Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Zanim pozabijamy się o ostatnie miejsce pracy

„Bez wyjścia”, reż. Park Chan-wook

Frustracja płynąca z tego, że coraz trudniej utrzymać się na powierzchni, pcha wielu ludzi ku skrajnej prawicy, manosferze i w inne toksyczne przestrzenie. W filmie Parka Chan-wooka – pcha bohatera do mordu.

ObserwujObserwujesz
Kadr z filmu „Bez wyjścia”, reż. Park Chan-wook Recenzja
10
Walka
Serce
Celnie!

7

Mężczyzna z klasy średniej, w wieku też już zdecydowanie średnim, traci dobrą pracę. Nie może znaleźć nowej, a gdy jego rodzina ma problem z utrzymaniem dawnego stylu życia i stopniowo obcina konsumpcję, sytuacja robi się coraz bardziej napięta.

Wielokrotnie widzieliśmy podobne historie w kinie. W nowym filmie Koreańczyka Parka Chan-wooka – autora Old Boya (2003), przed Parasite największego międzynarodowego sukcesu kina koreańskiego – ten motyw zyskuje jednak dodatkowy twist. Bohater Bez wyjścia, Man-su, uznaje bowiem, że jedynym sposobem na zdobycie dobrej pracy umożliwiającej mu powrót do dawnego życia jest zamordowanie nie tylko osoby, która obecnie ją wykonuje, ale także potencjalnych najlepszych kandydatów, którzy najpewniej zdecydują się zgłosić na powstały w wyniku morderstwa wakat.

Czytaj także Tak śmierdzą ludzie jeżdżący metrem Maciej Kryński

Co zabiera nam pracę?

Park pokazuje to wszystko w konwencji czarnej komedii, umiejętnie łącząc satyrę i surrealistyczny humor z egzystencjalnym lękiem, z jakim mierzy się Man-su. Mężczyzna całą swoją tożsamość i sens życia zbudował bowiem na pracy – na tym, że jest w stanie zapewnić niepracującej żonie i dwójce dzieci stabilność i odpowiedni poziom życia. Nieustannie prześladuje go pamięć ojca, farmera, który stracił wszystko za sprawą epidemii trzody chlewnej. Nic go tak nie przeraża jak ewentualność, że i on w podobny sposób zawiedzie swoich bliskich. Reżyser bardzo sprawnie i przewrotnie sprawia, że silnie empatyzujemy z bohaterem i kibicujemy mu w jego kolejnych morderczych przedsięwzięciach.

Film jest adaptacją amerykańskiej powieści Davida E. Westlake’a The Ax z 1997 roku, którą na ekran przeniósł w 2005 roku w filmie Ostre cięcia Costa Gavras, osadzając ją we francuskich realiach. Bez wyjścia nie sprawia jednak wrażenia filmu z recyklingu; wygląda bardzo współcześnie, odwołując się sprawnie do lęków globalnej widowni w 2025 roku.

W Ostrych cięciach bohater tracił pracę dlatego, że jego firma przeniosła produkcję z Francji do Rumunii, by zaoszczędzić na kosztach zatrudnienia i wypłacić akcjonariuszom większą dywidendę. Film miał premierę chwilę po pierwszym rozszerzeniu Unii Europejskiej na kraje dawnego Bloku Wschodniego – sama Rumunia dołączyła dopiero w 2007 roku – i wyrażał lęk klasy średniej zamożnej, zachodniej Europy przed konkurencją i dumpingiem socjalnym tej nowej.

20 lat temu znajdowaliśmy się po przeciwnej stronie niż bohater Ostrych cięć. Jego strata była naszym zyskiem. Przeniesienie produkcji z Francji czy Belgii do takich miejsc jak Polska, Słowacja albo Rumunia oznaczało, że ileś rodzin z naszego regionu po latach transformacyjnej biedy i chaosu w końcu załapie się na stabilne, przyzwoicie płatne miejsca pracy. Niespecjalnie przejmowaliśmy się tym, jaką cenę płacą za to obywatele starej Unii.

Dziś jednak możemy się w pełni utożsamić z problemami Man-su. Tym bardziej że nie tylko globalizacja i relokacja produkcji są siłami zagrażającymi jego ekonomicznej pozycji. Owszem, bohater traci pracę, bo jego firmę kupują Amerykanie, nieszanujący koreańskiej umowy społecznej, opartej na długotrwałych więzach pracownika z firmą. Równie istotną rolę odgrywają jednak przemiany technologiczne. Man-su pracuje w branży papierniczej – a papier jest niestety materiałem coraz mniej potrzebnym w coraz bardziej cyfrowym świecie. Pojawia się też wątek AI, automatyzacji i robotyki. Sugerowana w finale Bez wyjścia przyszłość, w której resztki klasy średniej zabijają się – choć pewnie bardziej metaforycznie niż dosłownie – o ostatnie dobre miejsca pracy, które ostały się przed sztuczną inteligencją, idealnie wpisze się w lęki wielu widzów.

Utrzymać się na powierzchni

Bez wyjścia budzi skojarzenia z jeszcze jednym filmem, brytyjską czarną komedią Roberta Hamera z 1949 roku Szlachectwo zobowiązuje (Kind Hearts and Coronets). Opowiada ona historię młodego człowieka, syna kobiety wydziedziczonej przez swoją arystokratyczną rodzinę, który decyduje się zamordować ośmiu swoich krewnych dzielących go od rodzinnej fortuny i tytułu książęcego – który za sprawą specjalnego królewskiego przywileju może wyjątkowo w jego rodzinie być dziedziczony także w linii żeńskiej. W tym roku do kin ma wejść przeniesiony we współczesne amerykańskie realia remake pod tytułem Przepis na morderstwo.

Szlachectwo zobowiązuje pokazywało dość fantastyczny scenariusz, zwłaszcza w realiach powojennych rządów Partii Pracy, gdy brytyjskie społeczeństwo doświadczało wyjątkowego w swojej historii spłaszczenia hierarchii społecznych. Siła Bez wyjścia polega na tym, że wielokrotne morderstwo nie jest tu środkiem umożliwiającym wspięcie się na szczyt społecznej hierarchii, ale czymś, co umożliwia tylko utrzymanie się na powierzchni, na poziomie klasy średniej. Man-su nie pragnie przecież tytułu, zamku i służby. Jego marzenia są dość rozsądne: stabilna praca, dom odpowiedni dla małżeństwa z dwójką dzieci, czas na ogrodnicze hobby, dwa psy, lekcje wiolonczeli dla utalentowanej muzycznie córki – i tylko niepracująca żona jest tu oczekiwaniem mało rozsądnym.

Dwudziestowieczne społeczeństwo przemysłowe, przynajmniej w krajach rozwiniętych – jeszcze niedawno nawet takich jak Korea czy Polska – obiecywało przecież, że taki dobrobyt będzie dostępny dla każdego, kto ciężko pracuje, wypełnia swoje obowiązki, ewentualnie wykaże jakieś minimum inicjatywy, by np. zdobyć odpowiednie kwalifikacje. Man-su z pewnością robił wszystko, co ktoś marzący o takim życiu powinien: wcześnie zaczął pracę, skończył zaocznie studia, wykonywał swoje obowiązki na 110 procent – na darmo.

Frustracja płynąca z tego, że coraz trudniej osiągnąć taki poziom życia i utrzymać się na powierzchni, pcha wielu ludzi może nie od razu do mordu, ale ku skrajnej prawicy, manosferze, coachom biznesu obiecującym wzbogacenie się na podejrzanych kryptowalutach i w inne toksyczne przestrzenie.

Czytaj także Wygnani z raju: strategie przetrwania w świecie po AI Jakub Chabik

Stracimy więcej niż zarobek

Jednocześnie, jak widzimy w filmie, rozwiązaniem tego problemu niekoniecznie jest dystrybucja zysków płynących z wdrożenia AI, jakiś rodzaj dochodu podstawowego. Problemem Man-su nie jest tylko to, jak sfinansować styl życia, do którego przywykła jego rodzina. Mężczyzna całą swoją tożsamość zbudował na pracy, którą naprawdę kocha. Potrafi godzinami opowiadać o produkcji papieru, jest dumny z jakości swojej pracy, z jej materialnych efektów w postaci lekkiej kartki o zachwycającej estetycznie teksturze, perfekcyjnym odcieniu bieli, przyjemnej taktylności. Być może mógłby się przekwalifikować – ma też niewątpliwy talent do ogrodnictwa – to jednak oznaczałoby porzucenie czegoś, co naprawdę kocha robić.

Podobnie zdruzgotani utratą pracy w branży papierniczej są potencjalni konkurenci, których Man-su musi wyeliminować. Jeden z nich zapija się cały dniami w domu, pełnym branżowych nagród i drogiego, bardzo analogowego – jak na kogoś pracującego w papierze przystało – sprzętu muzycznego.

Nawet gdybyśmy wprowadzili kiedyś dochód podstawowy pozwalający żyć wszystkim na poziomie klasy średniej – co się oczywiście nie stanie – i tak nie rozwiąże to problemu braku sensu w świecie bez pracy.

Koreański film nie ma pomysłu, co z tym zrobić, za to doskonale pokazuje świat, w którym zabijamy się o to, kto ostatni zgasi światło w kolejnym miejscu zdolnym generować akcjonariuszom zyski bez udziału ludzkiej pracy.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
10 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
dg30
2026-03-21 13:01

Proponuję aby zamiast szukać inspiracji w starych powieściach i kinie koreańskim p. Majmurek napisał scenariusz filmu opowiadającego o poszukiwaniu pracy, dochodu i statusu przez jakąś postać z kręgu ludzi znanych osobiście. Życie Sławomira Sierakowskiego jest gotowym scenariuszem filmowym, tylko spisać. Myślę, że sam bohater („okazjonalnie dramaturg”) chętnie pomoże.

Marek Jedliński
KP
Marek Jedliński
2026-03-21 18:13

Tymczasem Jeff Bezos skrzykuje inwestorów, by się zrzucili na jego „Project Prometheus”. Zamierza zebrać 100 mld dolarów i za te pieniądze skupić fabryki w „głównych gałęziach przemysłu” (jak piszą WSJ i inni), żeby je w pełni zautomatyzować przy użyciu AI. Za chwilę pojawią się zapewne inne projekty tego typu.
 
Od kilku lat część ekonomistów pisze, że AI to bańka rynkowa, która lada chwila pryśnie. Ten boom rzeczywiście ma cechy bańki rynkowej, a w tekstach przewidujących rychły krach można też wyczytać przewidywania, że skutki dla gospodarki byłyby o wiele poważniejsze niż skutki krachu na rynku kredytów hipotecznych w 2008.
 
Pewnie tak by było. Gdyby jednak ta bańka jednak nie pękła, to zanosi się, że skutki nieograniczonej ekspansji AI będą o rzędy wielkości gorsze dla wszystkich poza właścicielami AI.

posip2017
2026-03-21 19:36

Polak co pamięta lata 90 w takim Skarżysku Kamiennej czy w sumie gdziekolwiek to tylko wzruszy ramionami. Wielu z nas ma w swojej rodzinie lub kręgu znajomych kogoś który stracił pracę w latach 90 i nigdy na serio jej później nie odzyskał. Ja mam takich 2 (dziś wiekowych, poza rynkiem pracy od 20-30lat) Tak więc trochę zabawnie jest czytać jak nagle odkrywamy „wielkiego złego AI luda” co przyjdzie i nas zje. Jego „przodkowie” zjadali nas wielokrotnie, średnio raz na pokolenie. Może w USA robi to wrażenie, albo w osobach obcujących tylko i wyłącznie z amerykańską kultura w internecie, ale u nas? Destrukcja miejsce pracy jako efekt każdej zmiany to naprawdę nic nowego w Polsce

Ostatnio edytowane 4 dni temu przez posip2017
Van Troff
2026-03-22 16:02
Odpowiedź do  posip2017

Bardzo dobrze napisane. Mityczny rynek pracownika to był chyba w umysłach dziennikarzy w Warszawie. W takiej Jeleniej Górze czy Wałbrzychu jak wszystko siadło w latach 90 tak zostało bez dnia przerwy. Stabilne posady w zlikwidowanych urzędach, jednostkach wojskowych czy zakładach energetycznych jakoś nigdy nie dały rady być zastąpione przez pożal się boże turystykę regionalną.

Mishima
Mishima
2026-03-21 19:43

AI nie zabierze pracy nikomu kto robi coś wartościowego, nie zabierze lekarzowi, spawaczowi, policjantowi czy piekarzowi. Zabierze lewackim korposzczurom, z przyjemnością patrzę jak znajomi, którzy chwalili się, że są jakimiś brand executive legal associate czy innym gównem od wielu miesięcy są #opentowork na linkedinie xDD

tomek.syta
2026-03-21 21:56
Odpowiedź do  Mishima

akurat wielu lekarzom może zabrać pracę, spawaczowi jak najbardziej. Jako inzynier powiem ci że pracę spawacza z powodzeniem zastapi robot, jeżeli będzie wspomagany siecia neuronową nawet lepiej. Także w piekarniach automatyka pracy moe sporo zamieszać. Policja? Cóż, ludzie z patroli zostaną, ale już wszelkiego rodzaju pracownicy labolatoriów, analitycy mogą być zagrożeni.

pawel.wnuk.kat
2026-03-24 12:39
Odpowiedź do  tomek.syta

Naprawdę myślisz, że nie da się zastąpić w 80-90 procentach, pracy ludzi z patroli pracą robota/drona?

Van Troff
2026-03-22 15:58
Odpowiedź do  Mishima

Akurat lekarzy tak samo jak prawników AI dojedzie w pierwszej kolejności. Lekarskie diagnozy wydawane po 15 minutowej wizycie co dzień w innej sieciówce są tyle samo warte co wiadomości zaczerpnięte z facebooka albo z narady na whatsappie rodziców dzieci z przedszkola.

corkaadama
2026-03-25 20:22
Odpowiedź do  Van Troff

zabawne bzdury:)

Marek Jedliński
KP
Marek Jedliński
2026-03-22 22:49
Odpowiedź do  Mishima

Z ciekawości: skąd założenie, że istnieje jakaś dodatnia korelacja między byciem „korposzczurem” a posiadaniem „lewackich” poglądów? To przeczy intuicji i doświadczeniu. Osoba o poglądach lewicowych ani za bardzo nie chce pracować w korporacji (bo kto by chciał włazić do łóżka śmiertelnego wroga), ani nie ma raczej ochoty na bycie szczurem w wyścigu. Co nie znaczy, że w korpo nie ma osób o lewicowych poglądach, bo gdzieś pracować trzeba, ale zależności tam nie ma żadnej, tylko zwyczajny przymus ekonomiczny.