Czytaj dalej

Lektury szkolne w wersji pop?

Fot. Edycja KP. Fryta 73, Adrian Grycuk, Telemagazyn/Wikimedia.

Parę miesięcy temu rodziców i uczniów zszokowała parafraza piosenki Zenka Martyniuka w jednym z podręczników. A gdyby tak piosenki z popkultury spróbować potraktować serio i naprawdę włączyć je do kanonu lektur?

„Literatura, którą wziąłem tu na tapet, jest jednak specyficzna. Nie znajdziemy jej w książkach czy tomach wierszy, za to trudno się od niej opędzić. Atakuje nas w samochodach, autobusach, na wyciągach narciarskich, w wesołych miasteczkach, na festynach i różnego rodzaju świętach ulicznych, w czasie imprez sportowych, na plażach, w barach, smażalniach, lodziarniach, dobiega z telewizorów i radioodbiorników od sąsiadów lub ze słuchawek współpasażerów tramwajów, którzy za głośno często słuchają”. To cytat ze wstępu do książki Michała Rusinka Zero zahamowań, w której mierzy się on z wersją pop i disco polo kanonu lektur szkolnych.

Bo nie każdy pean na cześć Ojczyzny, Miłości czy Sztuki, napisany czternastozgłoskowcem, musi być czymś więcej niż fenomenem swoich czasów i epoki. W popkulturze i w muzyce też można znaleźć wiele uniwersalnych prawd – czy po prostu okazji do stymulacji intelektualnej.

Pochwała bryków

Nobel, Zenek i kicz?

Rok 2016, Nagroda Nobla w dziedzinie literatury trafia do Boba Dylana. W czasie kiedy zastanawia się on, czy ją przyjąć, zainteresowani tematem debatują, czy w ogóle powinien nagrodę dostać. Bo to w końcu „tylko” piosenki, choć ich teksty są dla wielu pewnie kultowe i ambitne. Może gdyby Dylan napisał 500 stron druku, uspokoiłoby to nerwy jego krytyków. Tym, który ukoił wzburzenie, był „pisarz właściwy” − bestsellerowy klasyk Salman Rushdie. „Granice literatury już dawno się poszerzyły i cieszę się, że tegoroczna Nagroda Nobla to uwzględniła”, skomentował sprawę w rozmowie dla „Guardiana”.

Możemy mówić więc o pewnym przełomie. Rebelianckie pokolenie ’68 słuchało Dylana na posiadówkach, a parędziesiąt lat później dostał on Nobla, stając się klasykiem.

Co nas, młodych, pcha do buntu? Między innymi wasza bogoojczyźniana szkoła 

Czy Nagroda Nobla jest przekonującym argumentem za tym, by piosenki włączyć do literackiego kanonu prezentowanego w szkołach? Jeśli dotąd przypominanie, że „muzykiem był również i wielki Homer”, było nieskuteczne.

Stricte w programie szkolnym piosenek wprawdzie żadnych nie ma, ale nauczyciele często korzystają z tych proponowanych w podręczniku albo z takich, które jakoś skojarzą im się z tematem. Ja miałem akurat w liceum bardzo fajną polonistkę, która puszczała nam utwory Marii Peszek. Poza tym w czasie lekcji zdarza się usłyszeć (opieram się na doświadczeniu własnym i znajomych) Czesława Niemena, ewentualnie Ewę Demarczyk czy Stare Dobre Małżeństwo.

A gdyby tak spróbować odczytać piosenki… z popkultury? I uczynić z nich kanon lektur – aby lepiej zrozumieć implikacje kulturowe, które za nimi stoją?

Jakiś krok w tym kierunku już został uczyniony: parę miesięcy temu rodziców i uczniów zszokowała parafraza piosenki Zenka Martyniuka w jednym z podręczników. Pomijając już seksistowski wydźwięk tej piosenki, Przez twe oczy zielone czy Przekorny los mogą dać ciekawe pole do interpretacji czy próby zrozumienia osób spoza swojej bańki.

Literacki Nobel dla sabotażysty popkultury

czytaj także

Zabawy Rusinka

W Zerze zahamowań Rusinek nie naucza i nie poucza, ale raczej bawi się z czytelnikiem. Nie podaje też żadnego z przykładów czy argumentacji, które podałem wyżej. Trudno powiedzieć, czy robi to, aby wyśmiać obecny system edukacji, czy rzeczywiście wizja takiego dopasowania kanonu do okoliczności go urzekła. Zgaduję, że Rusinek celuje gdzieś pomiędzy. Jego książka to pewnego rodzaju eksperyment: jak wyglądałyby analizy tekstów, o których istnieniu niektórzy zdają się zapominać?

„Zenek”, czyli król jest nagi

Jego krótkie teksty (których jest przynajmniej parędziesiąt) to przede wszystkim pastisze szkolnych albo wręcz akademickich esejów, wypracowań. Warto przywołać chociażby fragment jego analizy Dziewczyny z Instagrama Czadomana (piosenka dla chętnych tutaj): „Pierwsze, co rzuca się w oczy, a właściwie w uszy, w tym utworze, to jego regularna budowa trocheiczna, nadająca mu rytm nieco snopowiązałkoidalny”. Rusinek nie odwołuje się do klasyków ani do akademickich autorytetów, tylko parodiuje ich sposób wysławiania się, ich uwagi.

Można sobie wyobrazić analizę jakiegoś utworu z popkultury jako zadanie maturalne. Utwory radykalnie kiczowate mogłyby uruchamiać uczniowską kreatywność, pozwalać pobawić się trochę z „niespodziewanym” tekstem.

Nie są to przy tym pomysły zupełnie odosobnione. Podobny eksperyment przeprowadziła chociażby Paulina Mikuła w książce LiteraTOURa, („Czy Tobie Bogurodzica też skojarzy się z utworem Queen?”, pytają wydawcy). Jednoczesna publikacja tych dwóch tekstów może świadczyć o powolnym przełamywaniu pewnego impasu.

Staroń: Walczymy z czarną magią – głupotą, manipulacją, dyskryminacją, znieczulicą

Tymczasem jednak szkoły są raczej zamknięte na eksperymenty, mimo że eksperymentatorzy się zdarzają, jak chociażby Przemek Staroń, który często powołuje się na teksty z popkultury i jak mnie ostatnio zapewniał, zauważa, że jest to wśród nauczycieli coraz popularniejsze.

Co istotne: można by tutaj podnieść argument, że powstają szkoły disco polo, że jest to muzyka wyraźnie popularyzowana przez władzę. Bronienie disco polo ze względu na jego niedojrzały i seksistowski przekaz to co innego niż zachęcenie do analizy tych tekstów, zrozumienia – i być może w ten sposób obalenia ich tez.

Z imprez na lekcje

Żeby nabrać chęci na eksperymenty, warto czytać Rusinka. Nawet kiedy pisze, że „polityka kulturalna państwa, w którym przyszło nam żyć, powoduje, że popularne gatunki muzyczne są obecnie dowartościowywane, a z artystów je uprawiających robi się klasyków”.

Wiśniewska & Majmurek: Wieczne lata dziewięćdziesiąte

Nie dokonał tego jednak PiS (którego polityka kulturalna jest, oczywiście, dosyć absurdalna), lecz był to wynik emancypacji kolejnych grup społecznych. Warto postarać się je zrozumieć. I przypomnieć sobie, że literatura może służyć też rozrywce. Mało kogo śmieszy dziś Odprawa posłów greckich. Prędzej będą to już, stety czy niestety, Zenek Martyniuk czy Czadoman. To oni wpływają, w większym czy mniejszym stopniu, na dopiero co kształtujące się pokolenia.

zero zahamowań rusinek

Michał Rusinek do ich twórczości podchodzi z właściwym sobie humorem. Złośliwie – ale może i inspirująco?

*

Michał Rusinek, Zero zahamowań, Wydawnictwo Agora 2020

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Krzysztof Katkowski
Krzysztof Katkowski
Student MISH UW, aktywista
Publicysta i aktywista związany z „Krytyką Polityczną” i Stowarzyszeniem „Nigdy Więcej”. Studiuje prawo i socjologię w ramach MISH UW. Współzałożyciel Otwartego Uniwersytetu imienia Karola Modzelewskiego.
Zamknij