Nauka

Branża mięsna powinna zapłacić koszty pandemii

Jeśli nie zmienimy naszego menu i sposobu, w jaki produkujemy jedzenie, kolejna pandemia wydaje się nieunikniona. Pisze Jaś Kapela.

Jak się macie w czasie pandemii? Też więcej czasu spędzacie w kuchni? Ja dziś zrobiłem tak pyszny pomidorowy ramen, że żałuję, iż − poza dziewczyną − nie mam kogo nim częstować. Kremowy i aksamitny. Mam nadzieję, że u was też wszyscy zdrowi i gotujecie głównie wegańsko. Sprzedaż tofu rośnie jak na drożdżach, wydłużają się półki z wegańskim jedzeniem w marketach, więc może i tak. A jednak trochę się martwię. Nie tylko sytuacją polityczną w kraju, ale również przyszłością cywilizacji. Przeczytałem raport Compassion Polska Czy kolejna pandemia jest nam podawana na talerzu? i chcę podzielić się z wami wrażeniami z lektury.

Hodowla przemysłowa jest dobra tylko dla wirusów

Pewnie wiecie, że COVID-19 by się nie pojawił, gdyby nie chińskie targi żywych zwierząt. Stłoczenie na targowiskach dzikich i udomowionych zwierząt sprzyja rozprzestrzenianiu się i mutowaniu wirusów. To samo dzieje się na farmach przemysłowych. Jeśli mieliście w rękach raport: Czy kolejna pandemia jest nam podawana na talerzu?, to z pewnością rozumiecie, że odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: Tak. A jeśli nie czytaliście, to pewnie i tak nie zdziwi was fakt, że: „poważnym następstwem współczesnych systemów przemysłowej produkcji zwierzęcej jest ich potencjał do szybkiej selekcji i wzmacniania patogenów”. Zmutowany wirus covidu, który w październiku został wykryty w Danii i może zagrozić skuteczności szczepionek, pojawił się już w Lubuskiem.

Jeśli nie zmienimy naszego menu i sposobu, w jaki produkujemy jedzenie, kolejna pandemia wydaje się nieunikniona. Tymczasem Zespół Naukowy ds. Ptasiej Grypy i Dzikiego Ptactwa, na który powołują się twórcy raportu, wyraźnie wskazuje, że ogniska wysoce zakaźnej i śmiertelnej grypy ptasiej są najczęściej powiązane z intensywną produkcją drobiu oraz systemami obrotu i sprzedaży tego towaru. Chyba nikogo nie dziwi, że stłoczenie tysięcy ptaków w jednym kurniku sprzyja rozwojowi i rozprzestrzenianiu się chorób. Wiemy też, że ludzie mogą złapać zarówno ptasią, jak i świńską grypę.

Rozumni i moralni?

Na COVID-19 umarło już na świecie ponad 1,4 mln ludzi. Pandemia grypy z 1918 roku spowodowała śmierć 50 mln. A tam − ktoś powie − ostatecznie gatunek ludzki przetrwał. Marne to pocieszenie dla tych, którym umarli rodzice, dzieci, kochankowie i przyjaciele.

Ale może sami sobie tę katastrofę zgotowaliśmy? W końcu zwierzęta też mają rodziny i uczucia i fakt, że większość z nich hodujemy na fermach przemysłowych, by je torturować i zjadać, nie świadczy najlepiej o gatunku tak rozwiniętym, że sam siebie nazywa rozumnym i moralnym.

Niezłomni obrońcy krwawego biznesu zerwiskórków

Niestety dziś już wiemy, że nie rozum rządzi społeczeństwem, tylko coś innego. Stworzyliśmy sobie system żywnościowy, który sprowadza na nas choroby i śmierć. Hojnie wspierany przez korporacje i polityków tzw. wolny rynek oraz przemysł manipulacji, eufemistycznie nazywany reklamowym, skutecznie wmówiły nam, że spożywanie niezdrowego jedzenia, powstającego dzięki niewyobrażalnym cierpieniom, jest właśnie tym, czego potrzebujemy na śniadanie, obiad i kolację. A także jako przekąski między tymi posiłkami.

Wy też pewnie znacie ludzi, którzy nie potrafią sobie wyobrazić dnia bez mięsa, i przeważnie to nie są źli ludzie. A jednak ktoś ich tak bardzo oszukał, że nie potrafią przestać. Pewnie sami też się oszukują, tak jak i ja to robiłem, gdy jeszcze nie znałem wielu faktów.

Na przykład tego, że fermy przemysłowe nie tylko zwiększają ryzyko kolejnej pandemii, ale też wykorzystują antybiotyki, głównie w celu prewencji chorób i zwiększenia przyrostu, a nie leczenia zwierząt. Jednak prewencja ta działa średnio, tymczasem karmienie zwierząt dużymi ilościami antybiotyków sprawia, że coraz więcej bakterii uodparnia się na nie. Raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) stwierdza, że w latach 2015−2050, bez podjęcia działań zmierzających do eliminacji antybiotykooporności, w Europie, Ameryce Północnej i Australii z powodu infekcji wywołanych przez superbakterie może umrzeć 2,4 mln osób.

Jest pandemia i nagle żyjemy wszyscy w tym samym świecie [rozmowa Sierakowskiego z Krastewem]

Ale choroby − nie oszukujmy się − również mogą być źródłem zysku i rozwoju gospodarczego. Przynajmniej dla najbogatszych, którzy korzystają z kryzysu, aby swoje bogactwo pomnażać. I nie mówię tu o braciach Golcach, ale o ludziach pokroju Jeffa Bezosa, który „mógłby podarować każdemu pracownikowi Amazona 105 tys. dolarów i nadal byłby tak samo bogaty jak przed uderzeniem pandemii”. Myślicie, że podarował? Ja też nie sądzę. Ale może oszczędza zaskórniaki na kolejne kryzysy, których nadejście wydaje się nieuniknione.

Koszty produkcji zwierzęcej

Jak czytamy w raporcie Compassion Polska, ONZ stwierdza, że „intensywna produkcja zwierzęca jest prawdopodobnie największym sektorowym źródłem zanieczyszczenia wody”. Jak myślicie, kto będzie nam ją sprzedawał w butelkach? Łatwo zgadnąć, bo niektórzy już to robią.

Uprawy roślin paszowych i hodowla zwierząt zanieczyszczają powietrze, morza i oceany. „W ekosystemach wodnych nadmiar azotu prowadzi do gwałtownego przyrostu roślin. Kiedy obumierają, ich rozkład pochłania tlen, co prowadzi do powstawania dużych obszarów pozbawionych tego pierwiastka. W takim zbiorniku wodnym nie ma warunków do życia dla ryb, staje się on martwą strefą”. Jak myślicie, ilu drobiarzy stanęło już przed sądem za zabójstwo rzek czy jezior? Ja też nie słyszałem o żadnym.

Czas, by prawo zaczęło ścigać ekobójstwo

Stan środowiska oczywiście wpływa na zdrowie ludzi. Wiedzieliście, że w „niektórych krajach – takich jak Dania i Wielka Brytania – rolnictwo odpowiada za większy odsetek problemów zdrowotnych wywołanych przez zanieczyszczenie powietrza niż transport czy produkcja energii”? Jak czytamy dalej w tym samym raporcie, „zmniejszenie o 50 proc. globalnej emisji z rolnictwa, zwłaszcza amoniaku, mogłoby zapobiec zgonom związanym z zanieczyszczeniem powietrza ok. 250 000 osób rocznie na całym świecie”.

Ale to nie wszystko. ONZ-owska agencja do zwalczania pustynnienia stwierdza, że produkcja zwierzęca jest „prawdopodobnie największym pojedynczym czynnikiem utraty bioróżnorodności”. Jeśli ONZ-owscy urzędnicy piszą, że coś jest prawdopodobne, to znaczy, że na pewno, ale tak nie napiszą, żeby nie denerwować korporacji. W końcu nic nie jest na pewno, a korporacje mają droższych prawników niż naukowcy piszący raporty.

