Kultura

Braun: Nie wszystko na sprzedaż

W centrum handlowym za wszystko trzeba płacić: kawa, fryzjer, sklep obuwniczy. A w „Manhattanie” można za darmo wypożyczyć książkę. 

Olga Szelągiewicz, Krytyka Polityczna: W centrum handlowym „Manhattan” w Gdańsku została właśnie otwarta nowoczesna biblioteka. Był pan inicjatorem tego przedsięwzięcia – według pana ludzie, idąc na zakupy, zajdą przy okazji po książki. Zastanawiam się jednak, czy rzeczywiście znajdą na to czas. I czy ten schemat nie powinien działać w odwrotną stronę: idąc do biblioteki, przy okazji robimy zakupy.

Paweł Braun: Do centrum handlowego chodzimy nie tylko po zakupy – często widać ludzi, którzy wychodzą z galerii pustymi rękoma albo z paczką papierosów czy gazetą, które można przecież kupić w sklepie osiedlowym. Chodzi też o to, żeby pobyć w nowoczesnej infrastrukturze, napić się kawy, spotkać znajomych. Ludzie lubią przebywać w grupie. Kiedyś taką rolę pełniły rynki, główne place miast. Teraz takimi placami są centra handlowe. Umieszczenie biblioteki w takim miejscu powoduje, że ludzie mają dodatkowy pretekst, żeby skorzystać z naszych usług.

Poza tym liczę trochę na dysonans poznawczy: w centrum powstało miejsce darmowe z założenia. Ci, którzy obserwują wystawy, nagle natkną się na coś niespodziewanego. W centrum handlowym wszystko jest płatne: kawa jest płatna, fryzjer jest płatny, sklep obuwniczy jest płatny. A u nas można za darmo wypożyczyć książkę, płytę z muzyką, poczytać gazetę, posłuchać muzyki, radia.

A nie jest tak, że stworzył pan właśnie bibliotekę dla klasy średniej? Tak mogą to odbierać niektórzy gdańszczanie. Przecież nie każdego stać na zakupy w centrum handlowym. Młodzież z biedniejszych rodzin może się czuć onieśmielona, przechodząc obok witryn z towarami, na które ją nie stać.

Cały czas mówi się o ubóstwie naszego społeczeństwa, a jednak centra handlowe pękają w szwach – albo więc nie jesteśmy tak biedni, jak sądzimy, albo działają tu jakieś inne mechanizmy. W centrach handlowych jest mnóstwo dzieciaków, z bardzo różnych grup społecznych, czego możemy się domyślać po ich stroju, zachowaniu. Dzieci przychodzą tutaj na wycieczki, jak my kiedyś do parku. Na podwórkach właściwie już ich nie ma. I wbrew pozorom wcale nie czują się w centrum handlowym obco. Dzieci bardzo szybko się adaptują w nowych przestrzeniach.

Dzieciaki z klasy średniej, o które pani pyta, są raczej na zajęciach dodatkowych: basenie, angielskim, szachach. A dzieci rodziców, których na zajęcia dodatkowe nie stać, biegają właśnie po centrach handlowych.

I biblioteka, jak całe centrum, ma być dla nich taką „przechowalnią”?

Nie, nasza biblioteka to miejsce, które będzie organizowało życie kulturalne. Mamy kilka nowych propozycji dla naszych czytelników – konsole do gier, instrumenty, zabawki. Chcemy, żeby każdy, bez względu na wiek, świetnie się u nas bawił. Przez ostatni rok zastanawialiśmy się też, jak dotrzeć do nie-czytelników: osób, które posiadły zdolność czytania, ale nie korzystają z naszych usług. Biblioteka „Manhattan” to także miejsce dla nich – dłuższe godziny otwarcia, łatwy dostęp do książek, „empikowa” atmosfera, anonimowość, jeśli ktoś jej potrzebuje. Przyciągamy również nowymi rodzajami zbiorów: płytami, filmami i e-bookami.

Moim oczkiem w głowie jest kącik dziecięcy. Będziemy tu wychowywać nowych czytelników. Dziećmi zajmie się wyspecjalizowany personel złożony z psychologów, logopedów, socjologów i terapeutów. Zależy nam, żeby w zajęciach brali też udział rodzice, bo żyjemy w społeczeństwie, w którym jest stosunkowo mało czasu na budowanie relacji z dzieckiem. W bibliotece rodzice będą mogli spędzić atrakcyjnie czas i sami się czegoś nauczą, na przykład jak pracować z książką z małym dzieckiem. Przede wszystkim chcemy przekonać rodziców, że tylko oni są w stanie namówić dzieci do czytania. Biblioteka sama nie wyrobi tego nawyku. A dzieci, które nigdy nie czytały, nie przyjdą jako dorośli do biblioteki.

Do mediateki w „Manhattanie” trafiły zbiory z trzech filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku, które zamknięto. Czy w ten sposób nie wykluczono ludzi starszych? Dla nich te biblioteki to było coś więcej niż wypożyczalnie książek, to były ważne ośrodki życia towarzyskiego.

Podstawową grupą docelową nowoczesnych bibliotek są ludzie młodzi. Interesują ich nowości techniczne, takie jak e-readery i e-booki; w bibliotece szukają nie tylko interesujących zbiorów, ale także informacji, mniej zależy im na kameralności miejsca. Ale nie chcemy nikogo odstraszać, dlatego mediateka zachowała tak dużo elementów tradycyjnych, przede wszystkim tradycyjny księgozbiór – mamy czterdzieści tysięcy książek i cichą czytelnię.

I nie obawia się pan, że starsi gdańszczanie i gdańszczanki nie będą mieli odwagi korzystać z mediateki? Napotkają tu komputery i nowy personel, trzeba będzie budować na nowo więzi.

Wychodzę z założenia, że ludzie starsi chcą się czuć częścią społeczeństwa tak samo jak inne grupy. Tworzenie dla nich jakichś enklaw, osobnych zajęć czy kółek wyrzuca ich poza ramy wspólnoty. Mediateka ma im pozwolić na uczestnictwo w najnowocześniejszych przejawach kultury. Bardzo nam zależy, by ci, którzy przyjdą do nas po raz pierwszy, oswoili się z tym miejscem. Będą im pomagali nasi pracownicy. Pomimo młodego wieku większość z nich ma już spore doświadczenie w pracy z czytelnikami.

W mediatece będą się też odbywały cykliczne zajęcia dla starszych czytelników, m.in. z obsługi komputera, internetu, e-maila. Brak tych umiejętności jest przyczyną groźnego i bolesnego wykluczenia technologicznego. Dlatego tutaj jest tyle komputerów – korzystając z naszej wiedzy i doświadczenia, starsze osoby będą mogły stopniowo uczyć się ich obsługi.

Mimo tego starsi mieszkańcy Gdańska boją się zmian. Mieszkańcy dzielnicy Strzyża skutecznie zablokowali likwidację „swojej” biblioteki.

Dotarły do nas informacje o protestach mieszkańców. Pierwotnie w Strzyży miały być zamknięte obie części biblioteki, dziecięca i ogólna. Ostatecznie zlikwidowano tylko dziecięcą. W przypadku dzieci nie mam wątpliwości – będą wolały przyjść do mediateki.

A jak ich zachęcicie do czytania? Jak dopasować księgozbiór do wymagań, pasji i zainteresowań młodych?

Kiedyś dokonywaliśmy centralnego zakupu: rada mędrców, czyli doświadczonych bibliotekarzy, ustalała, jakie książki kupić i do której filii trafią. W zeszłym roku zastosowaliśmy inny mechanizm. Każda filia dostała swój budżet, wynikający z liczby czytelników. Mediateka ma pięćdziesiąt tysięcy rocznie na zakup nowości, a to spora kwota. Decyzje o zakupach podejmuje po konsultacjach – bibliotekarze na podstawie rozmów z czytelnikami dopasowują księgozbiór. Jeżeli do danej filii zapisanych jest dużo kobiet, które chcą czytać romanse, to mają kupić romanse.

My, bibliotekarze, często mamy zboczenie zawodowe – jestem po filozofii i wydaje mi się, że wszyscy powinni czytać Kołakowskiego czy Tischnera. Jak to, nie ma którejś z książek Kołakowskiego w bibliotece, a jest Danielle Steel? Opuściłem komisję zakupów, bo moje myślenie szło w złym kierunku.

Biblioteka jest instytucją egalitarną, dostosowujemy ofertę do potrzeb czytelników. W naszych zbiorach znajdują się zarówno dzieła filozofów, historyków i twórców literatury z wyższej półki, jak i różnorodna literatura popularna. Utrzymujemy się z pieniędzy publicznych, czyli mieszkańców naszego miasta. Moim obowiązkiem jest zapewnić im dostęp do takiej literatury, jakiej pragną. Bez względu na to, czy jest to kryminał, horror czy romans.

*Paweł Braun – dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.