas pierwszej wyprawy krzyżowej doszło do niesławnych pogromów nadreńskich. Zmierzający do Ziemi Świętej krzyżowcy mordowali i palili na stosach tysiące Żydówek i Żydów na zachodzie Europy. Podobne rozruchy udokumentowano w Gloucester (1168), Blois (1171), Lincoln (1255) czy Trydencie (1475).

Czytaj także Gauden: To polska inteligencja wlewała do głów prostych ludzi wizję, według której Żydzi są zagrożeniem [rozmowa] Aleksander Piekarski

Wielkanoc była też okresem szczególnych prześladowań Żydów w Polsce, przede wszystkim w XIX i XX wieku. Za jaskrawy przykład uznać należy pogrom wielkanocny, który miał miejsce w okupowanej przez nazistów Warszawie w 1940 roku. Rozpoczął się w Wielki Piątek masowymi aktami wandalizmu wobec żydowskich sklepów i fizycznymi napaściami na warszawskich Żydów. Do dalszych ataków dochodziło przez całe święta wielkanocne i w tygodniu poświątecznym. „Tłumy ludzi – z dala czarna, zwarta masa. Popłoch – żydowscy kupcy w pośpiechu pakują swój towar w ręczne walizki lub kosze, wydostać się stamtąd jednak trudno. Cały plac okrążony masą najrozmaitszych wyrostków, uzbrojonych w sztylety, noże i pałki. Towar wyciągają, niszczą. Niektórzy obładowani oddalają się. Każdego napotkanego Żyda bezlitośnie biją, gdzie się da” – pisała naoczna świadkini tamtych wydarzeń, której wspomnienia zachowały się w Archiwum Ringelbluma.

Także samo Boże Narodzenie, choć w warstwie symbolicznej w zasadzie pozbawione antyjudaistycznych przekazów, bywało dla chrześcijan okazją do przemocy wobec żydowskich sąsiadów. Tak było w 1881 roku, gdy na fali przetaczających się przez całe Imperium Rosyjskie rozruchów w Warszawie doszło do pogromu na żydowskich mieszkańcach miasta. W trakcie bożonarodzeniowego nabożeństwa w kościele Świętego Krzyża w Warszawie ktoś w tłumie krzyknął „gore!”, co doprowadziło do wybuchu paniki. Próbując jak najszybciej opuścić świątynie ludzie tratowali się nawzajem, co doprowadziło do śmierci 30 osób.

O próbę podpalenia kościoła oskarżono Żydów, powszechnie uważanych za roznosicieli rusyfikacji. W zemście zabito co najmniej dwóch żydowskich warszawiaków, a ponad 20 dotkliwie pobito. Zniszczono dziesiątki żydowskich sklepów i domów, co w następstwie skłoniło istotną część warszawskiej społeczności żydowskiej do emigracji.

Niechęć do chrześcijańskich symboli – zrozumiała, ale niebezpieczna

Obecna w kulturze żydowskiej nieufność wobec chrześcijaństwa i wszystkiego, co z nim związane, odnosi się zatem do dobrze udokumentowanych faktów i sama w sobie nie musi być przejawem uprzedzenia. Odrębnym pytaniem jest, czy taki sposób myślenia uzasadniony jest w dowolnym kontekście historycznym i kulturowym, oraz na ile postrzeganie chrześcijaństwa jedynie przez pryzmat jego antyjudaizmu daje pozytywne skutki.

Osoby związane z izraelską prawicą garściami czerpią z odniesień do antyżydowskich rozruchów na Starym Kontynencie, przekładając osadzone w europejskim kontekście kulturowym motywy na grunt bliskowschodni. W tej narracji antysemiccy Europejczycy, arabscy chrześcijanie i obchodzący nieżydowskie święta Palestyńczycy zlewają się w jedną, bezosobową masę, którą łączy tylko jedna cecha – fanatyczna nienawiść do Żydówek i Żydów oraz chęć zniszczenia ich za wszelką cenę.

