Kraj

Sierakowski: Piszesz czy płacisz?

Studenci protestujący przeciw dalszej komercjalizacji uniwersytetu zostali przegłosowani przez posłusznych rektorowi UW parlamentarzystów.

Najpierw postawili sto tysięcy szkół wyższych na setne tysiąclecie wolnego rynku (jak wiadomo, narodził się w wyniku rewolucji neolitycznej razem z naturą ludzką). Później obiecali wszystkim pracę i karierę w zamian za dyplom i podali numer konta. Później ogłosili największy sukces transformacji: boom edukacyjny w Polsce. Dziś tymi dyplomami pracodawcy zapalają sobie cygara.

Potem przyszła nadzieja prosto Bolonii. Profesorowie do grantów, studenci do ECTS-ów! Robotników ani chłopów nikt już do niczego nie wzywał. Trafiają na studia rzadziej niż w PRL. Czym się różni kupowanie dyplomu na targu od kupowania na uniwersytecie? Czasem. Dystynkcją. Klasą społeczną.

Podzielili studia, żeby je dwa razy zaczynać i od razu kończyć, bo w międzyczasie można byłoby się czegoś nauczyć, ale to przeszło do pozalekcyjnych zajęć studenta. Razem 5 lat w USOS-ie bez zawieszenia. Zwolnienie warunkowe po 3 latach za dobre sprawowanie na rynku pracy.

Podobno wszystko teraz można zmierzyć: dyskusję, twórczość, cierpliwość. Podobno na wszystko jest rubryka. Profesorowie przejdą szybki kurs obróbki studentów skrawaniem.

I nic nie będzie wystawać. Dzięki temu rektor widzi cię zewsząd, wystarczy, że odpali komputer i zaloguje się do systemu. Tam jest cała prawda o każdym. Jest coś więcej w tobie? Zostaw dla siebie, dla uniwersytetu to nie jest już ważne.

Uniwersytety zamienili w przyzakładowe szkoły dla rynku pracy. Człowiek powróci do swojej natury, bo niczego tak człowiek nie lubi jak konkurencji. Nic tak nie mobilizuje do myślenia jak wyprzedzenie drugiego. Nic tak nie pomaga w pisaniu jak myśl o kolejnym grancie. Prawda? Prawdę też można policzyć, prawda?

O czymś jeszcze zapomnieli? Tak! Jakiś menadżer wpadł na to, że można jeszcze policzyć czas od zakończenia studiów do oddania pracy i nakleić cenę. I system się domknie. Nadzorować i karać. Czas to pieniądz.

*    *    *

11 maja późnym wieczorem podczas obrad Parlamentu Studentów w sali C Audytorium Maximum reprezentanci studentów protestujących przeciw dalszej komercjalizacji uniwersytetu zostali przegłosowani przez posłusznych rektorowi parlamentarzystów. Zlekceważono głos kilku tysięcy sygnatariuszy petycji oraz kilkuset studentów na sali, gdy nie zgadzali się na utajnienie głosowania, później gdy domagali się dyskusji nad ideą referendum wśród studentów, a w końcu w sprawie samych opłat.

Uniwersytet Warszawski był od swojego powstania jedną z najwyższych instancji oceny życia publicznego w kraju, której nawet autorytarna władza komunistów nie potrafiła otwarcie się przeciwstawić. Mimo wielu prób nie udało im się zarżnąć wolnej dyskusji ani odepchnąć siłą lub opłatą studentów i profesorów od ich najważniejszych obowiązków, czyli przekazywania wiedzy. Studenci potrafili protestowali w ’68 roku i w ’88. Do dyspozycji zawsze mieli wiec i strajk.

Obecny rektor prof. Pałys i Senat UW nie zapiszą się w historii UW swoją pseudoreformą. Ale mogą się zapisać ich studenci, jeśli znów obudzą uniwersytet.

Zobacz stronę protestujących: Uniwersytet to nie firma

***

DZIENNIK OPINII O PROTESTACH STUDENTÓW UW:
Maciej Gdula: Uniwersytet to nie firma
Borys Jastrzębski: Jak uchwalić studentom regulamin (bez ich udziału)

**Dziennik Opinii nr 132/2015 (916)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel Krytyki Politycznej. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na UW. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą German Marshall Fund, wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, uniwersytetów Yale, Princeton i Harvarda. Obecnie Richard von Waizsäcker Fellow w Robet Bosch Academy w Berlinie. Jest członkiem zespołu „Polityki", stałym felietonistą „Project Syndicate” i autorem w „New York Times”, „Foreign Policy” i „Die Zeit”.