Kraj

Strzelaj do zwierząt na oczach dziecka, ale nie mów mu nic o seksie

Więzienie za edukację seksualną? To całkiem realny scenariusz. Sejm przegłosował odrzucenie skandalicznego projektu obywatelskiego, którego autorzy domagają się zmian w Kodeksie Prawnym i penalizacji nauczania o seksualności, nazywanego przez nich oraz popierających ten pomysł parlamentarzystów „deprawacją” dzieci i młodzieży. Jednocześnie uważający się za obrońców nieletnich posłowie i posłanki, podnieśli rękę za tym, by dzieci mogły uczestniczyć w polowaniach. Tu zagrożenia i demoralizacji zdają się nie dostrzegać.

Projekt pod wprowadzającą w błąd nazwą „Stop pedofilii” złożyła w ubiegłej kadencji Sejmu Fundacja PRO – Prawo do życia. Pod inicjatywą podpisało się 260 tys. osób, a teraz za skierowaniem jej do dalszych prac opowiedział się PiS, część przedstawicieli PSL-Kukiz’15 i cała Konfederacja. Przepisami zajmie się komisja kodyfikacyjna, która będzie musiała zaopiniować, czy proponowane zmiany – w tym w art. 200b Kodeksu Karnego – mają szansę wejść w życie.


Przeciwnicy edukowania młodych w zakresie takich zagadnień, jak seksualność, tolerancja czy zdrowie chcą, by do obowiązujących przepisów dotyczących karania grzywną lub więzieniem osób publicznie propagujących lub wyrażających aprobatę dla zachowań o charakterze pedofilskim, dodać ściganie tych, którzy „propagują lub pochwalają podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego, a także „propagują lub pochwalają podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej (…) w związku z wychowywaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką na terenie szkoły”. Za te „przestępstwa” można będzie trafić za kratki na 2 lub 3 lata.

„Prezerwatywa? Po co? Przecież jestem zdrowy”

W praktyce oznacza to całkowite wyrzucenie ze szkół zajęć z edukacji seksualnej i jakichkolwiek innych, podejmujących temat seksu, orientacji seksualnych, tożsamości płciowych czy zabezpieczeń przed ciążą i chorobami wenerycznymi.

W świetle tak skonstruowanego prawa karze będą podlegać nie tylko edukatorzy seksualni, ale także, jak piszą przedstawiciele Grupy Ponton „wychowawcy, położne, a nawet lekarze, którzy rozmawiają z młodymi o antykoncepcji, udzielają rad dotyczących bezpieczniejszego seksu lub przepisują recepty na antykoncepcję osobie poniżej 18. roku życia!”.

Polska – kraj, w którym rzetelnej edukacji odmawia dzieciom rzecznik ich praw

Prawica piszczy z zachwytu

Wprawdzie nie wiadomo, jak potoczą się losy projektu, ponieważ komisje sejmowe często działają jak „zamrażarki”, ale patrząc na to, jak przebiegała debata nad zmianą przepisów, nietrudno zauważyć, że ekipa rządząca jest nastawiona do pomysłów Fundacji PRO – Prawo do życia nad wyraz entuzjastycznie. Przemawiający w imieniu PiS w Sejmie Przemysław Czarnek stwierdził, że „Stop pedofilii” to inicjatywa „godna podziwu”. „Jeśli Rzeczpospolita ma przeciwstawiać się demoralizacji dzieci, to nie tylko może, ale wręcz musi karać za propagowanie podejmowania przez nie aktywności seksualnej” – stwierdził polityk.

Wtórował mu przedstawiciel ministerstwa sprawiedliwości Marcin Warchoł, który edukatorów seksualnych obwinia za wzrost agresji, uzależnienie od pornografii, niechciane ciąże wśród nieletnich oraz gwałty dokonywane przez dzieci na innych dzieciach. Reprezentant resortu Ziobry powołał się na historię chłopca z Walii, który skrzywdził koleżankę tuż po tym, jak wziął udział w zajęciach z edukacji seksualnej. Mimo, że z badań Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że w krajach, w których szkoły prowadzą takie lekcje, negatywne zachowania seksualne itp. wśród młodzieży zdarzają się rzadziej, Warchoł upiera się, że WHO się myli, a jej zalecenia i standardy dotyczące edukacji w zakresie seksualności są szkodliwe i niezgodne z prawem obowiązującym w Polsce.