Tymczasem między Rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym to arabscy chrześcijanie stanowią podatną na przemoc mniejszość. Współcześni chrześcijanie w Izraelu są potomkami Arabów, którzy w trakcie wojny w 1948 roku narażeni byli na brutalną agresję ze strony radykalnych żydowskich bojówek – Irgunu i Lechi, a także Hagany. Ta ostatnia jawi się w pamięci zbiorowej Izraelczyków jako umiarkowana, jednak dzięki nowym historykom, takim jak Tom Segev czy Benny Morris wiemy, że i ona miała na rękach krew niewinnych cywili. Podczas Nakby wygnano przeszło 700 000 Palestyńczyków – w tym około 100 tys. chrześcijan. Ci, którzy po wojnie pozostali w nowopowstałym Izraelu, do 1966 roku żyli w reżimie stanu wojennego, przypominającego warunki, w jakich egzystują dziś Palestyńczycy na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Czytaj także Zniesienie apartheidu w Palestynie to jedyne możliwe rozwiązanie [rozmowa] Bartosz Rumieńczyk

Obecnie arabscy obywatele Izraela w teorii dysponują pełnią praw obywatelskich. W praktyce, choć stanowią jedną czwartą obywatelek i obywateli, są politycznie rozbici i zmarginalizowani. Podlegają także systemowej dyskryminacji, czy to w kwestii izraelskiego prawa karnego i zarezerwowanej dla Arabów kategorii „więźniów bezpieczeństwa”, czy to w kwestii dostępu do czystej wody pitnej i edukacji.

Niższy status arabskich obywateli Izraela formalnie sankcjonuje ustawa zasadnicza, przyjęta przez Kneset w 2018 roku (Izrael nie ma jednej konstytucji, a jej funkcję pełni wiele ustaw zasadniczych). Określa ona Izrael jako państwo żydowskie i demokratyczne, podkreślając przede wszystkim jego kulturowy charakter jako narodowego państwa żydowskiego. Brak w niej jakichkolwiek odniesień do tożsamości nieżydowskich obywateli państwa, którym w myśl zasad liberalnej demokracji należałaby się pełna równość. Jak określa Centrum Prawne ds. Mniejszości Arabskich „Adalah”: „To prawo – które posiada wyraźne cechy apartheidu – gwarantuje etnoreligijny charakter Izraela jako wyłącznie żydowskiego i utrwala przywileje przysługujące obywatelom żydowskim, jednocześnie zakorzeniając dyskryminację wobec obywateli palestyńskich oraz legitymizując wykluczenie, rasizm i systemową nierówność”.

Choć ustawa nie wprowadza praktycznych zmian w funkcjonowaniu państwa, daje izraelskiej prawicy mandat do zwalczania wszelkich nieżydowskich symboli w przestrzeni publicznej. Utrwala też w świadomości zbiorowej interpretowanie arabskich symboli kulturowych jedynie przez pryzmat zagrożenia i historycznych prześladowań. To z kolei zamyka izraelską opinię publiczną na podmiotowy stosunek do palestyńskich sąsiadów.

Chanukowe światło w okupowanej Gazie

Porównanie dyskursu wokół mniejszościowych symboli w Polsce z reakcją na nie w Izraelu wiedzie ku refleksji nad kontekstualnym znaczeniem symboli kulturowych. Nie inaczej ma się rzecz ze sprawą Chanuki – święta upamiętniającego zwycięstwo judaizmu świątynnego nad siłową asymilacją.

Rolą Chanuki jest przypominanie Żydówkom i Żydom, że historycznie narażeni byli na wrogość i prześladowania z uwagi na swoją religijną bądź etniczną tożsamość. Podkreśla także, że ze wszystkich opresji ostatecznie wychodzili obronną ręką. Po drugiej wojnie światowej rozpalanie chanukiji w widocznych miejscach stało się w krajach Zachodu szeroko praktykowaną normą. Miało na celu podkreślenie, że nazistom nie udało się w pełni zrealizować „ostatecznego rozwiązania” i dawało nadzieję, że w powojennym świecie Żydówki i Żydzi mogą nareszcie stać się pełnoprawnymi członkami zachodnich społeczeństw.

Nie ma jednak na świecie symbolu, którego przy odpowiedniej dozie złej woli nie dałoby się wykorzystać do podsycania uprzedzeń i wzajemnej wrogości. Podczas trwającej od 2023 roku inwazji Izraela na Gazę świat obiegły zdjęcia żołnierzy IDF obchodzących Chanukę w strefie działań wojennych. Zapalali chanukowe świeczniki w scenerii pełnej wojennych zniszczeń, na tle czołgów, pocisków i obozów wojskowych. Izraelska prawica odczytała Chanukę w Gazie jako odtworzenie motywu machabejskiego zwycięstwa, nie zastanawiając się przy tym, czy aby na pewno żołnierze IDF dokonujący ludobójstwa w Gazie zasługują na tę samą ocenę, co powstańcy Judy Machabeusza walczący z opresyjnym imperium Seleucydów.

Tak samo, jak żydowska nieufność wobec chrześcijańskich symboli ma swoje uzasadnione podstawy, tak samo chanukija rozpalana przez żołnierzy IDF na okupowanym terenie ma prawo rozbudzać lęk wśród arabskich chrześcijan. Ci wielokrotnie padli ofiarą przemocy ze strony izraelskich żołnierzy. 16 grudnia 2023 roku Nahida Anton i jej córka, Samar, zostały zabite przez izraelskiego snajpera, gdy wychodziły z nabożeństwa w katolickim kościele Świętej Rodziny w Gazie. IDF do dziś nie przyznaje się do odpowiedzialności za ich zabójstwo. Być może matka i córka zastrzeliły się same, zradykalizowane ekstremistycznym przekazem Kościoła rzymskiego. W 2024 roku żołnierze izraelscy parodiowali ceremonię zaślubin w libańskim kościele w trakcie prowadzenia działań wojennych. Swoimi dokonaniami postanowili podzielić się na TikToku. Jak podaje Middle East Monitor, podczas ludobójstwa Izrael zbombardował wszystkie trzy działające w Strefie kościoły. Można by rzec, że napisy wymalowane na murach jerozolimskiej bazyliki w ubiegłej dekadzie okazały się mieć profetyczne właściwości. 

Co zrozumiałe, wykorzystanie symbolu Chanuki przez Izrael celem legitymizacji okupacji i czystek etnicznych wywołało sprzeciw, także w samym Izraelu. W grudniu 2025 roku doszło do serii spontanicznych aktów gaszenia chanukiji w miejscach publicznych. W Tel Awiwie arabska nastolatka zgasiła menorę w centrum handlowym im. Weizmanna. Policja wezwała ją na przesłuchanie, zarzucając obrazę uczuć religijnych, za co w Izraelu grozi do trzech lat więzienia. W Ramli, wieloetnicznym mieście leżącym w Dystrykcie Centralnym w Izraelu, arabski trzynastolatek podjechał hulajnogą do płonącej na ulicy chanukiji i próbował ją zgasić. Zajście uwieczniły kamery monitoringu, a chłopak został namierzony przez policję i wezwany na przesłuchanie. Osobny incydent miał miejsce w Beit Shemesh. Tam pochodzący z Zachodniego Brzegu nastolatek próbował ukraść chanukiję.

Czytaj także Kielce i Jedwabne nie spadły z nieba, czyli jak się tworzy warunki do pogromu Xavier Woliński

Incydenty w Tel Awiwie, Beit Shemesh i Ramli spotkały się z szerokim potępieniem, a policja zapewniła, że będzie traktować „poważnie” wszystkie przypadki wandalizmu i desakralizacji. W podobnym czasie 11 ministrów w obecnym rządzie Izraela zwróciło się do ministra obrony Isra’ela Katza z wnioskiem o zorganizowanie w okupowanej części Gazy oficjalnych obchodów Chanuki, połączonych z ceremonią podniesienia flagi Izraela. W tym samym liście ministrowie argumentowali, że zwycięstwo nad Hamasem uzyskać można jedynie przez „podjęcie kroku politycznego polegającego na przejęciu terytorium i uczynieniu go nieodłączną częścią Państwa Izrael”, oraz, że „Nadszedł czas, aby z dumą oświadczyć: Gaza jest częścią Ziemi Izraela, należy wyłącznie do narodu Izraela i w związku z tym natychmiast stanie się częścią Ziemi Izraela”.