Czuwanie pod rzeźnią świń w Kutnie

czytaj także

Oczywiście, że hodowla zwierząt na mięso jest głównym czynnikiem utraty bioróżnorodności, wszak przytłaczająca większość ssaków na Ziemi mieszka dziś na fermach przemysłowych. I jest to zaledwie kilka tych samych gatunków ssaka, które zna każde dziecko. Natomiast jeśli widzieliście kiedyś jakiś film przyrodniczy, to wiecie, że jest na świecie całe mnóstwo zwierząt, których z jakichś powodów nie trzymamy w klatkach. Z czego coraz więcej jest na skraju wyginięcia. Prawdopodobnie. Ale prawie na pewno.

Dlaczego mięso jest tanie?

Mięso nie byłoby takie tanie, gdyby nie koszty, które przenosi na całe społeczeństwa i ekosystemy. Za zdrowie ludzi niszczone przez tanie i wszędzie dostępne mięso muszą płacić wszyscy podatnicy. „Niezdrowa dieta przyczynia się do większego ogólnoświatowego obciążenia chorobami i stwarza większe ryzyko zachorowalności i umieralności niż seks bez zabezpieczeń, używanie alkoholu, narkotyków i tytoniu razem wzięte”.

Podobnie wszyscy ponosimy koszty niszczenia środowiska czy ocieplania się klimatu. Karczowane lasy Amazonii? Oczywiście też wina mięsa. Naprawdę nie wiem, jak srogi powinien być podatek czy akcyza od produkcji tak szkodliwej i trującej żywności, ale z pewnością da się znaleźć ekonomistów, którzy to policzą. Podatek od mięsa powinien być na tyle wysoki, aby dalsza jego produkcja przestała być opłacalna, wtedy wszyscy i wszystkie przejdziemy na weganizm.

9 dobrych i rozsądnych powodów, żeby przejść na weganizm

 

Autorzy raportu Compassion Polska sugerują, że na początek należałoby wdrożyć działania poprawiające warunki życia zwierząt na fermach, ale wiadomo przecież, że już to sprawi, że produkcja przestanie być opłacalna. Hodowla szczęśliwych zwierząt jest zwyczajnie zbyt kosztowna. Tak czy siak, to gałąź przemysłu skazana na bankructwo, bo wegańskie alternatywny dla mięsa są nie tylko zdrowsze, ale coraz lepsze. Możemy jedynie przyspieszyć albo próbować spowolnić ten proces. Rozwiązania leżą na stole. Radykalne? I co z tego? Na pewno mniej radykalne niż zmuszanie kobiet do rodzenia ciężko uszkodzonych płodów i udawanie, że nie wie się, czym jest praworządność.

Podoba mi się za to przedstawiony w raporcie pomysł stworzenia „Narodowej Służby Żywnościowej. Odpowiadałaby ona za dostarczanie zdrowej żywności – np. lokalnych sezonowych owoców i warzyw – bezpłatnie osobom o niskich dochodach. Produkty takie byłyby dostępne w sklepach, które otrzymywałyby równowartość ich ceny od państwa”. Mam już nawet kandydata na dyrektora tej służby, więc możecie na mnie głosować w kolejnych wyborach. Jeśli jakieś jeszcze będą.

Patrioci gospodarczy i aktywistki ekologiczne na wspólnym froncie

Kooperatywy z dostawą do domu zamiast do supermarketów. Zyski dla producentów, a nie korporacji. Puszcza Amazońska zamiast plantacji soi. Zdrowe oceany, jeziora, rzeki i ludzie. O taką przyszłość jestem gotów trochę powalczyć.

**
Cytaty, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z raportu „Czy kolejna pandemia jest nam podawana na talerzu? System produkcji żywności przez pryzmat COVID-19” autorstwa Compassion in World Farming Polska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jaś Kapela
Jaś Kapela
Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor tomików z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i książek non-fiction („Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”, „Polskie mięso”, „Warszawa wciąga”) oraz współautor, razem z Hanną Marią Zagulską, książki dla młodzieży „Odwaga”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun serii z morświnem. Zwyciężył pierwszą polską edycję slamu i kilka kolejnych. W 2015 brał udział w międzynarodowym projekcie Weather Stations, który stawiał literaturę i narrację w centrum dyskusji o zmianach klimatycznych. W 2020 roku w trakcie Obozu dla klimatu uczestniczył w zatrzymaniu działania kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Drzewce.
Zamknij