Wypowiedzi polityka krytycznie skomentowała posłanka Lewicy, Hanna Gill-Piątek. „Wiceminister Marcin Warchoł dowodzi w Sejmie, że oglądanie przez dzieci pornografii ma na nie bardzo zły wpływ. Tylko czy wie, że jak zabronią edukacji seksualnej, to głównym źródłem wiedzy o seksie dla dzieci i młodzieży, będzie właśnie pornografia?” – napisała na swoim twitterze, gdzie później poinformowała, że tylko jej klub zagłosował w całości za odrzuceniem projektu.

Komentatorzy debaty sejmowej zwrócili uwagę, że w trakcie czytania „Stop pedofilii” padło wiele nieprawdziwych informacji i zmanipulowanych danych, w wymienianiu których przodował prezes Fundacji PRO – Prawo do życia i członek Ordo Iuris, Mariusz Dzierżawski. Z mównicy sejmowej przekonywał on posłów i posłanki m.in., że celem edukacji seksualnej jest „rozbudzanie seksualne już od niemowlęctwa” i czynienie nieletnich „łatwym łupem dla pedofili”. W jego wystąpieniu pojawiły się też tezy, że homoseksualizm jest zaburzeniem, a „geje mają średnio 200 partnerów seksualnych”.

Edukacja seksualna ratuje życie

czytaj także

Edukacja seksualna ratuje życie

Jayathma Wickramanayake

Kto się boi edukacji seksualnej?

O odrzucenie projektu gorąco apelowali jednak posłowie opozycji, głównie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej, którzy debatę nad edukacją seksualną uznali za próbę przykrycia porażek rządu w walce z pandemią koronawirusa. „Jakim trzeba być podłym człowiekiem, by wyciągać takie projekty właśnie teraz, gdy Polki i Polacy zmagają się z zarazą?” powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus z Lewicy. „To projekt oszukańczy. Pod hasłem pedofilia wrzuca się nauczycieli, pedagogów i oczywiście gejów, na których punkcie PiS ma obsesję” – dodała posłanka, podkreślając, że „Stop pedofilii” to „stek bzdur”, niemający nic wspólnego z realną ochroną nieletnich.

Poparcie projektu obiło się również głośnym echem w sieci. Publicysta i radny Rady Krajowej partii Razem Bartosz Migas zwrócił uwagę, że przed edukowaniem młodych najbardziej wzbraniają się środowiska, w których nadużycia seksualne są dużym problemem. „Edukacja seksualna ma wyposażyć młodzież w wiedzę na temat własnej seksualności m. in. po to żeby umiała ustrzec się przed molestowaniem. Nie dziwi więc, że tak ostro atakują ją religijni radykałowie. Zapewne z podobną determinacją komary walczyłyby o zakaz stosowania moskitiery” – napisał na Twitterze.

„Ten projekt to groźne narzędzie cenzury, które pozwoli delegalizować publikacje naukowe, wycofywać programy edukacyjne, filmy i seriale jak np. Sex Education, który porusza tematykę życia intymnego młodych ludzi. Czy wnioskodawcy chcą aresztować Netflixa?” zastanawiała się z kolei przedstawicielka Razem, Paulina Matysiak.

Europosłanka Sylwia Spurek na swoich profilach społecznościowych podkreślała z kolei, że penalizacja edukowania o seksualności jest potępiana w większości krajów europejskich i przez instytucje UE. „Przypomnę, że Parlament Europejski już w listopadzie negatywnie ocenił pomysły dot. karania za edukację seksualną. Za rezolucją głosowało 471 posłów i posłanek z 5 frakcji polityczych. Czas, aby edukacja stała się nową kompetencją UE. To sposób na ochronę dzieci przed ideologią prawicy” – czytamy we wpisie polityczki.

Grupa Ponton wskazuje, że przyjęcie projektu „Stop pedofilii” stoi w sprzeczności z opinią społeczeństwa oraz ważnych polskich instytucji publicznych. „Wyjątkowo niepokojące jest to, że całkowicie zostało zignorowane nie tylko stanowisko obywateli i obywatelek (za zagwarantowaniem młodzieży dostępu do edukacji seksualnej opowiada się 80% Polek i Polaków) Nie wzięto pod uwagę również zdania Sądu Najwyższego i Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, które jest zdecydowanie przeciwne tej skandalicznej ustawie i jednoznacznie stwierdza, że edukacja seksualna powinna być częścią edukacji publicznej. Głos w sprawie zabrał również Zarząd Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego oraz Sekcji Wenerologicznej przypominając, że »edukacja seksualna jest jednym z ważnych elementów przeciwdziałania pedofilii« podkreślając, że ustawa jest szkodliwa społecznie” – czytamy w oświadczeniu, w którym edukatorzy i edukatorki apelują do polityków i polityczek, by zajęli się „opłakanym stanem dziecięcej psychiatrii, edukacją i zapobieganiu przemocy domowej, która drastycznie wzrosła za sprawą pandemii koronawirusa, a nie karaniem edukatorów i edukatorek więzieniem”.

Stało się❗️ Odbyło się pierwsze czytanie projektu ,,Stop Pedofilii” i został on skierowany do Komisji Nadzwyczajnej do…

Opublikowany przez Grupa Ponton Czwartek, 16 kwietnia 2020

 

Zabijanie zamiast seksu

Tymczasem rządzący za ważniejsze od epidemii uznali obrady nad innym kontrowersyjnym projektem obywatelskim. Chodzi o nowelizację Prawa łowieckiego, której celem jest zezwolenie na udział nieletnich w polowaniach. Propozycja ta spotkała się z aprobatą niemal wszystkich posłów PiS i Konfederacji, a częściowo również Lewicy (SLD) i PSL-Kukiz’15. Autorzy i zwolennicy projektu utrzymują, że uczestnictwo w zabijaniu zwierząt wpływa pozytywnie na rozwój dziecka, ponieważ w ten sposób m.in. uczy się ono tradycji i poznaje przyrodę.

„Polowanie na ludzi” w ramach polowania na zwierzęta?

Te argumenty mocno skrytykowały organizacje działające na rzecz dzieci. Komitet Ochrony Praw Dziecka, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Stowarzyszenie na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia, UNICEF Polska, Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz koalicja Niech Żyją! (40 organizacji społecznych) w liście do marszałkini sejmu, posłanek i posłów napisały, że projekt jest sprzeczny z dobrem małoletnich i może wywołać u nich traumę.

„Uczestnictwo dzieci w wysoce zorganizowanych i technologicznie zaawansowanych procedurach masowego zabijania zwierząt rani i deformuje ich naturalną wrażliwość, zdolność do współczucia i empatii, a także szacunek dla świata przyrody. Dlatego właśnie w programach edukacyjnych szkół podstawowych i średnich nie umieszcza się przecież wycieczek do rzeźni” – twierdzi cytowany w piśmie psycholog, Wojciech Eichelberger.

Czemu tylko myśliwi? Wpiszmy polskich szmalcowników na listę UNESCO!

„Jednym z zadań państwa prawa jest ochrona najmłodszych obywateli przed narażaniem (również przez rodziców) na szkodliwe i niebezpieczne dla ich rozwoju treści. Dlatego bez względu na opinię opiekunów, prawo zabrania udostępniania nieletnim treści pornograficznych i epatujących agresją, np. w filmach. Tymczasem polowania to brutalna lekcja podmiotowego traktowania żywych stworzeń, która niesie ogromne ryzyko dla psychiki dzieci. Nie ma na to naszej zgody” – uważa z kolei Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Polska prawica zagrożenie dostrzega jednak nie w przemocy, a edukowaniu. W efekcie wkrótce rzeczywistością stanie się absurd, wedle którego przy dziecku będzie można zabić zwierzę, ale mówić o seksie – pod groźbą pójścia więzienia – już nie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać