🌲 W Puszczy Białowieskiej, jednym z najcenniejszych ekosystemów Europy, od 2022 roku znajduje się stalowa zapora przeciwko migrantom.
📜 Specjalna ustawa z 2021 roku wyłączyła inwestycję spod standardowych procedur ochrony środowiska i ograniczyła dostęp do informacji publicznej.
🔍 Instytucje państwowe nie prowadzą pełnej kontroli oddziaływania inwestycji, a część danych pozostaje niedostępnych dla badaczy.
🌍 Naukowcy i międzynarodowe instytucje wzywają do pilnych działań naprawczych i kompleksowego monitoringu wpływu zapory na ekosystem.
Duży byk żubra regularnie zapuszcza się do wsi Teremiski, która leży niespełna dziesięć kilometrów od granicy z Białorusią. To właśnie tam w 2022 roku powstała wysoka na pięć metrów zapora graniczna. We wsi mówią, że obecność żubrów wyraźnie się nasiliła, a i wilków jest więcej. Nikt tu nie odczuwa strachu przed dzikimi zwierzętami, lecz takie zmiany budzą niepokój.
– Kawy? – pyta Basia i przesuwa w naszą stronę talerz z ciastkami.
– Może jeszcze wody? – dorzuca Ela, matka Basi.
Teremiskie domy są nad wyraz gościnne. Przychodzi nam do głowy, że niecałe dziesięć kilometrów od granicy może być to odruch obronny. Siedzimy w ciepłej kuchni. W kącie kręci się kot.
– Ma na imię Depresja – mówi gospodyni i nie żartuje. – Po prostu… miała depresję. I tak już zostało.
Ela i Basia mieszkają nieopodal stalowej zapory na granicy polsko‑białoruskiej, która miała być odpowiedzią państwa na kryzys migracyjny. W praktyce stała się też systemem nacisku – na mieszkańców, na osoby w drodze, i na przyrodę. W Teremiskach tę zmianę słychać – w tonie opowieści, w powtarzanych ostrzeżeniach, w policyjnych syrenach. Zmieniła się także zawartość plecaków zabieranych do lasu.
– Kiedyś brało się mapę. Teraz bierze się więcej wody, czasem jedzenie. Coś, co może uratować komuś życie – mówi.
Ela nazywa siebie introwertyczką. Przez lata „resetowała głowę” w lesie.
– To był mój spokój – opowiada. – A po 2021 roku spokój dostał drugie dno. Idziesz do lasu i masz z tyłu głowy, że możesz kogoś spotkać. Nie chodzi nawet o to, że się boisz. Chodzi o to, że możesz pomóc. Albo nie pomóc. Ze swoją decyzją zostajesz sam.
Mieszkańcy mówią jeszcze o innym rodzaju izolacji. Nie biologicznej, tylko obywatelskiej.
– Najpierw było głośno. Potem cisza. A potem znów głośno, kiedy wydarzyło się coś, co dawało nagłówek. Nikt się nie martwił o mieszkańców, nikt nie przejmował się ludźmi, którzy tu żyją. I bardzo rzadko ktokolwiek z nami rozmawiał – wspominał Basia.
Im częściej dzikie zwierzęta pojawiają się w zamieszkanych wsiach, tym większe ryzyko wypadków. Kilka miesięcy temu w Teremiskach żubr zaatakował turystę, który podszedł do niego zbyt blisko. Rafał Kowalczyk, profesor pobliskiego Instytutu Biologii Ssaków PAN, tłumaczy, że zwierzę nie poniosło żadnych konsekwencji wyłącznie dlatego, że zdarzenie miało świadków. Potwierdzili, że to turysta złamał zasady i zignorował wyraźne sygnały ostrzegawcze wysyłane przez zwierzę.
Przyjechałyśmy do Teremisek z pytaniem, co dokładnie zrobiła przyrodzie inwestycja z 2022 roku, poprowadzona przez obszary chronione i dlaczego, mimo upływu czasu, tak niewiele o tym wiemy.
Wiosna, kiedy las się zmienił
Puszcza Białowieska to ostatni pierwotny, czyli niemodyfikowany przez człowieka las Europy. Znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO i stanowi ostoję gatunków takich jak żubr czy ryś.
Latem 2021 roku ów las znalazł się w centrum geopolitycznego konfliktu. Na wschodniej granicy Unii Europejskiej zaczęły pojawiać się grupy migrantów, kierowane przez reżim Aleksandra Łukaszenki i wspierane przez siatki przemytników. Wraz z narastającym kryzysem humanitarnym i eskalacją napięć polski rząd zamknął strefę przygraniczną. Przez dziesięć miesięcy wstęp mieli tam wyłącznie mieszkańcy. Dziennikarze, wolontariusze i turyści zostali objęci zakazem wjazdu.
Równolegle władze zaczęły dążyć do budowy fizycznej bariery. Specjalna ustawa pozwoliła władzom wybierać wykonawców bez otwartych przetargów. Za największą część inwestycji odpowiadała firma Budimex – jedna z największych polskich firm budowlanych, należąca do hiszpańskiego koncernu Ferrovial. Budowę muru o długości 187 kilometrów zakończono w czerwcu 2022 roku. Przecina on obszary Natura 2000 oraz tereny objęte ścisłą ochroną. Koszt inwestycji – 1,6 miliarda złotych – objął roboty budowlane, elementy stalowe oraz elektroniczny system nadzoru.
Gdy w lipcu 2022 roku Puszcza Białowieska została ponownie otwarta, ślady budowy były nie do przeoczenia. Wzdłuż wytyczonej jeszcze w czasach carskich Drogi Browskiej piętrzyły się hałdy ziemi, a w pobliżu Starego Masiewa między drzewami stał porzucony kontener z napisem „cargo van” – niemi świadkowie miesięcy intensywnych prac. W niektórych miejscach wzdłuż zapory ustawiono tzw. zęby smoka – rzędy betonowych, piramidalnych bloków, które uniemożliwiają ruch pojazdów. Każdy z nich waży około trzech ton, a do ich transportu i montażu konieczne było użycie ciężkiego sprzętu.

Ustawa, która wyłączyła mur spod prawa
W październiku 2021 roku prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o budowie zabezpieczenia granicy państwowej, która w praktyce wyłączyła budowę zapory spod prawa. Pozwoliło to Polsce ominąć szereg międzynarodowych zobowiązań. Zgodnie z prawem unijnym oraz konwencją z Espoo projekt tej skali powinien zostać poprzedzony pełną oceną środowiskową.
Jednak to wymagałoby czasu, a polskie władze najwyraźniej uznały, że nie mogą sobie na to pozwolić. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie odpowiedziało na nasze pytania w tej sprawie. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku przyznała, że nie przeprowadziła żadnych audytów środowiskowych – bo nie musiała ich robić. Nie posiada również informacji o jakimkolwiek monitoringu środowiskowym prowadzonym po zakończeniu inwestycji.
Ustawa z 2021 roku zablokowała również publiczny dostęp do umów i szczegółów finansowych. W efekcie organizacje pozarządowe oraz lokalne społeczności nie miały kontroli nad inwestycją. W odpowiedzi na nasze pytania Komenda Główna Straży Granicznej przekazała formalne stanowisko dotyczące dostępu do informacji publicznej w sprawie budowy zapory. A Biuro Ochrony Informacji poinformowało, że techniczne aspekty bariery nie stanowią informacji publicznej i w związku z tym nie podlegają udostępnieniu w trybie przewidzianym w przepisach o dostępie do informacji publicznej.
To stanowisko ma praktyczne skutki. Odcina dostęp do danych, które w ocenie oddziaływania są podstawowe: gdzie są kamery, co rejestrują, jak działają bramy, kiedy się otwierają, jak często zwierzęta podchodzą do bariery i gdzie próbują przejść.
Puszcza w oczach propagandy
Oficjalnie Mińsk ostro potępia budowę zapory po polskiej stronie granicy, określając ją mianem aktu barbarzyństwa. Białoruskie władze uzasadniają to szeregiem pozornie merytorycznych argumentów. Twierdzą, że bariera zaburza naturalne ekosystemy, blokuje migrację zwierząt oraz zwiększa zanieczyszczenie światłem i hałasem.
W tej narracji nie pojawia się jednak informacja o istnieniu drugiej bariery – tej, która od końca lat 80. stoi po białoruskiej stronie granicy. Znana potocznie jako „Sistema”, dwumetrowa konstrukcja może nie robić takiego wrażenia jak pięciometrowy mur wzniesiony przez Polskę, ale od dekad ogranicza przemieszczanie się dużych zwierząt, takich jak żubry, jelenie czy łosie, po terenie Puszczy Białowieskiej.
Białoruskie media państwowe przyznają, że ogrodzenie istnieje, jednocześnie przekonując, że nie stanowi ono istotnej przeszkody dla fauny, ponieważ mniejsze gatunki mogą się przez nie przedostawać. Białoruscy eksperci zwracają jednak uwagę, że jeszcze niedawno wilki swobodnie przepływały przez Bug – aż do momentu, gdy Polacy przecięli ich trasę drutem kolczastym typu concertina. Ów zwój ostrego drutu biegnie dziś wzdłuż niektórych odcinków polskiej zapory.
Naukowcy wskazują concertinę jako jedną z głównych przyczyn śmiertelności zwierząt podczas budowy bariery. Zwierzęta próbujące ją pokonać doznawały głębokich ran ciętych, które często kończyły się śmiercią.
– Niektóre gatunki miały problemy z przekraczaniem granicy już wcześniej – przyznaje białoruski naukowiec, który prosi o zachowanie anonimowości ze względów bezpieczeństwa. – Ale teraz sytuacja jest znacznie gorsza. W 2017 roku dyskutowaliśmy o możliwości usunięcia białoruskiego ogrodzenia. Dziś to nierealne.
Nie wszystkie białoruskie oskarżenia wobec pięciometrowej zapory po polskiej stronie da się jednak obronić. Część z nich nosi znamiona propagandy. W wywiadzie udzielonym w 2022 roku państwowej agencji BelTA specjalista ds. gospodarki łowieckiej Andriej Małyszka twierdził, że populacja jeleni w rezerwacie łowieckim Wołkowysk zmniejszyła się o połowę w ciągu jednego roku.
– Zeszłej zimy na naszym terenie przebywało około 150 jeleni. W tym roku zostało ich tylko około 70 – mówił Małyszka, przypisując ten spadek wyłącznie budowie polskiej zapory.
Twierdzenia te nie zostały jednak poparte żadnymi danymi. Brakuje informacji o tym, co faktycznie stało się ze zwierzętami – czy pozostały po polskiej stronie granicy, zginęły, czy też przeniosły się w inne rejony Białorusi. W warunkach ograniczonego dostępu do danych i politycznej presji trudno to zweryfikować.
Nikt nas o to nie prosił
Gdy zaczęła się budowa muru, lokalni badacze regularnie wyruszali do lasu, by dokumentować środowiskowe skutki prac. To, co zastali, przedstawiało ponury obraz: uszkodzone drzewa, plamy zaschniętego betonu, porzucone pojemniki po smarach, plastikowe odpady i zwykłe śmieci – w tym papier toaletowy oraz ludzkie odchody. Każdy z tych śladów był fotografowany, opisywany i naniesiony na specjalną mapę. Była to oddolna inicjatywa naukowców.
– Mieliśmy narzędzia, by przeprowadzić rzetelny monitoring jeszcze przed rozpoczęciem budowy – mówi prof. Michał Żmihorski, poprzedni dyrektor Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk. – Jednak nikt nas o to nie prosił.
To zdanie wracało w naszych rozmowach jak refren. Żmihorski podkreśla, że wiele dałoby się sprawdzić nawet bez wieloletnich projektów: tropienia, transekty (obserwacje poszczególnych tras), monitoring obecności gatunków przy granicy. Problem w tym, że dostęp do pasa przygranicznego bywał naukowcom ograniczany, a część danych gromadzonych przez służby pozostaje poza ich zasięgiem.
Naukowcy opisują próby uzyskania nagrań z kamer na zaporze. Słyszeli, że są „tajne” – choć wybrane ujęcia służby publikowały mediach społecznościowych. W praktyce oznacza to, że nawet proste pytania – które gatunki próbują przejść, gdzie i jak często – pozostają bez odpowiedzi.
Dr Katarzyna Nowak z Instytutu Biologii Ssaków PAN mówi, że naukowcy musieli negocjować dostęp do niemal każdego metra lasu. Fotopułapki trzeba było instalować tak, aby kamery „widziały” las, ale nie zaporę – był to warunek stawiany przez służby. Zespół uzupełniał monitoring metodami klasycznymi: transektami, tropieniami na śniegu, rejestracją dźwięku i inwentaryzacją śladów człowieka.
Zapora nie stanowi bariery dla zwierząt?
Firma Budimex utrzymuje, że zapora nie stanowi bariery dla zwierząt na paneuropejskich szlakach migracyjnych. Tymczasem naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, związani ze Stacją Geobotaniczną, prowadzili monitoring oddziaływania inwestycji na środowisko od lutego do listopada 2022 roku. Wyniki ich obserwacji były alarmujące. Na Drodze Browskiej, którą odwiedzali 26 razy, dokumentowali martwe gady, płazy i ptaki – w tym objęte ochroną – rozjechane przez pojazdy budowlane. Większość padłych zwierząt szybko znikała, zjadana przez lisy, kuny, wilki lub jenoty, co oznacza, że rzeczywista skala śmiertelności mogła być znacznie większa.
Ciężki sprzęt zakłócał przemieszczanie się zwierząt, a hałas wypłaszał je w głąb lasu. Gdy budowa zagrody dobiegła końca, obiecane przejścia dla zwierząt – 24 duże korytarze zaprojektowane z myślą o żubrach, wilkach, jeleniach i rysiach – nie zostały jednak otwarte. Dodatkowe zagrożenie stanowi drut kolczasty rozciągnięty w dolinach rzek, który jest szczególnie niebezpieczny dla migrujących zwierząt.

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Biologii Ssaków PAN wynika, że w pobliżu granicy i dróg pojawia się dziś mniej zwierząt niż wcześniej.
– Obserwujemy wzrost liczby pojazdów, ludzi, żołnierzy, funkcjonariuszy Straży Granicznej i innych służb – mówi prof. Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków PAN. – Widzimy, że gatunki jak żubry, wilki czy jelenie szlachetne pojawiają się dziś znacznie rzadziej w pobliżu granicy niż przed postawieniem zapory.
Badacze przeprowadzili również analizę krajobrazu dźwiękowego. Zimą 2024 roku przez tydzień prowadzono ciągłe nagrania na dużym obszarze – jeszcze przed rozpoczęciem wiosennej aktywności ptaków. Dodatkowo w ścisłym rezerwacie parku narodowego realizowano długoterminowe rejestracje dźwięku przez ponad osiem miesięcy, od wiosny do zimy.
Zarejestrowane odgłosy podzielono na trzy kategorie: antropofonię (głosy ludzi, pojazdy, muzykę, szczekanie psów, strzały), biofonię (np. sowy, dzięcioły) oraz geofonię (wiatr). Analiza wykazała, że niektóre dźwięki antropogeniczne – takie jak przeloty śmigłowców czy odgłosy strzałów – docierają głęboko w głąb lasu. Ogólnie jednak antropofonia była rejestrowana przede wszystkim w pasie od około 100 do 250 metrów od granicy.
Najwięcej informacji dostarczyło tropienie na śniegu. Pozwoliło ono określić, które gatunki są w stanie przekraczać bariery i jakie zwierzęta gromadzą się przy posterunkach wojskowych, korzystając z porzuconych resztek jedzenia. Prace transektowe z kolei pokazały skalę zanieczyszczenia plastikiem oraz możliwe skupianie się tropów jeleni w odległości od granicy. Fotopułapki umożliwiły rejestrację gatunków trudnych do uchwycenia w badaniach terenowych, takich jak duże drapieżniki, a także precyzyjne określenie czasu i miejsca obserwacji oraz warunków pogodowych. Pozwoliły też zebrać dane o obecności ludzi w miejscach, gdzie nie pozostawiają oni widocznych śladów.
Z nieformalnych rozmów z żołnierzami wynika z kolei, że lisy potrafią przekraczać główną zaporę, z Białorusi przychodzą do nas koty, a żubry podchodzą pod barierę po stronie białoruskiej w co najmniej dwóch lokalizacjach. Może to świadczyć o tym, że część osobników – a być może całe grupy – utknęły pomiędzy polską zaporą a białoruską „Sistemą”. Albo że niektóre mniejsze zwierzęta wykorzystują luki w starszym białoruskim ogrodzeniu.
Podczas gdy żubry, wilki czy jelenie unikają strefy przygranicznej, lisy, jenoty i zdziczałe koty gromadzą się w pobliżu posterunków wojskowych, gdzie dostępne są odpady organiczne. Tworzy to lokalne ogniska zwiększonego ryzyka przenoszenia chorób. Oczyszczony pas terenu wzdłuż zapory działa jak korytarz dla gatunków inwazyjnych, wypierających rodzimą florę i zakłócających łańcuchy pokarmowe. Do tego dochodzą stałe zakłócenia: hałas, światło i rutynowa obecność służb granicznych.
Najpoważniejsze zagrożenie dotyczy jednak rysia. Naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN ostrzegają, że dalsza izolacja genetyczna może doprowadzić do nieodwracalnego załamania populacji.
Kryzys bez końca
Po 2023 roku Białowieża ucichła – zniknęły koparki, wojskowe ciężarówki i pojazdy Straży Granicznej. Turyści nie wrócili jednak w dawnych liczbach – restauracje skróciły godziny otwarcia, szlaki opustoszały, a hotele świeciły pustkami. Migranci jednak wciąż byli i są w lesie – spali pod gołym niebem, chorowali, czasem umierali. Według statystyk We are Monitoring od czerwca 2022 roku – kiedy powstała zapora – aktywiści otrzymali 20165 zgłoszeń od osób w drodze przekraczających granicę, a z pewnością byli i tacy, którzy po pomoc się nie zwracali.
Ta podwójna rzeczywistość – cisza turystycznej miejscowości i ukryty ruch w lesie – budzi sprzeczne opinie na temat samej zapory. Czy mur przywrócił poczucie bezpieczeństwa? Czy jest kosztowną iluzją, która niszczy las, nie rozwiązując kryzysu humanitarnego?
– To nie jest pytanie „za” albo „przeciw” – mówi Basia, mieszkanka Teremisek. – Wiem, że mur szkodzi zwierzętom. I wiem, co się działo, kiedy go nie było. Boję się, co będzie dalej – i nie ma prostej odpowiedzi.
Jeśli zapora ma stać jeszcze latami, pytanie brzmi nie: „czy ją rozebrać jutro”, tylko: jak ograniczyć szkody, które już dziś są policzalne. Z rozmów z badaczami wynika, że potrzebne jest choćby minimum: stały monitoring populacji (zwłaszcza rysia, łosia i wilka), jasne zasady działania bram i przejść – w tym tych na terenie Białorusi, ograniczenie ruchu i rozbudowy dróg używanych przez służby, porządek w odpadach przy posterunkach oraz plan naprawczy dla obszaru Natura 2000/UNESCO – z terminami i przypisaniem odpowiedzialności.
Na początku 2025 roku Centrum Światowego Dziedzictwa UNESCO zapowiedziało również powołanie zespołu złożonego z przedstawicieli zarządzających obiektem, Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Straży Granicznej, wojska oraz środowiska naukowego, którego zadaniem będzie opracowanie założeń programu kompleksowego monitoringu ekosystemu Puszczy Białowieskiej oraz planu działań naprawczych.
Kilka miesięcy później alarm został podniesiony ponownie. Po raporcie Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN), który obniżył status ochronny Puszczy Białowieskiej do poziomu „krytycznego”. W listopadzie 2025 roku Państwowa Rada Ochrony Przyrody – Komisja ds. Ochrony Ekosystemów – wezwała do pilnych działań naprawczych. Czyli do stworzenia nowych rezerwatów, ograniczenia ruchu na drogach leśnych, wstrzymania polowań, odtworzenia mokradeł oraz opracowania zintegrowanego planu ochrony dla obszarów UNESCO i Natura 2000. W dalszej kolejności potrzebne są: funkcjonalne przejścia dla drapieżników, poprawę gospodarki odpadami, usuwanie gatunków inwazyjnych oraz długofalowy monitoring.
Wszystkie te działania są jednak dopiero w fazie planów. A bez zdecydowanej reakcji – ostrzegają eksperci – Polska może utracić jeden z najcenniejszych obszarów przyrodniczych Europy.
Mieszkańcy regionu nie mają jednak wątpliwości – i nie potrzebują do tego raportów naukowych. Opowiadają historie sprzed lat, kiedy granica istniała tylko dla ludzi.
– Kilka lat temu przyszedł do nas z Białorusi niedźwiedź – wspomina Basia. – Został sfotografowany, jak jadł miód. Widywałam też wilki. Dla nich nie istnieje polityka.
Basia wciąż ma nadzieję, że Teremiski i całe pogranicze wrócą kiedyś do normalności.
Ten artykuł został opracowany przy wsparciu Journalismfund Europe.
*
Nikola Budzińska – dziennikarka, której zainteresowania skupiają się na kwestiach ochrony praw człowieka, ekosystemach przygranicznych i migracji. Jej praca łączy reportaże terenowe, wywiady z lokalnymi społecznościami, naukowcami i organizacjami pozarządowymi oraz analizę ram prawnych i politycznych. Nikola współpracuje z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, Onetem i Outriders. Otrzymała wsparcie finansowe z kilku programów międzynarodowych, w tym Letniej Szkoły Dziennikarstwa Śledczego BIRN i stypendium SDG Lab.
Nasta Zakharevich – dziennikarka, która od dziewięciu lat zajmuje się relacjonowaniem wydarzeń na Białorusi i w Europie Wschodniej. Opisała protesty na Białorusi w 2020 roku dla międzynarodowej agencji informacyjnej EFE i współpracowała z wieloma innymi mediami, m.in. z Radio Liberty, Current Time TV, TUT.BY, Outriders, Eastory, New Eastern Europe, taz, Rus.Delfi.lv, Kontext.lv i niezależnym regionalnym medium Chayka.lv. Jej praca skupia się na represjach politycznych, społeczeństwie obywatelskim, wolności mediów i problemach społecznych na Białorusi i w regionie.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.