Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Klasa, kontrola i pamięć, czyli 5 lekcji z życia w silosie

Oparty na trylogii autorstwa Hugh Howeya serial Apple TV to jedno z tych niecodziennych dzieł popkultury, z których można wyciągnąć wiele wniosków politologicznych i socjologicznych.

Recenzja
Walka

Człowiek nie jest stworzony do życia pod ziemią, więc nic dziwnego, że mieszkańcy tajemniczego silosu z serialu Apple TV o tym samym tytule nieustannie zastanawiają się, dlaczego są zmuszeni spoglądać na powierzchnię jedynie poprzez szeroki ekran umieszczony w stołówce. Jak to w dużej grupie ściśniętych ludzie bywa, pojawiają się niezliczone teorie i spiskujące przeciw władzy grupy. Powszechna niepamięć o przyczynach zamieszkania w ogromnej instalacji o kształcie odwróconego stożka jest jednak fundamentem doktryny politycznej rządzącej budowlą, zamieszkiwaną przez 10 tys. ludzi. Ludzie próbujący wskrzesić pamięć o przeszłości są uważani za niebezpiecznych antysystemowców lub w najlepszym wypadku wyrzutków.

Czytaj także Jestem ofiarą rozdzielenia Piotr Wójcik

Oparty na trylogii autorstwa Hugh Howeya serial nie eksploruje tylko wyświechtanego frazesu, że „prawda nas wyzwoli”. W interesujący sposób i w znakomitym, industrialnym anturażu opisuje mechanizmy władzy i hierarchii, bez których utrzymanie porządku w klaustrofobicznym otoczeniu wydaje się niemożliwe. Zarzewiem buntu nie jest jedynie chęć odkrycia prawdy dla samego jej odkrycia. Buntownicy chcą zwyczajnie wyłonić się na powierzchnię, odetchnąć świeżym powietrzem, spojrzeć na daleki horyzont i pójść, gdzie nogi poniosą. Życie jako ludzka wersja kreta z definicji nie jest przyjemne. Niestety pod ziemią utrzymują ich surowe zasady spisane w tajemniczym Pakcie, na straży którego stoi „oświecony” aparat represji.

Ostatnie dwa odcinki trzeciego sezonu Silosu wynagrodziły z naddatkiem niepotrzebne dłużyzny, które pojawiały się w jego pierwszej połowie. Gdyby seria miała po osiem odcinków zamiast dziesięciu, zapewne wyszłoby to jej na zdrowie.

W trylogii Howeya dłużyzn i zbędnych opisów było jednak znacznie więcej, a konstrukcja fabuły wymuszała na twórcach wprowadzenie licznych zmian. Nie zmienia to faktu, że dzieło Grahama Yosta to jedno z tych niecodziennych dzieł popkultury, z których można wyciągnąć wiele wniosków politologicznych i socjologicznych.

Uwaga, w dalszej części mogą pojawić się pewne spojlery – ale raczej niepsujące radości z oglądania lub czytania.

1. Rządzi ten, kto kontroluje kluczowe technologie

Chociaż poziom rozwoju w silosie przypomina koniec XX wieku, to niektórzy mogą korzystać ze znacznie bardziej rozwiniętych technologii. Postęp techniczny jest po prostu nierówno dystrybuowany, co nie jest efektem jego zbyt wolnej absorpcji, lecz zaplanowanej reglamentacji. Mieszkańcy budowli nie mogą korzystać z windy, czyli naturalnego rozwiązania dla podziemnej budowli liczącej 144 piętra, lecz muszą w pocie czoła wspinać się po ogromnych schodach. Od początku można podejrzewać, że nie jest to efekt jakiejś architektonicznej pomyłki. Reglamentowanie technologii jest instrumentem petryfikacji porządku społecznego, by nie wyszedł on poza zaplanowane ramy.

Chociaż formalnie rzecz biorąc na czele silosu stoi Burmistrz, a na straży przestrzegania prawa surowy Dział Sądowy i jego budząca lęk zwierzchniczka, mająca do dyspozycji rzeszę bezimiennych funkcjonariuszy z pałkami, szybko okazuje się, że prawdziwą władzę dzierży niepozorny Dział IT. Jego przewaga technologiczna umożliwia mu manipulowanie zachowaniami społeczności silosu, działając pod przykrywką sprawnego rozwiązywania problemów dręczących ludność.

Czytaj także „Podlasie”, czyli pouczający gniot Paulina Siegień, Wojciech Siegień

Jak widać, zarówno pod ziemią, jak i na powierzchni, to ci trzymający łapę na najnowszych rozwiązaniach high-tech są rzeczywistymi władcami, chociaż na co dzień próbują udawać sympatycznych i niegroźnych geniuszy.

2. Podział klasowy nie jest przypadkowy

W silosie panuje ścisła hierarchia społeczna, a wyrwanie się ze swojej macierzystej grupy jest bardzo trudne.

Oczywiście awanse społeczne występują, jednak to nie zasługi lub talent umożliwiają przesunięcie się w hierarchii w górę, lecz wykazanie się lojalnością wobec systemu i użytecznością dla osób stojących wyżej. Chociaż dział mechaników zapewnia fizyczne funkcjonowanie całego silosu, dostarczając mu między innymi energię, to jego wpływ na władzę jest bardzo nikły. Mechanicy pracują i żyją niemal na samym dole, więc rzadko pojawiają się sto pięter wyżej, bo taka wycieczka oznacza całodniową i męczącą wspinaczkę.

Zaplanowany podział klasowy nie tylko ogranicza dystrybucję władzy do wąskich grup uprzywilejowanych, ale też umożliwia zamknięcie poszczególnych warstw w ich własnej bańce, co uniemożliwia szerszy ogląd. Dział Zaopatrzenia całymi dniami żyje swoimi problemami i jest niechętny do współpracy z innymi, bo zwykle oznacza to konieczność nagięcia jakichś zasad, podkradnięcia czegoś z magazynu lub wykonania kłopotliwych przysług innego rodzaju. Kurierzy spotykają przedstawicieli wszystkich działów, ale są zbyt zabiegani i zmęczeni całodniowym łażeniem po schodach, by wchodzić z nimi w interakcje.

Czytaj także Apokaliptyczne prognozy dla Polski na 2026 rok Piotr Wójcik

Każdy dział jest ograniczony licznymi obowiązkami i regułami, z których jest skrupulatnie rozliczany, co utrudnia kompromisy międzywydziałowe. W ten sposób społeczność silosu nie może się zorganizować, by sprzeciwić się reżimowi.

3. Dobro jest względne

Najmocniejszą stroną Silosu jest brak jednoznaczności moralnej. W ogromnym bunkrze brakuje typowych złoli, którzy czerpią satysfakcję z gnębienia innych lub chcą się po prostu „nachapać”. Każdy z protagonistów jest motywowany przez subiektywnie postrzegane dobro i za każdą z postaw stoją godne uwagi argumenty.

Rywalizacja polityczna silosu to starcie konkretnych wartości, a nie wyłącznie partykularnych interesów – chociaż te drugie, jak w każdym systemie bywa, również występują. Poszczególni decydenci mają inny kompas moralny, co prowadzi do napięć personalnych i klasowych, których rozstrzygnięcie wymaga namysłu, a nie prostego wskazania. Buntownicy i spiskowcy także są różnorodni, reprezentują odmienne wizje sprzeciwu, więc dochodzi między nimi do licznych awantur.

Czytaj także Serial, który pomógł Stevenowi Spielbergowi uniknąć depresji podczas pracy w Polsce Łukasz Łachecki

Silos dowodzi, że manicheizm w polityce najczęściej jest szkodliwy. Oskarżanie przeciwników wyłącznie o najgorsze intencje uniemożliwia osiągnięcie trwałego postępu, gdyż zamienia rywalizację polityczną w walkę na śmierć i życie, w której pognębienie przeciwnika staje się ważniejsze niż osiągnięcie powszechnej zmiany na lepsze. Antagonizowanie konkurentów zmniejsza również prawdopodobieństwo przeciągnięcia ich na swoją stronę.

Politycznych wolt w Silosie jest mnóstwo, a niemal każda z kluczowych postaci przechodzi mniejszą lub większą przemianę. Znacznie skuteczniejsze jest więc zaciśnięcie zębów i rozpoczęcie współpracy, gdyż wnet okaże się, że prawdziwy przeciwnik jest gdzie indziej, a utrzymywanie konfliktu leży wyłącznie w jego interesie.