W rozumieniu izraelskich elit politycznych, zdominowanych przez różne wcielenia skrajnej prawicy, kulminacyjnym momentem osiągnięcia „izraelskiej suwerenności nad Gazą” jest rozpalenie w okupowanej Strefie chanukowych świateł. W ten sposób uniwersalny symbol szacunku dla odmiennych przekonań i walki z siłową asymilacją staje się znakiem przemocy i okupacji, a moralne przesłanie Chanuki zastępowane jest jej odwróconą, wykluczającą interpretacją.

Izrael przestrogą dla krajów Europy

Izrael ma swojego Grzegorza Brauna – to minister bezpieczeństwa wewnętrznego Itamar Ben-Gvir. Podobnie jak jego polski odpowiednik, poświęcił swą karierę polityczną zemście na znienawidzonych przez siebie grupach. W ten sposób pod rządami Ben-Gvira trwająca od dekad systemowa dyskryminacja osób pochodzenia arabskiego weszła na nowy poziom. Tortury w więzieniach, przemoc seksualna i masowe aresztowania stały się w Izraelu i na okupowanych przez niego terytoriach sankcjonowaną przez prawo normą.

Czytaj także „Wszyscy jesteśmy Ben Gvirem i Smotrichem”. Palestyńska krew dzieli Izraelczyków, zyskuje rasistowski zamordyzm Paweł Jędral

Polityczne decyzje Ben-Gvira dają przedsmak tego, co czekać może nas w Polsce po dopuszczeniu do rządu fanatycznej prawicy spod znaku obu Konfederacji. Należy pamiętać, że już teraz „uśmiechnięty” i „liberalny” rząd kontynuuje wprowadzoną przez swoich poprzedników politykę systemowego prześladowania migrantów na granicy polsko-białoruskiej, ciesząc się przy tym szerokim poparciem społecznym. Jak donosi TOK.FM, od 1 stycznia obowiązuje regulacja pozwalająca polskim służbom na przetrzymywanie migrantów powyżej piętnastego roku życia w izolacji od rodziców. Strach pomyśleć, jaką politykę wobec osób migrujących i zamieszkujących Polskę mniejszości prowadzić będzie rząd współtworzony przez Konfederację czy KKP, które bez najmniejszych skrupułów stosują rasistowską retorykę.

Polskie społeczeństwo, skupione na lęku przed obcym, stało się w przytłaczającej większości obojętne na trwającą od niemal 5 lat systemową przemoc wobec migrantów. Podobnie w Izraelu, zajętym opłakiwaniem ofiar ataku 7 października, z uwagi na podsycane historiozoficznymi mitami poczucie zagrożenia nie ma miejsca na sprzeciw wobec masowych prześladowań Palestyńczyków. Nie możemy zrozumieć, skąd u Izraelczyków bierze się tak powszechna obojętność, podczas gdy kolejna już forma zamierzonego łamania praw człowieka przez Polskę, rzekomo w imię bezpieczeństwa, przechodzi u nas praktycznie bez echa.

Zarówno ludobójstwo europejskich Żydów, jak i ludobójstwo w Gazie, miały swoją praprzyczynę w mitologizacji i demonizacji mniejszościowych symboli kulturowych. Postrzeganie ich jedynie przez pryzmat zagrożenia i mniej lub bardziej uzasadnionych negatywnych skojarzeń zawsze prowadziło do tego samego: dehumanizacji, a potem eksterminacji przedstawicieli „obcej” kultury.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie