Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Nie ma Ziemi Obiecanej za Jordanem

Faulkner nad dawnym Południem jednocześnie odprawia egzekwie i egzorcyzmy. Nie broni starego porządku, ale też nie wierzy w obietnicę nowego.

ObserwujObserwujesz
Walka

William Faulkner, Niepokonane, przeł. Jacek Dehnel, Znak Literanova 2026

Owego lata za wędzarnią Ringo i ja mieliśmy żywą mapę.

Na tej stworzonej na ziemi mapie, makiecie, dwaj dwunastoletni chłopcy, Ringo i Bayard, odgrywają batalie toczącej się wojny secesyjnej. Zabawę psuje im stryjek Ringo, przewracając szczapki drewna symbolizujące Vicsburg – niewolnicy na plantacji ojca Bayarda, pułkownika Sartorisa, już wiedzą, że Vicsburg został zdobyty przez wojska Unii. Wojna secesyjna zbliża się do końca, a Konfederaci ją przegrywają.

Historię poznajemy z punktu widzenia Bayarda, dla którego Ringo, niewolnik, jest jak brat – urodzili się w tym samym czasie, karmiła ich ta sama kobieta, nazywali babcią tę samą dumną matronę z Południa, spali w jednym łóżku, chociaż teraz jeden z nich śpi na łóżku, a drugi obok, na barłożku. W odczuciu młodego Bayarda Ringo jest właściwie biały, on sam czarny, różnice są prawie niewyczuwalne, choć oczywiste i pojawiają się w drobnych szczegółach, a wreszcie, kiedy Bayard jest już dorosły, Ringo staje się po prostu jego służącym. Jednak dla Ringo Bayard nigdy nie będzie tym, kim był jego ojciec. Silny, inteligentny i niezależny może chcieć czegoś więcej, ale tu powieść się kończy.

(A teraz wyobraźmy sobie tę samą opowieść widzianą z punktu widzenia Ringo. Tak jak w Jamesie zrobił to Percival Everett, opisując przygody Hucka Finna z punktu widzenia podróżującego z nim zbiegłego niewolnika).

Czytaj także Niewolnik czyta Woltera, czyli powierzchowna dystynkcja i podmiotowa równość Kinga Dunin

Czytając przez dłuższy czas, podejrzewałam, że Ringo jest przyrodnim bratem Bayarda – nic niezwykłego na Południu. Jednak na koniec pojawia się informacja, kto jest jego ojcem, a z przypisu dowiadujemy się, że prawdopodobnie autor dopisał to w ostatniej chwili, żeby nie drażnić czytelników.

Niepokonane to chyba najprzystępniejsza z powieści Faulknera. I niedługa. Jeśli ktoś dotąd ich nie czytał to bardzo dobra na początek. Powstawała dla chleba, początkowo jako opowiadania pisane dla czasopism, na czym można było całkiem sporo zarobić. Później, tworząc powieść, Faulkner dopisywał fragmenty, ale też wklejał kawałki wycięte z gazet – wygładzone i zmienione przez redakcje.

Książka ukazała się w 1938 toku. Później faulknerolodzy postarali się odtworzyć oryginalny kształt powieści i na tym nowym wydaniu z 1991 roku oparty jest ten przekład. A i tłumacz przyznaje, że starał się o nadanie mu możliwie faulknerowskiego kształtu. Więcej o tłumaczeniu, Faulknerze i babciach Jacka Dehnela przeczytacie w długim posłowiu. Są też liczne i szczegółowe przypisy. Niektóre dotyczą autentycznego przebiegu wojny secesyjnej, czego niedokładnie trzyma się powieść. To pewno polskiego czytelnika niezbyt interesuje, ale czasem bywa przydatne oraz przypomina, że mimo niedokładności jest to książka mocno osadzona w historii.

