Kraj

Sierakowski: Najlepiej RAZEM z liderem!

adrian-zandberg-razem

Po wielkim sukcesie Zandberga wielka szansa przed Razem. I jedna obawa.

Nie zamieniać polityki w pragmatyzm, ale też nie zamieniać jej w moralność – taka musiała być droga polskiej lewicy, jeśli chciała ona uniknąć dwóch głównych błędów popełnionych po ’89, czyli zapisywania się do dominującego SLD albo wegetowania na marginesie bez politycznego znaczenia. Jak się dokładnie odnaleźć? Na to pytanie każdy po lewej stronie musiał znaleźć własną odpowiedź.

Do czasu wczorajszej debaty, zakończonej merytorycznym popisem Adriana Zandberga z Razem, można było się obawiać, że jego partia za bardzo zbliża się do tej „moralnościowej” ściany, co grozi osunięciem się w antypolityczny radykalizm. Choć przecież Razem dała dowody, że wcale nie lekceważy pragmatycznej strony polityki. Najlepszym było skoncentrowanie się na budowie struktur i energicznym zebraniu podpisów.

Po debacie, po której wszystkie media doceniły jakość wystąpienia Zandberga, a zdecydowana większość komentatorów (w tym my) obwołała go zwycięzcą, pojawiła się nawet szansa na przekroczenie jednego, a może i dwóch progów wyborczych.

Efekt jakości (na tle ględźby reszty kandydatów) nałożył się tu na efekt świeżości oraz zaskoczenia. A to wszystko w chwili największego zainteresowania mediów i tuż przed wyborami. To musi bardzo partii pomóc.

W trakcie wczorajszej debaty Barbara Nowacka na pewno podobała się wyborcy masowemu formą, ale treścią za bardzo zbliżyła się do tego, czego słuchamy od lat u innych polityków. Każdy nowy polityk lub polityczka – zaczynając od razu w głównym nurcie – ryzykuje, że zanim zmieni reguły, reguły zmienią ją. Ale Nowacka ma nadal szansę udowodnić, że warto było podjąć się tego ryzyka.

Ci, którzy dłużej działają na lewicy, nie byli wczoraj zaskoczeni, wiedząc, jak zdolny i przygotowany jest Zandberg do roli lewicowego polityka (i nie tylko do tej zresztą). Niektórzy (w tym ja) zaskoczeni mogli być jedynie tym, że partia zdecydowała się od początku na takie, a nie inne rozwiązanie kwestii przywództwa. Tuż za zachwytem nad wczorajszym występem kroczy obawa, którą dobrze wyraziła Agnieszka Wiśniewska – partia, która nie chciała mieć lidera, zaistniała w społecznej wyobraźni dopiero, gdy ten się pojawił.

Jeśli skończy się na 2,5% – szczególnie w połączeniu z 7,5% dla ZL i porażką Nowackiej, Szczuki, Ostolskiego i innych, o których nawet ci, którzy mówią, że zza ich pleców wygląda Miller, dobrze wiedzą, że są to osoby z zupełnie innej gliny – to będzie to dramat partii Razem. Taki wynik zaprzepaści ogromną szansę partii w tych wyborach i cały wysiłek ludzi.

Celem angażujących się w budowę partii politycznej musi być sukces wyborczy. Znane nam partie, a za nimi cały świat mediów, przyzwyczaiły ludzi, że cel uświęca środki. Popełnieniem symetrycznego błędu ryzykuje z kolei Razem. Zapominanie o moralności (co celnie Zandberg wypomniał prawicy w kwestii uchodźców) przynosi dokładnie taki sam efekt, jak zapominanie o pragmatyzmie. Znika efekt.

A że Razem wie, jak być pragmatyczne, nawet więcej niż odrobinę, to mogliśmy zauważyć wczoraj. Gdyby było inaczej, Zandberg znalazłby wśród liderów kogoś bardziej zasługującego na krytykę niż Barbara Nowacka oraz nie zarzekałby się w stylu, którego nauczyła nas Platforma Obywatelska i SLD, że świeckie państwo oczywiście tak, ale nie wdawajmy się w wojny kulturowe.

Pozostaję przy opinii, którą wyraziłem, gdy Razem się ukonstytuowało, że każdy, kto działa na lewicy, tym bardziej jeśli nie wybrał drogi partyjnej, powinien dziś kibicować Razem.

Byłoby fundamentalną zmianą, gdyby do Sejmu dostała się autentycznie lewicowa partia, bez obciążeń postkomunizmem, złożona z wielu rzeczywistych działaczy społecznych, doświadczonych i merytorycznie świetnie przygotowanych. Właściwie nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że to oni lepiej wypadają w telewizji niż nudni i bezbarwni politycy, których marketing polityczny przystrzygł do form obłych – dla wszystkich i dla nikogo. Większą zagadką niż „co to jest partia Razem?” jest: „jak to możliwe, że ludzie nadal tolerują PO, PiS i im podobnych?”

A jeśli nie wszyscy jeszcze z Razem tak dobrze wypadają w telewizji, to dzielić to trzeba przez doświadczenie medialne. Marcelina Zawisza w programie Tomasza Lisa była przepytywana i musiała „na trzy cztery” odpowiadać na pytania, na które odpowiedzieć w ten sposób się po prostu nie da (np. na to, czy obniżać wiek emerytalny). Z czasem prowadzący zaczął ją też traktować z lekkim lekceważeniem, co przynajmniej u mnie wywarło efekt odwrotny, choć według obowiązujących kryteriów powszechnie oceniono jej występ krytycznie. Ale to raczej tym kryteriom sukcesu medialnego należy się negatywna ocena.

Niech Razem płynie dziś na jak najwyższej fali. Ale poważni politycy i polityczki z tej partii muszą odpowiedzieć na pytanie: czy oni i ich wyborcy nie będą żałować, że partia od początku nie zdecydowała się na przykład na współprzewodniczącą i współprzewodniczącego z kadencyjnością ograniczoną do jednej lub dwóch i pozostawieniem wszystkich dotychczasowych kompetencji zarządowi, dokładnie w tej samej formie, jaką ma dziś? Nie wydaje mi się to odejściem od najlepiej pojętej demokracji. W taki sposób Razem lepiej skomunikowałoby się nie tylko z dziennikarzami (w końcu ci polityków, gwiazd i celebrytów mają po dziurki w nosie), ale i ze zwykłymi ludźmi, którzy mogą być jej wyborcami.

Po wczorajszym, bezapelacyjnym sukcesie wzrosła nadzieja, że Razem naprawdę może się udać, ale i obawa, czy ten jeden błąd nie stanie jej na drodze do przekroczenia przynajmniej jednego z progów wyborczych.

Tak czy inaczej, jest coraz bardziej prawdopodobne, że wielu ludzi zmęczonych całą klasą polityczną wybierze właśnie partię Razem. Bo są po prostu ciekawsi.

 

**Dziennik Opinii nr 295/2015 (1079)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel Krytyki Politycznej. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na UW. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą German Marshall Fund, wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, uniwersytetów Yale, Princeton i Harvarda. Obecnie Richard von Waizsäcker Fellow w Robet Bosch Academy w Berlinie. Jest członkiem zespołu „Polityki", stałym felietonistą „Project Syndicate” i autorem w „New York Times”, „Foreign Policy” i „Die Zeit”.