4. Rygoryzm prawny prowadzi do zbrodni

Silosem rządzą skrupulatnie przemyślane kodeksy, które zawierają zasady na każde możliwe zdarzenia. Procedury działań są dokładnie opisane i stopniowe, dzięki czemu, metodą gotowania żaby, kolejne kroki niejako przygotowują decydentów do podejmowania decyzji, które jeszcze chwilę wcześniej wydawałyby się im niepojęte. Nie od razu ujawnia się więc autorytarna natura władzy silosu. Najbardziej radykalne przepisy są wcielane w życie dopiero po dojściu do konkretnego punktu. Gdy jednak do tego dojdzie, reakcja może być tak surowa, że nawet kierownictwo bunkra czuje się z nią niekomfortowo.

Czytaj także Późny kapitalizm, miłość i kwestia klasy Jakub Majmurek

Decydenci silosu nieustannie muszą się zmagać z ciężarem swoich decyzji. Przepisy Paktu są od wieków uznawane za świętość, więc wyjście poza nie oznacza całkowite obalenie filozofii życiowej większości protagonistów. Czołowi politycy bunkra od dziecka są wychowywani w przekonaniu, że przestrzeganie Paktu to wartość najwyższa ze wszystkich. Coraz częściej jednak kurczowe trzymanie się przepisów prowadzi ich do działań, które ogołocone z kontekstu należałoby uznać za niehumanitarne lub wręcz zbrodnicze.

Niejednokrotnie są również zmuszeni działać na szkodę swoich najbliższych. Część z nich stopniowo łagodzi swoje podejście, próbując w miarę możliwości naginać zasady lub je negocjować z tym, co stoi nad nimi. Wśród nich znajdą się jednak również tacy, którzy w imię kurczowego trzymania się procedur są w stanie popełnić najgorsze zbrodnie, nie widząc w tym niczego godnego potępienia.

Czytaj także Dlaczego mężczyzn wkurza, że serial o gejach-hokeistach konkuruje z „Breaking Bad”? Martyna Jałoszyńska

5. Bez pamięci człowiek jest niczym 

Największą zbrodnię dotychczas pokazaną w Silosie popełnia protagonista, który przez długi czas wydaje się postacią niegroźną i sympatyczną. Pranie mózgu, które w pewnym momencie przechodzi, zamienia go jednak w wyprutego z emocji robota, zafiksowanego wyłącznie na sprawnym wdrażaniu procedur. W tym celu najpierw zostaje pozbawiony pamięci, dzięki czemu w jego głowie robi się miejsce na zupełnie nowe przekonania, a wyrzucone z niej jest wszystko, co przeszkadzałoby w ich internalizacji. Człowieczeństwo na powrót odzywa się w nim dopiero wtedy, gdy przypomniane mu jest imię ważnej dla niego osoby z przeszłości. Dzięki temu zaczyna odzyskiwać w sobie zdolność do empatii i miłości.

Chociaż pamięć bywa postrzegana jako wspomnienie o dawnej opresji albo kajdany uniemożliwiające ruszenie naprzód (vide frazes „patrzmy w przyszłość”), to bez niej poszczególni ludzie i całe społeczeństwa tracą człowieczeństwo. Wymazanie wspomnień potrafi zamienić osobę w istotę potencjalnie zdolną do wszystkiego, gdyż otaczający ją ludzie są tylko bezimiennymi pionkami, niekojarzącymi się z żadnymi emocjami.

W silosie kasowanie pamięci umożliwia resocjalizację krnąbrnych jednostek lub pacyfikację całej społeczności, jeśli zaczyna zadawać zbyt wiele pytań. Usunięcie wspomnień rozbija także struktury organizacji społecznych, zagrażających hierarchii silosu, gdyż zamienia ich członków w obce sobie istoty.

Procedura resetu, czyli wdrażane w ostateczności wymazanie pamięci wszystkich mieszkańców podziemnej instalacji, prowadzi do licznych zgonów – między innymi samobójstw, gdyż tracąc pamięć, traci się również chęć dalszego życia. Szkoda się męczyć pod ziemią, skoro nagle jest się pozbawionym nie tylko bliskich, ale nawet wspomnień po nich.

Inaczej mówiąc, bez przeszłości brakuje motywacji do zmiany przyszłości. Dopiero realna groźba zostania zapomnianym przez członków swojej rodziny skłania przywódców silosu do postawienia się surowym przepisom Paktu. O politycznym znaczeniu pamięci warto jest więc, nomen omen, pamiętać.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x