Poza tym jest też mnóstwo drobiazgowych przypisów wyjaśniających obyczaje i przekonania amerykańskiego Południa. Albo pokazujących rozmaite konteksty i interpretacje. I muszę tu powiedzieć – to lubię! Lubię posłowia, w których znajduję oprócz przydatnych informacji osobistą perspektywę tłumacza. Cenię szczegółowe przypisy – można je ominąć, ale kiedy ich nie ma, czegoś książce brakuje. Dziś niby jest internet i każdy sam może sobie znaleźć dodatkowe informacje, ale to nie zawsze się sprawdza, bywa że wiedzie na manowce, no i przyjemność nie ta. Czemu jednak brakuje przypisu do tytułu pierwszego rozdziału – Ambuskada? To archaiczne słowo, nawet po angielsku, chyba bardzo mało komu znane, tak w każdym razie twierdzi internet.

Czytaj także Faulkner, czyli immersja Kinga Dunin

Pułkownik John Sartoris, ojciec Bayarda, to postać wzorowana na pradziadku autora. Będzie pojawiał się, choć czasem jedynie w drobnych wzmiankach, w bardzo wielu powieściach umiejscowionych w nieistniejącym hrabstwie Yoknapatawpha.

Dehnel słusznie zauważa, że łatwo nam odnieść to, o czym czytamy, do polskiego imaginarium. I nawet chyba nie potrzeba do tego jego babć. Przegrane powstania, mężczyźni gdzieś walczą, a we dworach pozostają dzieci i kobiety, które potrafią wystrychnąć na dudka kozaków. Mężczyźni wracający okaleczeni i w łachmanach pod wystrzępionymi sztandarami, spalone dwory i uciekający mieszkańcy… Jest w powieści nawet dziewczyna, która walczy w męskim stroju, jak dziewica bohater Emilija Plater? Niestety, kiedy powróci z wojny, zostanie „zabita”, zmuszona do nałożenia kobiecych sukni i niechcianego małżeństwa, które ma ocalić jej honor.

A że to Konfederaci i zwolenniczki niewolnictwa, strażnicy i strażniczki tradycji? Nasze emocje łatwo tu oszukać, ufnie idziemy za głosem narratora, przynajmniej w powierzchownej lekturze. Podobnie jak możemy dać się wciągnąć w przygodową warstwę powieści z młodymi bohaterami, trochę takimi jak Tomek Sawyer i Huck Finn, nawet pomimo ich doświadczeń – śmierci i zabijania, do czego będąc wciąż dziećmi, nie powinny być zmuszeni (chyba że to „mały powstaniec”).

Czytaj także Zapis kolektywnego obłędu Łukasz Najder

Pod tym kryje się jednak dużo bardziej gorzka opowieść.

Bayard, już jako młody mężczyzna, będzie musiał podjąć decyzję, czy przekroczy swoje uwarunkowania, zdradzi swoją klasę, rasę i rodzinę. I czy można to zrobić, oddając honory również tradycji? Dawne wartości Południa muszą ustąpić miejsca nowym. Honor, odwaga, ale też mit opiekuńczego paternalizmu wobec niewolników, prawo vendetty tracą swoją moc i coraz wyraźniej widać, że pod nimi kryły się okrucieństwo, hipokryzja i przemoc. Faulkner nad dawnym Południem jednocześnie odprawia egzekwie i egzorcyzmy. Nie broni starego porządku, ale też nie wierzy w obietnicę nowego.

Najmocniejsza scena w powieści, jakby wyjęta ze snu, ukazuje tłum wyzwolonych niewolników idących w somnambulicznym odurzeniu do rzeki Jordan, za nią ma znajdować się Ziemia Obiecana. Kieruje nimi jakaś niejasna nadzieja, marzenie. Kiedy docierają do rzeczywistej rzeki, żołnierze Unii odpędzają ich od niej, wysadzają most, zostawiając ich po drugiej stronie. Niektórzy toną, inni umierają z głodu, część musi wrócić do niewoli, a jeszcze inni błąkają się, nie należąc już do nikogo. Nie ma Ziemi Obiecanej za Jordanem, a jeśli nawet jest, to zazdrośnie strzeżona.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x